piątek, 15 maja 2026

Robert J. Szmidt, Łatwo być bogiem

 Robert J. Szmidt, 


Łatwo być bogiem


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 1


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2014 r. 

ISBN:   9788378185598

liczba str.: 416

tytuł oryginału: Easy To Be A God

tłumaczenie: Robert J. Szmidt

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/226202/latwo-byc-bogiem/opinia/98149194#opinia98149194




Rzadko się zdarza, żeby oryginał prozy polskiego pisarza był napisany w obcym języku i wydany za granicą. Z tą sytuacją mamy do czynienia z cyklem „Pola zapomnianych bitew” Roberta J. Szmidta, który został wydany w USA. Pierwsza część ma tytuł „Łatwo być bogiem”. Ten cykl to space opera i już po tym pierwszym tomie widzimy, że jest tam wszystko co być powinno. Autor świetnie buduje napięcie w całej opowieści, co sprawia, że czyta się dobrze tą książkę i raczej czytelnik jest pewien, że to się nie zmieni w kolejnych częściach.


Jak wspomniałem akcja książki pędzi szalenie, co nie znaczy wcale, że autor zaniedbuje opisy lokacji, czy kreację postaci. Nie brakuje również typowo intelektualnego podejścia do kwestii co będzie jeśli kiedyś okaże się, że inteligentni kosmici gdzieś są i my do nich dotrzemy lub oni do nas, albo jedna i druga opcja będzie możliwa jednocześnie. No i wspomagają cała koncepcję Szmidta ciekawi bohaterowie literaccy.


No wiadomo nie ma dobrej książki bez interesującego, bywa, że charyzmatycznego głównego bohatera. Nietypowość tej książki polega na tym, że Schmidt wprowadza najpierw jednego bohatera Stachurskiego, który najprawdopodobniej ginie zresztą załogi, po tym jak miała styczność z obcymi. A potem pojawia się właściwy bohater, Święcki, który też miał mnóstwo kłopotów po bytności w kosmicznej kolonii karnej, z której dało się uciec tylko w trumnie, ale i to nie było łatwe, bo pilnowano i surowo karano nieudane próby samobójcze, udane też się zdarzały, i z racji, że Święcki był w ekipie, która miała pilnować kolegów w niedoli, udane samobójstwa policzono w poczet „zbrodni” Święckiego. Ostatecznie cudem się wyrwał, bo jako fachowiec z zakresu łączności kosmicznej był potrzebny na stacji orbitalnej Xan 4. Wróćmy na chwilę do pierwszego bohatera, czytelnik dowiedział się, że napotkani obcy to obrzydliwe typy, ładownia ich statku była przepełniona martwymi ludźmi. Ewidentnie przypomina statek Żniwiarzy z gry „Mass Effect 2”, którzy z ludzi budowali ludzkiego Żniwiarza, tutaj załoga była w nie mniejszym szoku. Inna sprawa, że zignorowali rozkaz Admiralicji, żeby na żaden statek Obcych się nie pchać. No ale ciekawość i chciwość, bo diabli kusiło, przeważyła. Pytanie: czy tylko dla nich źle to się skończyło, czy dla całej ludzkości. Pożyjemy zobaczymy co autor kombinuje w kolejnych częściach.


No ale wróćmy do losów Święckiego, jego historia jak pracował w bazie Xan 4 jest równie ciekawa i fascynująca. Baza orbitalna znajduje się niedaleko planety Beta, na której żyją aż dwa gatunki inteligentnych istot, jedni są mniej więcej na poziomie późnego średniowiecza, drudzy od tysięcy lat żyją w strukturach plemiennych. Wojna między nimi trwa aż 1000 lat, i ci bardziej zacofani zostali zepchnięci z całego kontynentu gdzieś w góry. Wszyscy oczekują na rozstrzygnięcie w efekcie gigantycznej przewagi wyginięcie tych drugich. Admiralicja zaleciła zostawić sprawy na Becie własnemu biegowi. Jednak frakcja tzw. bogów jest innego zdania, że zgoda na wykończenie jednej z ras jest porażką, o potężnym dramacie humanitarnym nie wspominając. Co prawda my sami na kontynencie Amerykańskim przyczyniliśmy się do zagłady kilku cywilizacji, co nie znaczy, że po kilku stuleciach, mamy w książce XXIV wiek musi to być kontynuowane w kosmosie lub ma być wyrażanie zgody na to. W centrum tej rywalizacji frakcyjnej trafił Święcki, strach przed powrotem za kosmiczne kratki sprawia, że opowiada się po stronie swoich szefów. Jednak były potajemne rozmowy z frakcją bogów i wzajemne przekonywanie się do swoich racji. Co z tego wszystkiego wynikło?


