środa, 20 września 2017

Erica Spindler,




Morderca bierze wszystko 




Wydawnictwo: Harlequin Polska 
Data wydania: 2006 r. 
ISBN: 8323816964
liczba str.: 480
tytuł oryginału:   Killer Takes All
tłumaczenie; Krzysztof Puławski 
kategoria: kryminał 



 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:

 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/35878/morderca-bierze-wszystko/opinia/41947533#opinia41947533   )   
 





Książka zatytułowana „Morderca bierze wszystko” jest kryminałem wielowątkowym morderstw mamy tu sporo kilkanaście przynajmniej dotyczy motywu gier RPG. Te gry kreują coś w rodzaju innej rzeczywistości, gdyby dotyczyła tylko komputerów można by powiedzieć, że wirtualnej, ale w RPB można grać na planszy, wystarczy, że zbierze się kilka osób, które chcą przenieść się w inny świat wykreować siebie jako postaci fikcyjne które chcą pokonać innych graczy. W tym tajemniczym RPG, które jest oparty na „Alicji w krainie czarów” Lewisa Carolla występują postaci z tej bajki. Głównym rozgrywającym jest Wielki Biały Królik, który jest kimś w rodzaju kreatora gry, uważa siebie za najlepszego i ma zamiar to udowodnić. Jeśli to zrobi, pozabija pozostałych graczy wygra, a jeśli ktoś pokona Wielkiego Białego Królika w bezpośrednim starciu wygra, tak będzie też jeśli futrzak nie dotrze do finału i będą go rozgrywali dwaj pozostali gracze. Opis jak wygląda ten RPG w który można grać w realu, spotyka się kilka osób i grają w grę planszową, i wirtualu, wiadomo gracz łączy się z rywalami przez internet, jest konieczny, bo do tego sprowadza się to co my tu mamy. Różnica jest zasadnicza ktoś gra w ten RPG w realu, naprawdę giną ludzie, a stawka jest wysoka. Akcja toczy się głównie w Nowym Orleanie.


Pierwszą ofiarą jest Cassie, i jej współlokatorka Beth, która nakryła sprawcę na gorącym uczynku i również zmarła. Cassie jest nałogową graczką w RPG, jej przyjaciółką Stacy Kilian, była policjantka z Dallas, która przeniosła się do Nowego Orleanu studiować na Uniwersytecie Nowoorleańskim literaturę. Te dwie kobiety oprócz tego, że się przyjaźniły były też sąsiadkami. Tym sposobem usłyszawszy strzał Stacy pierwsza trafia na miejsce zbrodni. Oczywiście wzywa policję. Główna bohaterka pomimo, że zrezygnowała z pracy śledczej w policji postanowiła wykorzystać doświadczenie zdobyte w tym fachu i pomóc policji rozwikłać zagadkę tego morderstwa. Tyle, że sprawa z każdym dniem się wikła coraz bardziej. Stacy dowiaduje się o grach RPG, o graczach, o tym co sądzą na ten temat specjaliści z zakresu nauk psychologicznych, itp. Stacy przy pomocy policjantów prowadzących sprawę Spencera Mallone’a i Tony’ego Sciame próbuje rozwikłać tą kryminalną zagadkę tyle, że zaraz wikła się w kolejne. Poznaje jednego z twórców gier RPG, pomysłodawcę Wielkiego Białego Królika i tej całej najbardziej ezoterycznej gry w świecie RPG, milionera Leonarda Noble’a i jego całą rodzinę, w tym córkę 16 latkę o imieniu Alicja rzecz jasna. Siłą rzeczy jest jednym z pierwszych podejrzanych, bo kto może być sierściuszkiem mordercą jak nie pomysłodawca Wielkiego Białego Królika?


