czwartek, 9 lipca 2026

Robert J. Szmidt, Per aspera ad astra

 Robert J. Szmidt,


Per aspera ad astra


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew/Bukowski,  t. 1


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2020 r. 

ISBN:  9788381881043

liczba str.: 343

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: --------

kategoria: science fiction 


recenzja opublikowana na lubimyczyutac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4936833/per-aspera-ad-astra/opinia/99327318#opinia99327318



„Per aspera ad astra”, dosłownie – przez trudny teren do gwiazd. To książka pierwszego tomu prequela pt. „Pola dawno zapomnianych bitew” , ten cykl ma tutaj tytuł „Pola zapomnianych bitew/Bukowski”. Rzecz jasna wzięło się to od nazwiska głównego bohatera kapitana Roberta Bukowskiego. Tytuł dobry bo trudność do potęgi, bo nie dość, że kosmos, to przez prawie 200 lat drużyna astronautów i kosmicznych kolonistów, niecałe 1000 osób, lecieli w absolutnej pustce kosmicznej. Sprzęt wiadomo, nie ma cudów, że zanim doleci to będzie kupa złomu i wynikające z tego komplikacje. Te prawie 200 lat ekipa będzie w stanie uśpienia, wszyscy budzeni byli co 10 lat, bo podobno się nie dało. Wiemy, że Niki Stachurski dał radę analogiczny okres przetrwać w stanie hibernacji, zwanym tutaj stazą, no ale wiemy jak było, wyboru nie miał. No i znów nie ma Święckiego, my czytelnicy musimy sobie radzić z jego dalekim krewnym Robertem Bukowskim.


Wiemy, że było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie bez precedensu. Lot daleko w kosmos, żeby zrealizować koncepcję budowy kolonii ludzkiej gdzieś w gwiazdach i tworzyć coś zupełnie nowego. Niewiele brakowało, że od tej grupki ludzi lecących na pokładzie Mayflower zależałoby przetrwanie ludzkości, bo niedługo po starcie rządzące na Ziemi megakorporacje wzięły się za łby, i cały arsenał, broni nuklearnej nie wyłączając, został użyty. Koncept świata w ruinie się powiódł. Cud chyba, że planety nie roznieśli na strzępy, no ale dali radę się opamiętać. Z tych zgliszcz powstał zapewne rząd światowy, a po ekspansji kosmicznej Federacja.


O tym wszystkim dowiedziała się ekipa Bukowskiego po dotarciu na system Centuriona, 25 lat świetlnych, podróż zajęła ok 180 lat, z żalem dowiedzieli się, że żadnego nowego wspaniałego świata budować nie będą, bo już jest. Tyle, był sens, że przechowali przez te dwieście lat sporo dóbr kultury, bo na Ziemi wszystko szlag trafił. Byli latającą w kosmosie biblioteką Aleksandryjską. Znaczna większość rzecz jasna w formie zapisów elektronicznych, ale dobre chociaż to było. No ale pamięć historyczna ludzkości została ocalona. Trzeba mieć obawy, że Bukowski tego nie docenił, bo cele wyprawy były inne. Na statku trwały zażarte dysputy jak ten nowy kosmiczny raj ma wyglądać. No i wszystko diabli wzięli, bo postęp.  Teraz polecieć na Ziemię i wrócić da się w ciągu miejscowej doby ( 60 godzin). Jak będzie wyglądała adaptacja? Są jeszcze trzy tomy tej opowieści, to czytelnik się dowie.


Ten nowy prequel ma nam wyjaśnić jak mniej więcej do tego wszystkiego doszło, akcja rozpoczęła się w latach 60 XXI wieku, prawie jak jutro. W tym cyklu dowiemy się jak wygląda XXIII wiek, kolejne stulecie, to właściwy cykl, czyli do czego to zmierza to uniwersum wiemy. Nietrudno się domyśleć, że jest ciekawie, nie ma tu żadnej bitwy kosmicznej, ale wyszedł tutaj całkiem dobry thriller psychologiczny. Czyli można być spokojnym o to, że będzie dobrze pod kątem literackim. Dzieje się, jest ciekawie. Książka jest świetna, polecam.


niedziela, 5 lipca 2026

Isaac Asimov, Fantastyczna podróż

Isaac Asimov, 


Fantastyczna podróż


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2026

ISBN:   9788383384382

liczba str.: 264

tytuł oryginału:   Fantastic Voyage

tłumaczenie:  Andrzej Jankowski 

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5225793/fantastyczna-podroz/opinia/98149340#opinia98149340





W książce zatytułowanej „Fantastyczna podróż” mamy niesamowity motyw podróży do głębi nas samych pod kątem fizycznym/medycznym. Cel tego literackiego zamieszania to uratowanie życia bardzo ważnej dla świata persony.


Widać ktoś uznał, że motywy medyczne są przydatne w literaturze SF Asimov uznał, że ma ona sens. Znany jest cykl White’a pt. „Szpital kosmiczny”, zapewne będzie kiedyś okazja o tym napisać, na pewno można się domyślać, że jest to wystarczająco ciekawa literatura, że ktoś czyta te 12 tomów. Motywy medyczne są wałkowane w książkach Andrzeja Pilipiuka, nie tylko dlatego, że bohaterem niektórych opowiadań jest doktor Skórzewski, ale w innych książkach jest o motywach przynajmniej wspominane. Sama koncepcja tej podróży jakoś dziwnie kojarzy się z książką Julisa Verne’a pt. „20000 mil podmorskiej żeglugi”, ewentualnie podobna być musi „Podróż do wnętrza Ziemi”, tego samego autora. Tutaj też ekipa podróżników wsiadła do specjalnego pojazdu i została zminiaturyzowana do rozmiarów mniejszych niż wirusy by odbyć peregrynację po wnętrzu człowieka.


