poniedziałek, 17 lipca 2017

 Paweł Majka,




Berserk 



Wydawnictwo: Filia
Data wydania; 2017 r.
ISBN: 9788380752153
liczba str.: 358
tytuł oryginału: ----------
tłumaczenie; --------
kategoria: postapokalipsa








 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 







Wydawać by się mogło, że przy tym zalewie literackiej postapokalipsy i zombie postapokalipsy nie da się nic nowego już napisać a jednak Paweł Majka zaskoczył niezwykle mroczną koncepcją. Jak widać na pewno autor wyspekulował, że fantastyka wyśmienicie się nadaje do literackich opisów stanu psychiki ludzkiej.
Autor pyta do czego pod kątem ewolucyjnym prowadzi nas świat, że stajemy się coraz bardziej uzależnieni od techniki w szczególności informatyki szeroko rozumianej z którą każdy ma do czynienia nawet gdy ma oczy wpatrzone w internet na zwykłym PC-ie czy laptopie, już nie mówiąc o tym, że potrzebujemy do szczęścia tabletów, smartfonów i jeszcze innych różnych urządzeń. Na dobrą sprawę tego nikt nie zbadał. Koncepcja, że cały świat od tego dostał szału, zwanym tutaj berserkiem jest naprawdę szokująca. Jednak zapewne w przekonaniu autora z czegoś ten koncept wynika. Nie wiem czy autor dysponuje badaniami psychoanalityków chociażby tych którzy zajmują się badaniem uzależnień od internetu, np. pornografii internetowej, czy gier komputerowych czy tylko wystarczyła Majce jego własna intuicja? Te pytanie można zadań pisarzowi przy jakiejś okazji.


Berserk to coś w rodzaju choroby cywilizacyjnej. My sami doprowadziliśmy do tego, że cywilizacja się skończyła. Koncepcji skąd się wzięło jest multum, jedni uważają, że to robota fundamentalistów ekologicznych, inni, że to sama planeta, czyli natura zastosowała mechanizm samoobrony, inni, że jest to czynnik kosmiczny bliżej nieokreślony, być może jakiś inteligentni kosmici uznali, że na Ziemi sprawy źle się mają i używając informatycznej metafory konieczny jest tu reset, a może jest to element cyklu natury, kiedyś coś wykończyło dinozaury, teraz kolej na nas ludzi. Co to jest za diabelstwo i jak się rozprzestrzenia? Ponoć to jest coś w rodzaju wirusa, ciekawe, że przypomina, i znów informatyka, działa to tak, że mózg ludzki po prostu sczytał pewne dane z internetu, radia, telewizji, i zrobili to praktycznie wszyscy ludzie na globie, czy ktoś zdołał tego uniknąć. W Krakowie, gdzie toczy się akcja najprawdopodobniej nie, ale wykluczyć się tego nie da całkowicie. Są spekulacje, że to jest możliwe, że ktoś kto gruntownie zbadał proces był w stanie ocaleć. Ciekawe, że dość dobrze przygotowane były dzieci, które co prawda zachorowały na łagodną odmianę berserku, grupa fanatyków gier komputerowych doszła do wniosku, że szykuje się coś złego i postanowiła okopać się na Wawelu. I tam przetrwać co się powiodło. Na Wawelu mieszka ok 50 dzieci. W przeciwieństwie do dorosłych pamiętają wszystko co było, w czasie półtoramiesięcznego globalnego szału gdzie ludzie zabijali się nawzajem i zjadali w sensie dosłownym. Ciekawe, że nie byli zombiakami, oni myśleli, używali narzędzi, zbierali się w grupy, i szli na polowanie. Ci ludzie nic nie pamiętali, niektórym tylko się śniło co robili w czasie tego zbiorowego szaleństwa. 


No ale w końcu się obudzili i trzeba było świat posprzątać i zorganizować się na nowo. Diabli wzięło 7 z 8 miliardów ludzi. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że i ten miliard zostanie w krótkim czasie zdziesiątkowany, poprzez choroby głów, a nawet deficyt dzieci. W Krakowie, mieście 800 tysięcznym została może setka dzieci przy życiu, a dorosłych około 20 tysięcy. Te liczby pokazują rażącą dysproporcję. Mieszkańcy miasta podzielili się na kilka frakcji. Dóbr wszelakich jest sporo, za wyjątkiem elektryczności, czynnych wodociągów, itp. No ale jedzenie zostanie szybko zjedzone, albo zgnije i trzeba sobie radzić. Deficyt jedzenia i wody to gotowy pretekst do kolejnych wojen, ciekawe, że jest nim też deficyt dzieci. Małolaty pochowały się na Wawelu i innych twierdzach np. szpitali czy więzień i są wobec dorosłych nieufne. Swoją drogą ciekawe co będzie jak sami staną się dorosłymi? Tu autor nie wczuwa się w odpowiedź, ale można się domyśleć, że nastąpi podział na pamiętających i tych z amnezją. Wystarczy tylko dobra ideologia, że jedni bądź drudzy są nieludźmi i kolejna krwawa jatka gotowa. Czy ludzkość ocaleje? Czy będziemy w stanie stworzyć na nowo cywilizację?


