piątek, 19 czerwca 2026

Elżbieta Cherezińska, Szczodry

Elżbieta Cherezińska, 


Szczodry


cykl: Bolesław II, t. 2


Wydawnictwo: Zysk i S - ka

Data wydania: 2025 r.

ISBN:   9788383357096

liczba str.: 480

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: ------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5211367/szczodry/opinia/97841051#opinia97841051




Jak przeczytałem tom pierwszy literackiej – historycznej interpretacji postaci Bolesława II zaproponowanej czytelnikom przez Elżbietę Cherezińską, to trzeba było się wziąć za czytanie drugiego. Tom pierwszy miał tytuł „ Śmiały", zaś tom drugi ma tytuł „Szczodry”. Niewątpliwie jest to ciekawe przedstawienie losów niezwykle ambitnego monarchy.


Losy Bolesława II Śmiałego/Szczodrego były skomplikowane, wszedł na szczyt, przywrócił krajowi koronę królewską, wzmocnił państwotwórczą rolę kościoła, ponieważ uznał strategicznie, że kraj, jego dynastia i hierarchia jadą na jednym wozie.


Jednak to w całej historii Polski bywało część rodaków miała inne plany i nie zgadzała się z księciem/królem, co jak nie trudno przewidzieć zakończyło się tragicznie dla kraju, dla króla, dla kościoła też, bo stracili możnego patrona, i mimo świadomości jak to wygląda, stworzyli mitologię bohaterskiego świętego. Biskup Stanisław przecież nie umarł za wiarę, a za politykę. Trzeba pamiętać, że na europejskiej scenie politycznej Bolesław II był stronnikiem papieża, żeby wiadomo osłabić cesarza Rzeszy. Czy rzeczywiście biskup był na cesarskiej liście płac? Autorka przedstawia czytelnikom interpretację, że coś w tym jest. W książce biskup Stanisław został legalnie skazany.


Na pewno trzeba mieć świadomość, że jest dużo niewiadomych i większość postaci z racji upływu czasu jest anonimowa. Co do ról w całym tym dramacie pewni do końca też być nie możemy, chociażby jak do końca było z biskupem Stanisławem?


Autorka próbuje szczęścia i przedstawia na kartach książki przemianę hierarchy, z lojalnego księciu młodego człowieka, który wrócił po studiach zagranicznych, po kluczową personę opozycyjną wobec księcia/króla. Są przypuszczenia, że on był szefem wrogiej monarchy opozycji. Czy rzeczywiście był zdrajcą? Czy po prostu władca postanowił ukręcić łeb hydrze, którą mąci w kraju.


No wiadomo rozprawienie się z kościelnym hierarchą musiało być kosztowne i ryzykowne. Z jakiegoś powodu, mimo śmiertelnego pozbycia się biskupa krakowskiego, Bolesław II przegrał. Musiał uciekać z kraju, za nim podążyli zamachowcy. Król umarł!


Rzecz jasna, nie tylko o tym jest ten drugi tom, ale to wydarzenie zasłania wszystko, i w dyskursie historyków temat jest poruszany. Czy rzeczywiście, aż dwa tomy tu są potrzebne. Na to każdy czytelnik odpowie sobie sam. Jest ciekawie, literacko i wydarzeniowo. Wątpliwości pewnie nikt nie będzie miał, że kreacja bohaterów postaci historycznych i literackich, w tym też fantastycznych jest u Cherezińskiej dobrze rozpracowana. Jest dobrze. Polecam


wtorek, 9 czerwca 2026

Robert J. Szmidt, Na krawędzi zagłady



Robert J. Szmidt,  


Na krawędzi zagłady


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 3


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2017 r. 