Ta skrajna minimalna miniaturyzacja wzięła się z tego, że ciut większe ciało obce w organizmie ludzkim zostałoby zwalczone. No i o sukcesie medycznym mowy by nie było, bo i wyjątkowego pacjenta i cały świat by szlag trafił. Bo koniecznie trzeba wspomnieć, że jest tu podtekst polityczny, ponieważ naukowiec, profesor Benes przeszedł na drugą stronę z obozu wroga, czyli tzw. naszą. Dokładnie nie znamy jego motywacji. Przypuszczalnie chodziło o jakiś power balance, czyli po prostu równowagę sił. Ryzyko jest, że wojna będzie trwała długo, ale zagłada jednej ze stron jest jeszcze gorsza, bo niczego dobrego przynieść by nie mogła. Oczywiście tamci mieli zdanie odmienne. Wyrazili je dokonując zamachu na życie naukowca. Przeżył, ale jest ciężko, trzeba dostać się od wnętrza do mózgu i usunąć kłopot, cokolwiek to jest. Jedyna opcja: Miniaturyzacja i zrobienie porządku. No i wyzdrowienie. Ocalenie globu jest warta tych milionów, może miliardów dolarów wydanych na tą jedną operację.


Koncept jest ciekawy, bo przecież to co jest lekarstwem, równie dobrze morze być bronią, narzędziem do zabijania i eliminacji wroga. Bo skoro jest minimalizacja, to jest też i maksymalizacja, no gdyby latały komary czy muchy wielkości helikopterów czy bombowców to nikomu by do śmiechu nie było. No szkoda, że autor motywu nie rozkręcił. No ale plan był inny.


Spora część akcji, to najpierw motyw przejęcia Benesa, za co odpowiadał Grant, agent, odpowiednik brytyjskiego agenta 007, do zadań specjalnych. Teoretycznie zadanie wykonał, przekazał profesora wojskowym i odszedł zadowolony z dobrze wykonanej roboty. Jednak dosłownie na dystansie jednej lub dwóch przecznic, gdzie cudzoziemiec był absolutnie bezpieczny,  zamach został dokonany. No i dodatkowe kłopoty dla wszystkich, w tym dla samego Granta. Jeszcze tej samej nocy został wezwany do tajnego ośrodka badawczego i wyjaśniono mu, że wydano rozkaz, że ma być członkiem ekipy w skład której ma wejść kilka osób, w większości badaczy i lekarzy. Niby wszystko jest zaplanowane, ale uznano, że gdyby jednak poszło coś nie tak to zawodowe umiejętności Granta będą niezbędne. Odmowy nie przewidziano. Razem zresztą grupy wsiadł do atomowego pojazdu i na okres standardowej godziny w czasie której pojazd ma znajdować się ciele profesora i wykonać misję medyczną.


Dokonano miniaturyzacji i pojazd wleciał gdzie trzeba. Potem mamy zwiedzanie ciała, trzeba po drodze uporać się z licznymi zagrożeniami, i mieć nadzieję, że działanie natury będzie takie jak trzeba, żeby misja się powiodła. Jest ciekawie. Czy się uda?


Koncept jest po prostu genialny, no było nie było Asimov to świetny pisarz. Więc opcji nie ma, nawet tak karkołomne zadanie literackie musiało zakończyć się powodzeniem. Kreacja postaci jest, ale raczej dość minimalistyczna, bo to wystarczy. Sam agent Grant miał poczucie humoru, mówi o sobie, że sportowiec, że niezbyt inteligentny itp. Jednak mało kto wierzy w tego typu manierę, bo do tego typu zadań specjalnych tylko szaleniec by wziął pierwszą lepszą osobę na ulicy napotkaną. A sport uczący gry zespołowej takiej jak futbol amerykański też jest przydatny oprócz nabytych treningowo umiejętności, potrzebna jest przecież taktyka na boisku i tego, że drużyna wygrywa kiedy działa razem. Mamy piłkarski mundial, 2026 r., piłkarski geniusz Lionel Messi zrobił w Argentynie różnicę, ale sam meczu ze świetnie grającą drużyną Republiki Zielonego Przylądka przecież nie wygrał, bo grała cała 11 plus rezerwowi, no i oczywiście całe zaplecze zrobiło dobrą robotę. Słynna Małyszowa bułka i banan mistrzów pewnie też były konsumowane. Dokładnie tak samo jest z agentem Grantem, profesora Benesa uratowała cała ekipa, która robi co trzeba, a Grant zamiast strzelać bramki pociąga za spust i jego zadaniem robić co trzeba kiedy trzeba. Krótko mówiąc książka jest rewelacyjna. Polecam.


poniedziałek, 29 czerwca 2026

Robert J. Szmidt, Ostatnia misja Asgarda

Robert J. Szmidt, 


Ostatnia misja Asgarda


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 5


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2019 r. 

ISBN:  9788380625402

liczba str.: 334

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: ------

kategoria: science fiction 


recenzja opublikowana na lubimycztac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4885329/ostatnia-misja-asgarda/opinia/99312646#opinia99312646




Szybko mi zeszło czytanie ostatniego
piątego tomu cyklu „Pola dawno zapomnianych bitew”, ta część ma tytuł „Ostatnia misja Asgarda” , no i mamy tutaj coś dziwnego i tak za-kombinowanego, że trudno nadążyć za myślami autora. Jak wiemy jest transfer 200 lat do przodu, potem 1,2 mln, żeby te kilkanaście tysięcy ludzi, którymi dowodzi Rutta mogło przetrwać. Na takie podróże pozwolił posiadany statek Malan Omuła Muła. Zaskakującą zdolność przetrwania mają też ludzie, których kolonie zostały zaatakowane i zafundowali sobie coś w rodzaju rewolucyjnej ewolucji. Wynika z tego, że jak dotrą do celu będą praktycznie innym gatunkiem istoty inteligentnej zamieszkującym kosmos.


Mamy kilka innych wydarzeń, chociażby bunt części załogi, podejrzani o to byli bogowie z Xana 4, których swego czasu rozpracowywał Święcki. No ale wydało się, że to kto inny mieszał, bo zapomniał, że Federacja się skończyła, żeby nie skończyła się ludzkość, trzeba było siły woli i dyplomacji, żeby załoganci floty wrócili i w komplecie działali, o ile w tej trudnej sytuacji można coś sensownego robić.


Nie ma Święckiego, bo w poprzedniej części był ofiarą politycznego zamieszania. Odnalazł się za to, po spędzonych 200 latach w komorze kriogenicznej Niki Stachurski, Trafił na zesłanie polityczne na lodową planetę, pech, że niebawem Ziemię szlag trafił, no i nadzieja była niewielka, że ktoś się pojawi i zabierze ekipę stamtąd do cywilizacji. Załoga Rutty przypadkiem odnalazła, że ktoś z naszych jest na zagubionej, mało przychylnej dla ludzi planecie. Dzięki uratowaniu Stachurskiego flota Rutty wydobyła parę istotnych informacji.


