piątek, 15 stycznia 2021

Oliver Bowden, AC - Podziemnie

 Oliver Bowden,


Assassin's Creed - Podziemnie


cykl: Assassin's Creed , t. 8


Wydawnictwo: Insignis

Data wydania: 2015 r.

ISBN:   9788365315243

liczba str: 472

tytuł oryginału: Assassin's Creed: Underworld

tłumaczenie: Paweł  Podmiotko 

kategoria: fantastyka, gry komputerowe



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/260106/assassin-s-creed-podziemie/opinia/60660293#opinia60660293   



                                                                   


                                                                                     

Czytam dalej książkowy cykl „Assasin’s Creed”, który oczywiście jest oparty o serię gier „Assasins Creed”. Przy czym trzeba koniecznie wspomnieć, że książki są uzupełnieniem gier, bowiem wydarzenia z gier pojawiają się dopiero w drugiej połowie fabuły książki, często na sam koniec, i chyba o to chodzi, żeby to nie było nudne jak flaki z olejem powtarzanie fabuły z gier, bo nawet jak ktoś nie jest graczem bez stresu może odpalić sobie gaming graczy/streamerów na popularnym portalu i po problemie. A książka ma inny cel, pozwolić wejść w głębie, poznać motywy bardziej szczegółowo. W grze „Assassin’s Creed - Sindicate” mamy dwoje bohaterami jest rodzeństwo Jakob i Evie, oczywiście w recenzowanej książce „Assassin,s Creed - Podziemnie” też ich mamy, ale bardzo dużo miejsca zajmuje motyw ich ojca Ethana Frye. Mamy rok 1862 r. rewolucja przemysłowa, która przyśpieszyła świat, który podążył w kierunku jaki mamy dzisiaj. Odwieczna rywalizacja asasynów i templariuszy trwa nadal. W grze to wygląda niezwykle: bijatyki na wagonach pociągów, misje asasynów w fabrykach, sceny pościgowe powozów na ulicach Londynu, itp. Tytuł tomu „Podziemnie” sugeruje, że templariusze mają się dobrze, w szczególności opanowali Londyn, asasyni chowają się gdzieś na prowincji i podjęli próbę odzyskania stolicy i idących a tym wpływów. Ciekawostką jest, że z najnowszej gry „Assasins Creed – Vallhalla” gracz dowie się, że zarówno Ukryci, tak w dawnych wieków nazywali się asasyni i Zakon Pradawnych lub Zakon Starożytny, czyli jak się domyślacie templariusze przybyli na wyspy brytyjskie wraz z Rzymianami i już tam zostali tocząc odwieczny spór. Pewnie jak będzie nowa książka z gry, czytelnik dowie się więcej szczegółów na ten temat, bo to dobre miejsce, żeby problematykę poruszyć.


W książce podobnie jak w grze mamy klimat Londynu dziewiętnastowiecznego, począwsy od polityki, panowanie królowej Wiktorii, pojawiają się znane nazwiska, wynalazców, filozofów i słynnych ludzi tej epoki, pojawił się młody ok 10 lat Sherlock Holmes np. i już wtedy okazywał swoje genialne zdolności. Interesującym motywem jest, że mamy dość szczegółowo opisane szkolenie asasyna. Jasne, że było szkolenie Altaira, ten przeszedł procedurę dwukrotnie, Ezia, Connora, itd., rzecz jasna okazali się godni zasług, jakie ich później spotkały. Ale też tutaj mamy, że nie każdy się nadawał do skrytobójczych akcji, które są znakiem firmowym tego zakonu, czyli zabijani ludzi na potęgę w słusznej sprawie. Wiemy, że są osoby w zakonie, które się zwyczajnie do tego nie nadają, co nie znaczy, że nie ma dla nich miejsca, bo mają inne zdolności np. administracyjne, intelektualne, mają doświadczenie w rozeznawaniu problemów itp., a to wszystko jest przydatne w zakonie. I to jest interesująca informacja.


