czwartek, 26 marca 2026

Andrzej Sapkowski, Narreturn

Andrzej Sapkowski,


Narreturn


cykl: Trylogia husycka. t. 1




Wydawnictwo: superNowa
Data wydania: 2020 r.
ISBN: 9788375781397
liczba str.: 639
tytuł oryginału: --------
tłumaczenie: -----
kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:




Zapewne nikogo przekonywać nie trzeba, że proza Sapkowskiego jest po prostu genialna. Wątpię również, żeby ktokolwiek podejrzewał że “ Trylogia husycka” okaże się chociaż odrobinę gorsza od “Sagi o wiedźminie”. Choć prawdą też jest, że porównywanie jest utrudnione poprzez fakt, że “Wiedźmin” to klasyczne fantasy, a tą trylogię, jej pierwsza część ma tytuł “Narreturm”, to raczej coś w rodzaju historical fantasy, bo jednak książka jest oparta o konkretne wydarzenia historyczne. Autor jest świadomy, że czytelnicy historię znają, raz traktuje ją poważnie, a bywa, że mruży do nas oczko i troszkę kombinuje i literacko ubarwia. Zaś konceptów typowo wziętych ze świata fantasy jest multum, jakby udawał, być może świadomie, że zapomniał, że to nie jest uniwersum Wiedźmina. Ta wybuchowa mieszanka wyszła doskonale. Jest jeszcze ciekawostka dla fanów czeskiej gry “Kingdom Come Deliverence”, w jednym zdaniu pojawia się u Sapkowskiego stary znajomy Jan Ptaček. Na bank to ten sam jegomość ponieważ akcja książki to lata 20 XV wieku, czyli odrobinkę później niż akcja pierwszej części gry.


Głównego bohatera autor wykreował iście oryginalnego jest nim Reinmar z Bielawy, zwanym jest też Reynewanem, bywa nazywanym Toledo, Alkasynem, przyjaciele zwą go też błaznem, wrogowie heretykiem, czarownikiem i kurwiarzem. Już samo to świadczy o jego niebywałej oryginalności.


Pewnie Sapkowski jest świadom, że Polski czytelnik lubi takich Kmiciców. Autor nie stworzył na kartach książek co prawda pana Andrzeja, ale mimo, że bohaterowie nazywają się inaczej i są z innej bajki, to jednak jakąś cząstkę bohaterów Sienkiewiczowskich da się w twórczości Sapkowskiego znaleźć.


Reynewan jest absolwentem Uniwersytetu w Pradze. Studiował medycynę oraz nielegalne, z punktu widzenia doktryny religijnej, sztuki magiczne. Reinmar ma wybitnych kolegów ze studiów. Są to znane Śląsku osobistości i to mu ratuje życie. Pierwszy to Bolko, jeden z Piastów Śląskich, a drugi to Grzegorz Hejncze, Wielki inkwizytor, którego bał się prawie każdy. Przy okazji Sapkowski dołączył do listy autorów książek, którzy postaci z tej mrocznej formacji kościoła katolickiego umieszczali na kartach książek i barwnie opisywali. Grzegorz Hejncze był tak samo równie groźny, jak i piekielnie inteligentny. Nadawał się do tej roboty.


W pierwszej części Reinmar i jego kompani biegają po całym Śląsku, bo ten zamiast ratować swój tyłek przed ciosami licznych wrogów ugania się za spódniczkami Panny są dwie. Jedna to francuska, Adela de Stercza, małżonka jednego ze Sterczów, którzy przez całą książce uparcie ganiają Reynewana za haniebny czyn uwiedzenia bratowej. Z racji, że Adela znalazła sobie możnego protektora i kochanka Jana Ziębickiego, sytuacja Reinmara jest nie do pozazdroszczenia. Przy okazji książę trafił na długą listę tych, którzy chcą Reynewana zabić.
Drogą kobieta jest również blondyna, która przedstawia się jako Nikoletta, a okazuje się szlachcianką Katarzyną Biberstein. Fakt, że jej ojciec wpisał się na listę chętnych do ukręcenia głowy Reynewanowi można wnosić, że Kasia nie wróciła do domu po nocnej przygodzie na sabacie czarownic i czarodziejów. Czyja wina? Proste.


