niedziela, 26 marca 2017

Gabriel Garcia Marquez,  




Miłość w czasach zarazy




Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S. A
Data Wydania: 2008 r. 
ISBN:  9788374954181
liczba str.:  502
tytuł oryginału: El amor en los tiempos del colera
tłumaczenie: Carlos Marrodan Casas
kategoria: literatura piękna





 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:

 





Przeczytałem książkę zatytułowaną „Miłość w czasach zarazy” Marqueza jest to fascynująca historia dwóch osób: kobiety Ferminy Dazy i mężczyzny Fiorentino Arizy. Fiorentino był zakochany Ferminie, ale ta w młodości odrzuciła jego amory i wyjechała. Po powrocie z Europy do Ameryki Południowej Fermina wychodzi za mąż za doktora Juwenala Urbino. Fiorentino jes w związkach z różnymi kobietami, jednak te znajomości nie są na tyle trwałe, żeby wynikało z tego coś więcej niż tylko przygody miłosne. Kolejne stronice tej książki to nabieranie życiowych doświadczeń przez obydwoje bohaterów. I opisywanie tych wszystkich wydarzeń zajmuje autorowi niemal całą książkę. Tytuł sugeruje, że mamy mimo wszystko do czynienia z miłością. I to jest naprawdę ciekawe pytanie jak do tego doszło, że po 50 latach obydwoje przypomnieli sobie o tej miłości, że pomimo oddalenia, nie tylko tego liczonego kilometrami, ale też mentalnego odważą się na to próbę. Jak im to wyszło? Czy Fermina Daza iFiorentino Ariza spełnili swoje marzenia? 


W tytule jest mowa o czasach zarazy, chodzi tu przede wszystkim o cholerę, widać obydwoje wyszli cało z tego typu zagrożeń, mimo, że było ono całkiem bliskie i nie wiedzieli jakie będą ich koleje dni, czy je przeżyją. Główni bohaterowie zostali w wyśmienity sposób wykreowani. Marquez opisuje w mistrzowskim stylu wydarzenia, zarówno dobre, jak i złe, jak to w życiu bywa, no i sposób wewnętrznego przeżywania ich przez bohaterów powieści. Dlatego też ta historia jest tak niezwykła, można odnieść wrażenie, że mogła spotkać każdego z nas, bo to jest historia zwyczajnych ludzi, jednak miłość która ich połączyła sprawiła, że są oni niezwyczajni. Tak wykreowani przez Marqueza bohaterowie pokazali, że stara jak świat miłość potrafi wygrać mimo wielu przeciwności losu. Czytelnik czytając tą książkę po cichu liczy, że się uda, że obydwoje Fermina i Fiorentino znajdą szczęście w miłości.


Książkę warto przeczytać. Jest piękna i wyjątkowa. Polecam

czwartek, 23 marca 2017

Walter Wangerin, 




Jezus 




Wydawnictwo: Świat Ksiażki
Data wydania: 2007 r.
ISBN:9788324702749
liczba str.: 448
tytuł oryginału; Jesus
tłumaczenie; praca zbiorowa 
kategoria: religia




( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:

 






Wangerin pisze ciekawe książki dotyczące spraw wiary. Ja jakiś czas temu trafiłem na „Księgę Boga”, która jest po prostu literackim skrótem Biblii pozwalającym się zorientować czytelnikowi który z Biblią nie miał do czynienia zorientować się co Biblia w sobie zawiera. W tym czasie jak tą książkę czytałem dokładnie tak było ze mną, później rzecz jasna Biblia stała się moją codzienną lekturą. Kojarząc autora uznałem, że książkę o Jezusie, zatytułowaną po prostu „Jezus” warto było sięgnąć. W sumie każdy z was pewnie się domyśla co tu w tej książce można znaleźć, odniesienia do Biblii są bliskie oryginałowi. Działalność Jezusa też jest dobrze znana, począwszy od cudów, nauczań które wygłaszał, poprzez męczeńską śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie. Pozostaje więc pytanie czy warto zapoznać się z tym literackim przekazem Wangerina dotyczącym Jezusa nawet jeśli ma się do czynienia z Biblią? Myślę, że tak, bo tego typu książki mogą być pomocne w zgłębianiu i rozumieniu prawd wiary. 