Książek jest mnóstwo na ten temat, począwszy od serii „Uniwersum metro 2033”, „Szczury Wrocławia” Szmidta, „Bastion’ Kinga, no i niewątpliwie „Miasto ślepców” Jose Saramago. Efekt u portugalskiego pisarza właściwie był podobny, wystarczyło, że ludzkość oślepła na kilka tygodni i Lizbona właściwie niczym się nie różniła od Krakowa w koncepcji Majki. 


Bohaterów mamy kilku: Karol, Rafał, Kruchy, Lucyna, Sylwia, dzieci Kasia i Maciej. Mamy przedstawione ich losy po otrzeźwieniu ze stanu berserku. Tylko Kasia opowiada swoją historię i Maćka w czasie szału. Bohaterem jest też miasto. Większość budynków nadaje się wprawdzie do użytku, mało jest za to ziemi dlatego z niektórych miejsc trzeba usunąć asfalt, chodniki z deptaków, wyburzane są blokowiska, najlepsze do zamieszkania okazują się stare kamienice, bo niektóre z nich mają chociażby piece. Mamy wszechogarniający zapach palonych ciał. Kraków to miasto ciche i ciemne w nocy. Ciche, bo nie ma zwierząt, uciekły przed ludźmi. Nieliczne psy i koty mają dzieci na Wawelu. Mamy opisaną historię enklawy kapitana Karola. Niewątpliwie Majka wykorzystał tu w tej książce swoje doświadczenie z pisania dwóch książek z „Uniwersum Metro 2033”, ale też pewne pomysły są zupełnie nowatorskie, genialne, straszne. 


Książka jest fascynująca i naprawdę przerażająca zarazem. Zdecydowanie polecam.

środa, 12 lipca 2017

 Paula Hawkins, 




Dziewczyna z pociągu 


Wydawnictwo: Świat książki 
Data wydania: 2015 r. 
ISBN: 9788380310650
liczba str.:328
tytuł oryginału: The Girl on the Train
tłumaczenie: Jan Kraśko
kategoria; thriller



 
 
 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 


  







Podróż pociągiem i ludzie podróżujący z Londynu do okolicznych miast i miasteczek, wsi i z powrotem posłużyli autorce do stworzenia intrygującej koncepcji literackiej. Bohaterami powieści zatytułowanej „Dziewczyna z pociągu” patrząc w ujęciu socjologicznym są pasażerowie pociągów podmiejskich, a także ludzie mieszkający przy torach i słyszą codziennie przejeżdżające pociągi. Natomiast w ujęciu typowo psychologicznym, ponieważ jak chce tego autorka Paula Hawkins mamy tutaj do czynienia thrillerem psychologicznym, mamy tutaj historię sześciu ludzi, trzech kobiet, i trzech mężczyzn, których relacje w bardzo zawiły sposób wiążą się ze sobą, mamy też zbrodnię. Zostaje zamordowana Megan. I ta sprawa, co też tej kobiecie się stało frasuje czytelnika. Autorka tak to urządziła, że potencjalnym podejrzanym/ą jest właściwie każdy/a z pozostałej piątki, każdy ma swój motyw, żeby tego dokonać. I ta typowo kryminalna zagadka jest nieźle przez autorkę zakombinowana, bo Paula Hawkins zwyczajnie wpuszcza czytelnika w maliny, tak, żeby za cholerę się w tym nie połapał, zanim przejdzie do sedna sprawy w istocie prostej. I zasadniczo porównanie do twórczości Hitchckoka wydaje się być uzasadnione. Widać dla Pauli Hawkins zarówno ujęcie socjologiczne opisanie specyficznej mikrospołeczności lokalnej skupionej wokół torów kolejowych, jak i ujęcie typowo psychologiczne jest równie ważne. 


Niewątpliwie mistrzowską kreacją jest główna bohaterka, tytułowa dziewczyna z pociągu Rachel, która jest bezrobotną pijaczką, niezbyt zrównoważoną psychicznie, nieźle świruje po wypiciu dużych ilości trunków i ma od tego luki w pamięci. W sumie to ona chcąc nie chcąc wtrąca się w życie Megan i jej męża Scotta, bo jeżdżąc najpierw do pracy do Londynu, potem po zwolnieniu jej z roboty udając, że tam jeździ, przez wiele lat zwraca uwagę na dom Scotta i Megan. Pociąg dojeżdżając lub wyjeżdżając ze stacji jedzie na tyle wolno, że to mieszkanie przy torach widać przez kilka chwil bardzo dobrze. Rachel widząc tych ludzi kreuje ich urojony obraz. I nagle coś widzi. Megan całuje się z innym facetem. Nie było by w zasadzie w tym nic zaskakującego, pewnie nawet ona przeszła z tym do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że następnego dnia Megan zaginęła. Trąbią o tym wszystkie media wiec nie sposób tego przeoczyć. Tym sposobem Rachel wraz z czytelnikami książki dowiaduje się szczegółów z życia rodziny Megan i Susan. Z każdą przeczytaną stroną napięcie rośnie. I o to tu chodzi. 