Dalej giną kolejni ludzie z otoczenia rodziny Noblów. Akcja nabiera tempa, wikła się coraz bardziej pojawiają się kolejni podejrzani, w tym ponoć nieżyjący wspólnik Leo Noble’a Richard Danson podszywajacy się pod nauczyciela Alicji Clark’a Dunbar’a. Sprawa robi się coraz bardziej intrygująca. Na liście tego mordercy geniusza psychopaty jest też sama Stacy jako Szczere Kocisko z tej racji, że ma pazurki jak kiciuś i pcha się w przekonaniu Wielkiego Białego Królika nie tam gdzie ją chcą. Czy Stacy przeżyje i przy pomocy policji rozwikła sprawę? Kto to jest i jaki ma motyw. Czy będziecie zaskoczeni po przeczytaniu książki? Geniusz zabójcy polega na tym, że wykreował ta niezwykłą intrygę, cały czas grał/a a ludzie ginęli naprawdę. No i też na tym, że ta opcja jest najmniej prawdopodobna. A jednak…


Książka jest ciekawa. Warto przeczytać. Polecam.
 Wiera Szkolnikowa,






Namiestniczka, cz. 3 - Spadająca strzała




cykl: Namiestniczka, t. 3  




Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data  wydania; 2012 r. 
ISBN:  9788378393658
liczba str.:  600
tytuł oryginału; Strela na izlete
tłumaczenie; Rafał Dębski
kategoria: fantasy




 

( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
 

 




Przeczytałem ostatnią część trylogii „Namiestniczka”, tym razem jest to niemal bezpośrednia kontynuacja, król Elian wrócił i narobił bałaganu prowadząc ewidentnie prowojenną politykę. Niemal bezbronną Landię dało się podbić migiem, ale już z Kavdmem było więcej kłopotów, na lądzie i morzu były przegrane i w efekcie utrata jednej prowincji. Zaczęły się kłopoty gospodarcze skarbiec migiem opustoszał, bo wszystko szło na wydatki wojenne, w tym eksperymenty z wynalazkami na potrzeb wojny. W dodatku w kraju w którym był względny dobrobyt zwiększyło się rozwarstwienie społeczne biedota niemal głodowała, a bogaci mieszczanie wzbogacili się jeszcze bardziej o książętach rządzących prowincjami nie wspominając. Salome Jasna która będąc namiestniczką nie popisywała się za specjalnie jednak okazało się, że do roli królowej dojrzała, poprawiała niektóre niedociągnięcia rządów króla, rozdawała jałmużnę, wspierała biednych, no i w ogóle się wyrobiła. Co prawda nie na tyle, żeby dojść do poziomu chociażby namiestniczki Enrissy, ale jak na nią to i tak wiele. Okazało się bowiem, że kraj potrzebował królowej. Wyszkolił ją minister bezpieczeństwa Heng. Zbliża się bitwa na końcu czasów, Ared, zły, jeden z bogów, przeciwnik siedmiu dobrych bóstw jest coraz potężniejszy. Przepowiednie mówią jednak, że w ostateczności Ared przegra. W sumie ciekawe na czym miała by polegać wygrana Areda? To zasadniczo nie zostało sprecyzowane, u Goodkinda np. miało to być rozerwanie zasłony oddzielającej nasz świat z zaświatami, czyli praktyczny koniec świata. No i jest jeszcze jedna kwestia w „Namiestniczce”, kto ma z tym złem walczyć? Co najwyżej mamy tu paru kandydatów ale pewników nie ma, kto weźmie oręż i powalczy?


Czytelnik może zastanawiać się czy autorka ma zamiar do tego uniwersum wrócić z lepszymi pomysłami. Być może warto, bo i tak, Surem pozostałe prowincje imperium, no i kraje sąsiednie zostały ciekawie opisane przez autorkę.
Na pewno plusem jest kontynuowanie wątków typowo obyczajowych, i inne kwestie które składają się na mentalność bohaterów. To sprawia, że obraz świata fantastycznego jest u Szkolnikowej niezwykle barwny na pewno ciekawy. Bohaterowe są ciekawie wykreowanie przez pisarkę, są na tyle interesujący i fascynujący, że czytelnik z niektórymi z nich chce się utożsamiać, a na innych znalazłby z chęcią jakieś ładne pieski, żeby ich pogoniły. 