ISBN:  9788380621442

liczba str.: 368

tytuł oryginału:   On the brink of extinction

tłumaczenie: Robert J. Szmidt

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4430893/na-krawedzi-zaglady/opinia/98685734#opinia98685734                                                                                    

                                                       
                            
                                                               


Rzecz jasna kontynuuję czytanie cyklu „Pola dawno zapomnianych bitew” Roberta Szmidta. Tytuł trzeciej części „Na krawędzi zagłady” . I ten tytuł doskonale oddaje to co my tu mamy, czyli beznadziejną walkę o przetrwanie ludzkości. Sytuacji nie ułatwia fakt, że w kompetencje wojskowych usiłują wchodzić politycy. Co tylko podnosi wszystkim ciśnienie, a przecież sytuacja jest stresująca, bo jeden błąd decyzyjny oznacza koniec dla wszystkich. Okazuje się, że emocje są nie mniejsze niż zawody sportowe, o wyniku przesądzają manewry krótsze niż sekunda. I wszystko musi precyzyjnie zadziałać. Dzieje się! Jest cholernie nerwowo!


Oczywiście bez Święckiego, który już jest bohaterem wojennym w randze majora, potem pułkownika, a okazji do kolejnych nieziemskich wyczynów nie zabraknie, bo taka jest specyfika tej wojny z obcymi. Ciekawostka, że jedni i drudzy się uczą mentalności i taktyki wroga. Malanie rozszyfrowują nas, a my ich. Pod kątem taktycznym to przypomina galaktyczną partię szachów, tyle, że figurek i pionków jest znacznie więcej niż 32, a krew jest jak najbardziej czerwona i prawdziwa!


Przy okazji autor pokazuje losy jednej z grup migrantów wojennych z Ulietty. Decyzją pani kanclerz cześć uciekinierów uznano awansem za zmarłych, będąc pewni, że wróg w ramach taktyki się nimi zajmie. Korporacje, nawet jakby miały coś przeciwko do gadania nic mają, bo na skutek dekretów o stanie wojennym wypadły z gry. Dokonano nacjonalizacji w szczególności trzech wiodących korporacji mających w Federacji monopol na wszystko. To były gigantyczne byty biznesowe, rzec można napisać państwa w państwie. No ale robota obcych sprawiła, że wojna była dobrym pretekstem do przejęcia kontroli nad całą Federacją przez Kapitol na Ziemi. Jak wszędzie politycy mają swoje galaktyczne brudne sprawki. Widać, nie pierwszy raz, że pisarze gatunku SF wątpliwości w tej kwestii nie mają. Po raz kolejny wychodzi, że twórczość SF bywa do bólu realistyczna.


Książka jest niesamowita, czyta się dobrze i szybko. Postaci literackie są świetnie przez autora wykreowane. Akcja rozpędza się coraz szybciej. Nie brakuje coraz to ciekawszych intryg. No i ta batalistyka, opisy tej wojny kosmicznej są genialne. Dochodzi wreszcie do pierwszej bitwy w której nasi mają jakieś solidne argumenty. Czy dadzą radę? Czy będzie wygrana? Rewelacja. Polecam.



Andrzej Pilipiuk, Biały dom

 Andrzej Pilipiuk,


 Biały dom


cykl: Światy Pilipiuka, t. 16


Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2026 r.

ISBN:   9788383752921

liczba str.: 355

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5221940/bialy-dom/opinia/98149316#opinia98149316




Kwiat zagubiony w piaskach [ w: ] A. Pilipiuk, Biały dom




W twórczości Pilipiuka sporo jest motywów dotyczących pracy archeologa. Zapewne z tej racji, że pisarz sam jest archeologiem z wykształcenia, tego typu motywy wychodzą Pilipiukowi całkiem fajnie. Nie inaczej jest z opowiadaniem pt.: ”Kwiat zagubiony w piaskach”, które trafiło do tomu pt. "Biały dom". Miejsce akcji Egipt, ściślej oaza Fajum. Ta sama, która pojawił się chociażby w grze „Assassins Creed Orygin”. Jest to jedno z kluczowych miejsc rozgrywki między dwoma potężnymi organizacjami Assasynami i Templariuszami. Jeżeli się nie mylę o tej osadzie jest mowa również w dodatku typowo edukacyjnym do tej gry. Bohaterem jest tutaj doktor Skórzewski, który przyjeżdża do Egiptu na zaproszenie profesora Karla Pieha.