Na pewno oryginalne w tej powieści jest to, że główną rolę detektywistyczną w książce spełnia właśnie Rachel, która usiłuje sobie przypomnieć kilka godzin pewnego sobotniego zaniku pamięci, kiedy zaginęła Megan, potem kilku tygodniach wydało się, że została zamordowana, co ciekawe ona sama nie wyklucza, że ma z tym coś wspólnego. 


Mamy tutaj narrację trzech kobiet: Rachel, Megan i Anny. Ta trzecia jest drugą żoną Toma, pierwszą była Rachel, ona do tej pory nawet po kilku latach nie może się otrząsnąć po tej stracie. Natomiast Megan jest powiązana z Anną w ten sposób, że pracowała jako niańka, opiekowała się malutką Evie. Obie panie są sąsiadkami.
Anna i Tom mieszkają w tym samym domu w którym Tom mieszkał z Rachel i to potęguje jej frustrację. Trzecim mężczyzną w tej układance jest Kemal Abdic psychoterapeuta najpierw Megan a potem Rachel. Jest podejrzanym z tej racji, że był kochankiem Megan. No ale sprawa prowadzona przez policję utknęła w miejscu na długo, bo jak się okazało nie wszystko zostało wyjaśnione i Rachel drogą dedukcji, przypominania sobie co też było i co też widziała sama będąc w stanie upojenia alkoholowego. Akcja się rozpędza, na pewno przyspiesza w momencie kiedy zaginięcie Megan okazuje się morderstwem. Co przypomni sobie Rachel? Jak sprawa się wyjaśni?


Książka jest bardzo ciekawa warto przeczytać.

piątek, 7 lipca 2017

 Javier Sierra,





Tajemna wieczerza 




Wydawnictwo: Albatros, Sonia Draga
Data wydania; 2006 r. .
ISBN:::  9788373594401
liczba str.: 335
tytuł oryginału: La cena secreta
tłumaczenie: Anna Jęczmyk 
kategoria: powieść historyczna



 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 







W zapowiedzi, którą czytelnik może przeczytać na okładce tej książki, jest, że mamy do czynienia z hiszpańskim „Imieniem Róży” i po części to jest prawda, bo Javier Sierra w „Tajemnej wieczerzy” zawarł pewne motywy znane z twórczości Umberto Eco. Mamy klasztor, mamy mnicha, tutaj przybyłego z Rzymu, inkwizytora o. Leyre, który w Watykanie pracuje w kongregacji zajmującej się szyframi, pod przykrywką tej skromnej w istocie instytucji dobrze zakamuflował się wywiad, który rozwiązuje zagadkę tajemniczego szyfru, która zaprowadziła kilka osób na śmierć. Mamy bibliotekę klasztorną i bibliotekarza o. Alessadra. Nie ma średniowiecza, a jeżeli już to końcówkę tej epoki, gdzie ewidentnie jest widoczne, że myśl renesansowa opanowała umysły intelektualistów, w tym również duchownych. Konkretnie mamy rok 1497, panowanie papieża Aleksandra VI. Dodatkowo mamy tajemnicze zabójstwo zakonnika. I właściwie na tym podobieństwa się kończą, pojawia się postać Leonarda da Vinci, a więc można się domyśleć, że będziemy mieli tu koncepcje znane z książki Dana Browna, a więc obraz „Ostatnia wieczerza”. W tym czasie mistrz Leonardo maluje ten obraz goszcząc w klasztorze dominikanów w Mediolanie. I już w tym czasie wszyscy którzy mają okazję widzieć ten obraz w czasie procesu twórczego dumają jaka jest jego symbolika, czy wszystko tam się zgadza pod katem doktrynalnym, czy przypadkiem wizje malarza nie są heretyczne?, a jeżeli tak to o. Leyre powinien zbadać sprawę. Ktoś to przeczytał książkę Browna nic nowego tutaj nie znajdzie. No może interesujące mogą się wydać odniesienia do znaków zodiaku, ewentualnie mamy też motywy znane z mitologii egipskiej. Pytanie na ile rzeczywiście ludzie mogą stracić wiarę dowiadując się o istnieniu tajemniczych ewangelii apokryficznych? Pytanie i tego typu refleksja za tym idąca bierze się stąd, że jest to książka o książkach, a w szczególności tej jednej, tajemniczej książce z której Leonardo da Vinci czerpał inspiracje do stworzenia „Ostatniej wieczerzy”.