Na pewno zaskakują analogie typowo historyczne i polityczne, nie tylko dotyczące czasów cara Piotra Wielkiego w Rosji, jak to stwierdziłem recenzując pierwszy tom, ale znaleźć można odniesienia do zimnowojennego wyścigu zbrojeń, który ma miejsce w książce w czasach króla Eliana, i w przekonaniu niektórych bohaterów jest bezsensowny, bo prowadzi do wynajdywania coraz bardziej niebezpiecznych broni, a wiadomo, że wynalazków ukryć się nie da i wrogowie będą dążyli do przejęcia tej samej broni lub wynalezienia jakiegoś gorszego paskudztwa. Efekty mamy także w czasach współczesnych gdy mamy napięcia dyplomatyczne wokół Korei Północnej, które może spowodować nawet zagrożenie wojną nuklearną. Po raz kolejny czytelnik ma okazję się przekonać, że fantastyka wcale nie musi być tak fantastyczna jak to się może wydawać, skoro można wynaleźć w niej analogie nawet do bieżącej sytuacji politycznej. 


Ciekawe są oczywiście analogie literackie, wspominałem o cyklu „Pieśni lodu i ognia" G. R. R. Martina, ”Sagi o Wiedźminie” Sapkowskiego, Oczywiście „Władcy pierścieni” Tolkiena i do tego jak trylogię Tolkienowską interpretują Rosjanie Kirył Yeskov i Nik Pierumov. Wspomniałem powyżej w recenzowaniu trzeciego też o cyklu „Miecz prawdy” Terry'ego Goodkinda w którym to cyklu analogii politycznych jest pełno. Niewątpliwie literatura fantastyczna jest swoistym dyskursem w którym autorzy książek przedstawiają własny punkt widzenia na przeróżne problemy nurtujące pisarzy i czytelników. 


Warto przeczytać trzy części „Namiestniczki” Wiery Szkolnikowej. Polecam

niedziela, 10 września 2017

 Nerea Riesco,




Słoń z kości słoniowej 




Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2012 r. 
ISBN:  9788376598369
liczba str.: 478
tytuł oryginału:  Elefante de marfil
tłumaczenie; Elżbieta Sosnowska 
kategoria; powieść historyczna 





( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
  



Książka „Słoń kości słoniowej”, której autorką jest Nerea Riesco, jest powieścią historyczną, której akcja toczy się w drugiej połowie XVIII wieku i pierwszych latach XIX wieku. Mam takie przeczucie, że troszkę ten rozrzut w czasie nawiązuje do książki „Sto lat samotności” Marquza, tam mamy losy rodziny Buendiów, a tutaj mamy pewne miejsce w Sewilli, jest to drukarnia, o niezwykle oryginalnej nazwie ” Tu drukuje się książki”. I to jest warstwa typowo wydarzeniową tej książki. Bowiem motyw drukarni i książek, a także motyw poszukiwań pewnego dokumentu króla Alfonsa X Mądrego, który był królem Kastylii i Leonu. Władca jest znany m. in. z tego, że jest autorem pierwszego na świecie manuskryptu o szachach klasycznych z 1283 r. I tym sposobem przechodzę powoli do sedna tego o czym ta książka jest tak naprawdę, o szachach właśnie. A także o rywalizacji chrześcijan z muzułmanami, którzy walczyli nie tylko na froncie, ale z równym zapałem rywalizowali również na planszach szachownic. Szachy bowiem są znane z tego, że są metaforą wojny. I tu dla nikogo nie ma żadnego zaskoczenia. Ale jak się okazuje szachy są również metaforą życia, a więc ludzkich zmagań z przeciwnościami losu. Mieszkańcy Sewilli przeżyli trzęsienia ziemi, m. in. słynne Wielkie Trzęsienie Ziemi w Lizbonie, które w istocie było tsunami, jednym z największych w historii, odczuwalne po dwóch stronach Atlantyku, i w całej Europie zachodniej, powodzie, epidemie, głód, wojny, Napoleon Bonaparte interesował się również Hiszpanią i wojska urządzały strategiczną penetracje tego kraju. No i było wiele innych zdarzeń o mniejszym lub większym znaczeniu. No i mamy wreszcie tytułową figurkę słonia, w szachowej nomenklaturze hiszpańskiej jest to biskup, u nas hetman lub królowa. 