To, że Reynewan przeżył pierwszy tom należy uznać za cud biorąc pod uwagę z milion okoliczności i dynamikę książki. Akcja pędzi tak szalenie, że czytelnik ledwo nadąża gdzie Reynewan z ekipą, Szarlejem i Samsonem Miodkiem właściwie są. W pewnym momencie sam autor uznał, że potrzebują odpoczynku i wsadził ich do wariatkowa, Narreturnu, wieży błaznów. Mimo, że warunki socjalne pobytu tam były całkiem przyzwoite, to jednak perspektywy przeżycia tej atrakcji były liche, bo Reynewanem i Szarlejem interesowało się Święte Oficjum. Samson kręcił się po drugiej stronie muru. Można się domyślać, że były kolejne cuda, bo autor uraczył nas przecież kolejnymi dwoma tomami przygód głównego bohatera. Wiemy, że Śląsk dąży do wojny z Husytami z Czech. Jak ładnie przedstawia Sapkowski duchownych katolickich nietrudno się domyśleć. ale husyckich duchownych i przywódców wcale niewiele lepiej. Wręcz daje autor do zrozumienia, że jednym i drugim chodzi o to samo, o złoto i władzę.


Co sądzi o kondycji ludzkości Samson Miodek? A mianowicie dał on do zrozumienia ratując kotka z płonących ruin miasta Bardo. Skończyliśmy się jego zdaniem i dziwnym trafem to jest aktualne, bo obłęd wojenny wciąż trwa, a propaganda, ideologia jest po to, żeby “ciemny lud kupował”. Czy ma rację?


Książka jest fascynująca, co zaskoczeniem nie jest. Oczywiście oprócz całej bieganiny bohaterowie mają okazję do innych aktywności np. uczty, śpiewanie nieładnych piosenek o dupie Maryni, podrywanie obiektów płci przeciwnej lub tej samej. Intelektualnych rozrywek jest też sporo, w tym sporo dysput intelektualnych. Na pewno ciekawie i interesująco autor wychwycił mentalność bohaterów końcówki średniowiecza. Książkę zdecydowanie trzeba przeczytać. Polecam.


środa, 18 marca 2026

Leszek Herman, Sedinum. Wiadomość z podziemi

Leszek Herman, 


Sedinum. Wiadomość z podziemi


cykl: Sedinum, t. 1


Wydawnictwo: Muza

Data wydania: 2015 r. 

ISBN:  9788328701120

liczba str.: 800

tytuł oryginału: ------------

tłumaczenie: ----------

kategoria: thriller


recenzja opblikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/270876/wiadomosc-z-  podziemi/opinia/97018939#opinia97018939



Miałem okazję przeczytać książkę pt. „Sedinum. Wiadomość z podziemi”, której autorem jest Leszek Herman. Nie ma żadnych wątpliwości, że ta książka przyzwoicie reprezentuje województwo zachodniopomorskie, książki stamtąd, czytanej w ramach Book Trottera. Oczywiście oprócz fabuły książki nie brakuje licznych opisów Szczecina i okolic, co niewątpliwie wzbogaca wiedzę z regionalistyki historycznej tego regionu. Bardzo zbliżony koncept literacki ma Elżbieta Cherezińska dodając motywy z historii Pomorza do swoich książek, które jak zapewne przyznamy są doskonałą popularyzacją historii.
Ta książka, jak i pozostałe zapewne, ewidentnie nawiązują do twórczości Dana Browna i sam autor tego nie ukrywa. W polskiej literaturze zajmuje się tym Maciej Siembieda i Zygmunt Miłoszewski. Niewątpliwie warto poznać koncepcję Leszka Hermana, jestem przekonany, że czytelnik tego typu Brown’owskich thrillerów zawiedziony nie będzie.