Najpierw przyjeżdża do Szwecji, autor przy okazji opowiada swoje skandynawskie nostalgie, szybko spotyka profesora. Idą do domu, siadają do stołu, konsumują jedzonko, popijają alkoholem, opowiadają stare dzieje, jak to drzewiej bywało. No i w tym momencie trafiamy w sam środek pustyni, do oazy Fajum.


Panowie rozmawiają sporo o wykopaliskach. Czytelnik dowiaduje się sporo ciekawostek z życia codziennego, czyli takich, których za wiele w podręcznikach się nie przeczyta. Jeżeli już to trzeba do troszkę bardziej wymagającej literatury sięgnąć, lub do książek Pilipiuka, które pod tym kątem na pewno mają sporą wartość.


Rozwiązują kilka ciekawych tajemnic, wchodzą w interakcję z tubylcami, panowie cudzoziemcy pomagają rozwikłać tajemnicę zbiorowych grobowców na pustyni. Czyli wynika z tego, że zbiorowe, mordy to nie jest współczesny wynalazek, typu wojny totalne i te sprawy. Co zaskoczeniem raczej nie jest.


Książka jest ciekawa, to wybrane przeze mnie opowiadanie i parę innych. Warto wspomnieć, że dominują w tym tomie przygody doktora Skórzewskiego. Robert Storm zagościł w jednym. Jest jedno, troszkę prawicowo przekombinowane ideologicznie, w stylu pytań gdzie ta Unia Europejska nas prowadzi? W sumie jest nawet ciekawe. Całokształt wypadł dobrze. Polecam.


piątek, 5 czerwca 2026

Joe Haldeman, Wieczny pokój

 Joe Haldeman, 


Wieczna wolność


cykl: Wieczna wojna, t. 3


Wydawnictwo Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2021 r.

ISBN:  9788381882798

liczba str.:  289

tytuł oryginału:  Forever Free

tłumaczenie  Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4945456/wieczna-wolnosc/opinia/69089705#opinia6908



No jak to bywa kontynuuję czytania cyklu Haldemana pt. „Wieczna wojna”. Tytuł trzeciego, ostatniego tomu ma tytuł „Wieczna wolność”. Specyfika tego cyklu jest taka, że właściwie każda część dobrze się broni jako osobny byt książkowy. Po za w miarę umowną chronologią, to zbyt wiele tych książek nie łączy, ale widać kalkulowało się biznesowo robić z tego cykl i mamy co mamy. W tej części nie mamy nawet żadnej wojny, bo nastał pokój z Tauronami, oni żyją na naszych planetach, a my pojawiamy się u nich.


Pojawia się znowu, tym razem profesor, Mandela. Bohater ten znany jako żołnierz z pierwszej części, w drugiej nie było dla niego miejsca, bo był gdzieś w kosmosie, a tam mieliśmy akcję głównie na Ziemi. Tu wracamy w kosmos, najpierw na jedną z kolonialnych planet, a potem ekipa ok 200 osób udała się w kosmiczną odyseję w przyszłość, ok. 40000 lat do przodu.


Krótko mówiąc ta książka jest zupełnie inna niż dwie poprzednie, nie tylko dlatego, że nie ma wojny, ale przede wszystkim dlatego, że grupa osób odważnie ruszyła w nieznane. Dlaczego?


Dobre pytanie, jest swego rodzaju votum separatum wobec głównego nurtu, niby tworzą coś nowego, a tak naprawdę wracają do korzeni. Wskutek wymiany cywilizacyjnej, wojennej i powojennej, ludzkość na wzór Tauronów stworzyła zbiorową mądrość – człowieka. Można powiedzieć, że ekipa profesora Mandeli się zbuntowała i ruszyła hen daleko, bo chcieli być sobą, chcieli być wolni. Stąd tytuł tego tomu. A jak dotarli do celu dowiedzieli się, że nasi ludzie i Tauroni przeszkadzać im nie będą, bo nas nie ma. Raczej autor nie widzi potrzeby robienia drobiazgowych analiz co i jak, uważając, że po prostu pod kątem ewolucji i innych naturalnych procesów szlag nas trafił i kosmicznych ziomków również.