Książka jest ciekawa, momentami podchodzi, pod kryminał, dowiadujemy się, że wraz z kolonistami asasyni i templariusze trafili do Indii, przy czym do jednego i drugiego zakonu trafili również hindusi. Dużo, jak zwykle, jest o walce obydwu zakonów, o zdobywanie artefaktów, o dominację własnej koncepcji, obydwie były ciekawe, i ludzie z obydwu zakonów nawzajem się przenikają. Tutaj akurat nic nie ma na ten temat, być może dlatego ,że asasyni w współczesnych wiekach są w głębokiej defensywie, walczą wręcz o przetrwanie, jak będzie kiedyś jakaś gra z XX/XXI wieku to będzie bardziej wyraziste. Tego dowiadujemy się z tzw współczesnych wstawek z każdej gry. Asasyni założyli potężną korporację Abstergo i to im pozwala uzyskiwać przewagę. Słynny animus, to wynalazek firmy Abstergo przecież, dzięki któremu chcieli dotrzeć do asasynów z przeszłości i uzyskać ich wiedzę. Oczywiście asasyni to nie chłopcy do bicia i radzili sobie z problemami. W grach walka jest dwutorowa, we współczesności i w przeszłości, w której bierze udział pasażer animusa. Koncept jest rewelacyjny.
Fajne jest, że twórcy gier odwołują się do bieżących wydarzeń, np. r. 2012 , kiedy skończył się kalendarz Majów i wieszczono koniec świata, i wykorzystano to w grach. A teraz w 2020/21 r. mamy sytuację związaną z pandemią covid 19, która pojawiła się grze w „Assassin Creed – Valhalla” i w związku z czym mamy ponowne zagrożenie, że będzie kolejny koniec świata. Oczywiście remedium ma być podróż do średniowiecza. No ale wracając do Anglii XIX wiecznej, ta odsłona rywalizacji asasynów i templariuszy jest ciekawa. Nie ma opcji ta seria książek i gier to niesamowita podróż prze historię, wyobrażenia jak to wszystko mogło wyglądać i dorobienie fajnych teorii spiskowych do wydarzeń historycznych. To wszystko sprawia, że ta seria, książek i gier jest po prostu genialna. Oczywiście książki lepiej czytać znając fabułę gier, wtedy będzie ciekawiej, co nie znaczy, że nie da się książek czytać nie znając gier, bo jest w nich wszystko co trzeba. Tak też jest w tej książce „Assassin,s Creed – Podziemie” . Książkę warto przeczytać. Polecam


czwartek, 31 grudnia 2020

Wojtek Miłoszewski, Kontra

 Wojtek Miłoszewski,


Kontra 


cykl: Wojna.pl, t. 3


Wydawnictwo: W. A. B.

Data wydania: 2019  r. 

ISBN:  9788328066014

liczba str.: 480

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie:-------

kategoria: thriller



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4882191/kontra/opinia/62015663#opinia62015663    





   

„Kontra” to ksiązka kończąca trylogie „Wojna.pl”. Warto przypomnieć, że pierwszy tom to inwazja Rosjan na Polskę, drugi tom to coś w rodzaju stabilizacji po wygranej wojsk rosyjskich, no i przedstawienie działalności organizacji Farba, która walczy z najeźdźcą. Ale, że carowi, to nie jest retoryka, bo prezydent Rosji Władimir Putin faktycznie koronował się i został carem Władimirem I w tej trylogii, mało było wojowania to ruszył dalej na Berlin i calutką resztę Europy. Amerykanie tym razem nie odpuścili i doszło do konfrontacji zbrojnej. Byli skuteczni, siły wroga zostały odparte, w wyniku czego frontowa nawałnica ponownie przeszła przez Polskę. Amerykanie parli naprzód a Rosjanie szybko wycofali się na terytorium Ukrainy i Białorusi. Potem koleje tej wojny były ciekawe, bo Rosjanie wykorzystali tajemniczą kosmiczną technologię i zdołali wyłączyć Amerykańskie satelity. Amerykanie poprosili o wsparcie Chińczyków, ci nie odmówili, ale oczywiście nie za darmo. O czym Rosjanie mają się przekonać. Czy będzie dotarcie Amerykanów do Moskwy, i czy będzie to oznaczało wygraną i upragniony pokój, no i co to będzie oznaczać dla Polski?