Zakończenie kompletnie zaskakuje. Okazuje się, że istnieje organizacja dbająca o porządek w kosmosie zwana Rojem. Ludzkość podpadła, bo za bardzo lubi wojaczkę, tak jak wcześniej Malańskie aniołki. Kara okrutna: likwidacja! Rój pozwolił na to, żebyśmy anioły wybili co do jednego. A zaraz potem sądownictwo Rojowe zajęło się sprawą Ziemską. Wiemy z jakim efektem. Nadzieję na przyjęcie do tej wspólnoty dała ekipa Rutty, że sprosta zadaniom. Zmutowani ludzie jej nie dawali. Katami z ramienia Roju zostali ludzie Rutty. Rzecz jasna zachwyceni nie byli, ale zostali przekonani, że alternatywy nie ma. W sumie niezłe kombinowanie historiozoficzne tu zaszło. No i przekonanie czytelników, nie pierwszy raz w literaturze, że wojna to gówno! Jeżeli jako ludzkość nie uporamy się z przemocowym rozwiązywaniem problemów politycznych, to sami się załatwimy! I kosmici nie będą do tego potrzebni.


Cały cykl jest genialny, świetni bohaterowie. No ciężko bez obecności Święckiego, ale jakoś czytelnik musi sobie radzić. Całkiem źle nie jest. Lepiej poznajemy Ruttę. Wiemy, że był przełożonym Święckiego na stacji Xan 4, teraz był najbardziej kompetentną osobą, żeby przewodzić ludzkości, co było najbardziej odpowiedzialnym zadaniem w jego karierze. Na pewno łatwo nie było, ale efekt finalny był przyzwoity.


To wszystko pokazuje, że autor świetnie rozpracowuje motywy kosmiczne. Mimo, że z założenie to jest ewidentne SF, to autor wyśmienicie opisuje przeróżne motywy, czy to intrygi polityczne, funkcjonowanie kosmicznych armii na niskich i wysokich szczeblach, powszechnie znienawidzonej wubecji, praktycznie państwa w państwie, problemy w kosmosie i reagowanie na to wszystko. Po prostu to wszystko jest wybitne! Ten cykl koniecznie trzeba przeczytać. Polecam.



wtorek, 23 czerwca 2026

Robert J. Szmidt, Zwycięstwo albo śmierć



 Robert J.  Szmidt,


Zwycięstwo albo śmierć


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 4


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2018 r.

ISBN:  9788380622821

liczba str.: 488

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: -------

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4818907/zwyciestwo-albo-smierc/opinia/99200966#opinia99200966



Kosmitów ci u nas dostatek, więc jest kogo bić w kosmosie. Do takiego wniosku może dojść czytelnik czytając czwarty tom cyklu „Pola zapomnianych bitew” Roberta J. Szmidta. Książka ma tytuł „Zwycięstwo albo śmierć”, i jak tytuł sugeruje dzieje się tu sporo, a nawet więcej, bo nie dość, że trzeba zakończyć wojnę z Malanami, tymi pierońskimi aniołami, to jest jeszcze parę innych atrakcji.



Akcja pędzi szybko, bitwa goni bitwę. Ta batalistyka fantastyczna jest tutaj ciekawa, opisana z dbałością o szczegóły pod każdym względem. Na pewno autora interesuje rozwój techniki wojskowej przyszłości. Armia Federacji wdraża pojazdy floty kosmicznej piątej generacji, wciąż mało tego, ale jak to bywa na wojnie presja wojenna przyśpiesza produkcję, bo całe imperium przeszło na tryb wojenny.


Wracają starzy bohaterowie, w tym bohater generał major Henryan Święcki. Przez sporą część książki irytuje się, bo posadzili go za biurkiem na Ziemi, ewentualnie robił wizytację na uczelniach wojskowych, spotykał się z mediami i politykami. Bo wojna wojną, ale oprócz taktyki wojennej liczyła się taktyka polityczna, czyli uzyskanie poparcia opozycji, co w żadnym systemie demokracji parlamentarnej nie przychodzi łatwo. Politycy zawsze się wpychali do akcji książki, i nie ma w tym nic dziwnego. Wszyscy wiedzą, że zbliża się pokój i gracze mają swoje plany co do przyszłości Federacji i ich własnej oczywiście. Gra jest ostra!


No ale rozstrzygnięcie wojny nieuchronnie się zbliża, wszystkie ręce na pokład! Święcki rzecz jasna też. Pomysł wciągnięcia w zmagania wojenne prymitywne plemię Suchurów, zwani też jako wojownicy ognia. Czujniki Malan wychwytują wszelką elektronikę, a wiadomo plemię z planety Beta nie wykorzystuje prądu, wystarczą im do walki własne mięśnie i narzędzia które można samemu wykonać w lesie lub zdobyć w ramach wymiany za plony np. I dokładnie o to chodziło, żeby przechytrzyć aniołki i wybić towarzystwo w jednej z baz do nogi. Nie dość że byli precyzyjni, skuteczni, pomogli przejąć bazę i technologię wroga, to jeszcze straty w kosmitach były niewielkie.


Sukcesem naszych na tej wojnie było przejęcie anielskiego statku i uczynienie go zdatnym do ruchu i udziału w bitwie. Co walnie wzmocniło siłę ziemian. Czytelnik może odnieść wrażenie, że ten tom najbardziej z dotychczasowych jest inspirowany Gwiezdnymi Wojnami. Armia Malan przegrała wojnę co wystraszyło innych kosmitów, a ci odpalili jakąś Gwiazdę Śmierci i wycelowali prosto w Ziemię. Nie było czego zbierać! Wcześniej były polityczne koncepty obalenia Federacji, czyli zmiana ustroju na cesarską władzę absolutną, oczywiście absolutnie zdeprawowaną. Pani kanclerz, w planach cesarska małżonka, nazywała ten planowany byt polityczny Imperium. W czasie zamieszania, gdy zaatakowali nieznani wcześniej kosmici armia Federacji pod dowództwem nowego naczelnego admirała Rutty w pośpiechu uciekła do czarnej dziury co skończyło się transferem w czasie 200 lat do przodu, zobaczyli pole kosmicznej bitwy. Jak się zorientowali padła ostatnia reduta ludzkości. Opcji nie ma, czas ogłaszać wendettę i walczyć dalej. No ale tą przyjemność autor zostawił na piąty ostatni tom.