Autor skupił się raczej na tym jak sobie radzili wędrowcy w czasie. Połowa książki to przygotowanie do eskapady, druga to podróż i dotarcie na nową planetę. Ciekawe to może i było, ale jakoś niezbyt fascynujące literacko, i raczej mało wciągające. Czy tak dokładnie miało być? W końcu wiemy, że pisarz literacko daje radę, potocznie mówiąc rzecz jasna. Wynika z tego, że taki dokładnie był zamysł pisarza, starczy nam do szczęścia wojen, zajmijmy się tym co długie, żmudne, raczej nudne, budowaniem lepszej cywilizacji. Tak jakby chciał nam przekazać, że lepszego remedium, zarówno ludzkość, jak i potencjalni kosmici, którzy wejdą z nami w interakcję, nie potrzebujemy.


Książka jest dobra, koncept science fiction, fajny, cały cykl zawiera aż trzy koncepty niezwykle oryginalne i fascynujące. Na pewno warto przeczytać i zapoznać się z twórczością pisarza. Polecam.


środa, 27 maja 2026

Robert J. Szmidt, Ucieczka z raju

Robert J. Szmidt, 


Ucieczka z raju


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 2


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2016 r.

ISBN:  9788378188476

liczba str.: 397

tytuł oryginału: A Long Way from Paradise

tłumaczenie: Robert J, Szmidt

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/291318/ucieczka-z-raju/opinia/98593703#opinia98593703




Kontynuując czytanie cyklu ”Pola zapomnianych bitew”, przeczytałem książkę pt. „Ucieczka z raju” , której autorem był Robert Szmidt. Akcja przenosi się na sektor Delty, cokolwiek ma nam to mówić, na tlenową planetę Ulietty.


Od obcego Malana, prawdopodobnie spiritus movens, tej całej kosmicznej wojny, dowiemy się, że planet tlenowych w całej galaktyce jest niewiele, zapewne kilka par rąk wystarczy by je wszystkie policzyć. Wspominam o tym kosmicie, bo to te samo indywiduum, co się pojawiło w pierwszej części. Z jednej strony intuicja mnie nie zawiodła, że ciekawość prowadzi do piekła, czyli do wojny, a drugim przypadku się pomyliłem, bo załoga Nomady przeżyła, przeżył też Niki Stachurski, został umieszczony na Ulietcie, jako więzień nr 17, i gdyby obcy nie zaatakowali planety, to pewnie spędziłby w spętanym stanie uwięzienia do końca życia. No ale Stachurski był potrzebny Święckiemu, bo dysponował tajemną wiedzą, kim są wrogowie demolujący ludzkość i kim my jesteśmy dla nich. To szokujące, jesteśmy bydłem rzeźnym, które przypadkiem, na skutek złośliwości innej frakcji kosmicznych aniołów, uzyskało cechę na tyle inteligentną, że jest w stanie stworzyć wyrafinowaną cywilizację. Aniołki muszą nas zniszczyć, bo jesteśmy dowodem na to, że humanoidy są wystarczająco inteligentne, żeby stanowić o sobie, znaczy to tyle, że my i osobniki nam podobne nie są zwierzętami. I niezależnie od tego, że są kosmici, którzy są koneserami ludziny, to nie powinno nas się gnać do rzeźni w celach konsumpcyjnych. Krótko mówiąc; to skomplikowane, tak czy siak mamy anielskich kosmitów na głowie i jest ciężko.