Co do akcji to mamy trzech głównych bohaterów, raczej zwykłych ludzi, w tym sensie, że prowadzą normalne życie i raczej w przeróżne kabały się nie pchają, no ale jak to bywa czasem się to zdarza, akcja przyśpiesza itp. Najpierw poznajemy Igora Fleminga, architekta, pasjonata historii i historii sztuki. Szybko do akcji weszła Paulina Weber, dziennikarka lokalnej gazety: Dziennika Szczecińskiego. Pojawił się w tej ekipie angielski dżentelmen niemieckiego pochodzenia sir Johan Karley. Cała trójka wzięła się za rozwiązywanie zagadek i dumanie czy istnienie masońskiego skarbu jest możliwe? No i oczywiście mamy z milion różnych interakcji z różnymi ludźmi, nie zawsze sympatycznymi, bywa, że z przestępcami. Wchodzą różne dziwne miejsca, bezpieczne to nie jest, włącznie ze śmiertelnym zagrożeniem.


No ale przecież o to też chodzi w tego typu literaturze, ma się dziać, akcja pędzić jak szalona i ma być ciekawie, no i ma być cholernie ryzykownie, żeby był dreszczyk emocji, no i przynajmniej opcja znalezienia jakiegoś złota. Rzecz jasna ta informacja czy do znalezienia czegokolwiek doszło jest spojlerowa, więc ci… Dodać można, że czas akcji jest współczesny, są liczne retrospekcje z przeszłości. Fabuła toczy się przez niewiele ponad tydzień, co przy licznych zdarzeniach uznać to można za krótki czas, a to jest raczej typowe dla thrillerów. Jest ciekawie. Polecam.






środa, 11 marca 2026

Joe Haldeman, Wieczna wojna

 Joe Haldeman, 


Wieczna wojna


cykl: Wieczna wojna, t. 1 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2020 r.

ISBN:  9788381880275

liczba str.: 329

tytuł oryginału:  The Forever War

tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4900198/wieczna-wojna/opinia/69084503#opinia69084503




„Kiedy ucichną działa już  
Wtedy się inne odezwą
Ludzie zabijać zaczną się znów
Za wojnę znów się wezmą. „ *



Z wojnami jest ten kłopot, że trzeba wiedzieć, że są, bliżej lub dalej, choćby po to, żeby nie było, „że nie wyświetliło się na Tik Toku”. Bo czas wojny to właśnie czas kiedy polityka zajmuje się zwykłym człowiekiem i przyjemne to nigdy nie jest.


Haldeman w pierwszym tomie zatytułowanym „Wieczna wojna” , jak i zapewne w całej trylogii pt. „Wieczna wojna” idzie na całość. Mamy w książce opisane wszelkie możliwe barwy kampanii. Dzieje się!


Głównym bohaterem jest żołnierz Mandella, absolwent Fizyki. Został on wysłany w odległe rejony kosmosu najpierw na iście mordercze szkolenie, przetrwała, tzn. dosłownie przeżyła, połowa składu. A potem Mandella i jego koleżanki i koledzy z wojska byli już na wojnie, gdzie o utratę życia było jeszcze łatwiej. W jednej z kampanii tej kosmicznej wojny major Mandella stracił 88 % składu.


Przy czym koniecznie trzeba zauważyć, że ciekawa jest koncepcja różnic czasowych, pierwsze 2 lata regularnej służbie w kosmosie przełożyło się na ok 2 dekady ziemskiego czasu. W późniejszym okresie było jeszcze gorzej pod tym względem. Służba Mandelli mogła trwać kilkadziesiąt lat, a wedle naszej rachuby dotrwał on do czwartego tysiąclecia.