Dodać można, że senatorowie i inni oficjele nie mieli okazji rozstrzygnięcia zobaczyć, bowiem ewakuowano całą stację Xan 4, bo trzecia rasa obcych, że nie dość, że jest diablo inteligentna, to ma wybitnie paskudne zamiary wobec ludzkości. Kosmiczne rubieże płoną! Wojna jest faktem!


Wszystko to sprawia, że pierwsza część cyklu pt. „Łatwo być bogiem” jest po prostu genialna, rzecz jasna w zakresie gatunku. Niedawno czytałem Resnick’a i pod kątem jakości cykl „StarShip” jest co najmniej porównywalny do tego co proponuje nam Robert J. Szmidt w cyklu „Pola zapomnianych bitew", tego nawet po lekturze tylko pierwszej części można być pewien. Zdecydowanie polecam.



sobota, 9 maja 2026

Eduardo Mendoza, Brak wiadomości od Gurba

Eduardo Mendoza, 


Brak wiadomości od Gurba


Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data wydania: 2010 r.

ISBN:   9788324013746

liczba str.: 152

tytuł oryginału:  Sin noticias de Gurb

tłumaczenie: Magdalena Tradel

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/brak-wiadomosci-od-gurba/opinia/98178969



Już dawno temu zaciekawiła mnie książka Eduarda Mendozy pt. „Brak wiadomości od Gurba”. No i okazja się przytrafiła, kiedy w ramach Book Trottera przyszedł czas na wyzwanie związane z miastem Barcelona. Gurb i główny bohater są kosmitami, którzy peregrynują przez kosmiczny szlak, odwiedzają planety, na których są byty inteligentne. Trafili na planetę Ziemia, konkretnie do Barcelony.


W sumie to praktycznie nic nie wiemy jakie są cele kosmitów z odległych przestrzeni Galaktyki. Wiemy tylko, że ci dwaj są zwiadem, mają się dowiedzieć co piszczy w trawie na konkretnych planetach i zdać raport. Ograniczeń czasowych kosmici nie mają, bo żyją ok 15 tysięcy lat, więc bez problemu mogą spędzać setki lat w przestrzeni kosmicznej. Inna bajka co oni o tym myślą. No ale jak sugeruje tytuł, Gurb zaginął gdzieś w Barcelonie i wiadomości od niego nie ma. A jego przełożony, nasz bohater chce, a raczej musi podwładnego poszukać. Bierze się za robotę.


Kosmita szuka kolegę i w Barcelonie dzieją się dziwne rzeczy, no i jest bardzo śmiesznie, bo kunszt pisarski pisarza jest rewelacyjny i Mendoza kładzie duży nacisk na różnice mentalnościowe, które są wręcz gigantycznie odmienne. O tyle dwaj kosmici mają życie ułatwione, że ich byt jest z natury zmiennokształtny i mogą się dowolnie zmieniać w kogo chcą, więc nie jest tak, że zielone czy niebieskie ludki biegają po Katalonii. Ale przecież materialna przemiana nie wystarczy, żeby poznać ziemian, z ich perspektywy patrząc. Dla nich nawet prosta wymiana zdań w jakimkolwiek ludzkim języku jest skomplikowana. Rozmawiają czy kłócą się ze sobą telepatycznie. Jedna z zabawnych scen, przychodzi sąsiad i mówi do nich, że woli, żeby kłócili się jak ludzie, bo od tej ufockiej telepatii telewizor wariuje.


Pytanie czy w końcu Gurb zostanie odnaleziony tym sposobem jest nieaktualne. No ale spokojnie, to co dało się zgubić, da radę zgubić się ponownie. Tym sposobem to szukanie Gurba przypomina uganianie się za króliczkiem. Główny bohater ma łatwość szastania pieniędzy w kwotach z mnogą liczbą zer, ale też jeszcze łatwiej zdobywa olbrzymie fortuny. Trzeba mu przyznać, że dość gruntownie poznaje ziemską kulturę, chodzi po galeriach sztuki, bywa w teatrach i kinach, pochłania też mnóstwo książek. Niewątpliwie gustuje w ludzkich pięknościach, gorzej z umawianiem się na randki, bo mimo że wcieli się w Belmondo, albo jakiegoś aktora grającego Bonda np., to konwersacje z kobietami jakoś nie bardzo wychodzą.


