sobota, 9 maja 2026

Eduardo Mendoza, Brak wiadomości od Gurba

Eduardo Mendoza, 


Brak wiadomości od Gurba


Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data wydania: 2010 r.

ISBN:   9788324013746

liczba str.: 152

tytuł oryginału:  Sin noticias de Gurb

tłumaczenie: Magdalena Tradel

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/brak-wiadomosci-od-gurba/opinia/98178969



Już dawno temu zaciekawiła mnie książka Eduarda Mendozy pt. „Brak wiadomości od Gurba”. No i okazja się przytrafiła, kiedy w ramach Book Trottera przyszedł czas na wyzwanie związane z miastem Barcelona. Gurb i główny bohater są kosmitami, którzy peregrynują przez kosmiczny szlak, odwiedzają planety, na których są byty inteligentne. Trafili na planetę Ziemia, konkretnie do Barcelony.


W sumie to praktycznie nic nie wiemy jakie są cele kosmitów z odległych przestrzeni Galaktyki. Wiemy tylko, że ci dwaj są zwiadem, mają się dowiedzieć co piszczy w trawie na konkretnych planetach i zdać raport. Ograniczeń czasowych kosmici nie mają, bo żyją ok 15 tysięcy lat, więc bez problemu mogą spędzać setki lat w przestrzeni kosmicznej. Inna bajka co oni o tym myślą. No ale jak sugeruje tytuł, Gurb zaginął gdzieś w Barcelonie i wiadomości od niego nie ma. A jego przełożony, nasz bohater chce, a raczej musi podwładnego poszukać. Bierze się za robotę.


Kosmita szuka kolegę i w Barcelonie dzieją się dziwne rzeczy, no i jest bardzo śmiesznie, bo kunszt pisarski pisarza jest rewelacyjny i Mendoza kładzie duży nacisk na różnice mentalnościowe, które są wręcz gigantycznie odmienne. O tyle dwaj kosmici mają życie ułatwione, że ich byt jest z natury zmiennokształtny i mogą się dowolnie zmieniać w kogo chcą, więc nie jest tak, że zielone czy niebieskie ludki biegają po Katalonii. Ale przecież materialna przemiana nie wystarczy, żeby poznać ziemian, z ich perspektywy patrząc. Dla nich nawet prosta wymiana zdań w jakimkolwiek ludzkim języku jest skomplikowana. Rozmawiają czy kłócą się ze sobą telepatycznie. Jedna z zabawnych scen, przychodzi sąsiad i mówi do nich, że woli, żeby kłócili się jak ludzie, bo od tej ufockiej telepatii telewizor wariuje.


Pytanie czy w końcu Gurb zostanie odnaleziony tym sposobem jest nieaktualne. No ale spokojnie, to co dało się zgubić, da radę zgubić się ponownie. Tym sposobem to szukanie Gurba przypomina uganianie się za króliczkiem. Główny bohater ma łatwość szastania pieniędzy w kwotach z mnogą liczbą zer, ale też jeszcze łatwiej zdobywa olbrzymie fortuny. Trzeba mu przyznać, że dość gruntownie poznaje ziemską kulturę, chodzi po galeriach sztuki, bywa w teatrach i kinach, pochłania też mnóstwo książek. Niewątpliwie gustuje w ludzkich pięknościach, gorzej z umawianiem się na randki, bo mimo że wcieli się w Belmondo, albo jakiegoś aktora grającego Bonda np., to konwersacje z kobietami jakoś nie bardzo wychodzą.


Jest też pewna dość śmiała religijna prowokacja intelektualna, obydwaj kosmici sporo się modlą i ich repertuar modlitewny zawstydziłby niejednego gorliwego katolika. Mendoza zdaje się głowić nad zagadnieniem, czy kosmita może być katolikiem?

Książkę koniecznie trzeba polecić, okazji do pośmiania się jest multum, może tylko nie jest do śmiechu jak sprzęty w szpitalu zdrowo fiksują, jak odwiedza tam panią Mercedes. Na szczęście bohater zdał sobie z tego sprawę i budynek szpitalny czym prędzej opuścił.


Po prostu fajna ta książka, odrobinkę rozrywkowa. Troszkę poważna jednak też, bo mimo wszystko zagadnienie, że jakiś kosmita po naszej ulicy może sobie biegać błahe jednak nie jest. Dobrze mi się książkę czytało, polecam.