Co do samej akcji o. Leyre na zlecenie przełożonych, w tym samego papieża, rusza do Mediolanu rozwiązać pewną zagadkę szyfrową, przy okazji ma za zadanie odnaleźć autora szyfru, tajemniczego wróżbitę. Oczywiście o. Leyre poznaje Leonarda da Vinci, i co ciekawe artysta zajmuje się nie tylko malowaniem, ale też szukaniem modeli do obrazu, najbardziej kontrowersyjną postacią jest Judasz, padła koncepcja, że został nim, bibliotekarz o. Alessandro, to spowodowało, że współbracia zmienili do niego nastawienie na zdecydowanie negatywne, wkrótce zakonnik ginie zostaje powieszony. Wkrótce ginie jeszcze jeden zakonnik dokonując samospalenia. O co tu chodzi? Czy te wszystkie tajemnice łączą się ze śmiercią zakonników? Czy zostaną wyjaśnione? 


Książka jest interesująca, postaci zostały w sposób barwny wykreowane. W szczególności postać Leonarda da Vinci jest ciekawie ujęta. Autor spróbował przedstawić artystę jako zwykłego człowieka, który lubił gotować i biesiadować ze znajomymi spędzając czas na rozmowach. Książkę czyta się z zainteresowaniem. Książka jest dobra. Warto przeczytać.

czwartek, 29 czerwca 2017

 Robert J. Szmidt,



Wieża



cykl: Otchłań, t. 2 




Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2016 r..
ISBN:  9788365315366
liczba str.: 488
tytuł oryginału: ------------
tłumaczenie: ----------
kategoria: postapokalipsa




 ( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:

 






Przeczytałem drugą część cyklu „Otchłań” zatytułowana ”Wieża”, której autorem jest Robert J. Szmidt. Mamy tutaj dalszy ciąg rozważań dotyczących mieszkańców podziemnego Wrocławia jakieś 20 lat po nuklearnej apokalipsie. Ponadto, podobnie jak w pierwszej części wędrówkę po tunelach nad którymi znajduje się praktycznie zniszczone miasto, a po za miastem znajduje się dżungla, którą opanowały mutanty i zmutowane rośliny. Samo miasto przed dominacja mutantów się obroniło, przede wszystkim dlatego, że walczą z nimi, mięso niektórych z nich jest jadalne chociażby szarików, zmutowanych psów. W tej książce bardzo dużo dowiadujemy się o obyczajach ludzi, co jedzą, oprócz szarików, funkcjonują szczurze farmy, ciekawe, że to właśnie szczury są tutaj walutą, widać w koncepcji Szmidta naboje są towarem zbyt deficytowym, żeby mógł mieć do nich dostęp byle kto. Do diety mieszkańców podziemi należą wszelkie możliwe robaki. Interesującą kwestią jest fakt, że pojawia się motyw rozwarstwienia społecznego. Nieliczni bogaci ludzie są w stanie stworzyć sobie warunki mieszkaniowe niemal bliskie temu co było przed wojną nuklearną. Przy okazji czytelnik może się dowiedzieć jakie są rozrywki mieszkańców kanałów, oprócz upijania się i spożywania wszelkich możliwych używek, tutaj wyobraźnia wyboru specyfików konsumentów właściwie nie zna granic, ale też jest muzyka. Są to nieliczne ocalałe płyty winylowe, Freja zleca Nauczycielowi, żeby przy okazji jednej z misji stalkerskich na powierzchni zabrał płyty jej ojca z domu. Mamy też walki gladiatorów czy to ze sobą, czy konfrontacje z szarikami. Są też książki, jedni używają ich jako papier do palenia zioła. A inni wolą używać książek standardowo po prostu czytając je. Nauczyciel na drodze swojej peregrynacji podziemnymi kanałami trafił nawet do funkcjonującej biblioteki. Po za tym funkcjonuje całkiem typowe życie uliczne, tyle, że pod ziemią, funkcjonują bazary na których handluje się wszystkim co się da. Tego typu opisy można znaleźć w każdej z tych książek z serii „Metro 2033” i nie ma w tym nic niezwykłego. Na pewno ciekawa jest inwencja i pomysłowość autorów i z tego względu warto te książki czytać. 