Jest też pewna dość śmiała religijna prowokacja intelektualna, obydwaj kosmici sporo się modlą i ich repertuar modlitewny zawstydziłby niejednego gorliwego katolika. Mendoza zdaje się głowić nad zagadnieniem, czy kosmita może być katolikiem?


Książkę koniecznie trzeba polecić, okazji do pośmiania się jest multum, może tylko nie jest do śmiechu jak sprzęty w szpitalu zdrowo fiksują, jak odwiedza tam panią Mercedes. Na szczęście bohater zdał sobie z tego sprawę i budynek szpitalny czym prędzej opuścił.


Po prostu fajna ta książka, odrobinkę rozrywkowa. Troszkę poważna jednak też, bo mimo wszystko zagadnienie, że jakiś kosmita po naszej ulicy może sobie biegać błahe jednak nie jest. Dobrze mi się książkę czytało, polecam.



        



czwartek, 7 maja 2026

Joe Haldeman, Wieczny pokój

Joe Haldeman, 


Wieczny pokój 


cykl: Wieczna wojna, t. 2 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2025 r. 

ISBN: 9788383384061

liczba str.: 397

tytuł oryginału: Forever peace

tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207903/wieczny-pokoj/opinia/69089842#opinia69089842



„A co, żołnierzu, kobieta twa
Ze złotej Pragi dostać ma?
Pantofelki velours,
O których śni
Tyle nocy i dni,
Musisz zdobyć ty,
W złotej Pradze, gdzie wojna trwa!” *



Książka zatytułowana „Wieczny pokój” jest drugim tomem cyklu „Wieczna wojna” . Autorem jest Joe Haldeman. Trzeba koniecznie wspomnieć, że jest to zupełnie motyw niż w pierwszym tomie, pojawił się nowy bohater, też fizyk z wykształcenia Julian Class, który również dziwnym zrządzeniem losu trafił do wojska.


Tym razem siły zbrojne sojuszu ONZ zmuszone są reagować na Ziemi i walczyć z rebeliantami w krajach Trzeciego świata. Jak nietrudno się domyśleć jest to nierówna walka. ONZ dysponuje specjalną technologią żołnierzykami. Działa to na zasadzie dzisiejszych dronów w których operator siedzi gdzieś w sztabie i atakuje wrogów z powietrza, a tutaj żołnierzyk jest wysyłany na pole walki i operator operuje urządzeniem z dalekiego dystansu, nawet z innego kontynentu.


Jak nietrudno się domyśleć, po lekturze pierwszego tomu, że pojawią się zarówno intelektualne rozterki dotyczące wojny, żołnierskiego fachu itp., bo to to nie przypadek, że bohaterami cyklu są intelektualiści. Podobnie w sposób typowo ścisły interpretują taktyki wojenne swoich i obcych. Na pewno zaletą działalności wojennej Juliana Classa jest, że nie jest cały czas na froncie. Kombinezon żołnierzyka zakłada raz na jakiś czas i wymóg techniczny jest taki, że może tam przebywać przez określony czas. Co pozwala mu na prowadzenie wykładów na uczelni i działalności typowo naukowej, no i ma też troszkę życia prywatnego.


Książka jest niezwykle interesująca, tytuł sugeruje tą prawda, że wojna to żywioł, który trwa zawsze i spija krew ofiar niczym stare, okrutne wampirzysko. Wojna trwa, nawet mimo pokoju i praktycznie nie da się tego piekielnego ognia ugasić, bo zawsze jest ktoś tym zainteresowany, no i są ludzie, którzy na. wojnie zarabiają. W końcu „Dopóki istnieją rzeźnie, będą także pola bitew" .** Książkę warto przeczytać. Polecam.






* Piosenka zespołu Kazik&Pro Forma, Ballada o kobiecie żołnierza, https://www.tekstowo.pl/kazik-kwartet-proforma/ballada-o-kobiecie-zolnierza
** Lew Tołstoj


niedziela, 26 kwietnia 2026

Andrzej Sapkowski, Lux perpetua

Andrzej Sapkowski, 


Lux perpetua


cykl: Trylogia husycka, t. 3


Wydawnictwo: superNOVA

Data wydania: 2006 r. 