Dotychczas to najbardziej zaskakująca część tej kosmicznej przygody. Czego czytelnik raczej się nie spodziewał, bo raczej było pewne, że wojna zmierza do końca. No ale autor chciał pokombinować jeszcze troszkę i zapewnić czytelnikowi lekturę piątego tomu. Po za tym autor postawił wprowadzić czytelnika do prequela „Pola zapomnianych bitew/Bukowski”. Święcki dowiedział się ku przerażeniu, że jest spokrewniony z renegatem z czasów kosmicznej wojny domowej Bukowskim. Czyli troszkę tego czytania troszkę zostało. Jest fajnie. Książka jest po prostu świetna. Polecam.


piątek, 19 czerwca 2026

Elżbieta Cherezińska, Szczodry

Elżbieta Cherezińska, 


Szczodry


cykl: Bolesław II, t. 2


Wydawnictwo: Zysk i S - ka

Data wydania: 2025 r.

ISBN:   9788383357096

liczba str.: 480

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: ------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5211367/szczodry/opinia/97841051#opinia97841051




Jak przeczytałem tom pierwszy literackiej – historycznej interpretacji postaci Bolesława II zaproponowanej czytelnikom przez Elżbietę Cherezińską, to trzeba było się wziąć za czytanie drugiego. Tom pierwszy miał tytuł „ Śmiały", zaś tom drugi ma tytuł „Szczodry”. Niewątpliwie jest to ciekawe przedstawienie losów niezwykle ambitnego monarchy.


Losy Bolesława II Śmiałego/Szczodrego były skomplikowane, wszedł na szczyt, przywrócił krajowi koronę królewską, wzmocnił państwotwórczą rolę kościoła, ponieważ uznał strategicznie, że kraj, jego dynastia i hierarchia jadą na jednym wozie.


Jednak to w całej historii Polski bywało część rodaków miała inne plany i nie zgadzała się z księciem/królem, co jak nie trudno przewidzieć zakończyło się tragicznie dla kraju, dla króla, dla kościoła też, bo stracili możnego patrona, i mimo świadomości jak to wygląda, stworzyli mitologię bohaterskiego świętego. Biskup Stanisław przecież nie umarł za wiarę, a za politykę. Trzeba pamiętać, że na europejskiej scenie politycznej Bolesław II był stronnikiem papieża, żeby wiadomo osłabić cesarza Rzeszy. Czy rzeczywiście biskup był na cesarskiej liście płac? Autorka przedstawia czytelnikom interpretację, że coś w tym jest. W książce biskup Stanisław został legalnie skazany.


Na pewno trzeba mieć świadomość, że jest dużo niewiadomych i większość postaci z racji upływu czasu jest anonimowa. Co do ról w całym tym dramacie pewni do końca też być nie możemy, chociażby jak do końca było z biskupem Stanisławem?


Autorka próbuje szczęścia i przedstawia na kartach książki przemianę hierarchy, z lojalnego księciu młodego człowieka, który wrócił po studiach zagranicznych, po kluczową personę opozycyjną wobec księcia/króla. Są przypuszczenia, że on był szefem wrogiej monarchy opozycji. Czy rzeczywiście był zdrajcą? Czy po prostu władca postanowił ukręcić łeb hydrze, którą mąci w kraju.


No wiadomo rozprawienie się z kościelnym hierarchą musiało być kosztowne i ryzykowne. Z jakiegoś powodu, mimo śmiertelnego pozbycia się biskupa krakowskiego, Bolesław II przegrał. Musiał uciekać z kraju, za nim podążyli zamachowcy. Król umarł!


Rzecz jasna, nie tylko o tym jest ten drugi tom, ale to wydarzenie zasłania wszystko, i w dyskursie historyków temat jest poruszany. Czy rzeczywiście, aż dwa tomy tu są potrzebne. Na to każdy czytelnik odpowie sobie sam. Jest ciekawie, literacko i wydarzeniowo. Wątpliwości pewnie nikt nie będzie miał, że kreacja bohaterów postaci historycznych i literackich, w tym też fantastycznych jest u Cherezińskiej dobrze rozpracowana. Jest dobrze. Polecam


wtorek, 9 czerwca 2026

Robert J. Szmidt, Na krawędzi zagłady



Robert J. Szmidt,  


Na krawędzi zagłady


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 3


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2017 r. 

ISBN:  9788380621442

liczba str.: 368

tytuł oryginału:   ----------

tłumaczenie: -------

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4430893/na-krawedzi-zaglady/opinia/98685734#opinia98685734                                                                                    

                                                       
                            
                                                               


Rzecz jasna kontynuuję czytanie cyklu „Pola dawno zapomnianych bitew” Roberta Szmidta. Tytuł trzeciej części „Na krawędzi zagłady” . I ten tytuł doskonale oddaje to co my tu mamy, czyli beznadziejną walkę o przetrwanie ludzkości. Sytuacji nie ułatwia fakt, że w kompetencje wojskowych usiłują wchodzić politycy. Co tylko podnosi wszystkim ciśnienie, a przecież sytuacja jest stresująca, bo jeden błąd decyzyjny oznacza koniec dla wszystkich. Okazuje się, że emocje są nie mniejsze niż zawody sportowe, o wyniku przesądzają manewry krótsze niż sekunda. I wszystko musi precyzyjnie zadziałać. Dzieje się! Jest cholernie nerwowo!


Oczywiście bez Święckiego, który już jest bohaterem wojennym w randze majora, potem pułkownika, a okazji do kolejnych nieziemskich wyczynów nie zabraknie, bo taka jest specyfika tej wojny z obcymi. Ciekawostka, że jedni i drudzy się uczą mentalności i taktyki wroga. Malanie rozszyfrowują nas, a my ich. Pod kątem taktycznym to przypomina galaktyczną partię szachów, tyle, że figurek i pionków jest znacznie więcej niż 32, a krew jest jak najbardziej czerwona i prawdziwa!