Ciekawe niemal w każdej z tych książek „Metro Uniwersum 2033” są refleksje dotyczące cywilizacji jak to wygląda teraz, czyli 20 lat po wojnie nuklearnej Tutaj u Szmidta jest motyw, że przez te 20 lat społeczność Wrocławia wyzbierała chyba wszystko co się dało z powierzchni i niewiele jest do zebrania i co z tego wynika.
Czy cywilizacja przetrwa kolejne lata i dziesięciolecia i dalej, jaka jest przyszłość ludzkości? U Szmidta pojawił się też motyw, znany z ideologii nazistowskiej, czyli podziału na ludzi i podludzi, ci z kanałów i tuneli gardzą tzw. wyklętymi Czystymi, bo ci zdołali przetrwać w szczelnych bunkrach Otchłani, albo innych np. prywatnych bunkrach, a Ci z tuneli często narażeni na pobyt na powierzchni na trudne warunki egzystencji, codzienną wojnę o przetrwanie nienawidzili Czystych, bo przez to, że mieli lepiej nie dostowali się do nowych warunków. Ich przewaga wynika z tego, że mają lepszą broń, no i dysponują technologię i to skrzętnie wykorzystują. Są podejrzewani o różne zbrodnie. Główny bohater Nauczyciel w pierwszym tomie dotarłszy do Otchłani, teoretycznie z Otchłanią współpracujący jest podejrzliwy co do intencji Czystych, podejrzewa, że dla swoich celów chcą wywołać kolejną wojnę między enklawami. Próbuje temu zapobiec na własną rękę. Czy ta misja ma szansę się powieść? Kreacja bohaterów w tej książce jest  wyśmienita. Wraz z Nauczycielem i Niemotą wszelkimi kanałowymi drogami podąża wraz z nimi Iskra, to jest zaskakujący duet. W pierwszej części niewiele wskazywało na to, że oni się zaprzyjaźnią i życie sobie będą zawdzięczać w sensie dosłownym. Ciekawa kreacja to Freja, ona jest wyklętą, a jednak poradziła sobie, prowadzi knajpie o nazwie Klatka jest osobą bogatą i wpływową. 


Niewątpliwie ta książka jest ciekawa. Autor pozwala czytelnikowi poznać mentalność mieszkańców podziemnego Wrocławia. Mamy tutaj różne typy osobowościowe, opisany wpływ jak apokalipsa zmieniła ludzi. Książkę warto przeczytać. Polecam.

środa, 21 czerwca 2017

 Suzanne Collins





Kosogłos



cykl: Igrzyska śmierci, t. 3





Wydawnictwo:Media Rodzina
Data wydania: 2014 r.
ISBN: 9788372789808
liczba str.: 376
tytuł oryginału: Mockingjay
tłumaczenie: Małgorzata Hesko - Kołodzińska
kategoria: science fiction





( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/234265/kosoglos/opinia/40159664#opinia40159664   )    
 



 




„Kosogłos” jest troszkę inną książka niż dwie poprzednie części cyklu „Igrzyska śmierci”. W pierwszej i drugiej części mieliśmy głodowe igrzyska, chodź ich kontekst był troszkę inny do tego czego apogeum mamy tu w trzeciej części, a więc rewolucję. W tej części przynajmniej z założenia chodzi o to, że Katniss dojrzewała jako rewolucjonistka, i w końcu wzięła w niej udział jako jej symbol.
Mamy również tutaj narrację Katniss, w przypadku relacji z igrzysk to możliwie zdało egzamin, ale w przypadku rewolucji wyszło jednak troszkę gorzej. Było nie było ta rebelia ma znacznie większy rozmach a Katniss czasem brała udział w naradach u prezydent Coin to nie ma opcji, żeby miała tą sama wiedzę co przywódcy rozstawiający pionki na metaforycznej szachownicy. Oczywiście Katniss i Peeta nie byli zwykłymi pionkami, bo wtedy ani Trzynastka, ani Kapitol nie zawracali by sobie nimi głowy, byli raczej skoczkami lub gońcami. Figury użyteczne, ale w razie potrzeby się je poświęca w rozgrywce szachowej i daje na stracenie. Tak było z Peetą, kiedy prezydent Snow pozwolił na to, żeby akcja ratunkowa się powiodła. Zadaniem umęczonego pod względem psychicznym i fizycznym Peety było zabicie Katniss. Tak też zrobiła prezydent Coin, poświęcając Prim, siostrę Katniss, żeby przyśpieszyć upadek Kapitolu, wiedząc, że z Katniss już pożytku żadnego nie będzie, co najwyżej będzie robiła tournée po Dystryktach jako celebrytka. Katniss zrobiła swoje, w zamyśle autorki miał być to czyn na miarę rozwalenia areny ale nie był. O ile rozwalenie areny sprawiło, że tlący się gdzieniegdzie bunt w niektórych dystryktach przekształcił się w pożogę, która niczym ognisty żywioł rozpaliła całe Panem. A tutaj, to, że politycy są siebie warci, to przecież żadna niespodzianka. Jednego polityka zastąpi drugi i po sprawie. Katniss dobrze broni się w tym cyklu jako indywidualistka, która musi przeżyć igrzyska, ale już jako element zbiorowej machiny wojennej już niekoniecznie, żołnierz idzie na wojnę, żeby realizować konkretną strategię wytyczoną przez generalicję, nawet jeśli tego nie rozumie. Ona nie musiała rozumieć po co Prim zginęła, ale miała iść na front zrobić swoje, bo po to tam poszła. Miała 17 lat, wcale nie tak mało, w postaniu warszawskim młodsi szli tłuc Niemców i nie zastanawiali się czy gen. Tadeusz Bór Komorowski wie co robi. Był rozkaz strzelać, powstańcy strzelali, przegrupować siły, robili to, poddać się również. Tutaj też tak jest nie ona była od tego, czy prezydent Coin podejmuje dobre decyzje. Ona była odpowiedzialna za wygranie wojny i za to jakie koszty trzeba ponieść, żeby to zrobić. Katniss stanęła po stronie Trzynastki i rebelii w dystryktach świadomie i dobrowolnie. Bo jednak w tej rewolucji wcale nie chodziło o nią i o Peetę, choć spora część wojny propagandowej do tego się sprowadzała, no ale propaganda z natury rzeczy kreuje różne byty medialne wykorzystuje los jednostek do celów ideologicznych.
Kosogłos jest nie tylko symbolem ale też ideą. 