Autor w bardzo interesujący sposób przedstawia realia czasów w których działał Jezus, postaci literackie również są w bardzo ciekawy i barwny sposób przedstawione. Czytając tą książkę warto przeżyć to wszystko jeszcze raz i podążać za Jezusem czy to uliczkami Jerozolimy, czy udać się z nim na pustynię, gdzie go Szatan kusił, wybrać się na wesele w Kanie Galilejskiej i odwiedzić setki innych miejsc na kartach tej książki i zainteresować się jak Wangerin opisał historię Zbawiciela. 


Polecam.

poniedziałek, 6 marca 2017

 Maxime Chattam, 





Cierpliwość diabła 




cykl: Ludovine Vancker, t. 2 




Wydawnictwo: Sonia Draga 
Data wydania: 2015 r.
ISBN: 9788379992904
liczba str.: 448
tytuł oryginału:  La Patience du diable
tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska - Maćkowiak 
kategoria: kryminał 





( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:   







Wędrując między regałami w bibliotece trafiłem na książkę „Cierpliwość diabła” Maxime Chattama. I naprawdę pozytywnie mnie ta książka zaskoczyła, bo dotychczas po lekturze dwóch książek tego pisarza przekonany do twórczości Chattama byłem co najwyżej średnio. Jednak do trzech razy sztuka, i można przekonać się, że warto dać czasem autorowi szansę, ta książka w kategorii książek kryminalnych jest wybitna.


Co my tu mamy? Całą serię brawurowych zdarzeń, w tym rozpieprzenie, tzn, wymordowanie wszystkich pasażerów, całego składu pociągu TGV przez dwóch naćpanych i opętanych nastolatków, po krwawą rzeź w restauracji czy kinie, i serię podobnych tego typu zdarzeń.  Mamy też szajkę handlującą ludzkimi skórami, a jak są ludzkie skóry to cudów nie ma muszą być też trupy ludzi obdartych ze skóry w dosłownym tego słowa znaczeniu. Policjantka Ludivine Vancker próbuje rozwikłać te wszystkie sprawy. Powołano specjalny wydział Komórka 666, ponieważ zachodzi podejrzenie, że te wszystkie sprawy wiążą się ze sobą, i odpowiedzialni za te wszystkie przestępstwa są sataniści. 


Mamy diabła? Może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bowiem istota z piekła rodem pojawia się tylko w przebraniu, ale to nie znaczy, że diabła nie ma, bo są ludzie, którzy jednoznacznie opowiadają się po stronie zła i są z tego dumni i chcą udowodnić światu, że dzieło Szatana jest wielkie, i że Piekło chce panowania nad światem. Pojawia się ten sam motyw co w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa, robotę diabłowi ułatwia fakt, że ludzie przestają wierzyć w Boga, a co gorsza przestają wierzyć w istnienie diabła, a to najlepsze warunki do działania złego, który wykorzystuje każdą okazję, żeby diablisko dostało się do duszy człowieka i robiło zamęt. A więc mamy tu niemal filozoficzno - religijne rozważania dotyczące zła. I tego co wszelkiej maści złe duchy potrafią zrobić z człowiekiem, jeśli damy się skusić. Pokusy mogą być z pozoru niewinne, np. słuchanie muzyki metalowej, które może prowadzić do obłąkanego opętania. Taka jest droga jednego z bohaterów, przestępców o pseudonimie HPL, który mówi o sobie, że jest wyznawcą Szatana. Do poznania tajemnic piekielnych służyć ma ezoteryczna księga o tytule „Necronomicon”, którą to HPL namiętnie czyta. 


Ta książka jest przepełniona typowo psychologicznymi rozważaniami, przy tym mamy tu psychikę nie tylko przestępców, którzy popadli w szatański obłęd, ale także śledczych, którzy mając z diabłem do czynienia, sami muszą z ty walczyć, żeby nie wpaść szpony złego. A ryzyko jest bardzo duże. Autor opisał w interesujący sposób mechanizmy i reguły policyjnego śledztwa zarówno pod kątem formalnym, jak i też próba przedstawienia mentalności stróżów prawa zarówno na gruncie prywatnym i zawodowym. Główną bohaterkę Ludivine Vancker czytelnik poznaje bardzo dobrze, niemal drobiazgowo poznajemy co robi przez wszystkie godziny w ciągu doby.