Przy okazji autor pokazuje losy jednej z grup migrantów wojennych z Ulietty. Decyzją pani kanclerz cześć uciekinierów uznano awansem za zmarłych, będąc pewni, że wróg w ramach taktyki się nimi zajmie. Korporacje, nawet jakby miały coś przeciwko do gadania nic mają, bo na skutek dekretów o stanie wojennym wypadły z gry. Dokonano nacjonalizacji w szczególności trzech wiodących korporacji mających w Federacji monopol na wszystko. To były gigantyczne byty biznesowe, rzec można napisać państwa w państwie. No ale robota obcych sprawiła, że wojna była dobrym pretekstem do przejęcia kontroli nad całą Federacją przez Kapitol na Ziemi. Jak wszędzie politycy mają swoje galaktyczne brudne sprawki. Widać, nie pierwszy raz, że pisarze gatunku SF wątpliwości w tej kwestii nie mają. Po raz kolejny wychodzi, że twórczość SF bywa do bólu realistyczna.


Książka jest niesamowita, czyta się dobrze i szybko. Postaci literackie są świetnie przez autora wykreowane. Akcja rozpędza się coraz szybciej. Nie brakuje coraz to ciekawszych intryg. No i ta batalistyka, opisy tej wojny kosmicznej są genialne. Dochodzi wreszcie do pierwszej bitwy w której nasi mają jakieś solidne argumenty. Czy dadzą radę? Czy będzie wygrana? Rewelacja. Polecam.



Andrzej Pilipiuk, Biały dom

 Andrzej Pilipiuk,


 Biały dom


cykl: Światy Pilipiuka, t. 16


Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2026 r.

ISBN:   9788383752921

liczba str.: 355

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5221940/bialy-dom/opinia/98149316#opinia98149316




Kwiat zagubiony w piaskach [ w: ] A. Pilipiuk, Biały dom




W twórczości Pilipiuka sporo jest motywów dotyczących pracy archeologa. Zapewne z tej racji, że pisarz sam jest archeologiem z wykształcenia, tego typu motywy wychodzą Pilipiukowi całkiem fajnie. Nie inaczej jest z opowiadaniem pt.: ”Kwiat zagubiony w piaskach”, które trafiło do tomu pt. "Biały dom". Miejsce akcji Egipt, ściślej oaza Fajum. Ta sama, która pojawił się chociażby w grze „Assassins Creed Orygin”. Jest to jedno z kluczowych miejsc rozgrywki między dwoma potężnymi organizacjami Assasynami i Templariuszami. Jeżeli się nie mylę o tej osadzie jest mowa również w dodatku typowo edukacyjnym do tej gry. Bohaterem jest tutaj doktor Skórzewski, który przyjeżdża do Egiptu na zaproszenie profesora Karla Pieha.


Najpierw przyjeżdża do Szwecji, autor przy okazji opowiada swoje skandynawskie nostalgie, szybko spotyka profesora. Idą do domu, siadają do stołu, konsumują jedzonko, popijają alkoholem, opowiadają stare dzieje, jak to drzewiej bywało. No i w tym momencie trafiamy w sam środek pustyni, do oazy Fajum.


Panowie rozmawiają sporo o wykopaliskach. Czytelnik dowiaduje się sporo ciekawostek z życia codziennego, czyli takich, których za wiele w podręcznikach się nie przeczyta. Jeżeli już to trzeba do troszkę bardziej wymagającej literatury sięgnąć, lub do książek Pilipiuka, które pod tym kątem na pewno mają sporą wartość.


Rozwiązują kilka ciekawych tajemnic, wchodzą w interakcję z tubylcami, panowie cudzoziemcy pomagają rozwikłać tajemnicę zbiorowych grobowców na pustyni. Czyli wynika z tego, że zbiorowe, mordy to nie jest współczesny wynalazek, typu wojny totalne i te sprawy. Co zaskoczeniem raczej nie jest.


Książka jest ciekawa, to wybrane przeze mnie opowiadanie i parę innych. Warto wspomnieć, że dominują w tym tomie przygody doktora Skórzewskiego. Robert Storm zagościł w jednym. Jest jedno, troszkę prawicowo przekombinowane ideologicznie, w stylu pytań gdzie ta Unia Europejska nas prowadzi? W sumie jest nawet ciekawe. Całokształt wypadł dobrze. Polecam.


piątek, 5 czerwca 2026

Joe Haldeman, Wieczny pokój

 Joe Haldeman, 


Wieczna wolność


cykl: Wieczna wojna, t. 3


Wydawnictwo Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2021 r.

ISBN:  9788381882798

liczba str.:  289

tytuł oryginału:  Forever Free

tłumaczenie  Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4945456/wieczna-wolnosc/opinia/69089705#opinia6908



No jak to bywa kontynuuję czytania cyklu Haldemana pt. „Wieczna wojna”. Tytuł trzeciego, ostatniego tomu ma tytuł „Wieczna wolność”. Specyfika tego cyklu jest taka, że właściwie każda część dobrze się broni jako osobny byt książkowy. Po za w miarę umowną chronologią, to zbyt wiele tych książek nie łączy, ale widać kalkulowało się biznesowo robić z tego cykl i mamy co mamy. W tej części nie mamy nawet żadnej wojny, bo nastał pokój z Tauronami, oni żyją na naszych planetach, a my pojawiamy się u nich.


Pojawia się znowu, tym razem profesor, Mandela. Bohater ten znany jako żołnierz z pierwszej części, w drugiej nie było dla niego miejsca, bo był gdzieś w kosmosie, a tam mieliśmy akcję głównie na Ziemi. Tu wracamy w kosmos, najpierw na jedną z kolonialnych planet, a potem ekipa ok 200 osób udała się w kosmiczną odyseję w przyszłość, ok. 40000 lat do przodu.


Krótko mówiąc ta książka jest zupełnie inna niż dwie poprzednie, nie tylko dlatego, że nie ma wojny, ale przede wszystkim dlatego, że grupa osób odważnie ruszyła w nieznane. Dlaczego?