Pytanie uzasadnione, dlaczego szeregowy Mandella, awansował na kilka innych stopni wojskowych, pchał się na kolejne kampanie tej samej wojny z kosmitami, Tauronami? W teorii nie musiał, ale po pierwsze rzeczywistość wojskowa była jedyną w jakiej sobie radził, pomimo przeżytych traum wojennych, a po drugie nie było do czego wracać. O czym się przekonał idąc do cywila po wypełnieniu pierwszego kontraktu, a potem z kolei dowiadywał się, że Ziemia jest inna, i nie ma po co tam podróżować.


Podsumowując to jest trudna książka udowadniająca empirycznie, że jeżeli kiedyś będą gwiezdne wojny, to będą one co najmniej tak samo paskudne jak te piekła, które ludzie urządzają sobie na Ziemi. W sumie nie ma znaczenia czy ludzie będą bić się między sobą, z kosmitami, maszynami, z kimkolwiek się jeszcze da, wojna będzie zawsze takim samym okropieństwem. Nie ma też wątpliwości, że kolejne konflikty zbrojne dostaną się na karty literatury fantastycznej. Tutaj nikt z czytelników wątpliwości żadnych nie ma, że chodzi o wojnę w Wietnamie. No i każda tego typu eksperiencja, odciśnie swój wpływ na literaturę. Dla czytelnika niewątpliwie będzie to bardzo ciekawe i równie trudne doświadczenie czytelnicze. Książkę polecam i zapewniam, że mam zamiar kontynuować czytanie trylogii.







* Piosenka zespołu Kult, Kiedy ucichną działa,  https://www.tekstowo.pl/kult/kiedy-ucichna-dziala



niedziela, 1 marca 2026

Anna Levi, 7th Heaven

 Anna Levi, 


 7th Heaven


Wydawnictwo: Jaguar

Data wydania: 2023 r.

ISBN9788382662733

liczba str.: 592

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: --------

kategoria:  science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/7th-heaven/opinia/94334851


Co prawda powieść „7th Heaven”, której autorką jest Anna Levi zaliczyć można do literatury młodzieżowej i nie brak tutaj banalizy typowej dla tego gatunku literackiego. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy, że jest to wartościowa pozycja i warto zastanowić się nad tym czy czytanie tej książki ma sens. Oczywiście wątpliwości nie mam żadnych, bo ta fantastyczna koncepcja jest tak ciekawa, że warto wejść czytelniczo w to uniwersum. To połączenie świata cyberpunka ze światem pustyni, ewidentnie kojarzącym się czytelnikowi z "Diuną", jest po prostu genialne!


Na pewno warto wspomnieć o analogiach literackich, jak wspomniałem „Diuna” Herbertów jest oczywista, ale również bez gry „Cyberpunk 2077” daleko byśmy nie zaszli, w wersji książkowej mamy „Cyberpunk, Bez_Przypadku” Rafała Kosika. Mamy motyw romansowy Yarary i Connifera, co przywodzi na myśl klasyk gatunku „Romeo i Julia” Szekspira. Co ciekawe mamy też koncepcje apokaliptyczną z Biblii. Czytelnik z dyskursu Yarary z jej cyfrowym awatarem dowiaduje się, że ten świat się wali. Właściwie wielkie metropolie, zwane tutaj polis Datura i Sagura już się skończyły, bo de facto rządzi tak AI i urządza sobie „Matrix”. W grze Cyberpunk były engramy, żeby bogaci mogli żyć, jeżeli nie wiecznie to prawie wiecznie. Johny Silverhand mimo, że był legendą Night City, dostał engram raczej testowo, żeby ludzie pokroju Arasaków zobaczyli czy to działa. Ciekawostką jest, że nie potrzeba tutaj żadnego nośnika, bo te miliony ludzkich świadomości dało radę upchać w chmurze. Pilipiukowskie scalaki kosmitów to były płyty CD/DVD. W „Cyberpunku 2077” tym nośnikiem była wielka skrzynia z którą dwóch mężczyzn miało nielichy kłopot.  W książce pt. "7th Heaven" świat się wali, ludzi z miast przejął jakiś Superkomputer, a ostatnią nadzieją ludzkości pozostała ludność mieszkająca na pustyni. Oni byli wolnymi ludźmi odpornymi na to co byty natury informatycznej oferowały.