Kto wygra w tej konfrontacji dobra ze złem? Kto dowodzi grupą przestępców? Dlaczego to śledztwo jest takie trudne? I dalej wiele, wiele, nieskończenie wiele pytań i jakie są na nie odpowiedzi? 


Przeczytać książkę zdecydowanie warto. Polecam.

niedziela, 26 lutego 2017

Lee Child,  




W tajnej służbie 




cykl: Jack Reacher,  t. 6  




Wydawnictwo: Albatros - Andrzej Kuryłowicz 
Data wydania: 2012 r. 
ISBN:  9788376597386
liczba str.: 464
tytuł oryginału:  Whithot fail
tłumaczenie: Paulina Braiter
kategoria; sensacja
  
(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:    




Biorąc do ręki książkę Lee Childa zatytułowaną „W tajnej służbie” nie spodziewałem się, że trafię na tak ciekawie wykreowanego bohatera literackiego jakim jest Jack Reacher. W takie szczegóły, że jest wysoki przystojny, jako były żołnierz ma opanowane wszelkie możliwe uzbrojenie i co za tym idzie metody walki. Ale to jednak za mało, żeby być wyjątkowym bohaterem literackim, bo wszak takich jest mnóstwo w filmowej i literackiej popkulturze, a jednak Reacher ma w sobie coś niesamowitego, chociażby błyskotliwą inteligencję, jest człowiekiem oczytanym. Ma niewątpliwie wiele zalet, które potrafi umiejętnie wykorzystać. Na pewno zajrzę kiedyś z chęcią do innych powieści tego autora. 


W tej książce Jack Reacher załapuje się na misję, ma zrobić coś w rodzaju audytu. Ta robotę zleciła mu M. E. Frolich agentka Secret Serwice, agencja zajmuję się ochrona polityków najwyższych szczebli. Jakie to są imiona agentki Froelich,  nie ma potrzeby zdradzać, bo to ponoć tajemnica niemal państwowa, Jack Reacher pozna je bardzo późno w interesujących okolicznościach. Audyt został przeprowadzony Rechar i jego koleżanka z wojska Nangley robią swoja robotę skutecznie wykazując luki w systemie obrony. Wyszło im, że gdyby oni byli tymi złymi podopieczny agencji wiceprezydent elekt Armstrong zginałby przynajmniej kilka razy. Reacher słusznie się domyśla, że coś jest grane, że jest jakaś przyczyna, że Secret Serwice nie bez przyczyny potrzebuje wykwalifikowanych ludzi z zewnątrz, bowiem okazuje się, że zagrożenie jest realne,  ponieważ ktoś chce zabić nowego wiceprezydenta, człowieka w zasadzie znikąd i w tym jest kłopot. Bo właściwie nie wiadomo o co chodzi. Śledczy dochodzą do przekonania, że nie ma w tych groźbach przyczyn typowo politycznych, a więc jest jakaś inna, i to trzeba odkryć o co tu chodzi, kto chce zabić polityka i dlaczego? Reacher, Nangley, Froelich i inni ludzie z agencji wyjaśniają sprawę, kto może mieć do Armstronga jakieś urazy i dlaczego, to dla tych osób jest aż tak istotne, że giną ludzie, w tym kilka osób o tym samym imieniu i nazwisku, a nawet podobni z wyglądu co wiceprezydent elekt. Ponadto wysyłane są coraz groźniej brzmiące groźby. Sytuacja staje się krytyczna. 


Dodać trzeba wątek, że parę lat temu pracować brat Jacka Reachera Joe. M. E Frolich miała z nim romans. Obydwaj bracia są bardzo podobni z wyglądu, troszkę inni z charakteru. Joe cenił Jacka, bo ten w dzieciństwie zawsze go ratował i przeróżne opryszki woleli Joego zostawiać w spokoju, bo wiedzieli, że Jack złoi im skórę. Podświadomie Joe nadal tak uważał, zaryzykował i dał się wpędzić w pułapkę w której zginał. Jack uważa, że ta sprawa ma związek z jego bratem, że musi komuś przyłożyć, żeby zakończyć sprawę Joego? Czy istotnie tak jest? Nie trudno się domyśleć, że Jack Reacher i Froelich będą mieli się ku sobie. Choć obydwoje zdają sobie sprawę, że dla niej, że zawsze będzie Joe’m. 