ISBN:  9788370541897

liczba str.: 580

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: --------

kategoria:  powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4925/lux-perpetua/opinia/646461#opinia646461




Przeczytałem ostatnią część cyklu pt. „Trylogia husycka” , rzecz jasna autorem jest Andrzej Sapkowski. Ta część ma tytuł „Lux perpetua” i niewątpliwie jest ciekawa. O tyle nic nowego, że czytelnik praktycznie z góry wie, że Reinmar z Bielawy pakuje się w kolejne poważne kłopoty, ugania się za spódniczkami i bierze udział w wojnie religijnej po stronie husyckiej. Był podobny dylemat zdradzić swoich czy nie. Zachował się troszkę gorzej, ale zdrady nie było, wojska czeskie przeszły bród, a armie książąt niemieckich czekały gdzie indziej z zasadzką. No ale wiemy przecież, że Sapkowski nie byłby sobą gdyby nie wyszłaby z tego banalnego motywu genialna opowieść.


Zaczął autor mocnym akcentem mamy katedrę we Wrocławiu pełną wiernych, wychodzi na ołtarz biskup Konrad z Oleśnicy i rozpoczyna procedurę klątwy kościelnej na Reinmara z Bielawy, bo wiadomo kacerz, heretyk, czarownik, a przede wszystkim wróg samego biskupa, który bezczelnie ośmiela się żyć i rozrabiać. No a potem może być już tylko lepiej. Na pewno widać, że to nie jest np. wiek XI, gdzie nawet królowie i książęta drżeli przed anatemą, a pomoc wyklętemu była interpretowana jako wspieranie wszystkich sił piekielnych razem wziętych. Tutaj może tej klątwy bohaterowie nie olewali, ale mimo obaw potrzebne wsparcie, nawet w samym Wrocławiu, Reynewanowi było udzielane i ku przerażeniu wrogów działał dalej, chociażby poszukiwał swojej ukochanej, szlachetnej, Jutty.


Oczywiście nie brakuje elementów kojarzonych raczej z książkami fantasy. Chociażby postać jednego z czarnych jeźdźców. Girhard Grelenord, bo o nim mowa, i jego czarni jeźdźcy, mimo wojennej pożogi i wszechogarniającej przemocy budzili nie mniejsze przerażenie niż chociażby Nazgule w twórczości Tolkiena, czy jeźdźcy Dzikiego Gonu z „Sagi o Wiedźminie”,  znani też z gier, zwłaszcza z trzeciej odsłony serii gier o przygodach Geralta z Riwii. Natomiast wracając do Girharda Grelenorta, zwanego też Pomurnikiem, który jest tutaj ponurym narzędziem w rękach biskupa wrocławskiego, jego obrzydliwość jest tak okropna, że jest praktycznie nie do opisania. Gdy ludzie dowiedzieli się o śmierci tego rycerza odetchnęli z ulgą i szli na imprezę. Bo to był powód do radości, że świat stał się choć odrobinkę lepszym miejscem do życia, mimo że było jak było. Kreując tą postać Sapkowski wykazał się literacką maestrią, bo w każdym czytelniku wzbudza on permanentną grozę. Czytelnik z całego serca kibicuje Reynewanowi, żeby tego czorta, będącego złem wcielonym, wreszcie trafił szlag!


Jeżeli czytelnik jest czymś rozczarowany, to tym, że to już koniec, no bywa, "coś się kończy, coś zaczyna”, jakby to mistrz Sapkowski powiedział. Wiemy też i dumamy, czy nie dało się inaczej, że Reynewan z tych przygód wyszedł strasznie poturbowany życiowo i był zgorzkniały. Czytelnik się głowi czy on nie jest przypadkiem jednym z bardów czy mnichów, którzy odgrywają rolę kogoś w rodzaju narratorów tej „opowieści opowiadanej dla zwykłej draki”* jakby to Kazik Staszewski zanucił. A tak poza tym ta cała trylogia jest po prostu arcydziełem łączącym dwa gatunki powieść historyczną z fantastyką. Zdecydowanie książkę i całą trylogię trzeba przeczytać.





Ad.
* Cytat z piosenki Kazika Staszewskiego pt. ”Celina” , https://www.tekstowo.pl/kult/celina



niedziela, 12 kwietnia 2026

Elżbieta Cherezińska, Śmiały

 Elżbieta Cherezińska,


 Śmiały


cykl: Bolesław II, t. 1


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2025 r.

ISBN:  9788383356969

liczba str.: 440

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: ---------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207482/smialy/opinia/97286320#opinia97286320



Cherezińska kontynuuje pisanie powieści historycznych dotyczących historii Polski, zwłaszcza średniowiecznej. Tym razem padło na postać Bolesława Śmiałego, księcia od 1058 roku i króla od 1076 roku, którego postać opisała autorka w dwutomowym cyklu pt. „Bolesław II” , pierwsza część jest zatytułowana „Śmiały”.