O co chodzi z tym 7thHeven? Jest to dyskoteka, miejsce w przedziwny sposób łączące dwa światy, różniące się kompletnie od siebie, polis są pod kopułami, a pustynia wiadomo, też daje życie, ale jest trudno, jednak społeczność Czak Czak innych odpowiedników siczy, radzi tam sobie i jest szczęśliwa, pomimo licznych zagrożeń. Myślę, że nie ma potrzeby udowadniania dlaczego ta Diuna? Jest tych motywów tak dużo i są one bardzo czytelne praktycznie dla każdego i to jest niesamowicie fascynująca intelektualna zabawa czytelnicza dochodzenie skąd i dlaczego my tutaj to mamy w tej książce. Zapewne nietrudno się domyśleć, że w 7th Heaven rozpocznie się akcja książki, kiedy pierwszy raz spotkają się Yarara i Connifer, a potem akcja popędzi jak szalona. Czy ta miłość przetrwa?


Książka jest interesująca, mamy multum barw świateł polis, no i jedno słonecznie prażące światło pustyni, na której jedynym urozmaiceniem są wydmy, a fauna i flora występuje w stopniu minimalnym. A jednak pustynia jest wystarczająco fascynująca, żeby o niej pisać. Warto poznać i zagłębić się w przygodach Yarary i Connifera. Jest ciekawie, warto przeczytać. Polecam.


środa, 25 lutego 2026

Ismail Kadare, Pałac snów

Ismail Kadare, 


Pałac snów


Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data wydania: 2006 r.

ISBN:   8324006990

liczba str.:  190

tytuł oryginału:   Pallati i ëndrrave

tłumaczenie: Dorota Horodyska

kategoria: literatura piękna



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/37056/palac-snow/opinia/95645985#opinia95645985





Książka zatytułowana „Pałac Snów” Ismaila Kadare’a jest przyjętym kolejnym wyzwaniem, tym razem literatura albańska. w ramach Book Trottera, Pozornie książka jest nieskomplikowana, główny bohater Marc – Alem dostał robotę w Pałacu Snów w dziale Interpretacji, nie był to najniższy szczebel kariery, który przysługuje nowicjuszom, wkrótce czytelnik ma się dowiedzieć dlaczego tak jest.



Potem mamy dalsze losy tej niezwykle błyskotliwej kariery urzędniczej. No ale to najbardziej powierzchowna interpretacja tego co my tu mamy. Bo książka ma nieskończenie multum głębi. Od całkiem czytelnych koncepcji po bardzo skomplikowane metaforyki, dobrze zrozumiałe tylko dla Albańczyków lub znawców tej kultury. Na pewno mocny jest albański byk, który rozwali system, który jak trzeba rozniesie, co prawda upadające w XIX wieku imperium Tureckie, ale wciąż wystarczająco mocne.


Jedną z hipotez interpretacyjnych jest, że może chodzić w książce o system komunistyczny. Przyznać trzeba, że da się to naciągnąć, bo może być o walkach frakcyjnych w ”dominująco słusznej partii”. Rzecz jasna w zależności od kraju były to mniej lub bardziej ostre rozgrywki polityczne, a zmiany na stanowisku przywódcy stanowiły kłopotliwe reperkusje. Zwykła miotełka, to najmniejszy problem, bo kary więzienia, a nawet wyroki śmierci nie były niczym niezwykłym.


Marc- Alem nie jest człowiekiem z ulicy, bo pochodzi z rodu Ciurlinich, jest to potężna albańska magnateria, w której było sporo wezyrów i gubernatorów, mająca wpływy na dworze sułtańskim. Z jakiegoś powodu rada rodu uznała, że w tak potężnym urzędzie jak Pałac Snów trzeba mieć kogoś swojego, bo kto ma pieczę nad snami ten ma władzę. Stąd wygrany odwet Ciurlinich, za próbę ich wykończenia, stanowił dobrą okazję na szybkie awanse Marca -Alema, który nagle z szeregowego pracownika stał się, jako dyrektor, dygnitarzem, jednym z najbardziej wpływowych ludzi w całej prowincji.