Książka jest ciekawa, akcja pędzi bardzo szybko, a z drugiej strony motyw gry psychologicznej i łamigłówek natury kryminalnej jest bardzo interesujący.
Polecam.

piątek, 24 lutego 2017

 Neal Stephenson,




Ustrój świata, cz. 1  



cykl: Cykl Barokowy, t. 6 




Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 2007 r.
ISBN:  9788374800570
liczba str.: 354
tytuł oryginału:  The System of the World
tłumaczenie: Wojciech Szypuła
kategoria: powieść historyczna




 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl



  




Recenzując „Cykl Barokowy” Neal Stephensona przyszedł czas na ostatnia trylogię zatytułowaną „Ustrój świata” . Przeczytałem właśnie jej pierwszą część, czyli szósty tom cyklu. Stephenson jak zwykle namieszał. Akcja zaczyna się w momencie kiedy zakończył się pierwszy tom. W roku 1714 Daniel Waterhouse po latach nieobecności, wrócił do Londynu. Mamy tam zawarte obserwacje co też zmieniło się przez te kilkanaście lat w Anglii kiedy to przebywał w Amerykańskiej kolonii. Zaobserwował, że w kraju dobrze się wiedzie, że są dobre efekty w pracy nad walutą, którą rozpoczął i kontynuuje nada sir Isaac Newton jako dyrektor mennicy królewskiej. Ale nudy powiecie tak wybitny naukowiec zabawił się w księgowego? Ale jednak niekoniecznie, jak się okazuje, bo oprócz branżowej roboty z której myśliciel, wybitny naukowiec, wywiązał się wyśmienicie Newton miał w tym jeden ukryty cel typowo badawczy. Newton potrzebował dostępu do srebra i złota, a gdzie mógł go znaleźć najwięcej jak nie w majątku królewskim? Przez mennice przechodziło złoto jakiekolwiek trafiało na rynek Anglii i z rozpędu kawał świata, który był koloniami brytyjskimi również wchodził w grę.
Newton szukał śladów tajemniczego skarbu Salomona. Ciekawe, że natrafił na niego ścigając fałszerzy, to były fachowcy z 10 oryginalnych gwinei potrafili zrobić 11, która była równie dobra jak oryginał. Diabeł tkwił w szczegółach, w minimalnych różnicach wagowych, które były dopuszczalne przez mennice. Fałszerze również skupowali złoto i z niego robili monety. Newton natrafił na złoto, które znajdowało się na statku o nazwie Minerwa, prawie całe złoto skonfiskowane, ale, że Jack Sheftoe i jego kumple do remontu statku wykorzystali złoto, bo nic innego nie mieli pod ręką, to te złoto jako część statku się zachowała. Podróżnicy powoli się tych złotych płatów pozbywali zamieniając je sukcesywnie na ich tańszy odpowiednik.


W tej części opowieści o Jacku Sheftoe i pięknej Elizie jest niewiele, ale jak sądzę Stephenson ma zamiar z tym coś jeszcze zrobić w ostatnich dwóch częściach „Cyklu Barokowego”, bowiem te dwie postaci w szczególności ciekawych barw tej całej opowieści. No cóż pozostaje czytać dalej.


Warto przeczytać. Polecam.

środa, 15 lutego 2017

Harlan Coben, 




Ostatni szczegół  





cykl:  Myron Bolitar, t. 6

 


Wydawnictwo: Albatros - Andrzej Kuryłowicz
Data wydania 2007 r.
ISBN: 9788373596238
liczba str. 400
tytuł oryginału:  The Final Detail
tłumaczenie: Andrzej Grabowski 
kategoria: kryminał 



 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:   
 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/173697/ostatni-szczegol/opinia/38172241#opinia38172241  )                       
 


 