Z jednej strony postać władcy jest ważna, już od momentu narodzin, ważny moment w akcji, było nie było ważne w powieści historyczno – biograficznej. Natomiast drugiej strony panorama zarówno Europy, jak i ponownie odradzającej się Polski jest istotna i to jest interesujące. Czytelnik się przekonuje, że motywów fantastycznych nie zabraknie. Porodami Piastowskich królowych i księżniczek zajmowały się Rzepichy, były w te klocki na tyle dobre, że wszystkie porody zakończyły się sukcesem, co w tej epoce było ważne, od tego zależały losy kraju i tak targanego w XI wieku problemami wewnętrznymi i zewnętrznymi.


Rzepichy to kapłanki pogańskich bóstw z wyspy na jeziorze Gopło, były jak widać tolerowane przez władzę centralną, mimo że kraj podnosił się po rebelii Masława, która była reakcją pogańską. Mimo walki z pogaństwem, wyznawcy Trygława i Swarowa trzymali się na Mazowszu i jeszcze silniej na Pomorzu w którym były silne tendencje odśrodkowe, co sprawiało duże kłopoty.


Średniowiecze pod kątem literackim jest o tyle fajne, że pisarzowi wolno po prostu więcej, bo jest tam sporo miejsca na przedstawienie interpretacji wydarzeń bez zarzutu, że autor mija się z prawdą, bo tej prawdy historycznej opartej na źródłach jest stosunkowo niewiele. I jeżeli jest to robione umiejętnie to wychodzi z tego coś rewelacyjnego, co np. Cherezińskiej dobrze wychodzi. Niewątpliwie jest to historia podpierana też fantastyką pełną nawiązań do Sapkowskiego i Tolkiena. Chociażby synowie trzech starców, kapłanów Trygława z Pomorza, nazywają się Bor, Borkun i Boromir.


Pomysł z Bolesławem Śmiałym jest oryginalny i zapewne też troszkę ryzykowny. Pojawia się Stanisław, który jako młody duchowny powrócił ze studiów z zagranicy i jest lojalny wobec księcia. Akcja pierwszego tomu kończy się w roku 1070, więc można być pewnym, że drugi tom będzie jeszcze ciekawszy, bo przypadnie na kluczowe tutaj lata 70 XI wieku.


W sumie co najważniejsze, co może znaleźć się w podsumowaniu już jest napisane. Książka jest po prostu przednia, bohaterowie zostali rewelacyjnie wykreowani i kreuje ona nie tylko postaci znane z kart historii np. ambitny tytułowy bohater, który z zapałem wziął się do władczej roboty, mimo młodego wieku. Jedną z pierwszych decyzji księcia była odbudowa katedry Gnieźnieńskiej, fundowanie klasztorów, co oprócz misji typowo duchowej kleru, miało na celu odbudowę gospodarki kraju. Były też wojny, bo książę aspirował, żeby nawiązać do dzieła swojego wielkiego imiennika Bolesława Chrobrego. Nie ma wątpliwości, że Bolesław Śmiały jest postacią interesującą, barwną i tragiczną zarazem. I na pewno dla autorki nie było to łatwe zadanie opisać tą postać i jego czasy. Ale na szczęście dla nas czytelników autorka dała radę i wyszło świetnie. Zdecydowanie polecam.


środa, 8 kwietnia 2026

Andrzej Sapkowski, Boży bojownicy

Andrzej Sapkowski, 


Boży bojownicy


cykl: Trylogia husycka, t. 2


Wydawnictwo: superNOWA

Data wydania: 2020 r.

ISBN:  9788375781403

liczba str.: 635

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4970629/bozy-bojownicy/opinia/97480956#opinia97480956



Książka pt. „Boży bojownicy”, czyli druga cyklu zatytułowanego „Trylogia husycka” podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza to epizod praski, jak zapewne czytelnicy pamiętają Reinmar z Bielawy tam studiował, więc czuł się tam jak u siebie, znał miasto, ludzi itp. Dał się też przekonać do husyckiej doktryny kielicha. Co spowodowało powrót na Śląsk razem z wojskami hejtmana Prokopa Gołego. A jak pamiętamy liczni wrogowie zacierają rączki i czają się, żeby go dopaść. Co poskutkuje iście wiedźmińskim wyborem: być pogardzanym jako zdrajca swojej sprawy, czy być wiernym husytą i być pewnym, że z tego tytułu na Śląsku żyć mu nie dadzą.