Sektor Delta w ciągu kilkudziesięciu godzin zostanie zaatakowany i trwa walka z czasem, żeby uratować jak najwięcej ludzi z planety zamieszkane przez ok pól miliona ludzi. Tego praktycznie niemożliwego do wykonania zadania podjął się nikt inny, jak główny bohater cyklu Henryan Święcki. Zarówno admiralicja jak i zarządzająca planetą korporacja EB, zalecają, żeby zostawić na planecie połowę ludzi, bowiem ważniejszy jest cenny pod kątem strategicznym minerał. Święcki się burzy i kombinuje jak tu zamieszać, żeby był wilk syty i owca cała, ludzie przeżyli, a szefowie dostali to czego oczekują.


Oczywiście zagłady planety uniknąć się nie da. Pytanie czy misja Święckiego się powiedzie? Czy ludzkość dowie się czegoś o kosmitach? Trwają też narady, bardzo realistycznie przez pisarza wykreowane swoją drogą, no i należy dumać, jak pod kątem taktycznym Federacja da radę. Jest jeszcze felerna tajemnica z czasów kosmicznej wojny domowej; Kuźnia, coś w rodzaju obozu koncentracyjnego, do którego wsadzano niepokornych żołnierzy, lub takich co nie radzili sobie na polu bitwy. Czy uda się tą tajemnicę utrzymać. Media są takie jak wszędzie jak dowiedzą się o kosmicznej awanturze i paru innych „drobiazgach”, rząd zmuszony będzie, w ramach odpowiedzialności politycznej, podać się do dymisji. Wszyscy raczej wiedzą, że opozycja jest nie lepsza, co pozwala zachować status quo.


Książka jest po prostu niesamowita, nadchodzą w tym uniwersum mroczne czasy, ludzkość walczy tutaj o przetrwanie w sensie dosłownym. Kosmici jak wygrają urządzą nam po prostu niebyt! Stawka tej gry jest bardzo wysoka! Jak jest i będzie? Trzeba czytać. Polecam.



piątek, 15 maja 2026

Robert J. Szmidt, Łatwo być bogiem

 Robert J. Szmidt, 


Łatwo być bogiem


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 1


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2014 r. 

ISBN:   9788378185598

liczba str.: 416

tytuł oryginału: Easy To Be A God

tłumaczenie: Robert J. Szmidt

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/226202/latwo-byc-bogiem/opinia/98149194#opinia98149194




Rzadko się zdarza, żeby oryginał prozy polskiego pisarza był napisany w obcym języku i wydany za granicą. Z tą sytuacją mamy do czynienia z cyklem „Pola zapomnianych bitew” Roberta J. Szmidta, który został wydany w USA. Pierwsza część ma tytuł „Łatwo być bogiem”. Ten cykl to space opera i już po tym pierwszym tomie widzimy, że jest tam wszystko co być powinno. Autor świetnie buduje napięcie w całej opowieści, co sprawia, że czyta się dobrze tą książkę i raczej czytelnik jest pewien, że to się nie zmieni w kolejnych częściach.


Jak wspomniałem akcja książki pędzi szalenie, co nie znaczy wcale, że autor zaniedbuje opisy lokacji, czy kreację postaci. Nie brakuje również typowo intelektualnego podejścia do kwestii co będzie jeśli kiedyś okaże się, że inteligentni kosmici gdzieś są i my do nich dotrzemy lub oni do nas, albo jedna i druga opcja będzie możliwa jednocześnie. No i wspomagają cała koncepcję Szmidta ciekawi bohaterowie literaccy.