No i tutaj zaczynają się schody, na czym polega idea Kosogłosu? Głodni ludzie zaczęli się buntować, im chodziło o polepszenie warunków socjalnych, jak w każdej rewolucji. No ale czy to dostali? Ani słowa w książce. Można się tego domyśleć analizując organizację Trzynastki, tam każdy z prezydentem włącznie je to samo, porcje żywnościowe są racjonalizowane w zależności do wieku potrzeb wynikających z wysiłku pracy lub na wojnie. W porządku, tyle, ze Trzynastka to przecież system bunkrów, a czy na otwartej przestrzeni zdołali wprowadzić taki system? Nikt może nie zajada się kawiorem i innymi drogimi specjałami, ale też nikt głodny nie chodzi. Jeśli tak, przypuszczalnie ta rewolucja miała sens. Wynika on raczej z ograniczonego potencjału gospodarczego Panem. Stary system się zawalił prawdopodobnie w wyniku kryzysu gospodarczego. System polegał na tym, że mieszkańcy Kapitolu żyli w dobrobycie, a w dystryktach ludzie głodowali. Czy kiedyś było inaczej? Tego nie wiemy. Wiemy, że była rebelia 75 lat temu i Kapitol wtedy wygrał. I tu należy się doszukiwać przyczyn tego co mamy teraz. Mamy dużą nienawiść większości mieszkańców dystryktu do Kapitolu i wszystkiego co jest z Kapitolem związane, w tym igrzysk w szczególności? Do czego to doprowadziło wiemy i czytelnik widzi, że nowa władza ma takie same pokusy? Wynika z tego, że na bank Collins może pisać kolejną trylogię o następnej rewolucji w Panem za jakieś 50 lat. Czyta rewolucja coś zmieniła? Jest mowa o wprowadzeniu republiki, czyli ustanowieniu lepszego systemu władzy. Ale czy to zrobili? Nic nie znajdziemy. Najważniejszym pytaniem zdaje się było? Czy będą 76 głodowe igrzyska czy nie? Jedna i druga strona konieczność igrzysk tłumaczy to tym, że resztek ludności nie stać na pogromy ludności, dlatego lepiej jak ludzie dostaną trochę krwi na arenie i im to wystarczy. Ale jest luka w tym rozumowaniu Panem istnieje dłużej niż 75 lat, i jak sobie wcześniej radzili bez igrzysk, czy były wcześniejsze rebelie zakończone regularną rzezią? Na pierwszy rzut oka czytelnik widzi, że znaków zapytania jest tutaj zbyt dużo. A te wynikają z tego, że autorka zbyt się wczuła w opisywanie losów dwoje 17 latków Katniss i Peety, a za mało mamy tutaj informacji o historii Panem, które są potrzebne.


Owszem wiemy, że był apokaliptyczny kataklizm, którą przetrwał niewielki procent ludzkości, który na gruzach państwa znanego kiedyś jako Stany Zjednoczone próbuje budować coś nowego. To jest ciekawe, na pewno ciekawy opis tego typu sytuacji dał Jack McDewitt w książce zatytułowanej „Droga do wieczności”, w której autor opisuje barbarię na terenie USA po upadku Zachodu.
W tej koncepcji mamy wiele lokalnych niewielkich państewek. Ze spuścizny intelektualnej niewiele zostało i na tej podstawie znajomości raptem kilku książek budują mitologię wspaniałej cywilizacji, która przeminęła, a która budowała wspaniałe miasta, drogi, itp. Tutaj w przypadku Suzanne Collins ludzie są o tyle szczęśliwsi, że ze spuścizny ocalało dosyć dużo, wykształceni ludzie znają historię, literaturę, starożytne języki, w tym łacinę. No i w przeciwieństwie do książki McDewita u Suzanne Collins Kapitol jest na naszym poziomie, niczym się nie różni od współczesnych metropolii. A dystrykty już dużo gorzej, wiemy, że mają np. telewizory w domach, ale to dlatego, żeby mieli dostęp do propagandy no i oglądali głodowe igrzyska, a pozostałe dobra współczesnej cywilizacji nawet jeżeli są, to są dość mocno reglamentowane i z dostępem do nich jest duży problem. Ich sytuacja przypomina sytuacje robotników w XIX wieku, ludzie pracowali ciężko za marne pieniądze po kilkanaście godzin na dobę, nic dziwnego, że dochodziło do buntów zarówno lokalnych, które czasem przekształcały się w ogólnokrajowe rewolucje. 