        



czwartek, 7 maja 2026

Joe Haldeman, Wieczny pokój

Joe Haldeman, 


Wieczny pokój 


cykl: Wieczna wojna, t. 2 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2025 r. 

ISBN: 9788383384061

liczba str.: 397

tytuł oryginału: Forever peace

tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207903/wieczny-pokoj/opinia/69089842#opinia69089842



„A co, żołnierzu, kobieta twa
Ze złotej Pragi dostać ma?
Pantofelki velours,
O których śni
Tyle nocy i dni,
Musisz zdobyć ty,
W złotej Pradze, gdzie wojna trwa!” *



Książka zatytułowana „Wieczny pokój” jest drugim tomem cyklu „Wieczna wojna” . Autorem jest Joe Haldeman. Trzeba koniecznie wspomnieć, że jest to zupełnie motyw niż w pierwszym tomie, pojawił się nowy bohater, też fizyk z wykształcenia Julian Class, który również dziwnym zrządzeniem losu trafił do wojska.


Tym razem siły zbrojne sojuszu ONZ zmuszone są reagować na Ziemi i walczyć z rebeliantami w krajach Trzeciego świata. Jak nietrudno się domyśleć jest to nierówna walka. ONZ dysponuje specjalną technologią żołnierzykami. Działa to na zasadzie dzisiejszych dronów w których operator siedzi gdzieś w sztabie i atakuje wrogów z powietrza, a tutaj żołnierzyk jest wysyłany na pole walki i operator operuje urządzeniem z dalekiego dystansu, nawet z innego kontynentu.


Jak nietrudno się domyśleć, po lekturze pierwszego tomu, że pojawią się zarówno intelektualne rozterki dotyczące wojny, żołnierskiego fachu itp., bo to to nie przypadek, że bohaterami cyklu są intelektualiści. Podobnie w sposób typowo ścisły interpretują taktyki wojenne swoich i obcych. Na pewno zaletą działalności wojennej Juliana Classa jest, że nie jest cały czas na froncie. Kombinezon żołnierzyka zakłada raz na jakiś czas i wymóg techniczny jest taki, że może tam przebywać przez określony czas. Co pozwala mu na prowadzenie wykładów na uczelni i działalności typowo naukowej, no i ma też troszkę życia prywatnego.


Książka jest niezwykle interesująca, tytuł sugeruje tą prawda, że wojna to żywioł, który trwa zawsze i spija krew ofiar niczym stare, okrutne wampirzysko. Wojna trwa, nawet mimo pokoju i praktycznie nie da się tego piekielnego ognia ugasić, bo zawsze jest ktoś tym zainteresowany, no i są ludzie, którzy na. wojnie zarabiają. W końcu „Dopóki istnieją rzeźnie, będą także pola bitew" .** Książkę warto przeczytać. Polecam.






* Piosenka zespołu Kazik&Pro Forma, Ballada o kobiecie żołnierza, https://www.tekstowo.pl/kazik-kwartet-proforma/ballada-o-kobiecie-zolnierza
** Lew Tołstoj


niedziela, 26 kwietnia 2026

Andrzej Sapkowski, Lux perpetua

Andrzej Sapkowski, 


Lux perpetua


cykl: Trylogia husycka, t. 3


Wydawnictwo: superNOVA

Data wydania: 2006 r. 

ISBN:  9788370541897

liczba str.: 580

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: --------

kategoria:  powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4925/lux-perpetua/opinia/646461#opinia646461




Przeczytałem ostatnią część cyklu pt. „Trylogia husycka” , rzecz jasna autorem jest Andrzej Sapkowski. Ta część ma tytuł „Lux perpetua” i niewątpliwie jest ciekawa. O tyle nic nowego, że czytelnik praktycznie z góry wie, że Reinmar z Bielawy pakuje się w kolejne poważne kłopoty, ugania się za spódniczkami i bierze udział w wojnie religijnej po stronie husyckiej. Był podobny dylemat zdradzić swoich czy nie. Zachował się troszkę gorzej, ale zdrady nie było, wojska czeskie przeszły bród, a armie książąt niemieckich czekały gdzie indziej z zasadzką. No ale wiemy przecież, że Sapkowski nie byłby sobą gdyby nie wyszłaby z tego banalnego motywu genialna opowieść.