Ciekawe, że w świecie Islamu słoń wziął się z tego, że jest podobny do skoczka, czyli konika, bowiem wedle starych jak świat norm szachowych słoń mógł ruszać się o 2 pola w każdym kierunku, czyli jego siła rażenia w porównaniu do współczesnego hetmana jest mizerna, tyle, że podobnie jak skoczek mógł przeskakiwać inne figury i podobnie jak szachowa konnica zaskakiwać tym przeciwnika. W książce posiadacz białego słonia z kości słoniowej był uprawniony do tego, że weźmie udział w rozstrzygającym pojedynku z szachistą muzułmaninem. Dotychczas jest remis 2:2. Do rozstrzygającej batalii dojdzie jeśli zostanie odnaleziony oryginał dokumentu króla Alfonsa X. Obydwie strony poszukują go od 500 lat. Stawką jest zdobycie Giraldy, bramy przebaczenia, są to dwie wieże Sewilskiej katedry jedną z wiesz mają nasi, czyli chrześcijanie, drugą muzułmanie, która spełnia funkcję minaretu. Czy dwaj rywale posiadacze, dwóch figurek słoni staną do szachowej bitwy? 


Tak jak wspomniałem akcja książki toczy się przez kilkadziesiąt lat. Książkę zaczyna wspomniane trzęsienie ziemi. Mamy bardzo ciekawie wykreowanych przez autorkę wiele postaci, właścicielka drukarni dona Julia, murzynka mamita Lula. Niewątpliwie ważni są tutaj Leon de Montenegro, Abel de Montenero, i Guiomar de Montenegro, po kolei prawowici posiadacze słonia z kości słoniowej.
Książka ma ciekawą strukturę, tak jak w partii szachowej: Otwarcie, Połowa partii, no i Koniec Partii. Czy będzie szach mat?


Książka jest ciekawa i fascynująca. Warto ją znaleźć na bibliotecznej lub księgarskiej półce i po przytarganiu jej do domu przeczytać. Polecam.

niedziela, 27 sierpnia 2017

 Wiera Szkolnikowa, 






Namiestniczka, cz. 2 - Dzieci pogranicza






cykl: Namiestniczka, t. 2





Wydawnictwo: Prószyński i S -ka
Data wydania: 2011 r. r.
ISBN: 9788376487120 
liczba str.: 560
tytuł oryginał: Dzieci porubieżja
tłumaczenie Rafał Dębski 
kategoria:fantasy




( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:



 