Dobre pytanie, jest swego rodzaju votum separatum wobec głównego nurtu, niby tworzą coś nowego, a tak naprawdę wracają do korzeni. Wskutek wymiany cywilizacyjnej, wojennej i powojennej, ludzkość na wzór Tauronów stworzyła zbiorową mądrość – człowieka. Można powiedzieć, że ekipa profesora Mandeli się zbuntowała i ruszyła hen daleko, bo chcieli być sobą, chcieli być wolni. Stąd tytuł tego tomu. A jak dotarli do celu dowiedzieli się, że nasi ludzie i Tauroni przeszkadzać im nie będą, bo nas nie ma. Raczej autor nie widzi potrzeby robienia drobiazgowych analiz co i jak, uważając, że po prostu pod kątem ewolucji i innych naturalnych procesów szlag nas trafił i kosmicznych ziomków również.


Autor skupił się raczej na tym jak sobie radzili wędrowcy w czasie. Połowa książki to przygotowanie do eskapady, druga to podróż i dotarcie na nową planetę. Ciekawe to może i było, ale jakoś niezbyt fascynujące literacko, i raczej mało wciągające. Czy tak dokładnie miało być? W końcu wiemy, że pisarz literacko daje radę, potocznie mówiąc rzecz jasna. Wynika z tego, że taki dokładnie był zamysł pisarza, starczy nam do szczęścia wojen, zajmijmy się tym co długie, żmudne, raczej nudne, budowaniem lepszej cywilizacji. Tak jakby chciał nam przekazać, że lepszego remedium, zarówno ludzkość, jak i potencjalni kosmici, którzy wejdą z nami w interakcję, nie potrzebujemy.


Książka jest dobra, koncept science fiction, fajny, cały cykl zawiera aż trzy koncepty niezwykle oryginalne i fascynujące. Na pewno warto przeczytać i zapoznać się z twórczością pisarza. Polecam.


środa, 27 maja 2026

Robert J. Szmidt, Ucieczka z raju

Robert J. Szmidt, 


Ucieczka z raju


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 2


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2016 r.

ISBN:  9788378188476

liczba str.: 397

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: ---------

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/291318/ucieczka-z-raju/opinia/98593703#opinia98593703




Kontynuując czytanie cyklu ”Pola zapomnianych bitew”, przeczytałem książkę pt. „Ucieczka z raju” , której autorem był Robert Szmidt. Akcja przenosi się na sektor Delty, cokolwiek ma nam to mówić, na tlenową planetę Ulietty.


Od obcego Malana, prawdopodobnie spiritus movens, tej całej kosmicznej wojny, dowiemy się, że planet tlenowych w całej galaktyce jest niewiele, zapewne kilka par rąk wystarczy by je wszystkie policzyć. Wspominam o tym kosmicie, bo to te samo indywiduum, co się pojawiło w pierwszej części. Z jednej strony intuicja mnie nie zawiodła, że ciekawość prowadzi do piekła, czyli do wojny, a drugim przypadku się pomyliłem, bo załoga Nomady przeżyła, przeżył też Niki Stachurski, został umieszczony na Ulietcie, jako więzień nr 17, i gdyby obcy nie zaatakowali planety, to pewnie spędziłby w spętanym stanie uwięzienia do końca życia. No ale Stachurski był potrzebny Święckiemu, bo dysponował tajemną wiedzą, kim są wrogowie demolujący ludzkość i kim my jesteśmy dla nich. To szokujące, jesteśmy bydłem rzeźnym, które przypadkiem, na skutek złośliwości innej frakcji kosmicznych aniołów, uzyskało cechę na tyle inteligentną, że jest w stanie stworzyć wyrafinowaną cywilizację. Aniołki muszą nas zniszczyć, bo jesteśmy dowodem na to, że humanoidy są wystarczająco inteligentne, żeby stanowić o sobie, znaczy to tyle, że my i osobniki nam podobne nie są zwierzętami. I niezależnie od tego, że są kosmici, którzy są koneserami ludziny, to nie powinno nas się gnać do rzeźni w celach konsumpcyjnych. Krótko mówiąc; to skomplikowane, tak czy siak mamy anielskich kosmitów na głowie i jest ciężko.


Sektor Delta w ciągu kilkudziesięciu godzin zostanie zaatakowany i trwa walka z czasem, żeby uratować jak najwięcej ludzi z planety zamieszkane przez ok pól miliona ludzi. Tego praktycznie niemożliwego do wykonania zadania podjął się nikt inny, jak główny bohater cyklu Henryan Święcki. Zarówno admiralicja jak i zarządzająca planetą korporacja EB, zalecają, żeby zostawić na planecie połowę ludzi, bowiem ważniejszy jest cenny pod kątem strategicznym minerał. Święcki się burzy i kombinuje jak tu zamieszać, żeby był wilk syty i owca cała, ludzie przeżyli, a szefowie dostali to czego oczekują.


Oczywiście zagłady planety uniknąć się nie da. Pytanie czy misja Święckiego się powiedzie? Czy ludzkość dowie się czegoś o kosmitach? Trwają też narady, bardzo realistycznie przez pisarza wykreowane swoją drogą, no i należy dumać, jak pod kątem taktycznym Federacja da radę. Jest jeszcze felerna tajemnica z czasów kosmicznej wojny domowej; Kuźnia, coś w rodzaju obozu koncentracyjnego, do którego wsadzano niepokornych żołnierzy, lub takich co nie radzili sobie na polu bitwy. Czy uda się tą tajemnicę utrzymać. Media są takie jak wszędzie jak dowiedzą się o kosmicznej awanturze i paru innych „drobiazgach”, rząd zmuszony będzie, w ramach odpowiedzialności politycznej, podać się do dymisji. Wszyscy raczej wiedzą, że opozycja jest nie lepsza, co pozwala zachować status quo.


Książka jest po prostu niesamowita, nadchodzą w tym uniwersum mroczne czasy, ludzkość walczy tutaj o przetrwanie w sensie dosłownym. Kosmici jak wygrają urządzą nam po prostu niebyt! Stawka tej gry jest bardzo wysoka! Jak jest i będzie? Trzeba czytać. Polecam.



piątek, 15 maja 2026

Robert J. Szmidt, Łatwo być bogiem

 Robert J. Szmidt, 


Łatwo być bogiem


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 1


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2014 r. 