Oczywiście mamy dalsze losy bohaterów książki, którzy przeżywali swoje koleje losu w tle tych fikcyjnych wydarzeń historycznych. Niektórzy walczyli dalej za sprawę u boku sojuszników z Ameryki, kombinatorzy kombinowali dalej i dobrze sobie radzili. Ciekawe są losy rodziny, która trafiła do Irkucka, w ramach zdobyczy wojennej, jak to już bywało wcześniej na przestrzeni ostatnich dwustu lat. Książka jest niewątpliwie ciekawa, spójna logicznie, w stosunku do poprzednich części, acz myślę, że jest przewidywalna. Rzecz jasna my czytelnicy życzymy sobie, żeby pozostała tylko pewnym political fiction, pewną możliwą opcją, i niczym więcej. Bo jakoś wojny w środku Europy nie chcemy. Tak czy siak książkę warto przeczytać



czwartek, 17 grudnia 2020

Miroslav Żamboch, Łowcy

 Miroslav Żamboch, 


Łowcy



Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2019 r. 

ISBN:   9788379643998

liczba str: 517

tytuł oryginału: Predátoři

tłumaczenie: Rafał Wojtczak

kategoria: science ficton



recenzja opublikowana na:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4877299/lowcy#lista-opinii


https://www.facebook.com/groups/829004030782178




                                                      

W czeskiej edycji Book - Trottera zdecydowałem się na książkę Miroslava Żambocha, zatytułowana „Łowcy”, sam tytuł właściwie jest niewiele mówiący, czytelnik, który nie kojarzyłby tego autora głowiłby się, czy to w ogóle jest fantastyka. No ale jak otworzy książkę, poczyta, przekona się bardzo szybko, że jest to bardzo ciekawy koncept, mieszanka pomysłów w stylu „Park jurajski” z przeróżnymi opcjami „Powrotów do przeszłości”, czyli zabawy z wehikułem czasu. Wyszło to dosyć oryginalnie, nie ma tu mowy o nudzie, książka wciąga od pierwszej do ostatniej strony, w dodatku autor pozostawił sobie furtkę na możliwą kontynuację, no ale to już temat na odrębne spekulacje czy to może mieć sens?


Nie ma tu maszynki, do której się wsiada i jazda z motywem, gdzie się tylko chce majstrować w historii i losach ludzi, przy czym wcale tak fajnie wychodzić to nie musi jakby się chciało. A tutaj mamy podróż w niewyobrażalnie odległą przeszłość, sto milionów lat wstecz, i nie chodzi tylko to, że były dinozaury, ale też o to, że nasza planeta wyglądała jak zupełnie inna. I nasi bohaterowie szybko przekonali się, że nie są u siebie, bo wszystko wygląda po prostu inaczej. Szybko czytelnik dowiaduje się kto tutaj na kogo poluje, no i że potencjalne ofiary nie są wcale w ciemię bite, i jakoś nie mają ochoty dać się przerobić na zgniłe mięso ku uciesze milionerów z przyszłości, którzy wzięli udział w tej tajemniczej ekspedycji w przeszłość, no i oczywiście padlinożerców bo przecież ekologiczny recykling w naturze musi być.