Czytam dalej „Namiestniczkę” Wiery Szkolnikowej, ta druga część jest typową kontynuacją, akcja zaczyna się 10 lat po tym kiedy skończyła się pierwsza część wtedy kiedy wstąpiła na tron kolejna namiestniczka Salome Jasna, trzynasta namiestniczka o tym imieniu, w sumie do tej pory było ich 32, Salome jest 33. Czytając tą książkę dowiedzieć się można sporo o historii Suremu. Tak jak w poprzedniej części mamy tu sporo o obyczajach i mentalności, o czynach dobrych i złych. Swoją drogą zło przybiera na sile słudzy Areda chcą powrócić narobić zamieszania, cierpliwie i powoli ich plany się ziszczają, najpierw Salome zostaje namiestniczką, obiecano jej i sama w to wierzy, że król Elian powróci, a ona zostanie królową. I to jest kolejny punkt programu. Czytelnik który przyzwyczaił się do poprzedniej namiestniczki Enrissy, kobiety pełnej wdzięku, inteligencji, kobiety silnej i wybitnej, która trzymała całe imperium w garści tą nową namiestniczką będzie rozczarowany. Salome jest kimś w rodzaju marionetki. Imperium rządzi de facto mała rada a wiec czarownicy Daikaru i białe wiedźmy, troszkę miesza opiekun Laer, coś do powiedzenia ma wszechładny minister bezpieczeństwa Heng, który niewątpliwie cenił Enrissę. A Salome osądza dosyć krytycznie, gdyż widzi, że jeżeli już sama podejmuje jakieś decyzje, to są one błędne, chociażby decyzja w kwestii elfickiej. Elfy dostały co chciały, namiestniczka podjęła decyzję, że mogą poszukiwać kłusowników z elfickiego lasu po za jego granicami. Chodzi tu głównie o drzewa z tego lasu. W efekcie poszła z dymem pewna wioska, bo tam schronił się podejrzany o to przestępstwo, elfy zajęły się sprawą po swojemu, zastosowały odpowiedzialność zbiorową. Przeżył tylko dobrze schowany kłusownik Salin, przerażony uciekł ze wsi i zaczął elfy prześladować. Efektem były masakry elfów w wielu miasta, co niemal doprowadziło do rebelii, sprawą wojsko musiało się zająć, żeby zrobić porządek. 


Można odnieść wrażenie, że ten tom jest troszkę słabszy od części pierwszej, ciekawe czy to tylko przejściowe, i ostatnia część trylogii nie zawiedzie czytelnika, i wtedy będzie to można spuentować jako całość. Oczywiście pozytywy nadal są, chociażby przeróżne intrygi dworskie i polityczne, pojawiły się nowe postaci chociażby nowy mistrz Daikaru Mellin. Mamy nadal coś w rodzaju konfliktu książąt władającymi prowincjami z centralą, czyli władzą namiestniczek. W pierwszej części była rozprawa z księciem Kve Erro, tutaj Aellingowie podpadli. Władza o tyle nie ma problemu, że ród który popadł w niełaskę da się zastąpić. Kreacje bohaterów są niewątpliwie interesujące. W poprzedniej recenzji wspomniałem o nawiązaniach literackich do „Pieśni lodu i ognia" G. R. R. Martina, ale przecież nie tylko, tajemnicze lasy elfickie i nie tylko mamy przecież u Tokiena, pewne analogie można znaleźć u Sapkowskiego,
Najbardziej chociażby motyw rzezi nieludzi w Rivii, tam prześladowano głównie krasnoludów, a tu jak wspomniałem elfy mają wrogów nie tylko w mieszkańcach okolicznych wsi, którzy podkradają drewno, ale również przeciwko elfom są lordowie a także zakon czarowników Daikaru, tych niewątpliwie elfowie mogą się obawiać. Jak to Szkolnikowa rozwikła w ostatnim trzecim tomie? 


Mimo, iż, jak wspomniałem, ten tom zaniżył artystyczne loty tego cyklu nadal utrzymuję to przekonanie, że z tą książką warto się zapoznać. Polecam.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

 Karine Giebel,




Tylko cień 




Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania; 2015 r..
ISBN: 9788379993147
liczba str.:488
tytuł oryginału: Juste une ombre
tłumaczenie;Agnieszka Rosińska - Bóbr
kategoria:thriller





 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:

  




Zainteresowałem się książką o intrygującym tytule „Tylko cień”, której autorką jest Karine Giebel. Mamy tutaj thriller psychologiczny i to w istocie psychologia ma tutaj niebagatelne znaczenie. Bohaterów książki jest w istocie niewielu, ale za to opisy literackie postaci są tutaj rozpracowane przez autorkę bardzo szczegółowo. Rzuca się w oczy styl książki, przeważają zdania krótkie, kilkuwyrazowe, zdań dłuższych niż dwie, trzy linijki tekstu jest stosunkowo niewiele. Czasem czytelnik może odnieść wrażenie, że jest to styl niemal poetycki i takie ma też zadanie grać na emocjach czytelnika. Jakich? Każdy z was zapewne miałby troszkę inne i o to też chodzi, bo wiele tu zależy od postrzegania świata i interpretowania postaw poszczególnych bohaterów. Stylem pisania raczej rzadko w moich recenzjach się zajmuje, ale tutaj ma on szczególne znaczenie. 


