Olga Gromyko,
Wiedźma - Opiekunka
cykl: Kroniki Belarskie, t. 2, cz. 1-2
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania; 2010
ISBN: 9788375741872, 9788375741919
liczba str.: 288, 264
tytuł oryginału: Wiedźma chranitielnica
tłumaczenie: Marina Makarewskaya
kategoria: fantasy
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/59471/wiedzma-opiekunka-czesc-2

Przeczytałem książkę pt. „Wiedźma - Opiekunka” Olgi Gromyko, to białoruska pisarka fantasy mieszkająca na Ukrainie, no jak jest teraz, w czasie wojny, to głowy nie dam oczywiście. W sumie to ciekawe uniwersum zostało stworzone, pod wieloma względami przypomina nasze wiedźmińskie. Nawet są wiedźmini, zajmują się tutaj tępieniem wampirów, może nie są to tak mocarne, jak wampiry wyższe, ale i tak dają radę. Są również istoty zmiennokształtne, tutaj zwane całkiem zwyczajnie udajcami lub metamorfami. Ciekawostka, że są złydnie, które można było spotkać w jednym z tomów opowiadań Andrzeja Pilipiuka. A te minimalne stwory są tak potężne, że dla niejednego wiedźmina pokonanie ich to byłby duży kłopot. Na pewno potworki mają potencjał, gdyby poszalały w kolejnej edycji gry wiedźmińskiej.
Warto wiedzieć, że mamy tutaj swego rodzaju powieść drogi, oczywiście fantazyjną, co nawiązuje do samego Tolkiena przede wszystkim. Mamy niesamowitą, główną bohaterkę, młodą, silną czarodziejkę, która zdała wszystkie egzaminy w Szkole Magów i poszła swoją drogą. Najpierw trafiła na dwór królewski, ale uznała, że dworskie intrygi są słabe i banalne. No i poszła na szlak, gdzieś na rubieże królestwa. No i całkiem dobrze jej tam było.
Najpierw zaprzyjaźnia się z sympatyczną kobyłką, bo wiadomo konik przydaje się prawie każdemu w świecie fantastycznym, potem mamy rajd po ścieżkach przeróżnych od dróżek leśnych do utartych szlaków prowadzących do miast. Po drodze dowiedziała się jaki jest sens daru otrzymanego od króla, na odchodne otrzymała tytuł opiekunki, zdradził jej to zaprzyjaźniony wampir, bo czemu miałby tu nie być odpowiednika Regisa? Wampira równie sympatycznego i inteligentnego, a jak trzeba to i na szlaku da radę z różnymi, złymi ludźmi i nieludźmi również.
Musiał też być i smok, co sobie siedział w najlepsze na kupie złota i innych skarbach, no ale, że nasza czarodziejka jest obyta, jak to na wiedźmę bywa, wiedząca, to oczywiście wiedziała, że tych cudowności przechowywanych przez smoka ruszać nie można, bo ten posiada pazury wielkie, ząbki ostre, a ogień gorący i piekli jak diabli. No i jak bydle dopadnie, bo znajdzie złodziejaszka na drugim końcu świata nawet i odzyska ssskarb, to będzie licho z gagatkiem. Krótko mówiąc z kimś takim lepiej dobrze żyć. Aż dziwne, że smokowi pierścionka pilnować Tolkien nie kazał, tylko Gollum się tym zajmował, a potem dawały sobie radę z tym uciążliwym skarbem małe hobbity. Było ciężko, ale się udało.
Ogólnie bardzo piękny i barwny jest ten świat przedstawiony przez Olgę Gromyko. Tutaj w książce przedstawiono rzetelnie i dobitnie i pokazano nam czytelnikom, że fantastyka ze wschodu jest naprawdę wysokich lotów i warto do tych książek zaglądać. Warto dodać spostrzeżenie, że prawdopodobnie nie ma tutaj rozróżnienia na czarodziejki i wiedźmy, tak jak np. w "Wiedźminie", czarodziejki to były wyszkolone absolwentki Aretuzy, a wiedźmy to cała reszta wiejskie zielarki, magiczki, ewentualnie te, które nie poradziły sobie w Aretuzie i jak to bywa ze studiami, nie ukończyły zmagań typowo studenckich z nauką, ale wiedzę już miały na tyle dobrą, że mogły praktykować magię. Jak wiemy Wołha, tak nazywała się główna bohaterka tej książki, studia ukończyła z wyróżnieniem i raczej nazywana jest wiedźmą niż czarodziejką. Na pewno te uniwersum jest godne zainteresowania czytelniczego, Książkę warto przeczytać. Polecam.