Zaczął autor mocnym akcentem mamy katedrę we Wrocławiu pełną wiernych, wychodzi na ołtarz biskup Konrad z Oleśnicy i rozpoczyna procedurę klątwy kościelnej na Reinmara z Bielawy, bo wiadomo kacerz, heretyk, czarownik, a przede wszystkim wróg samego biskupa, który bezczelnie ośmiela się żyć i rozrabiać. No a potem może być już tylko lepiej. Na pewno widać, że to nie jest np. wiek XI, gdzie nawet królowie i książęta drżeli przed anatemą, a pomoc wyklętemu była interpretowana jako wspieranie wszystkich sił piekielnych razem wziętych. Tutaj może tej klątwy bohaterowie nie olewali, ale mimo obaw potrzebne wsparcie, nawet w samym Wrocławiu, Reynewanowi było udzielane i ku przerażeniu wrogów działał dalej, chociażby poszukiwał swojej ukochanej, szlachetnej, Jutty.


Oczywiście nie brakuje elementów kojarzonych raczej z książkami fantasy. Chociażby postać jednego z czarnych jeźdźców. Girhard Grelenord, bo o nim mowa, i jego czarni jeźdźcy, mimo wojennej pożogi i wszechogarniającej przemocy budzili nie mniejsze przerażenie niż chociażby Nazgule w twórczości Tolkiena, czy jeźdźcy Dzikiego Gonu z „Sagi o Wiedźminie”,  znani też z gier, zwłaszcza z trzeciej odsłony serii gier o przygodach Geralta z Riwii. Natomiast wracając do Girharda Grelenorta, zwanego też Pomurnikiem, który jest tutaj ponurym narzędziem w rękach biskupa wrocławskiego, jego obrzydliwość jest tak okropna, że jest praktycznie nie do opisania. Gdy ludzie dowiedzieli się o śmierci tego rycerza odetchnęli z ulgą i szli na imprezę. Bo to był powód do radości, że świat stał się choć odrobinkę lepszym miejscem do życia, mimo że było jak było. Kreując tą postać Sapkowski wykazał się literacką maestrią, bo w każdym czytelniku wzbudza on permanentną grozę. Czytelnik z całego serca kibicuje Reynewanowi, żeby tego czorta, będącego złem wcielonym, wreszcie trafił szlag!


Jeżeli czytelnik jest czymś rozczarowany, to tym, że to już koniec, no bywa, "coś się kończy, coś zaczyna”, jakby to mistrz Sapkowski powiedział. Wiemy też i dumamy, czy nie dało się inaczej, że Reynewan z tych przygód wyszedł strasznie poturbowany życiowo i był zgorzkniały. Czytelnik się głowi czy on nie jest przypadkiem jednym z bardów czy mnichów, którzy odgrywają rolę kogoś w rodzaju narratorów tej „opowieści opowiadanej dla zwykłej draki”* jakby to Kazik Staszewski zanucił. A tak poza tym ta cała trylogia jest po prostu arcydziełem łączącym dwa gatunki powieść historyczną z fantastyką. Zdecydowanie książkę i całą trylogię trzeba przeczytać.





Ad.
* Cytat z piosenki Kazika Staszewskiego pt. ”Celina” , https://www.tekstowo.pl/kult/celina



niedziela, 12 kwietnia 2026

Elżbieta Cherezińska, Śmiały

 Elżbieta Cherezińska,


 Śmiały


cykl: Bolesław II, t. 1


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2025 r.

ISBN:  9788383356969

liczba str.: 440

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: ---------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207482/smialy/opinia/97286320#opinia97286320



Cherezińska kontynuuje pisanie powieści historycznych dotyczących historii Polski, zwłaszcza średniowiecznej. Tym razem padło na postać Bolesława Śmiałego, księcia od 1058 roku i króla od 1076 roku, którego postać opisała autorka w dwutomowym cyklu pt. „Bolesław II” , pierwsza część jest zatytułowana „Śmiały”.