Sprawa wydawać by się mogło jest banalna Cloe Beauchampe, kobieta, 37 wicedyrektorka korporacji, agencji reklamowej, aspirującej na stanowisko prezesa firmy, urzędujący prezes wybiera się niebawem na emeryturę, ma problem tej natury, że zauważyła, że ktoś ją śledzi, najpierw na ulicy, a potem, przypuszcza, że podejrzany osobnik Cień, chodzi po jej domu. Nikt jej nie wierzy, przyjaciele koledzy z pracy uważają, że to coś w rodzaju jakiejś manii czy paranoi, potocznie mówiąc nabierają przekonania, że Cloe ma coś z głową, i z tej racji ją ignorują. Ona trafia na komisariat policji, składa zawiadomienia, i spotyka się z podobną reakcją. Wyjątek jest jeden, wierzy jej urlopowany inspektor Aleksandre Gomez. Czy to wystarczy, żeby rozwikłać sprawę? Która robi się coraz poważniejsza wraz ze wzrostem ilości przeczytanych stron książki. Tu trzeba przyznać autorka perfekcyjnie oddaje stan psychiczny głównej bohaterki, osoby prześladowanej, a także sfrustrowanej, że prawie nikt jej nie wierzy, bo jeden policjant, który śledztwo prowadzi bez zezwolenia przełożonych to jednak za mało. Na swoje możliwości, a więc indywidualnej analitycznej dedukcji Gomez i tak osiąga niezłe rezultaty, tyle, że przeciwnik, Cień jest nie w ciemię bity, jest sprytny, piekielnie inteligentny i bardzo przebiegły. To sprawia, że właściwie jest nieuchwytny. Inspektor Gomez podejrzewa, że Cień ma na sumieniu przynajmniej jedną ofiarę. Ta przygoda z Cieniem dla Laury Palmer zakończyła się samobójstwem. Czy los Cloe również jest przesądzony? Czy Cień, jako prawdziwy drapieżnik nie da jej sobie wydrzeć? 


Te i wiele innych podobnych pytań charakterystycznych dla tego gatunku literackiego jest ciekawych, interesujących, intrygujących, sprawiają one, że książka daje do myślenia. A to sprawia, że warto tę książkę polecić wam moi drodzy czytelnicy. Jeśli traficie na nią na bibliotecznej lub księgarskiej półce to koniecznie po nią sięgnijcie. Niezwykłe, psychologiczne gwarantowane. Polecam.

czwartek, 10 sierpnia 2017

 Lee Childe,






61 godzin 





cykl: Jacka Reacher,  t. 14  






Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2012 r. 
ISBN: 9788376596464
liczba str.: 431
tytuł oryginału: 61 hours  
tłumaczenie: Andrzej Szulc 
kategoria: thriller
 



 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:

 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/138806/61-godzin/opinia/41202690#opinia41202690   )      




 




