Andrzej Ziemiański,
Virion - Ona
cykl: Legenda miecza, t. 2
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2025 r.
ISBN: 9788383750378
liczba str: 600
tytuł oryginału: -------
tłumaczenie: ------
kategoria: fantasy
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
Leci czytanie cyklu “Legenda miecza” , czyli przygód Virona. Druga część, napisana rzecz jasna przez Andrzeja Ziemiańskiego na tytuł “Virion - Ona” . Wiadomo że góry kto jest postacią tytułową, szermierz natchniona Achaja, która wkrótce zostanie cesarzową sporego kawałka kontynentu, bo “córka diabła” jak ją Virion nazwał niczym wygłodniały potwór pochłonęła dwa imperia. To wiemy z innej trylogii i do tego to wszystko zmierza. No ale tutaj mamy coś innego Virion oraz Neriden oraz Iyo wplątani są w kolejne intrygi wywiadowcze. Czyli kombinowanie kto kogo ogra grając w te brudne szpiegowskie gry.
Wszyscy tu nieźle kombinują, pamiętając o tym, że stawka jest wysoka. Przy czym małe Arkach jest uważane za łup wojenny o który szarpią się potężni gracze. A Arkach nie chcąc być karmą dla tych wielkich kocurów walczy o przetrwanie i ratowanie królewskiego tyłka królowej oraz generalskiego zadka generała Biafry, syna królowej i jedynego mężczyzny w armii Arkach.
Działo się sporo na skutek miliona intryg. Doszło do bezprecedensowego pojedynku. Virion z bandą opryszków reprezentując barwy Luan, chociaż do tej pory pakowali gole do ich bramki, trzymając z Biafrą, mieli wybić do nogi w pojedynkach cały pułk Arkach. Motyw polegał na tym, że królowa miała przerwać tą zadymę, poddając pułk a panie trafiły by do niewoli. Ale coś idzie nie tak zbiry tłuką równo mundurowe panie, a królowa siedzi cicho. Nagle wchodzi ona, szybko zabija, trzech, czterech opryszków wyzywając do walki Virona.
Nie było wyjścia, skoro chłopy jęczą, że “kobieta mnie bije” , no to potrzebny jest prawdziwy fachowiec, żeby dać młodej nauczkę. Virion wie, że lekko nie będzie. Achaja jest pewna siebie. ma też wsparcie całej armii, która siłą tysięcy gardeł, niczym stadionowi ultrasi, drą ryje, przepraszam za kolokwializm, ale pasuje, Wrzeszczą: bij dziada!, zabij ch.!, wbij w ziemię sk.!, i leci jeszcze z milion innych inwektyw jakie tylko wojsko da radę wymyślić. Obydwoje niczym sportowcy grający w finale ważnej imprezy zajęci są walką. Ale jak już się dowiedzieliśmy o bitce szermierzy natchnionych jest to praktyczne niemożliwe, bo albo przeżywają obydwoje, bo nikt nie ma siły dalej walczyć, albo giną obydwoje. Oboje przeżyli, choć trzeba było ich znosić. Oficjalnie wygrała Achaja, bo to ocaliło Arkach, ale to Virion troszkę lepiej wyglądał jako weteran miliona pojedynków i burd. To był ten cud!
Arkach uratowane! Zdobywszy broń palną od tzw. chorych ludzi. szykują do Wielkiej rozróby. Sama Achaja ma nastroje wojownicze i ma komu podziękować za beznadziejny los, który zawdzięczała obydwu imperium. Co prawda to też zrobiło z niej natchnionego szermierza, jedynej bratniej duszy Virona. Ale lekko nie było, wręcz wchodzi tutaj przynajmniej jedno przekleństwo. To pokazuje najlepiej kim są Virion i Achaja, że są najlepsi nie tylko na świecie, ale i w galaktyce i nie jest to przesada zapewne.
Książka jest ciekawa. Mamy ten sam motyw Achai z innej perspektywy, jak to widział Virion. I to na pewno jest ciekawe. Czy kolejnym bohaterem będzie Biafra? Czy autor uzna, że to jest na tyle zgrana karta, że już nikt nie będzie tego chciał czytać. Pewnie się dowiemy. Książka jest ciekawa. Polecam.