Akcja, która toczy się w Pradze jest w miarę spokojna, jak na standardy tego bohatera rzecz jasna. Reynewan interesuje się wiedzą zielarską, co z punktu widzenia Inkwizycji ma troszkę mniejszy kaliber niż czarowanie, ale i tak podpada. Poznaje też aptekarzy alchemików i czarowników, którzy mają w podziemiach zacną bibliotekę. No ale jak nietrudno domyśleć się przyjdzie Reinmarowi i jego kompanom Pragę opuścić. Przed wyjazdem został ostrzeżony, żeby unikać zamku Troski i gdzie się pcha? Tak, tak, dokładnie tam, na zamek Troski.


No ale jakoś radzi sobie z czeskimi przygodami, po to, żeby działo się na Śląsku, przypomina sobie o pięknej Nikolettcie, która miała być Katarzyną, a okazała się Juttą de Apolda. Nietrudno się domyśleć, że były motywy całkiem przyjemne jak udane miłosne schadzki. Jednak kłopotów też było co niemiara. Ponieważ „starzy znajomi” o Reynewanie bynajmniej nie zapomnieli i za pośrednictwem Jutty, pozbierali te co trzeba informacje o poszukiwanym czarowniku.  O niej z kolei dowiedzieli się od torturowanych husytów. A wszystko dlatego, że byli zainteresowani tym co słychać u młodego szlachcica z Bielawy. No i stało się! Momentami było to bolesne, bo były ciosy, czas spędzony w lochu i tego typu podobne „przyjemności”. Był też szantaż, że jego kobietę spotkają przykre, delikatnie mówiąc, atrakcje, a na co tych panów stać Reynewan wiedział doskonale.


Opisów wojny przypominających raczej wojnę nowoczesną niż tą kojarzoną z eposów średniowiecznych jest w książce multum. Płoną wioski i miasta, drogi są pełne uchodźców, którzy nie mają gdzie się podziać. Pełno jest rannych, grupka husytów, w tym Reynewan mają szczęście, bo na skutek paktu kurują się w szpitalu w jednym z ocalałych z ogólnej pożogi miast. Chociaż lekko nie jest, bo tubylcy są wrogo nastawieni do heretyków. Bitwy przedstawione przez Sapkowskiego to po prostu krwawa jatka, jakby to G. R. R. Martin powiedział „uczta dla wron”.


No ze środkowym tomem trylogii wiadomo jak jest, po prostu akcja się toczy, czytelnik jest wciągnięty w wydarzenia, no ale do finału jest daleko. Wątpliwości w tej materii nie ma z tego tytułu że wiemy, że Sapkowski jest mistrzem znakomitej opowieści i czytelnik wie z góry, że będzie dobrze i tak rzeczywiście jest. Książka jest niesamowita, przy okazji to jest tak wybitne studium mentalności ludzi średniowiecza, że tą książkę i całą trylogię także pod tym kątem warto przeczytać. Jest naprawdę ciekawie i czytelnik jest ciekaw co będzie dalej i ile jest potrzebnych cudów, żeby Reynewan wyszedł w jednym kawałku z tych wszystkich opresji, w które najczęściej się sam pakuje, bo jakaś piękna białogłowa m. in. zawróci mu głowę swoimi sprawami. Jest dobrze, jest genialnie, świetnie, dobrze wykreowani są bohaterowie literaccy. Zdecydowanie polecam. Warto przeczytać.


czwartek, 26 marca 2026

Andrzej Sapkowski, Narreturm

Andrzej Sapkowski,


Narreturm


cykl: Trylogia husycka. t. 1




Wydawnictwo: superNowa
Data wydania: 2020 r.
ISBN: 9788375781397
liczba str.: 639
tytuł oryginału: --------
tłumaczenie: -----
kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:




Zapewne nikogo przekonywać nie trzeba, że proza Sapkowskiego jest po prostu genialna. Wątpię również, żeby ktokolwiek podejrzewał że “ Trylogia husycka” okaże się chociaż odrobinę gorsza od “Sagi o wiedźminie”. Choć prawdą też jest, że porównywanie jest utrudnione poprzez fakt, że “Wiedźmin” to klasyczne fantasy, a tą trylogię, jej pierwsza część ma tytuł “Narreturm”, to raczej coś w rodzaju historical fantasy, bo jednak książka jest oparta o konkretne wydarzenia historyczne. Autor jest świadomy, że czytelnicy historię znają, raz traktuje ją poważnie, a bywa, że mruży do nas oczko i troszkę kombinuje i literacko ubarwia. Zaś konceptów typowo wziętych ze świata fantasy jest multum, jakby udawał, być może świadomie, że zapomniał, że to nie jest uniwersum Wiedźmina. Ta wybuchowa mieszanka wyszła doskonale. Jest jeszcze ciekawostka dla fanów czeskiej gry “Kingdom Come Deliverence”, w jednym zdaniu pojawia się u Sapkowskiego stary znajomy Jan Ptaček. Na bank to ten sam jegomość ponieważ akcja książki to lata 20 XV wieku, czyli odrobinkę później niż akcja pierwszej części gry.


Głównego bohatera autor wykreował iście oryginalnego jest nim Reinmar z Bielawy, zwanym jest też Reynewanem, bywa nazywanym Toledo, Alkasynem, przyjaciele zwą go też błaznem, wrogowie heretykiem, czarownikiem i kurwiarzem. Już samo to świadczy o jego niebywałej oryginalności.


Pewnie Sapkowski jest świadom, że Polski czytelnik lubi takich Kmiciców. Autor nie stworzył na kartach książek co prawda pana Andrzeja, ale mimo, że bohaterowie nazywają się inaczej i są z innej bajki, to jednak jakąś cząstkę bohaterów Sienkiewiczowskich da się w twórczości Sapkowskiego znaleźć.


Reynewan jest absolwentem Uniwersytetu w Pradze. Studiował medycynę oraz nielegalne, z punktu widzenia doktryny religijnej, sztuki magiczne. Reinmar ma wybitnych kolegów ze studiów. Są to znane Śląsku osobistości i to mu ratuje życie. Pierwszy to Bolko, jeden z Piastów Śląskich, a drugi to Grzegorz Hejncze, Wielki inkwizytor, którego bał się prawie każdy. Przy okazji Sapkowski dołączył do listy autorów książek, którzy postaci z tej mrocznej formacji kościoła katolickiego umieszczali na kartach książek i barwnie opisywali. Grzegorz Hejncze był tak samo równie groźny, jak i piekielnie inteligentny. Nadawał się do tej roboty.


W pierwszej części Reinmar i jego kompani biegają po całym Śląsku, bo ten zamiast ratować swój tyłek przed ciosami licznych wrogów ugania się za spódniczkami Panny są dwie. Jedna to francuska, Adela de Stercza, małżonka jednego ze Sterczów, którzy przez całą książce uparcie ganiają Reynewana za haniebny czyn uwiedzenia bratowej. Z racji, że Adela znalazła sobie możnego protektora i kochanka Jana Ziębickiego, sytuacja Reinmara jest nie do pozazdroszczenia. Przy okazji książę trafił na długą listę tych, którzy chcą Reynewana zabić.
Drogą kobieta jest również blondyna, która przedstawia się jako Nikoletta, a okazuje się szlachcianką Katarzyną Biberstein. Fakt, że jej ojciec wpisał się na listę chętnych do ukręcenia głowy Reynewanowi można wnosić, że Kasia nie wróciła do domu po nocnej przygodzie na sabacie czarownic i czarodziejów. Czyja wina? Proste.


To, że Reynewan przeżył pierwszy tom należy uznać za cud biorąc pod uwagę z milion okoliczności i dynamikę książki. Akcja pędzi tak szalenie, że czytelnik ledwo nadąża gdzie Reynewan z ekipą, Szarlejem i Samsonem Miodkiem właściwie są. W pewnym momencie sam autor uznał, że potrzebują odpoczynku i wsadził ich do wariatkowa, Narreturnu, wieży błaznów. Mimo, że warunki socjalne pobytu tam były całkiem przyzwoite, to jednak perspektywy przeżycia tej atrakcji były liche, bo Reynewanem i Szarlejem interesowało się Święte Oficjum. Samson kręcił się po drugiej stronie muru. Można się domyślać, że były kolejne cuda, bo autor uraczył nas przecież kolejnymi dwoma tomami przygód głównego bohatera. Wiemy, że Śląsk dąży do wojny z Husytami z Czech. Jak ładnie przedstawia Sapkowski duchownych katolickich nietrudno się domyśleć. ale husyckich duchownych i przywódców wcale niewiele lepiej. Wręcz daje autor do zrozumienia, że jednym i drugim chodzi o to samo, o złoto i władzę.