Lee Child napisał książkę zatytułowaną „ 61 godzin”, a ja trafiając na nią w bibliotece sięgnąłem po niej. Wy tej książce jest to czego można się spodziewać, głównym bohaterem jest Jack Reacher, wybitny specjalista od tzw. misji specjalnych. Ma za sobą 13 lat służby w wojsku a teraz jest kimś w rodzaju wolnego strzelca pomaga służbom policyjnym i specjalnym rozwiązywać przeróżne sprawy kryminalne. To, że Jack Reacher jest wielkim twardzielem który korzystając z siły i intelektu nieźle uprzykrza życie przestępcom to właściwie żadna niespodzianka, bo tacy powinni być dobrzy bohaterowie tego typu thrillerów sini i wytrwali. Tym razem jednak autor ma dla czytelnika niespodziankę tej natury, że ten zły bohater jest właściwie z tej samej ligi co Jack Reacher, bohater ten ma ksywkę Platon, jest szefem mafii, prawdopodobnie kolumbijskiej, która rezyduje w Meksyku. Jedną z najbardziej dochodowych działalności tej organizacji przestępczej jest handel narkotykami. Jednak Platon nie tylko chowa się tylko za murami dobrze strzeżonych rezydencji lub pojazdów mających obstawę równą tej jaką pierwszoligowi politycy, ale też sam potrafi okazać bezwzględność większą od wszystkich. Platon w przeciwieństwie do Jacka Reachera jest niski. Był jeden taki co się odważył tak zgodnie z prawdą do Platona odezwać, że jest niski, niewiele wyższy od karła, skończyło się to tym, że gość wylądował w szpitalu, a amputowane kończyny dostał w prezencie. Platon charakteryzuje się też intelektem i niebanalnymi zdolnościami przywódczymi. Autor tak urządził akcję, że ci dwaj panowie mieli okazję urządzić sparring na śmierć i życie. Kto wygrał można się w ciemno domyśleć, jednak Platon wcale nie był tu bez szans, a wynik tego starcia nie był wcale z góry przesądzony. Prawdopodobnie jest to jeden z trudniejszych rywali Reachera w całej jego karierze na kartach książek Lee Childa. 


Jack Reacher przypadkowo trafia do Bolton, niedużego miasta w Dakocie Południowej, jednym z większych pracodawców dla miasta jest okoliczne więzienie, i to nie tylko dla funkcjonariuszy, ale także dla właścicieli restauracji i pensjonatów, bo więźniów odwiedza rodzina, nawet z całych Stanów Zjednoczonych i rozkład autobusów dojeżdżających do więzienia jest celowo tak urządzony, że odwiedzający przynajmniej jedna noc muszą spędzić w miasteczku.
W tym czasie, w środku bardzo mroźnej zimy, gdy przybywa Jack Reacher rozkręca się afera kryminalna związana z dużą ilością metaamfetaminy pozostawioną przez wojsko po II wojnie światowej. Dla armii te kilkadziesiąt ton to było raptem miesięczne zapotrzebowanie, dla mafii Platona był to zysk liczony w setkach milionów jeśli nie kilku miliardów dolarów. Po za tym w mieście giną ludzie w jakiś dziwny sposób powiązani ze sprawą. Zagadka jest niby banalna, w takich sytuacjach, kto morduje? Niezwykłe jest to, że zamordowani niemal pchają się sami w ręce złoczyńcy. I to utrudnia jego identyfikację. Ciekawe czy wpadniecie na to, zanim autor to zdradzi kto to? Przyznam, troszkę nieskromnie, że mi to się udało. No ale to już robota dla was moi drodzy czytelnicy. 


Warto książkę czytać, główkować przy okazji, bo taka też jest specyfika kryminałów i thrillerów. Polecam.

piątek, 4 sierpnia 2017

 Wiera Szkolnikowa,






Namiestniczka







cykl: Namiestniczka, t .1  







Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Data wydania: 2011 r.
ISBN: 97883764852827
liczba str.:824
tytuł oryginału: Wybor Namiestnicy 
tłumaczeni: Rafał Dębski 
kategoria: fantasy




 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:






  

  