Książka jest trudna, ale niewątpliwie jest fascynująca, pozwalająca choć troszkę poznać kulturę albańską, a o to w podróżach Book Trotterowych chodzi. Postać głównego bohatera i wielu innych autor świetnie wykreował. Nie brakuje dramatycznych wydarzeń, typu wydarzenia w domu wezyra, sporo innych z udziałem wojska przysłanego ze stolicy, co niczego dobrego nie wróży. Marc – Alem miał szczęście, był po tej stronie co trzeba, a to wygrani piszą swoją historię, reszta się nie liczy. Jest naprawdę ciekawie polecam. Warto przeczytać.








środa, 11 lutego 2026

Poul Anderson, Podniebna krucjata

Poul Anderson,


Podniebna krucjata 



Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2026 r.
 ISBN: 97883833384238
liczba str.: 193
 tytuł oryginału: The Hide Crusade
tłumaczenie: Jarosław Kotarski
kategoria: science fiction

recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:



.

Książka zatytułowana “Podniebna krucjata” Poula Andersona to dość zabawny mix typowo kojarzony z powieści historycznych z tym co mamy w książkach z gatunku science fiction. Wprawdzie jest książka Davida Webera "Alternatywa Ekskalibura” występuje motyw bardzo podobny, ale jednak to książka Poula Andersona wydana w 1960 r. uchodzi tutaj za klasyka w tym historyczno - fantastycznym czarowaniu literackim.


Najbardziej znane krucjaty w literaturze SF wykreowali oczywiście Frank i Brian Herbertowie, był to dżihad Paula Muadiba, no i oczywiście dżihad Butleriański. Tutaj, u Poula Andersona, mamy również  krucjatę o której Anglikom z XIV wieku nawet się nie śniło Jak już dorwali się do statku niebieskoskórych obcych chcieli podbić Francję i ziemię Świętą, ale zdarzyło się inaczej  na skutek zdrady jedynego żyjącego Wersgeryjczyka statek poleciał w kosmos na jedną z kolonii Wielkiego Imperium  Wersgeryjskiego. 


Historie opowiada Parvus, młody, wykształcony duchowny zna kilka języków, w tym rzecz jasna  średniowieczną lingua franca łacinę. Te zdolności lingwistyczne przydały się w kontaktach z licznymi obcymi w kosmosie, wrogami, ale też sojusznikami.


Być może ktoś z was kojarzy motyw moi drodzy czytelnicy, że Mistrzowie Miecza na Ginazie nauczali o tym w swojej szkole, rzecz jasna w twórczości Briana Herberta i Kevina J. Andersona, że średniowieczna uzbrojenie było i na pewno jest wciąż jest najlepsze, jednak jego waga, średnio ok. 30 kg sprawia, że jego przydatność w nowoczesnych, kosmicznych wojnach jest niewielka. Okazało się w omawianej książce, że przyzwyczajeni do tego uzbrojenia i odpowiednich metod taktycznych średniowieczni Anglicy dali radę lać kosmitów wysoko zaawansowanych technologicznie. Do tego wchodzili łucznicy, kusznicy,  a także zdobyczną broń obcych, której rycerze, jako wojskowi fachowcy do spraw wojny nie bali się używać. 


Ta kosmiczna Odyseja sir Rogera de Tourneville jest niezwykle barwna i ciekawa. Najpierw dzielni Anglicy obronili swoją ziemię okolice Ansby i Lincolnshire,  a potem ruszyli zwiedzać kosmos i mścić się na obcych, że mieli niecne plany co do naszej Ziemi. Wszystko to oczywiście opisał skryba, sługa Boży, Parvus. 