Głównym bohaterem jest naukowiec Markus Telli, który pracuje w instytucie badawczym, przy komputerach siedzi i bada potencjalne wektory, które mogą przenosić ludzkość w różne miejsca w czasoprzestrzeni. Wydaje się, że to jest takie science fiction, że tego typu koncept ma szanse powodzenia tak niewielkie, że jest bliskie zeru. Ale jednak ta wygrana na loterii, czyli rozpracowanie prawidłowego wektora wydarzyła się i Marcus odnalazł wektor, którym można obyć podróże sto milionów lat wstecz. Tym naukowym odkryciem zainteresował się kolega Marca Jan Petr Fluks, bogaty biznesmen, który szybko przekalkulował, że na tym odkryciu da się zarobić miliony, bo znajdą się ludzie którzy zapłacą 50 milionów dolarów od głowy za taką wyprawę. Firma Hard Hunters podjęła działania i sprawa ruszyła. Od szczegółów organizacyjnych, zebranie ekipy, po samą wyprawę. Oczywiście Mark Telli wziął udział jako personel firmy, którego zadaniem było wysłać wszystkich w przeszłość, no i po dwóch miesiącach, wrócić. Jeżeli coś budzi wątpliwości w lekturze „Łowców”, to czy tego typu majstrowanie w przeszłości nic nie zmieni, w kontekście, że nikt się nie zastanawia, że będą konsekwencje tej podróży w czasie i polowania na dinozaury. One oczywiście są, ale nie ma o tym pisać, co było w ostatnich zdaniach książki, i to jest zaskakujące, ale zmiany mogły być inne. Jednak jakie by nie były, to szkoda, że nie ma w książce tego typu spekulacji, co raczej banalizuje koncept.


Kreacje bohaterów są bardzo ciekawe, przeżycia również, można odnieść wrażenie, że to jest dobry thriller, liczy się tylko jedno; jak przeżyć to piekło, w które sami się wepchali, i jakie były postawy poszczególnych bohaterów, wobec zagrożenia, którego dotychczas nie znali, zwierzęta wielkości hipopotamów czy nosorożców są tutaj całkowicie nieszkodliwe, a dinozaury wielkości wieżowców tutaj dzielą i rządzą. Wszyscy przybysze, którzy liczyli na to, że to będzie łatwy i przyjemny surwiwal, a wszyscy wrócą z łupami, których zazdrościć będzie im cały świat. No ale nie jest tak różowo, że łatwo o zwycięstwo na wyjeździe, i miejscowi dadzą sobie napakować kilka goli, nawet jeśli są tylko dinozaurami. Ale jak podróżnicy w czasie szybko się miejscowi dają radę i robią to zaskakująco dobrze. A to oznacza spore kłopoty. Dosłownie jest to walka o przeżycie. Emocji nie brakuje! A to gwarantuje ciekawą lekturę. Książka jest bardzo dobra. Zdecydowanie polecam.



                  










środa, 9 grudnia 2020

Robert Silverberg, Zamkniety świat

 Robert Silverberg,



 Zamknięty świat  



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data wydania: 1997 r.

ISBN:  8371806108

liczba str.; 239

tytuł oryginału:  The World Inside

tłumaczenie: praca zbiorowa

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/55195/zamkniety-swiat   




   
Silverberg to bardzo ciekawy autor, na tyle jest dobry, że można a nawet trzeba spróbować każdej książki jaką da się znaleźć na półce bibliotecznej lub księgarskiej. Oczywiście najlepszy jest cykl „Kroniki Majipooru”, ale to nie znaczy, że inne książki są do niczego. Teraz przeczytałem książkę zatytułowaną „Zamknięty świat”. Fabularnie za wiele się nie działo, ale zaręczam, że było ciekawie. W przyszłości, rok 2381, na Wenus funkcjonowała ludzka kolonia, podzielona na wiele monad, a w każdej monadzie ludzie tłoczą się w kilkuset miastowcach. To są bardzo wysokie wieżowce, w każdym mieszka ok 800 tysięcy ludzi. Wszyscy gnieżdżą się w miastowcu. Przypomina to książkę Głuchowskiego „Futu.re”, tam w przyszłości powstało jedno wielkie miasto na Ziemi, i ludzie mieszkają w globalnym blokowisku. Wiemy, że przemieszczanie się między miastowcami jest możliwe, ale nie bardzo wiadomo jak, bo raczej planeta jest niezbyt gościnna. Ludzie raczej swoich miastowców nie opuszczają, chyba, że dostają akurat skierowanie do innych miejsc, bo jest przeludnienie w miastowcu. I to jest kłopot w tej książce standard prokreacyjny to 2+11, przy czym naciągana jest ta dwójka, bo jak się okazuje, że któryś z partnerów jest bezpłodny, to ludzie nie unikają przygód seksualnych, zwanych tutaj lunatykowaniem w celu „pokrywania szpara”, wręcz przeciwnie, tego typu przygody to styl życia powszechnie akceptowany. No i do rozważań w tej materii sprowadza się cała książka. Główni bohaterowie Charles Mattern i jego żona Micaela, ma tylko czwórkę dzieci i czują wyraźną presję społeczną, że z tego powodu zostaną zepchnięci na margines społeczności lub nawet wykluczeni. Wygląda na to, że ten system działa sprawnie. Wielki Brat się nie obija.                                                                    