Zainteresował mnie cykl „Namiestniczka” Wiery Szkolnikowej i mam okazję przekonać się, że czytanie, jak na razie pierwszej części, to niezwykła przygoda literacka. Główną bohaterką jest namiestniczka Enrissa Imperium Anryjskiego. Formalnie jest ona, tak samo jak kilkadziesiąt jej poprzedniczek na tronie, małżonką króla Eliana, który zmarł dawno temu, i według legend ponoć ma wrócić. Ale właściwie nikt w to nie wierzy. Z tej racji, że to jest powieść fantasy nie można tego wykluczyć. Kandydatki na namiestniczki rekrutują się z wysokich rodów szlacheckich, ci najważniejsi zarządzają całymi prowincjami, które kiedyś były odrębnymi królestwami, jednak z jakiś powodów do imperium zostały przyłączone, tak jak to jest w koncepcji G. R. R. Martina, tyle, że podobnie jak u tegoż pisarza tworzy to zagrożenie, że rody się zbuntują. Jednak jak na razie porządek rzeczy jest stabilny, bowiem nie ma potrzeby robić zadym wystarczy pozbyć się namiestniczki, żeby przeforsować swoja kandydaturę na następczynie i uzyskać większe wpływy. To, że namiestniczki wywodzą się z niemal wszystkich rodów sprawia, że ambicje magnaterii są zaspokajane i tworzy to swoistą równowagę sił. Chodź do buntów czasem dochodziło w przeszłości. Teraz spróbował szczęście książę Kweig Erro i paru jego przyjaciół, no ale magowie załatwili sprawę zadziwiająco łatwo. Koncepcja fantasy nie ogranicza wcale, że król kamienny bałwan, jak nazywają niektórzy króla Eliana wróci, ale też zło wróci do świata, i w pierwszej kolejności ma zmieść imperium. Ponoć ma to być za czasów kolejnej namiestniczki, kandydatka o imieniu Salomea już jest. To robota magów i oni wystarczająco wpływowi, żeby to przeprowadzić. Potem albo wróci król albo znajdzie się jakiś inny, albo imperium upadnie ciekawe czy jacyś barbarzyńcy się zbiorą czy nastąpi podział kraju. Teraz mamy czasy spokojne, barbarzyńcy w wojnie o jakieś mało znaczące odległe wyspy dostali tęgie baty, mamy też względny dobrobyt w kraju. Sprawami wojny zajmuje się teraz młody graf Taworu i rewolucjonizuje armię na wzór oświeceniowy, kombinuje również z nowymi rodzajami broni a także ma ambicję, żeby imperium miało flotę wojenną. Niektórym te zmiany się nie podobają uważają za niepotrzebne, zwłaszcza, że magia wciąż jest na tyle dużą siłą, że jest w stanie rozstrzygać o losach bitew, a nawet całych kampanii wojennych. Akcja się rozkręca, nie tyko na dworze namiestniczki, ale również w prowincjach. Namiestniczki są różne, tak jak różni bywali władcy absolutni, akurat Enrissa uchodzi za dobrą i mądrą władczynię, w kraju jest porządek nie ma większych pertubacji, wrogowie krajowi nie zagrażają. 


Styl pisania Szkolnikowa ma interesujący, z jednej strony to co my tu mamy, i można podejrzewać, że będzie w kolejnych dwóch częściach, jest po prostu grą o tron, a z drugiej autorka z detalami dba o sprawy obyczajowe i mentalnościowe, i to jest niesamowite, że mamy tu obraz spójny i logiczny całego uniwersum świata fantastycznego, które autorka kreuje. Podobnie jak u Martina mamy też inne kraje, a nawet kontynenty o różnych klimatach zapewne. 


Można odnieść wrażenie, że tą powieść można konkretnie uzasadnić historycznie pod kątem wielu inspiracji literackich czyli świadomie kreowanych podobieństw przez autorkę. To się czasem zdarza w literaturze fantastycznej chociażby u wspominanego Martina mamy angielskie średniowiecze, w szczególności wojnę dwóch róż, czyli rywalizację Yorków i Lancasterów. Tak tu u Szkolnikowej prawdopodobnie są to czasy panowania cara Piotra Wielkiego w Rosji. Panowanie tego władcy to nie tylko zmiana stolicy z Moskwy na Sankt Petersburg, ale rozbudowa floty, reformy w armii, wygrane wojny, ale także próba przemiany mentalnościowej na wzorce żywcem wzięte z Zachodu. 


Niewątpliwie jako czytelnik jestem zainteresowany co też autorka wyspekulowała w pozostałych dwóch częściach tej trylogii. Książkę zdecydowanie polecam jest ciekawa i fascynująca. Warto przeczytać.