Na pewno Suzanne Collins pokazała to co jest dobre w dwóch poprzednich częściach, a więc rozważania dotyczące ludzkiej psychiki, interesowali ją zwycięzcy igrzysk oprócz Katniss i Peety, Haymitch, Johanna, Finnick, Annie, i paru innych jeszcze. Na pewno fascynowało autorkę, kim trzeba być z psychologicznego punktu widzenia, żeby igrzyska wygrać i kim się stać po latach? Czy zmieniali się, czy pozostawali sobą, jaki był ich tok myślenia? Te analizy typowo psychologiczne są ciekawe tu u autorki. Postaci nastoletnich bohaterów, które ona kreuje są niezwykle interesujące. Niewątpliwie warto zapoznać się z losami Katniss i Peety, a także wszystkich pozostałych bohaterów cyklu „Igrzyska śmierci”. Polecam.

piątek, 16 czerwca 2017

 Richard Doetsch




 13 godzina




Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Data wydania: 2011 r.
ISBN::  9788376595146
liczba str.: 416
tytuł oryginału: The 13th hour
tłumaczenie: Andrzej Szulc 
kategoria: thriller, fantastyka  



( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:


 




Richard Doetsch stworzył w swojej książce zatytułowanej „13 godzina” zamieszanie thrillerowo fantastyczne. Można się głowić czy takie coś w ogóle jest możliwe, a jeżeli już, to jak to w ogóle może wyjść, i czy czytelnik w tym się nie pogubi. Autor odważnie spróbował szczęścia, no i cóż można powiedzieć wyszło super. Główny bohater Nick Quinn przeżył niezłą jazdę w tej książce. Akcja zaczyna się od tego, że ginie jego żona Julia, on niemal od razu trafia na komendę policji z niewesołą perspektywą, że to on zostanie oskarżony o zabójstwo ukochanej kobiety i czekają go długie lata odsiadki, jeśli nie dożywocie. I tu nagle zjawia się tajemniczy gość wciska mu równie tajemniczy artefakt chronometr, który daje 12 możliwości cofania się o godzinę i w perspektywie odkręcenia tego co się wydarzyło. Nick ma 10 minut na uwierzenie, że takie science fiction jest możliwe, opuszczenie komisariatu, a potem 12 godzin w czasie których odbędzie 12 transferów w czasie na uratowanie Julii. Tytułowa „13 godzina” zadecyduje na amen o losie Julii.


Nick właściwie nie ma wyboru i traktuje ten uśmiech fortuny jako dar od losu, bierze się do roboty, prowadzi rutynowe śledztwo, swoją wiedzę wykorzystuje w czasie przyszłym/przeszłym, przekonuje się, że to nie jest wcale takie proste jak się wydaje, bo swoimi czynami może zmienić życie wielu ludzi, co gorsza sam może zginać, bo kulki wystrzeliwane z pistoletów podążają swoimi trajektoriami lotów, bardzo często trafiając w cel. Do tego, żeby było ciekawiej mamy katastrofę lotniczą, zderzyły się mały i duży samolot, ponad 200 osób umiera. W tym samolocie miała znaleźć się Julia. W pierwotnej wersji nie wsiadła do samolotu, tylko po to, żeby zginać kilka godzin później. Chodzi o tajemnicze włamanie, którego Julia za pośrednictwem oczu kamer stała się świadkiem. Nagrania wszelkie nośniki w przekonaniu przestępców muszą ulec zniszczeniu, a m. in. Julia była od odstrzału. Nick próbuje do wszystkiego dojść. Przy czymś musi dojść do czegoś co wydaje się właściwie niemożliwe i takie właśnie jest musi tak ustawić sekwencje zdarzeń, żeby było dobrze w tej decydującej 13 godzinie. 


Bohaterów tej książki nie ma dużo, tych pierwszo i drugoplanowych jest może kilkadziesiąt osób, trzecioplanowi to pasażerowie samolotu, mieszkańcy miasteczka Byram Hills, i inni np. pasażerowie ekspresu, jadącego do Nowego Jorku, kierowcy samochodów na drodze, itp. A jednak jak czytelnik wkrótce się przekona jest tych bohaterów wystarczająco dużo, pojawiają się w różnych konfiguracjach, raz żywi, martwi, znowu żywi, kręćka można dostać, niektórzy np. Julia kilkakrotnie umierają, niektórzy widzą własną śmierć na zdjęciach np. policjant detektyw Bob Shannon, inni piszą listy do samych siebie np. Marcus, przyjaciel i sąsiad Quinnów, pisze list o godź. 18:00, żeby przeczytać później o 14:00 tego samego dnia. Wiem, wiem jak to wygląda, ale taka jest ta książka. Akcja zaczyna się 28 lipca o godzinie 21:22, o 22:00 świat spowija ciemność a Nick trafia do godziny 20:00, i tak wędruje cofając się wstecz przez cały dzień aż do godziny 10:00. Samolot wystartował o 11;16 i za chwilę tuż po starcie samoloty się zderzyły, bo drugi mały samolot również się wzniósł niespodziewanie po chwili, i to jest tutaj kluczowa informacja. Bohaterów ciekawie autor wykreował. Czy uda się rozwikłać zagadki typowo kryminalne Nickowi podążając w czasie i przestrzeni przez całe miasteczko. Na pewno zaskakiwał ludzi mówiąc, że ten zabije Julię, albo mówiąc szczegółowo z detalami bandytom co ukradną. Jak Nick w tym zamieszaniu się w tym połapie?
Czy uratuje Julię? Czy wygra ich miłość? Bo mimo, że to jest thriller przecież jest to książka o miłości, odwzajemnionej Nicka do Julii i na odwrót. 