Mamy perspektywę teraźniejszości i tzw. ciemnego XX w. Autor stosuje porównania, no bo przypadkiem główny bohater jest historykiem, a że w dużym stopniu historyk przyszłości będzie działał na materiałach video, np. filmów starych jak świat. Nawet trudno spekulować na ile pełna jest ta wiedza tego historyka, czytelnik odnosi wrażenie, że jest bardzo fragmentaryczna, raczej nie ma ona wspólnego z lukami w wykształceniu, tylko z tego, co z naszych czasów pozostanie. Domyślamy się, że kolejne stulecia to cała seria wydarzeń apokaliptycznych, niewykluczone wcale, że ludzkość była zmuszona do opuszczenia ojczystego globu. Jak nietrudno się domyśleć mamy w książce również spekulacje typowo filozoficzne, główny bohater, jako człowiek wykształcony jest człowiekiem dociekliwym. Możliwe, że Charles Mattern przypomina Winstona z „Roku 1984” Orwella, dochodzi do wniosku, że chociaż dawniej wieki były może i ciemne, ale ludzie byli wolni i byli z tego powodu szczęśliwi. Autor zastanawia się o co tu chodzi, i oczywiście odkrywa, że ten świat w którym żyje jest precyzyjną inżynierią społeczna, gdzie każdy ma swoje miejsce, i jakieś humanistyczne dumania są passe. Czy bohater będzie miał okazję przekonać się o tym na własnej skórze?


Książka teoretycznie ma stosunkowo prostą konstrukcje, fabuła wygląda na bardzo banalną wręcz. A jednak przemyślenia, w które w umysłach niektórych bohaterów się pojawiają są interesujące i dają do myślenia. To jest niewątpliwy atut tej książki. Książka jest bardzo dobra. Polecam.


sobota, 5 grudnia 2020

Lee Childe, Jednym strzałem

Lee Childe, 



Jednym strzałem




cykl: Jack Reacher, t. 9



Wydawnictwo: Albatros

Data wydania: 2020 r.

ISBN: 9788381258357

liczba str.; 480 str.

tytuł oryginału:  One shot

tłumaczenie;Zbigniew A. Królicki 

kategoria: thriller


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4914634/jednym-strzalem/opinia/61709840#opinia61709840  




Jak Reacher to bohater wielu książek, których autorem jest Lee Childe. Nie inaczej jest z książką zatytułowaną „Jednym strzałem”. Akcja książki zaczyna się niezwykle brawurowo. W ciągu raptem kilku sekund pada sześć strzałów, z czego pięć precyzyjnie trafia w cel, i te pięć osób natychmiast umiera. Jeżeli to jest wybitny fachowiec w krwawej robocie, to o co chodzi z tym pudłem? Snajperem był Emerson, kumpel Jacka Reachera z wojska, co z powodowało, że sam główny bohater został wciągnięty w to zamieszanie. W ocenie Reachera, Emerson był dobrym snajperem, ale nie wybitnym, jak to zostało zinterpretowane, to wydarzenie, to Emerson musiał sporo trenować. Kim tak naprawdę jest Emerson? No i oczywiście o co w tym wszystkim chodzi? Czy to był tylko rajd szaleńca? Czy jednak mamy do czynienia z precyzyjnym działaniem, a ofiary nie były przypadkowe, jak to na początku mogło się wydawać?