ISBN:   9788378185598

liczba str.: 416

tytuł oryginału: Easy To Be A God

tłumaczenie: Robert J. Szmidt

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/226202/latwo-byc-bogiem/opinia/98149194#opinia98149194




Rzadko się zdarza, żeby oryginał prozy polskiego pisarza był napisany w obcym języku i wydany za granicą. Z tą sytuacją mamy do czynienia z cyklem „Pola zapomnianych bitew” Roberta J. Szmidta, który został wydany w USA. Pierwsza część ma tytuł „Łatwo być bogiem”. Ten cykl to space opera i już po tym pierwszym tomie widzimy, że jest tam wszystko co być powinno. Autor świetnie buduje napięcie w całej opowieści, co sprawia, że czyta się dobrze tą książkę i raczej czytelnik jest pewien, że to się nie zmieni w kolejnych częściach.


Jak wspomniałem akcja książki pędzi szalenie, co nie znaczy wcale, że autor zaniedbuje opisy lokacji, czy kreację postaci. Nie brakuje również typowo intelektualnego podejścia do kwestii co będzie jeśli kiedyś okaże się, że inteligentni kosmici gdzieś są i my do nich dotrzemy lub oni do nas, albo jedna i druga opcja będzie możliwa jednocześnie. No i wspomagają cała koncepcję Szmidta ciekawi bohaterowie literaccy.


No wiadomo nie ma dobrej książki bez interesującego, bywa, że charyzmatycznego głównego bohatera. Nietypowość tej książki polega na tym, że Schmidt wprowadza najpierw jednego bohatera Stachurskiego, który najprawdopodobniej ginie zresztą załogi, po tym jak miała styczność z obcymi. A potem pojawia się właściwy bohater, Święcki, który też miał mnóstwo kłopotów po bytności w kosmicznej kolonii karnej, z której dało się uciec tylko w trumnie, ale i to nie było łatwe, bo pilnowano i surowo karano nieudane próby samobójcze, udane też się zdarzały, i z racji, że Święcki był w ekipie, która miała pilnować kolegów w niedoli, udane samobójstwa policzono w poczet „zbrodni” Święckiego. Ostatecznie cudem się wyrwał, bo jako fachowiec z zakresu łączności kosmicznej był potrzebny na stacji orbitalnej Xan 4. Wróćmy na chwilę do pierwszego bohatera, czytelnik dowiedział się, że napotkani obcy to obrzydliwe typy, ładownia ich statku była przepełniona martwymi ludźmi. Ewidentnie przypomina statek Żniwiarzy z gry „Mass Effect 2”, którzy z ludzi budowali ludzkiego Żniwiarza, tutaj załoga była w nie mniejszym szoku. Inna sprawa, że zignorowali rozkaz Admiralicji, żeby na żaden statek Obcych się nie pchać. No ale ciekawość i chciwość, bo diabli kusiło, przeważyła. Pytanie: czy tylko dla nich źle to się skończyło, czy dla całej ludzkości. Pożyjemy zobaczymy co autor kombinuje w kolejnych częściach.


No ale wróćmy do losów Święckiego, jego historia jak pracował w bazie Xan 4 jest równie ciekawa i fascynująca. Baza orbitalna znajduje się niedaleko planety Beta, na której żyją aż dwa gatunki inteligentnych istot, jedni są mniej więcej na poziomie późnego średniowiecza, drudzy od tysięcy lat żyją w strukturach plemiennych. Wojna między nimi trwa aż 1000 lat, i ci bardziej zacofani zostali zepchnięci z całego kontynentu gdzieś w góry. Wszyscy oczekują na rozstrzygnięcie w efekcie gigantycznej przewagi wyginięcie tych drugich. Admiralicja zaleciła zostawić sprawy na Becie własnemu biegowi. Jednak frakcja tzw. bogów jest innego zdania, że zgoda na wykończenie jednej z ras jest porażką, o potężnym dramacie humanitarnym nie wspominając. Co prawda my sami na kontynencie Amerykańskim przyczyniliśmy się do zagłady kilku cywilizacji, co nie znaczy, że po kilku stuleciach, mamy w książce XXIV wiek musi to być kontynuowane w kosmosie lub ma być wyrażanie zgody na to. W centrum tej rywalizacji frakcyjnej trafił Święcki, strach przed powrotem za kosmiczne kratki sprawia, że opowiada się po stronie swoich szefów. Jednak były potajemne rozmowy z frakcją bogów i wzajemne przekonywanie się do swoich racji. Co z tego wszystkiego wynikło?


Dodać można, że senatorowie i inni oficjele nie mieli okazji rozstrzygnięcia zobaczyć, bowiem ewakuowano całą stację Xan 4, bo trzecia rasa obcych, że nie dość, że jest diablo inteligentna, to ma wybitnie paskudne zamiary wobec ludzkości. Kosmiczne rubieże płoną! Wojna jest faktem!


Wszystko to sprawia, że pierwsza część cyklu pt. „Łatwo być bogiem” jest po prostu genialna, rzecz jasna w zakresie gatunku. Niedawno czytałem Resnick’a i pod kątem jakości cykl „StarShip” jest co najmniej porównywalny do tego co proponuje nam Robert J. Szmidt w cyklu „Pola zapomnianych bitew", tego nawet po lekturze tylko pierwszej części można być pewien. Zdecydowanie polecam.



sobota, 9 maja 2026

Eduardo Mendoza, Brak wiadomości od Gurba

Eduardo Mendoza, 


Brak wiadomości od Gurba


Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data wydania: 2010 r.

ISBN:   9788324013746

liczba str.: 152

tytuł oryginału:  Sin noticias de Gurb

tłumaczenie: Magdalena Tradel

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/brak-wiadomosci-od-gurba/opinia/98178969



Już dawno temu zaciekawiła mnie książka Eduarda Mendozy pt. „Brak wiadomości od Gurba”. No i okazja się przytrafiła, kiedy w ramach Book Trottera przyszedł czas na wyzwanie związane z miastem Barcelona. Gurb i główny bohater są kosmitami, którzy peregrynują przez kosmiczny szlak, odwiedzają planety, na których są byty inteligentne. Trafili na planetę Ziemia, konkretnie do Barcelony.