No wiadomo nie ma dobrej książki bez interesującego, bywa, że charyzmatycznego głównego bohatera. Nietypowość tej książki polega na tym, że Schmidt wprowadza najpierw jednego bohatera Stachurskiego, który najprawdopodobniej ginie zresztą załogi, po tym jak miała styczność z obcymi. A potem pojawia się właściwy bohater, Święcki, który też miał mnóstwo kłopotów po bytności w kosmicznej kolonii karnej, z której dało się uciec tylko w trumnie, ale i to nie było łatwe, bo pilnowano i surowo karano nieudane próby samobójcze, udane też się zdarzały, i z racji, że Święcki był w ekipie, która miała pilnować kolegów w niedoli, udane samobójstwa policzono w poczet „zbrodni” Święckiego. Ostatecznie cudem się wyrwał, bo jako fachowiec z zakresu łączności kosmicznej był potrzebny na stacji orbitalnej Xan 4. Wróćmy na chwilę do pierwszego bohatera, czytelnik dowiedział się, że napotkani obcy to obrzydliwe typy, ładownia ich statku była przepełniona martwymi ludźmi. Ewidentnie przypomina statek Żniwiarzy z gry „Mass Effect 2”, którzy z ludzi budowali ludzkiego Żniwiarza, tutaj załoga była w nie mniejszym szoku. Inna sprawa, że zignorowali rozkaz Admiralicji, żeby na żaden statek Obcych się nie pchać. No ale ciekawość i chciwość, bo diabli kusiło, przeważyła. Pytanie: czy tylko dla nich źle to się skończyło, czy dla całej ludzkości. Pożyjemy zobaczymy co autor kombinuje w kolejnych częściach.


No ale wróćmy do losów Święckiego, jego historia jak pracował w bazie Xan 4 jest równie ciekawa i fascynująca. Baza orbitalna znajduje się niedaleko planety Beta, na której żyją aż dwa gatunki inteligentnych istot, jedni są mniej więcej na poziomie późnego średniowiecza, drudzy od tysięcy lat żyją w strukturach plemiennych. Wojna między nimi trwa aż 1000 lat, i ci bardziej zacofani zostali zepchnięci z całego kontynentu gdzieś w góry. Wszyscy oczekują na rozstrzygnięcie w efekcie gigantycznej przewagi wyginięcie tych drugich. Admiralicja zaleciła zostawić sprawy na Becie własnemu biegowi. Jednak frakcja tzw. bogów jest innego zdania, że zgoda na wykończenie jednej z ras jest porażką, o potężnym dramacie humanitarnym nie wspominając. Co prawda my sami na kontynencie Amerykańskim przyczyniliśmy się do zagłady kilku cywilizacji, co nie znaczy, że po kilku stuleciach, mamy w książce XXIV wiek musi to być kontynuowane w kosmosie lub ma być wyrażanie zgody na to. W centrum tej rywalizacji frakcyjnej trafił Święcki, strach przed powrotem za kosmiczne kratki sprawia, że opowiada się po stronie swoich szefów. Jednak były potajemne rozmowy z frakcją bogów i wzajemne przekonywanie się do swoich racji. Co z tego wszystkiego wynikło?


Dodać można, że senatorowie i inni oficjele nie mieli okazji rozstrzygnięcia zobaczyć, bowiem ewakuowano całą stację Xan 4, bo trzecia rasa obcych, że nie dość, że jest diablo inteligentna, to ma wybitnie paskudne zamiary wobec ludzkości. Kosmiczne rubieże płoną! Wojna jest faktem!


Wszystko to sprawia, że pierwsza część cyklu pt. „Łatwo być bogiem” jest po prostu genialna, rzecz jasna w zakresie gatunku. Niedawno czytałem Resnick’a i pod kątem jakości cykl „StarShip” jest co najmniej porównywalny do tego co proponuje nam Robert J. Szmidt w cyklu „Pola zapomnianych bitew", tego nawet po lekturze tylko pierwszej części można być pewien. Zdecydowanie polecam.



sobota, 9 maja 2026

Eduardo Mendoza, Brak wiadomości od Gurba

Eduardo Mendoza, 


Brak wiadomości od Gurba


Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data wydania: 2010 r.