Z jednej strony postać władcy jest ważna, już od momentu narodzin, ważny moment w akcji, było nie było ważne w powieści historyczno – biograficznej. Natomiast drugiej strony panorama zarówno Europy, jak i ponownie odradzającej się Polski jest istotna i to jest interesujące. Czytelnik się przekonuje, że motywów fantastycznych nie zabraknie. Porodami Piastowskich królowych i księżniczek zajmowały się Rzepichy, były w te klocki na tyle dobre, że wszystkie porody zakończyły się sukcesem, co w tej epoce było ważne, od tego zależały losy kraju i tak targanego w XI wieku problemami wewnętrznymi i zewnętrznymi.


Rzepichy to kapłanki pogańskich bóstw z wyspy na jeziorze Gopło, były jak widać tolerowane przez władzę centralną, mimo że kraj podnosił się po rebelii Masława, która była reakcją pogańską. Mimo walki z pogaństwem, wyznawcy Trygława i Swarowa trzymali się na Mazowszu i jeszcze silniej na Pomorzu w którym były silne tendencje odśrodkowe, co sprawiało duże kłopoty.


Średniowiecze pod kątem literackim jest o tyle fajne, że pisarzowi wolno po prostu więcej, bo jest tam sporo miejsca na przedstawienie interpretacji wydarzeń bez zarzutu, że autor mija się z prawdą, bo tej prawdy historycznej opartej na źródłach jest stosunkowo niewiele. I jeżeli jest to robione umiejętnie to wychodzi z tego coś rewelacyjnego, co np. Cherezińskiej dobrze wychodzi. Niewątpliwie jest to historia podpierana też fantastyką pełną nawiązań do Sapkowskiego i Tolkiena. Chociażby synowie trzech starców, kapłanów Trygława z Pomorza, nazywają się Bor, Borkun i Boromir.


Pomysł z Bolesławem Śmiałym jest oryginalny i zapewne też troszkę ryzykowny. Pojawia się Stanisław, który jako młody duchowny powrócił ze studiów z zagranicy i jest lojalny wobec księcia. Akcja pierwszego tomu kończy się w roku 1070, więc można być pewnym, że drugi tom będzie jeszcze ciekawszy, bo przypadnie na kluczowe tutaj lata 70 XI wieku.


W sumie co najważniejsze, co może znaleźć się w podsumowaniu już jest napisane. Książka jest po prostu przednia, bohaterowie zostali rewelacyjnie wykreowani i kreuje ona nie tylko postaci znane z kart historii np. ambitny tytułowy bohater, który z zapałem wziął się do władczej roboty, mimo młodego wieku. Jedną z pierwszych decyzji księcia była odbudowa katedry Gnieźnieńskiej, fundowanie klasztorów, co oprócz misji typowo duchowej kleru, miało na celu odbudowę gospodarki kraju. Były też wojny, bo książę aspirował, żeby nawiązać do dzieła swojego wielkiego imiennika Bolesława Chrobrego. Nie ma wątpliwości, że Bolesław Śmiały jest postacią interesującą, barwną i tragiczną zarazem. I na pewno dla autorki nie było to łatwe zadanie opisać tą postać i jego czasy. Ale na szczęście dla nas czytelników autorka dała radę i wyszło świetnie. Zdecydowanie polecam.


środa, 8 kwietnia 2026

Andrzej Sapkowski, Boży bojownicy

Andrzej Sapkowski, 


Boży bojownicy


cykl: Trylogia husycka, t. 2


Wydawnictwo: superNOWA

Data wydania: 2020 r.

ISBN:  9788375781403

liczba str.: 635

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4970629/bozy-bojownicy/opinia/97480956#opinia97480956



Książka pt. „Boży bojownicy”, czyli druga cyklu zatytułowanego „Trylogia husycka” podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza to epizod praski, jak zapewne czytelnicy pamiętają Reinmar z Bielawy tam studiował, więc czuł się tam jak u siebie, znał miasto, ludzi itp. Dał się też przekonać do husyckiej doktryny kielicha. Co spowodowało powrót na Śląsk razem z wojskami hejtmana Prokopa Gołego. A jak pamiętamy liczni wrogowie zacierają rączki i czają się, żeby go dopaść. Co poskutkuje iście wiedźmińskim wyborem: być pogardzanym jako zdrajca swojej sprawy, czy być wiernym husytą i być pewnym, że z tego tytułu na Śląsku żyć mu nie dadzą.