Daję głowę, że czytelnik się nie zawiedzie, sam Parvus opowiada nam, że jest to wersja nieco okrojona, bo oszczędził czytelnikom całej gimnastyki lingwistycznej, a także co bardziej istotne olbrzymich różnic mentalnościowych, co utrudniało komunikatywność, no ale radę dali, a czytelnik otrzymuje efekt finalny. Można zastanawiać się czy to nie jest zbyt daleko idące uproszczenie, ale autorowi w zamyśle szło o to, że to ma być przede wszystkim rozrywka, bo zapewne mało branżowych historyków do książki dotarło, choćby po to, żeby sprawdzić czy autor czegoś nie poknocił. Tak więc liczy się dobra lektura, a książka jest po prostu świetna. Polecam



sobota, 31 stycznia 2026

Andrzej Pilipiuk, Czarownik Iwanow

 Andrzej Pilipiuk,


 Czarownik Iwanow


cykl: Kroniki Jakuba Wędrowycza, t. 2


Wydawnictwo; Fabryka słów, Edipresse

Data wydania: 2019 r.

ISBN: 9788381173315

liczba str.: 208

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: ------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/czarownik-iwanow/opinia/96337363


                                                                                   


Czarownik Iwanow   [  w:  ]  A. Pilipiuk, Czarownik Iwanow



Do zrecenzowania tego opowiadania długo się szykowałem, bowiem jestem przekonany, że postać czarownika Iwanowa jako antagonisty Jakuba Wędrowycza jest niezwykle interesująca, barwna i ciekawa. Nudno na pewno nie jest. Możliwe, że nie jest najgroźniejszym przeciwnikiem, jakich było multum z hrabią Drakulą na czele. Co nie znaczy, że było łatwo. Starcie było na tyle trudne, że przydała się pomoc kościelnego egzorcysty z Hiszpanii, specjalnego wysłannika Watykanu Herberto Salety. Chodzi o tajemniczą religię pogańską, którego bóstwo i jego sługi pojawiają się raz na sto lat. Saleta jest siódmym wysłannikiem, pozostali zaginęli w akcji.


Istotny jest tutaj czas akcji, lata 80 XX wieku, a że to były czasy komuny, dało to asumpt do brawurowych wyczynów. Iwanow po prostu musiał przekroczyć granice ZSRR z Polską, został wybudzony z uśpienia przez swojego pana, pogańskiego bożka, którego czarownik jest kapłanem. No ale, że istnieje ktoś taki jak Jakub Wędrowycz i musiał wiedzieć, że będzie się działo. Wędrowycz, a propos niego, dał się we znaki czerwonej władzy włamując się do jednej z tajnych katowni UB wyciągając egzorcystę Herberto Saletę. Co dowodzi tylko, że obie postaci są nietuzinkowe.


No i rosyjski czarownik nie zawiódł się, te starcia obydwu oponentów: Wędrowycz vs Iwanow są ciekawe, trudne i wymagające. Troszkę to wygląda tak jakby się popisywali, kto sobie radzi lepiej. I to byłoby nawet zabawne gdyby nie to, że obaj walczą o życie, bo czegoś takiego jak remisy nikt nie uznaje. Stawka jest duża, trzeba walczyć!


Dla czytelnika to jest ciekawe, to co się dzieje w tej rywalizacji obydwu starszych panów. Z tego opowiadania czytelnik dowiaduje się, że Semen i Jakub lubią konie. To akurat próbował wykorzystać czarownik Iwanow, podmienił jaźń jakubowego konia Mariki z Moniką i na odwrót oczywiście. Młoda dama była studentką, która gościła u Jakuba. Ona sporo się dowiedziała o magii, ciekawe ile z tego w pracy magisterskiej dało się wykorzystać. Na pewno motyw ubarwił i tak ciekawą opowieść, ale widać tego typu pauzy pasowały Pilipiukowi do koncepcji, żeby to długie opowiadanie dało się czytać. No i wyszło świetnie. Niewątpliwie to opowiadanie pretenduje, żeby być najlepszym jakubowym opowiadaniem. Polecam.