Książką zatytułowaną „Ostatni szczegół” pierwszy raz zetknąłem się z twórczością Harlana Cobena. Wynika z tego jedno nie zdradzę wam moi drodzy czytelnicy jak ta książka wygląda na tle innych książek tego autora co czasem jest potrzebną informacją. Mogę na swój sposób opowiedzieć natomiast czy ta książka jest ciekawa i co jest w niej interesującego. Motyw kryminalny został osnuty wokół śmierci bejsbolisty Clu Haida. Oczywiście było to zabójstwo. Głównym bohaterem który próbuje rozwikłać tę sprawę jest Myron Bolitar, z zawodu agent sportowy, cokolwiek to ma oznaczać, ktoś w rodzaju menadżera reprezentującego sportowców. Tacy ludzie nie tylko negocjują kontrakty przy okazji transferów klubowych, ale też zajmują się sportowcami, wiedzą o nich wszystko na jakiej pozycji w drużynie grają, czy aktualnie są na rezerwach, czy grają w głównym składzie, z kim siedzą w autobusie, czy samolocie w czasie meczów wyjazdowych i z kim wtedy śpią w pokoju hotelowym, dalej, jaki prowadzą tryb życia itp. Tak wiec jest to odpowiedzialna praca, a tymczasem Myron Bolitar urządził sobie leserkę, wybył na kilka tygodni na wyspy kanaryjskie w trakcie sezonu, gdy gra liga. Zawodnicy, którymi zajmuje się firma Myrona byli tym faktem sfrustrowani, a Myron odpoczywał w najlepsze. Poznał tam znaną dziennikarkę Terese Collins i obydwoje zajęli się romansowaniem ze sobą.
Tymczasem w Nowym Yorku coś się wydarzyło Myrona odnalazł jego przyjaciel Windor Horne Lockwood Trzeci, w skrócie po prostu Win. Kumpel Myrona był milionerem, majątek Wina szacuje, że posiada tyle ile wynosi budżet małego europejskiego państwa. Tak więc Win, on jedyny wie, gdzie podziewa się jego przyjaciel, opowiada mu co się wydarzyło i obydwoje postanawiają wrócić jak najszybciej do Stanów. 


Myron wraca do domu, wiedząc co się dzieję, że oskarżoną o to morderstwo jest jego przyjaciółka, dowody wydają się być pewne, bezwzględnie pogrążające Esperanzę. Jednak Myron uparcie nie wierzy w winę swojej przyjaciółki i za wszelką cenę próbuje dociec jak było. Kto to zrobił? Jakie miał motywy? No i inne typowe dla kryminałów zagadki się tutaj pojawią? Dowiadujemy się sporo o Clu Haidzie, np. że był wybitnym sportowcem, tylko prowadził rozrywkowe życie, w grę używki, w tym narkotyki, również kobiety zawracały mu głowę, a on z chęcią z tego typu seksualnych atrakcji korzystał. Myron podejrzewa którąś z kochanek, lub byłą żonę Bonnie. Oczywiście jak to bywa lista podejrzanych się wydłuża, a sprawa wikła się coraz bardziej. Na koniec pytania: jak to się zakończy? Czy morderca zostanie odnaleziony? Czy Esperanza zostanie uwolniona i oczyszczona z zarzutów?


Książka jest ciekawie, przyzwoicie napisana. Warto przeczytać. Polecam.

czwartek, 9 lutego 2017

 Philip K. Dick, 





Boża inwazja 





cykl: Trylogia Valisa, t. 2 




Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2011 r. 
ISBN:9788375101195
liczba str.: 312 
tytuł oryginału: The Divine Invasion
tłumaczenie: Lech Jęczmyk 
kategoria: science fiction 





 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:   

  