Akcja, która toczy się w Pradze jest w miarę spokojna, jak na standardy tego bohatera rzecz jasna. Reynewan interesuje się wiedzą zielarską, co z punktu widzenia Inkwizycji ma troszkę mniejszy kaliber niż czarowanie, ale i tak podpada. Poznaje też aptekarzy alchemików i czarowników, którzy mają w podziemiach zacną bibliotekę. No ale jak nietrudno domyśleć się przyjdzie Reinmarowi i jego kompanom Pragę opuścić. Przed wyjazdem został ostrzeżony, żeby unikać zamku Troski i gdzie się pcha? Tak, tak, dokładnie tam, na zamek Troski.


No ale jakoś radzi sobie z czeskimi przygodami, po to, żeby działo się na Śląsku, przypomina sobie o pięknej Nikolettcie, która miała być Katarzyną, a okazała się Juttą de Apolda. Nietrudno się domyśleć, że były motywy całkiem przyjemne jak udane miłosne schadzki. Jednak kłopotów też było co niemiara. Ponieważ „starzy znajomi” o Reynewanie bynajmniej nie zapomnieli i za pośrednictwem Jutty, pozbierali te co trzeba informacje o poszukiwanym czarowniku.  O niej z kolei dowiedzieli się od torturowanych husytów. A wszystko dlatego, że byli zainteresowani tym co słychać u młodego szlachcica z Bielawy. No i stało się! Momentami było to bolesne, bo były ciosy, czas spędzony w lochu i tego typu podobne „przyjemności”. Był też szantaż, że jego kobietę spotkają przykre, delikatnie mówiąc, atrakcje, a na co tych panów stać Reynewan wiedział doskonale.


Opisów wojny przypominających raczej wojnę nowoczesną niż tą kojarzoną z eposów średniowiecznych jest w książce multum. Płoną wioski i miasta, drogi są pełne uchodźców, którzy nie mają gdzie się podziać. Pełno jest rannych, grupka husytów, w tym Reynewan mają szczęście, bo na skutek paktu kurują się w szpitalu w jednym z ocalałych z ogólnej pożogi miast. Chociaż lekko nie jest, bo tubylcy są wrogo nastawieni do heretyków. Bitwy przedstawione przez Sapkowskiego to po prostu krwawa jatka, jakby to G. R. R. Martin powiedział „uczta dla wron”.


No ze środkowym tomem trylogii wiadomo jak jest, po prostu akcja się toczy, czytelnik jest wciągnięty w wydarzenia, no ale do finału jest daleko. Wątpliwości w tej materii nie ma z tego tytułu że wiemy, że Sapkowski jest mistrzem znakomitej opowieści i czytelnik wie z góry, że będzie dobrze i tak rzeczywiście jest. Książka jest niesamowita, przy okazji to jest tak wybitne studium mentalności ludzi średniowiecza, że tą książkę i całą trylogię także pod tym kątem warto przeczytać. Jest naprawdę ciekawie i czytelnik jest ciekaw co będzie dalej i ile jest potrzebnych cudów, żeby Reynewan wyszedł w jednym kawałku z tych wszystkich opresji, w które najczęściej się sam pakuje, bo jakaś piękna białogłowa m. in. zawróci mu głowę swoimi sprawami. Jest dobrze, jest genialnie, świetnie, dobrze wykreowani są bohaterowie literaccy. Zdecydowanie polecam. Warto przeczytać.


czwartek, 26 marca 2026

Andrzej Sapkowski, Narreturm

Andrzej Sapkowski,


Narreturm


cykl: Trylogia husycka. t. 1




Wydawnictwo: superNowa
Data wydania: 2020 r.
ISBN: 9788375781397
liczba str.: 639
tytuł oryginału: --------
tłumaczenie: -----
kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:




Zapewne nikogo przekonywać nie trzeba, że proza Sapkowskiego jest po prostu genialna. Wątpię również, żeby ktokolwiek podejrzewał że “ Trylogia husycka” okaże się chociaż odrobinę gorsza od “Sagi o wiedźminie”. Choć prawdą też jest, że porównywanie jest utrudnione poprzez fakt, że “Wiedźmin” to klasyczne fantasy, a tą trylogię, jej pierwsza część ma tytuł “Narreturm”, to raczej coś w rodzaju historical fantasy, bo jednak książka jest oparta o konkretne wydarzenia historyczne. Autor jest świadomy, że czytelnicy historię znają, raz traktuje ją poważnie, a bywa, że mruży do nas oczko i troszkę kombinuje i literacko ubarwia. Zaś konceptów typowo wziętych ze świata fantasy jest multum, jakby udawał, być może świadomie, że zapomniał, że to nie jest uniwersum Wiedźmina. Ta wybuchowa mieszanka wyszła doskonale. Jest jeszcze ciekawostka dla fanów czeskiej gry “Kingdom Come Deliverence”, w jednym zdaniu pojawia się u Sapkowskiego stary znajomy Jan Ptaček. Na bank to ten sam jegomość ponieważ akcja książki to lata 20 XV wieku, czyli odrobinkę później niż akcja pierwszej części gry.