Książka jest pokręcona, dziwna, fascynująca, niesamowita, ale ja takie uwielbiam czytać. Polecam.

niedziela, 11 czerwca 2017

 Tomasz Duszyński,


Droga do Nawi



Wydawnictwo: Czwarta Strona. Grupa Wydawnictw Poznańskich
Data wydania: 2015 r.
ISBN::  9788379763030
liczba str.: 544
tytuł oryginału: -----------------
tłumaczenie: -----------
kategoria: fantastyka




( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:







Droga do Nawi” mamy tutaj fantazyjno mitologiczny miszmasz w style Neila Gaimana, tyle, że tam były bóstwa skandynawskie, tu u Duszyńskiego mamy nasze rodzime bóstwa słowiańskie, prym wiedzie Perun, które podobnie jak w książce „Amerykańscy bogowie” zaplatali się w naszym świecie i im tu dobrze. Istnieje podstawowa zasada, dopóki istnieje choćby jeden wyznawca tu na Ziemi bogowie mogą się czuć bezpieczni. Jeśli któryś z bogów straci wyznawców oznacza to, że są deportowani w zaświaty, najprawdopodobniej na Drogę do Nawii. Czym jest ta owa droga? Żeby za wiele nie spoilerować trzeba by tu użyć metafory Jarosława Grzędowicza z książki „Popiół i kurz. Opowieści ze świata Pomiędzy", Nawia jest światem Pomiędzy światem żywym a Nawią, do Nawi chce każdy, bo jest rajem w świecie równoległym, ale trzeba przejść szlakiem Drogi do Nawi, która podobnie jaku Grzędowicza jest miejscem niezbyt sympatycznym, szlajają się tu wszelkiej maści potwory małe i duże. Wiedźmin Sapkowskiego z pewnością tutaj by się nie nudził. 


Koncepcja innych światów to nic nowego w literaturze fantastycznej. Począwszy od C. S. Lewisa „Opowieści z Narnii” Po Terry’ego Goodkinda „Reguła dziewiatek”, „Rycerz kielichów” Jacka Piekary, Andrzej Pilipiuk swoje trzy grosze dodał, „Wojna kwiatów” Tada Williamsa. Właściwie bez końca można wymieniać tytuły książek i idące za tym koncepcje fantastyczne w których inne światy, bądź światy przeróżnej maści światy równoległe przenikają się wzajemnie, zarówno podróże z naszej rzeczywistości gdzieś, po transfer odwrotny, ktoś dziwny z innego świata pojawia się u nas i tworzy to spore zamieszanie. Bogom słowiańskim w książce Duszyńskiego dobrze u nas, mają paskudny zwyczaj zabawiać się ludźmi, losami ludzkimi i dokładnie to robią. Nawiązanie do „Iliady” Homera jest tutaj oczywiste. 


Mamy tutaj trójkę głównych bohaterów Alek Bielski, Polak, weteran z Afganistanu, Misza Asieniewicz, moskiewski milicjant, i Ksenia Morozowicz, zwyczajna, ale jednak niezwyczajna kobieta, Rosjanie. Losy tej trójki splatają się ze sobą na kartach tej powieści, ale jeszcze ciekawsze jest to, że mają coś wspólnego ze starymi słowiańskimi bogami, tym sposobem widzą więcej niż inni ludzie. Ta interakcja tej trójki z bogami jest ciekawa, bogowie sobie tych dwóch mężczyzn i tą kobietę szczególnie upodobali, żeby wtrącać się w ich losy. Czy Ci ludzie mają coś do powiedzenia, mogą zadziałać wbrew temu fatum? Każde z tej trójki na swój sposób odpowiada samemu sobie na to pytanie. Miejsce akcji: Polska i Rosja. W naszym kraju Wrocław i Warszawa, w Rosji, przede wszystkim Moskwa. 


Książka jest dobra. Jak ktoś tego typu klimaty literackie lubi z pewnością będzie zadowolony. A jeżeli nie mieliście do czynienia z tego typu książkami moi drodzy czytelnicy to ta książka stwarza okazję żeby się przekonać do tego typu koncepcji fantastycznych. Polecam.