Oczywiście po tych morderstwach rusza cała prawnicza procedura. Co dziwne Emerson wyglądał na zaskoczonego. Nieosiągalny normalnie Reacher, bo takie ma hobby, jednak znalazł się w zasięgu wymiaru sprawiedliwości. Dzięki czemu mógł odpowiadać na pytania dotyczące sprawcy i sprawa mogła toczyć się dalej, podobnie jak akcja powieści.


Książka jest dobra, jak ktoś lubi thrillery i twórczość Lee Childa, no i oczywiście genialną kreację Jacka Reachera, który przeżywa w każdej książce coraz to ciekawsze przygody w których krew leje się strumieniami. Czytelnicy, którzy nie mieli okazji sięgnąć po książki tego autora mogą spokojnie rozważyć, czy warto poznać tego charyzmatycznego głównego bohatera i kolejne opowieści w ramach tej serii. Warto przeczytać.

niedziela, 29 listopada 2020

Ilona Andrews, Magia niszczy


Ilona Andrews, 


 Magia niszczy 


cykl: Kate Daniels, t. 7




Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2019 r. 
ISBN: 9788379644056
liczba str.: 460
tytuł oryginału:  Magic Breaks
tłumaczenie: Kaja Wiszniewska - Mazgiel
kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:







Czytam serię „Kate Daniels”, którą pisze cały czas duet autorski o pseudonimie Ilona Andrews, no i nie było opcji, żeby nie wpadła mi w ręce kolejna, siódma już, część, zatytowałana „Magia niszczy”. Te książki nie są jakoś bardzo skomplikowane jeśli chodzi o fabułę, te uniwersum jest w miarę proste, z nielicznymi wyjątkami ogranicza się do jednego miasta Atlanta i okolic, nie zmienia to w tym nic, że to uniwersum jest bardzo ciekawe, interesujące, rozpracowane jest pod katem analitycznym bardzo szczegółowo, a kolejny tom ubogaca kwestię coraz głębiej. Bo prawdą jest, że ta seria to nie tylko główna bohaterka wywijająca niczym jakiś wiedźmin mieczami i innymi narzędziami którymi można masakrować i w konsekwencji zabijać wrogów, ale jest to masa wiele ciekawych postaci ludzi, w połowie ludzi, umarlaków i czort wie jeszcze jakich potworów, które wzbogaciłyby niejeden bestiariusz. Zbliża się nieuchronnie spotkanie z Rolandem, w sumie starcie to jest zapowiadane od pierwszego tomu już, jednak jak widać, słychać i czuć robi się naprawdę gorąco i finał już jest bliski. To będzie wojna o przeżycie, bo w tej masakrze jeńców brać nikt nie będzie! Dobrą stroną jest fakt, że Kate nie jest sama, ma sojuszników, chociażby wilcza Gromada, a że wilki to paskudne szkodniki można się przekonać grając serię Wiedźmin chociażby, gdzie wilki, wilkołaki uchodzą zawsze za trudnych bossów, nowy Assassin’S Creed Valhalla też dwa grosze do tego co wilczury potrafią dokłada, tam naprawdę wiele się dzieje w tych walkach. Chociaż Roland to okropny piernik, który jako wielki mag przetrwał niemagicznych kilka tysiącleci, to Kate i jej sojusznicy nie będą bez szans w tej potencjalnej bohaterskiej, prawdziwie epickiej walce. Po za tym w fabule wilcza Gromada ma zatargi z Rodem Wampirzym, ciekawe czy dobrze mi się wydaje, że obie strony chociaż nieufne wobec siebie jednak sprzymierzą się w walce z wielkim bossem, używając metaforyki z gier, czyli naprawdę trudnym oponentem.