Głównego bohatera autor wykreował iście oryginalnego jest nim Reinmar z Bielawy, zwanym jest też Reynewanem, bywa nazywanym Toledo, Alkasynem, przyjaciele zwą go też błaznem, wrogowie heretykiem, czarownikiem i kurwiarzem. Już samo to świadczy o jego niebywałej oryginalności.


Pewnie Sapkowski jest świadom, że Polski czytelnik lubi takich Kmiciców. Autor nie stworzył na kartach książek co prawda pana Andrzeja, ale mimo, że bohaterowie nazywają się inaczej i są z innej bajki, to jednak jakąś cząstkę bohaterów Sienkiewiczowskich da się w twórczości Sapkowskiego znaleźć.


Reynewan jest absolwentem Uniwersytetu w Pradze. Studiował medycynę oraz nielegalne, z punktu widzenia doktryny religijnej, sztuki magiczne. Reinmar ma wybitnych kolegów ze studiów. Są to znane Śląsku osobistości i to mu ratuje życie. Pierwszy to Bolko, jeden z Piastów Śląskich, a drugi to Grzegorz Hejncze, Wielki inkwizytor, którego bał się prawie każdy. Przy okazji Sapkowski dołączył do listy autorów książek, którzy postaci z tej mrocznej formacji kościoła katolickiego umieszczali na kartach książek i barwnie opisywali. Grzegorz Hejncze był tak samo równie groźny, jak i piekielnie inteligentny. Nadawał się do tej roboty.


W pierwszej części Reinmar i jego kompani biegają po całym Śląsku, bo ten zamiast ratować swój tyłek przed ciosami licznych wrogów ugania się za spódniczkami Panny są dwie. Jedna to francuska, Adela de Stercza, małżonka jednego ze Sterczów, którzy przez całą książce uparcie ganiają Reynewana za haniebny czyn uwiedzenia bratowej. Z racji, że Adela znalazła sobie możnego protektora i kochanka Jana Ziębickiego, sytuacja Reinmara jest nie do pozazdroszczenia. Przy okazji książę trafił na długą listę tych, którzy chcą Reynewana zabić.
Drogą kobieta jest również blondyna, która przedstawia się jako Nikoletta, a okazuje się szlachcianką Katarzyną Biberstein. Fakt, że jej ojciec wpisał się na listę chętnych do ukręcenia głowy Reynewanowi można wnosić, że Kasia nie wróciła do domu po nocnej przygodzie na sabacie czarownic i czarodziejów. Czyja wina? Proste.


To, że Reynewan przeżył pierwszy tom należy uznać za cud biorąc pod uwagę z milion okoliczności i dynamikę książki. Akcja pędzi tak szalenie, że czytelnik ledwo nadąża gdzie Reynewan z ekipą, Szarlejem i Samsonem Miodkiem właściwie są. W pewnym momencie sam autor uznał, że potrzebują odpoczynku i wsadził ich do wariatkowa, Narreturnu, wieży błaznów. Mimo, że warunki socjalne pobytu tam były całkiem przyzwoite, to jednak perspektywy przeżycia tej atrakcji były liche, bo Reynewanem i Szarlejem interesowało się Święte Oficjum. Samson kręcił się po drugiej stronie muru. Można się domyślać, że były kolejne cuda, bo autor uraczył nas przecież kolejnymi dwoma tomami przygód głównego bohatera. Wiemy, że Śląsk dąży do wojny z Husytami z Czech. Jak ładnie przedstawia Sapkowski duchownych katolickich nietrudno się domyśleć. ale husyckich duchownych i przywódców wcale niewiele lepiej. Wręcz daje autor do zrozumienia, że jednym i drugim chodzi o to samo, o złoto i władzę.