W sumie to praktycznie nic nie wiemy jakie są cele kosmitów z odległych przestrzeni Galaktyki. Wiemy tylko, że ci dwaj są zwiadem, mają się dowiedzieć co piszczy w trawie na konkretnych planetach i zdać raport. Ograniczeń czasowych kosmici nie mają, bo żyją ok 15 tysięcy lat, więc bez problemu mogą spędzać setki lat w przestrzeni kosmicznej. Inna bajka co oni o tym myślą. No ale jak sugeruje tytuł, Gurb zaginął gdzieś w Barcelonie i wiadomości od niego nie ma. A jego przełożony, nasz bohater chce, a raczej musi podwładnego poszukać. Bierze się za robotę.


Kosmita szuka kolegę i w Barcelonie dzieją się dziwne rzeczy, no i jest bardzo śmiesznie, bo kunszt pisarski pisarza jest rewelacyjny i Mendoza kładzie duży nacisk na różnice mentalnościowe, które są wręcz gigantycznie odmienne. O tyle dwaj kosmici mają życie ułatwione, że ich byt jest z natury zmiennokształtny i mogą się dowolnie zmieniać w kogo chcą, więc nie jest tak, że zielone czy niebieskie ludki biegają po Katalonii. Ale przecież materialna przemiana nie wystarczy, żeby poznać ziemian, z ich perspektywy patrząc. Dla nich nawet prosta wymiana zdań w jakimkolwiek ludzkim języku jest skomplikowana. Rozmawiają czy kłócą się ze sobą telepatycznie. Jedna z zabawnych scen, przychodzi sąsiad i mówi do nich, że woli, żeby kłócili się jak ludzie, bo od tej ufockiej telepatii telewizor wariuje.


Pytanie czy w końcu Gurb zostanie odnaleziony tym sposobem jest nieaktualne. No ale spokojnie, to co dało się zgubić, da radę zgubić się ponownie. Tym sposobem to szukanie Gurba przypomina uganianie się za króliczkiem. Główny bohater ma łatwość szastania pieniędzy w kwotach z mnogą liczbą zer, ale też jeszcze łatwiej zdobywa olbrzymie fortuny. Trzeba mu przyznać, że dość gruntownie poznaje ziemską kulturę, chodzi po galeriach sztuki, bywa w teatrach i kinach, pochłania też mnóstwo książek. Niewątpliwie gustuje w ludzkich pięknościach, gorzej z umawianiem się na randki, bo mimo że wcieli się w Belmondo, albo jakiegoś aktora grającego Bonda np., to konwersacje z kobietami jakoś nie bardzo wychodzą.


Jest też pewna dość śmiała religijna prowokacja intelektualna, obydwaj kosmici sporo się modlą i ich repertuar modlitewny zawstydziłby niejednego gorliwego katolika. Mendoza zdaje się głowić nad zagadnieniem, czy kosmita może być katolikiem?


Książkę koniecznie trzeba polecić, okazji do pośmiania się jest multum, może tylko nie jest do śmiechu jak sprzęty w szpitalu zdrowo fiksują, jak odwiedza tam panią Mercedes. Na szczęście bohater zdał sobie z tego sprawę i budynek szpitalny czym prędzej opuścił.


Po prostu fajna ta książka, odrobinkę rozrywkowa. Troszkę poważna jednak też, bo mimo wszystko zagadnienie, że jakiś kosmita po naszej ulicy może sobie biegać błahe jednak nie jest. Dobrze mi się książkę czytało, polecam.



        



czwartek, 7 maja 2026

Joe Haldeman, Wieczny pokój

Joe Haldeman, 


Wieczny pokój 


cykl: Wieczna wojna, t. 2 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2025 r. 

ISBN: 9788383384061

liczba str.: 397

tytuł oryginału: Forever peace

tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207903/wieczny-pokoj/opinia/69089842#opinia69089842



„A co, żołnierzu, kobieta twa
Ze złotej Pragi dostać ma?
Pantofelki velours,
O których śni
Tyle nocy i dni,
Musisz zdobyć ty,
W złotej Pradze, gdzie wojna trwa!” *



Książka zatytułowana „Wieczny pokój” jest drugim tomem cyklu „Wieczna wojna” . Autorem jest Joe Haldeman. Trzeba koniecznie wspomnieć, że jest to zupełnie motyw niż w pierwszym tomie, pojawił się nowy bohater, też fizyk z wykształcenia Julian Class, który również dziwnym zrządzeniem losu trafił do wojska.


Tym razem siły zbrojne sojuszu ONZ zmuszone są reagować na Ziemi i walczyć z rebeliantami w krajach Trzeciego świata. Jak nietrudno się domyśleć jest to nierówna walka. ONZ dysponuje specjalną technologią żołnierzykami. Działa to na zasadzie dzisiejszych dronów w których operator siedzi gdzieś w sztabie i atakuje wrogów z powietrza, a tutaj żołnierzyk jest wysyłany na pole walki i operator operuje urządzeniem z dalekiego dystansu, nawet z innego kontynentu.


Jak nietrudno się domyśleć, po lekturze pierwszego tomu, że pojawią się zarówno intelektualne rozterki dotyczące wojny, żołnierskiego fachu itp., bo to to nie przypadek, że bohaterami cyklu są intelektualiści. Podobnie w sposób typowo ścisły interpretują taktyki wojenne swoich i obcych. Na pewno zaletą działalności wojennej Juliana Classa jest, że nie jest cały czas na froncie. Kombinezon żołnierzyka zakłada raz na jakiś czas i wymóg techniczny jest taki, że może tam przebywać przez określony czas. Co pozwala mu na prowadzenie wykładów na uczelni i działalności typowo naukowej, no i ma też troszkę życia prywatnego.


Książka jest niezwykle interesująca, tytuł sugeruje tą prawda, że wojna to żywioł, który trwa zawsze i spija krew ofiar niczym stare, okrutne wampirzysko. Wojna trwa, nawet mimo pokoju i praktycznie nie da się tego piekielnego ognia ugasić, bo zawsze jest ktoś tym zainteresowany, no i są ludzie, którzy na. wojnie zarabiają. W końcu „Dopóki istnieją rzeźnie, będą także pola bitew" .** Książkę warto przeczytać. Polecam.






* Piosenka zespołu Kazik&Pro Forma, Ballada o kobiecie żołnierza, https://www.tekstowo.pl/kazik-kwartet-proforma/ballada-o-kobiecie-zolnierza
** Lew Tołstoj