Oprócz warstwy typowo wydarzeniowej w tej serii jest istoty motyw życia codziennego, o trudnościach życia w realiach, kiedy są uderzenia magii, a kiedy rzeczywistość jest racjonalnie normalna. Trudność polega na tym, że tej sfery magicznej nie da się przewidzieć, kiedy uderzy i jak długo to trwa. Jednak jak można zrozumieć to ludzkość jakoś to po prostu ogarnęła i radzi sobie. To jest naprawdę fantastyka, i jest niewyobrażalne, niektóre dzielnice wyglądają jak po apokalipsie, inne żyją własnym życiem, bo magia ma swoje plany urbanistyczne jak widać.


Ludzie funkcjonują, w społeczności, gdzie po ulicach biegają nie tylko uzbrojeni przestępcy, ale też na półnieluddzcy osobnicy, którzy bez broni palnej czy innej białej sobie poradzą, bo mają zęby pazury i inny asortyment bojowy, bo berserki bojowe zawsze sobie dobrze radzą w warunkach bojowych. Tutaj jest motyw relacji miedzy graczami w mieście w sferze obyczajowej, jak to jest w sferze różnych interakcji. Jeszcze ciekawiej jest w sferze typowo prawnej, no bo czy przestępstwo zrobione jako wilk ma takie samo znaczenie niż zrobione jako człowiek, bo przecież wchodzą różne instynkty, pewnie dla prawodawców, bo przecież przeróżne normy prawne które i tak są skomplikowane muszą skomplikować się jeszcze bardziej, do granic niemożliwości wręcz. No i jest potem dla prawników to niezły zawrót głowy jak to musi w praktyce zadziałać.


Wynika z tego, że jak autorzy napiszą kolejnych kilka, kilkanaście tomów tej opowieści to te literackie uniwersum będzie rozpracowane bardzo szczegółowo. Co jest ciekawe, udowadnia po raz, że fantastyka ma naprawdę niewyobrażalnie wielkie możliwości i każdy twórca ma co wymyślać. I w tym tkwi oryginalność tej serii. Ciekawe jest też historyczność tej serii, przeszłość dzieli się na okresy magiczne i niemagiczne, pewnie po środku da się zinterpretować różne natężenia magii i racjonalizmu. Wiemy, że w starożytności istniała harmonia doskonała między światem magii i racjonalnej technologii istniała harmonia doskonała. Ludzkość w dziejach miała różne podejścia do spraw magii i czy to wystarczający powód do zanikania magii w różnych okresach? A epoka współczesna praktycznie jej istnienie wykluczyła, a tu taka niewyobrażalna sprawa, że magia upomniała się o swoje. Z jednej strony cywilizcje niemal diabli biorą, a z drugiej w dłuższym kontekście nie da się wykluczyć, że cywilizacja się umocni. To tylko spekulacja, ale mam wrażenie, że o to chodzi. Czy wygrana oczywiście, walka z Rolandem i ocalenie świata, będzie nowym mitem założycielskim nowej magicznej cywilizcji? Skoro harmonijne istnienie tych światów teoretycznie sprzecznych jest możliwa, to po prostu innego wyjścia nie będzie Jakby tak historycy podeszli do historii to byłoby ciekawe i można się zastanawiać wyglądać mogłyby podręczniki i inne książki historyczne.


Jest też nawiązanie do klasyki fantasy, począwszy od legend arturiańskich po Tolkiena i inne książki. Nazewnictwo mieczy mamy u klasyków. Kate posługuje się mieczem o nazwie Zabójca, a teraz dostaje od królowej Semiramidy, swojej babki, nowy miecz o nazwie Królowa. Jeden i drugi wynalazek ma w sobie kość starożytnej królowej. Czytelnik domyśla się, że do tej walki z Rolandem zostanie dorobiona, niemal legendarna ideologia, a ten motyw mieczy to dopiero początek.
Rola Kate jako małżonki Władcy Bestii Currana rośnie, i ma wpływ na sprawy gromady i całego miasta Atlanta, możliwe, że też całego świata, w kontekście walki z potężnym starożytnym magiem, ojcem Kate, który ma zwyczaj zabijać własne potomstwo z obawy, że któreś z nich go wygryzie i przejmie wielką moc.
Czy Kate szczęśliwie ocalała, po to, żeby ocalić świat i wykorzystywać potężną magię do dobrych celów? Zapewne czytelnik będzie miał okazje się przekonać jakie koncepty na kontynuowanie fabuły będą mieli autorzy w kolejnych częściach.