ISBN:   9788324013746

liczba str.: 152

tytuł oryginału:  Sin noticias de Gurb

tłumaczenie: Magdalena Tradel

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/brak-wiadomosci-od-gurba/opinia/98178969



Już dawno temu zaciekawiła mnie książka Eduarda Mendozy pt. „Brak wiadomości od Gurba”. No i okazja się przytrafiła, kiedy w ramach Book Trottera przyszedł czas na wyzwanie związane z miastem Barcelona. Gurb i główny bohater są kosmitami, którzy peregrynują przez kosmiczny szlak, odwiedzają planety, na których są byty inteligentne. Trafili na planetę Ziemia, konkretnie do Barcelony.


W sumie to praktycznie nic nie wiemy jakie są cele kosmitów z odległych przestrzeni Galaktyki. Wiemy tylko, że ci dwaj są zwiadem, mają się dowiedzieć co piszczy w trawie na konkretnych planetach i zdać raport. Ograniczeń czasowych kosmici nie mają, bo żyją ok 15 tysięcy lat, więc bez problemu mogą spędzać setki lat w przestrzeni kosmicznej. Inna bajka co oni o tym myślą. No ale jak sugeruje tytuł, Gurb zaginął gdzieś w Barcelonie i wiadomości od niego nie ma. A jego przełożony, nasz bohater chce, a raczej musi podwładnego poszukać. Bierze się za robotę.


Kosmita szuka kolegę i w Barcelonie dzieją się dziwne rzeczy, no i jest bardzo śmiesznie, bo kunszt pisarski pisarza jest rewelacyjny i Mendoza kładzie duży nacisk na różnice mentalnościowe, które są wręcz gigantycznie odmienne. O tyle dwaj kosmici mają życie ułatwione, że ich byt jest z natury zmiennokształtny i mogą się dowolnie zmieniać w kogo chcą, więc nie jest tak, że zielone czy niebieskie ludki biegają po Katalonii. Ale przecież materialna przemiana nie wystarczy, żeby poznać ziemian, z ich perspektywy patrząc. Dla nich nawet prosta wymiana zdań w jakimkolwiek ludzkim języku jest skomplikowana. Rozmawiają czy kłócą się ze sobą telepatycznie. Jedna z zabawnych scen, przychodzi sąsiad i mówi do nich, że woli, żeby kłócili się jak ludzie, bo od tej ufockiej telepatii telewizor wariuje.


Pytanie czy w końcu Gurb zostanie odnaleziony tym sposobem jest nieaktualne. No ale spokojnie, to co dało się zgubić, da radę zgubić się ponownie. Tym sposobem to szukanie Gurba przypomina uganianie się za króliczkiem. Główny bohater ma łatwość szastania pieniędzy w kwotach z mnogą liczbą zer, ale też jeszcze łatwiej zdobywa olbrzymie fortuny. Trzeba mu przyznać, że dość gruntownie poznaje ziemską kulturę, chodzi po galeriach sztuki, bywa w teatrach i kinach, pochłania też mnóstwo książek. Niewątpliwie gustuje w ludzkich pięknościach, gorzej z umawianiem się na randki, bo mimo że wcieli się w Belmondo, albo jakiegoś aktora grającego Bonda np., to konwersacje z kobietami jakoś nie bardzo wychodzą.


Jest też pewna dość śmiała religijna prowokacja intelektualna, obydwaj kosmici sporo się modlą i ich repertuar modlitewny zawstydziłby niejednego gorliwego katolika. Mendoza zdaje się głowić nad zagadnieniem, czy kosmita może być katolikiem?


Książkę koniecznie trzeba polecić, okazji do pośmiania się jest multum, może tylko nie jest do śmiechu jak sprzęty w szpitalu zdrowo fiksują, jak odwiedza tam panią Mercedes. Na szczęście bohater zdał sobie z tego sprawę i budynek szpitalny czym prędzej opuścił.


Po prostu fajna ta książka, odrobinkę rozrywkowa. Troszkę poważna jednak też, bo mimo wszystko zagadnienie, że jakiś kosmita po naszej ulicy może sobie biegać błahe jednak nie jest. Dobrze mi się książkę czytało, polecam.