„Boża inwazja” Dicka to druga część „ Trylogii Valisa”, w sumie te trzy części ponoć są luźno ze sobą powiązane, choć zapewne stanowią jakąś całość, dlatego bez oba przeczytałem drugą część. Przyznaję jakoś długo do twórczości Dicka przekonać się nie mogłem. Oczywiście „Ubik” mi się podobał, ale widać nadszedł ten czas, żebym przekonał się do innych powieści. Tutaj warte wspomnienia jest to, że ciekawe wprowadzenie napisała Maja Lidia Kossakowska. Oczywiście nie będę się tutaj rozwodził, wspominam tylko, że warto się z tym tekstem zapoznać. W sumie mnie w tekstach science fiction nie przestaną zadziwiać i fascynować motywy sensu stricte religijne, i to, że autorzy pisząc o przyszłości, nauce, kosmosie mają tą potrzebę odwołań się do Boga. Tu ciekawostką jest to, że mamy kościół katolicko – islamski, no prawdziwe science fiction, ale zarówno Biblia jak i Koran obowiązuje równolegle, to jest ciekawostka jak oni to w praktyce mogli zrobić takie połączenie. Natomiast drugą potężną ideologią która rządzi Ziemią i odległymi koloniami jest partia Komunistyczna, zwana tutaj też Światopoglądem Naukowym. W teorii kościół i komuniści się tutaj zwalczają, ale nie jest to walka na śmierć i życie, kardynał Detroit Harms w najlepsze z przewodniczącym partii Bulkowskim uskuteczniają sobie telefoniczne pogaduszki, co daje podstawy sądzić, że ich życie na stopie koleżeńskiej jest całkiem dobre. Na pewno nowością jest to, że motyw zimnowojenny dostał się do fantastyki. Do tej pory częstsze były odniesienia do dwóch wojen światowych. W fantasy troszeczkę Goodkind czegoś podobnego potrzebował i tam w cyklu „Miecz prawdy” coś takiego się pojawiło.
Na pewno to jest ciekawe dla filologów jak archetypy spowodowane wydarzeniami historycznymi trafiają na karty różnych gatunków literackich, to jest niewątpliwie ciekawy proces. Dmitrij Głuchowski pisał w cyklu „Metro 2033”, że wszelkie możliwe idee pojawią się w takiej czy innej formie w przyszłości, bo one na dobrą sprawę nigdy nie umierają i mają zadziwiającą żywotność. Ci świat czeka w bliskiej lub dalekiej przyszłości revival* komunizmu, tak jak w tej książce prorokuje Dick? Ciekawe pytanie. 


W tej książce oprócz wiadomych odniesień do Biblii można znaleźć odniesienia do „Uniwersum Diuna” Franka i Briana Herbertów. Chodzi chociażby o motyw mesjański. Tam mamy Paula Muadiba, który ruszył na dżihad zmieniać Wszechświat, a tu jest bardziej ten motyw bardziej religijny. Bóg Jahwe uznał, że mesjasz musi wrócić i dokonać na nowo swojej robotę, bo na Ziemi i we wszystkich koloniach diabelstwo rozpanoszyło się do tego stopnia, że trzeba je precz przepędzić! Czy chodzi tu apokaliptyczny motyw końca czasów, który skądinąd w „Diunie” też mamy, czy po prostu Bóg w swojej dobroci postanowił dać ludzkości jeszcze jedną szansę. Główny bohater Emmanuel rodzi się na odległej planecie CY30CY30B. Oczywiście pic polega na tym, że musi dotrzeć na Ziemię, wedle zasad biurokracji kosmicznej jest to praktycznie niemożliwe, bo Ci koloniści którzy już wynieśli się z ojczystej planety nie byli na Ziemi z powrotem mile widziani, a bo to wiadomo czy po latach, czy nawet pokoleniach spędzonych w kosmosie Ci ludzie są jeszcze Ziemianami? Mogły transforamacje fizyczne i mentalne również zajść, chociaż transfer idei, religii, kultury, w tym kultury pop był zapewniony, ale i tak siłą rzeczy ci ludzie byli inni. No ale, że dla Boga nie ma nic nie możliwego to i nowy Mesjasz na Ziemię opanowanej przez zło musiał się znaleźć.


Książka ma troszkę dziwną strukturę raz Emmanuel jako dziecko już tu jest, a potem na kolejnych stronach mamy jak to się stało, że jego rodzice trafili na Ziemię, w tym jak przebiegała ich podróż w kosmosie, jak oszukano urzędy imigracyjne, żeby mogli się na Ziemi znaleźć. W sumie mamy tutaj więcej rozważań natury filozoficznej i religijnej niż takiej typowej książkowej zdarzeniówki, choć nie można powiedzieć, że nic się nie dzieje, bo to wszystko jest fascynujące. 


Książka zatytułowana „Boża inwazja” nie jest łatwa, bo czytając trzeba nieźle główkować co też za metaforykę Dick stosuje i jak to rozumieć. Ale jednak warto takie książki czytać, bo to jest kawał dobrej literatury, niezależnie od tego czy ktoś lubi science fiction czy nie na przykład. Ja nie ukrywam, że lubię tego typu kombinatorykę intelektualną w książkach fantastycznych i odkrywać co też autorzy maja ciekawego nowego do powiedzenia. Dick tutaj dał mi do myślenia.
Zdecydowanie polecam.








Ad.
*odrodzenie