Książka jest ciekawa, bohaterowie zostali ciekawie wykreowani. Nowość to początkowa kwestia Barabasza, prawnika Gromady, jest ważna, bo wyjaśnia w sposób bardzo czytelny wiele kwestii dotyczących samej Kate, jej rodziców Rolanda i Kaliny, cudownego ocalenia Kate, i co konkretnie z tego wszystkiego wynika. Potem wraca, stara dobrze znana narracja samej Kate i wydarzeń fabularnych widzianych z jej perspektywy. Zarówno książkę „Magia niszczy”, jak i całą serię warto przeczytać. Polecam
 





niedziela, 8 listopada 2020

Ben Kene, Hannibal - Chmury wojny

 Ben Kene,



 Hannibal - Chmury wojny



cykl: Hannibal, t. 3 



Wydawnictwo: Znak 

Data wydania: 2019 r.

ISBN:   9788324054961

liczba str.; 527

tytuł oryginału: Hannibal: Clouds of War

tłumaczenie: Arkadiusz Romanek 

kategoria: powieść historyczna




recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4885718/hannibal-chmury-wojny   



Przeczytałem ostatni tom trylogii „Hannibal” Bena Kane’a. Ostatni tom zatytułowany jest „Hannibal – Chmury wojny”. Akcja tego trzeciego tomu zaczyna się w momencie kiedy skończyła się bitwa po Kannami ( 216 r. p. n. e. ) w której Rzymianie odnieśli porażkę z wojskami Hannibala. W efekcie wojska Kartagińczyków zadomowiły się na dłużej na terenie Italii. Co prawda Kartagińczycy chcieli wynegocjować korzystny dla nich oczywiście pokój, jednak Rzymianie nie stracili zapału do dalszej walki i w efekcie przegnania wroga precz z Italii. Teraz w trzecim tomie wydarzenia zmieniły miejsce akcji, a mianowicie zarówno Rzymianie jak i Kartagińczycy przemieścili się na Sycylię, która była jednym frontów tej kilkunastoletniej wojny. Widocznie rozstrzygnięcia z Sycylii były na tyle istotne, przełomowe, że autor nie uznał za stosowne kontynuowania wydarzeń wojennych w cyklu powieściowym. Ponieważ zarówno wojska Kartaginy jak i Rzymianie byli zainteresowanie zdobyciem greckiej kolonii, miasta Syrkuzy. Wydarzenia miały miejsce w roku 213 r. Syrakuzy zdobyli Rzymianie.


Oczywiście w wir tych wydarzeń wojennych wplątane zostały postaci fikcyjne, kartagińczyk Hanno i rzymianin Kwintus, którzy chociaż byli przyjaciółmi walczyli po obydwu stronach wojny, otwarcie sobie sprzyjać nie mogli, żeby nie być posądzeni o zdradę, a wiadomo zwłaszcza na wojnie nikt się nie patyczkuje w takiej sytuacji. I to jest ciekawe jak oni sobie radzili z tymi problemami natury moralnej. Oczywiście będąc cały czas w ferworze walki, wykonywanych rozkazów, wykonywania misji wojskowych i rozwiązywania innych problemów wojennych.


Podsumowując, zarówno ten trzeci tom, jak i cały cykl, jest interesujący. Czytelnik poznaje wydarzenia historyczne, ciekawie się czyta opisy batalistyczne w czasie bitew, bliższe poznanie poszczególnych bohaterów, zarówno kartagińczyków i rzymian. Co jest bardzo interesujące. Kreacje postaci są ciekawe, zarówno tych fikcyjnych, jak i historycznych. Czytelnicy powieści historycznych, zwłaszcza ci, którzy są zainteresowani motywami rzymskimi w powieściach historycznych nie zawiodą się. Warto przeczytać.