Co sądzi o kondycji ludzkości Samson Miodek? A mianowicie dał on do zrozumienia ratując kotka z płonących ruin miasta Bardo. Skończyliśmy się jego zdaniem i dziwnym trafem to jest aktualne, bo obłęd wojenny wciąż trwa, a propaganda, ideologia jest po to, żeby “ciemny lud kupował”. Czy ma rację?


Książka jest fascynująca, co zaskoczeniem nie jest. Oczywiście oprócz całej bieganiny bohaterowie mają okazję do innych aktywności np. uczty, śpiewanie nieładnych piosenek o dupie Maryni, podrywanie obiektów płci przeciwnej lub tej samej. Intelektualnych rozrywek jest też sporo, w tym sporo dysput intelektualnych. Na pewno ciekawie i interesująco autor wychwycił mentalność bohaterów końcówki średniowiecza. Książkę zdecydowanie trzeba przeczytać. Polecam.


środa, 18 marca 2026

Leszek Herman, Sedinum. Wiadomość z podziemi

Leszek Herman, 


Sedinum. Wiadomość z podziemi


cykl: Sedinum, t. 1


Wydawnictwo: Muza

Data wydania: 2015 r. 

ISBN:  9788328701120

liczba str.: 800

tytuł oryginału: ------------

tłumaczenie: ----------

kategoria: thriller


recenzja opblikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/270876/wiadomosc-z-  podziemi/opinia/97018939#opinia97018939



Miałem okazję przeczytać książkę pt. „Sedinum. Wiadomość z podziemi”, której autorem jest Leszek Herman. Nie ma żadnych wątpliwości, że ta książka przyzwoicie reprezentuje województwo zachodniopomorskie, książki stamtąd, czytanej w ramach Book Trottera. Oczywiście oprócz fabuły książki nie brakuje licznych opisów Szczecina i okolic, co niewątpliwie wzbogaca wiedzę z regionalistyki historycznej tego regionu. Bardzo zbliżony koncept literacki ma Elżbieta Cherezińska dodając motywy z historii Pomorza do swoich książek, które jak zapewne przyznamy są doskonałą popularyzacją historii.
Ta książka, jak i pozostałe zapewne, ewidentnie nawiązują do twórczości Dana Browna i sam autor tego nie ukrywa. W polskiej literaturze zajmuje się tym Maciej Siembieda i Zygmunt Miłoszewski. Niewątpliwie warto poznać koncepcję Leszka Hermana, jestem przekonany, że czytelnik tego typu Brown’owskich thrillerów zawiedziony nie będzie.


Co do akcji to mamy trzech głównych bohaterów, raczej zwykłych ludzi, w tym sensie, że prowadzą normalne życie i raczej w przeróżne kabały się nie pchają, no ale jak to bywa czasem się to zdarza, akcja przyśpiesza itp. Najpierw poznajemy Igora Fleminga, architekta, pasjonata historii i historii sztuki. Szybko do akcji weszła Paulina Weber, dziennikarka lokalnej gazety: Dziennika Szczecińskiego. Pojawił się w tej ekipie angielski dżentelmen niemieckiego pochodzenia sir Johan Karley. Cała trójka wzięła się za rozwiązywanie zagadek i dumanie czy istnienie masońskiego skarbu jest możliwe? No i oczywiście mamy z milion różnych interakcji z różnymi ludźmi, nie zawsze sympatycznymi, bywa, że z przestępcami. Wchodzą różne dziwne miejsca, bezpieczne to nie jest, włącznie ze śmiertelnym zagrożeniem.


No ale przecież o to też chodzi w tego typu literaturze, ma się dziać, akcja pędzić jak szalona i ma być ciekawie, no i ma być cholernie ryzykownie, żeby był dreszczyk emocji, no i przynajmniej opcja znalezienia jakiegoś złota. Rzecz jasna ta informacja czy do znalezienia czegokolwiek doszło jest spojlerowa, więc ci… Dodać można, że czas akcji jest współczesny, są liczne retrospekcje z przeszłości. Fabuła toczy się przez niewiele ponad tydzień, co przy licznych zdarzeniach uznać to można za krótki czas, a to jest raczej typowe dla thrillerów. Jest ciekawie. Polecam.