Co sądzi o kondycji ludzkości Samson Miodek? A mianowicie dał on do zrozumienia ratując kotka z płonących ruin miasta Bardo. Skończyliśmy się jego zdaniem i dziwnym trafem to jest aktualne, bo obłęd wojenny wciąż trwa, a propaganda, ideologia jest po to, żeby “ciemny lud kupował”. Czy ma rację?


Książka jest fascynująca, co zaskoczeniem nie jest. Oczywiście oprócz całej bieganiny bohaterowie mają okazję do innych aktywności np. uczty, śpiewanie nieładnych piosenek o dupie Maryni, podrywanie obiektów płci przeciwnej lub tej samej. Intelektualnych rozrywek jest też sporo, w tym sporo dysput intelektualnych. Na pewno ciekawie i interesująco autor wychwycił mentalność bohaterów końcówki średniowiecza. Książkę zdecydowanie trzeba przeczytać. Polecam.


środa, 18 marca 2026

Leszek Herman, Sedinum. Wiadomość z podziemi

Leszek Herman, 


Sedinum. Wiadomość z podziemi


cykl: Sedinum, t. 1


Wydawnictwo: Muza

Data wydania: 2015 r. 

ISBN:  9788328701120

liczba str.: 800

tytuł oryginału: ------------

tłumaczenie: ----------

kategoria: thriller


recenzja opblikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/270876/wiadomosc-z-  podziemi/opinia/97018939#opinia97018939



Miałem okazję przeczytać książkę pt. „Sedinum. Wiadomość z podziemi”, której autorem jest Leszek Herman. Nie ma żadnych wątpliwości, że ta książka przyzwoicie reprezentuje województwo zachodniopomorskie, książki stamtąd, czytanej w ramach Book Trottera. Oczywiście oprócz fabuły książki nie brakuje licznych opisów Szczecina i okolic, co niewątpliwie wzbogaca wiedzę z regionalistyki historycznej tego regionu. Bardzo zbliżony koncept literacki ma Elżbieta Cherezińska dodając motywy z historii Pomorza do swoich książek, które jak zapewne przyznamy są doskonałą popularyzacją historii.
Ta książka, jak i pozostałe zapewne, ewidentnie nawiązują do twórczości Dana Browna i sam autor tego nie ukrywa. W polskiej literaturze zajmuje się tym Maciej Siembieda i Zygmunt Miłoszewski. Niewątpliwie warto poznać koncepcję Leszka Hermana, jestem przekonany, że czytelnik tego typu Brown’owskich thrillerów zawiedziony nie będzie.


Co do akcji to mamy trzech głównych bohaterów, raczej zwykłych ludzi, w tym sensie, że prowadzą normalne życie i raczej w przeróżne kabały się nie pchają, no ale jak to bywa czasem się to zdarza, akcja przyśpiesza itp. Najpierw poznajemy Igora Fleminga, architekta, pasjonata historii i historii sztuki. Szybko do akcji weszła Paulina Weber, dziennikarka lokalnej gazety: Dziennika Szczecińskiego. Pojawił się w tej ekipie angielski dżentelmen niemieckiego pochodzenia sir Johan Karley. Cała trójka wzięła się za rozwiązywanie zagadek i dumanie czy istnienie masońskiego skarbu jest możliwe? No i oczywiście mamy z milion różnych interakcji z różnymi ludźmi, nie zawsze sympatycznymi, bywa, że z przestępcami. Wchodzą różne dziwne miejsca, bezpieczne to nie jest, włącznie ze śmiertelnym zagrożeniem.


No ale przecież o to też chodzi w tego typu literaturze, ma się dziać, akcja pędzić jak szalona i ma być ciekawie, no i ma być cholernie ryzykownie, żeby był dreszczyk emocji, no i przynajmniej opcja znalezienia jakiegoś złota. Rzecz jasna ta informacja czy do znalezienia czegokolwiek doszło jest spojlerowa, więc ci… Dodać można, że czas akcji jest współczesny, są liczne retrospekcje z przeszłości. Fabuła toczy się przez niewiele ponad tydzień, co przy licznych zdarzeniach uznać to można za krótki czas, a to jest raczej typowe dla thrillerów. Jest ciekawie. Polecam.






środa, 11 marca 2026

Joe Haldeman, Wieczna wojna

 Joe Haldeman, 


Wieczna wojna


cykl: Wieczna wojna, t. 1 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2020 r.

ISBN:  9788381880275

liczba str.: 329

tytuł oryginału:  The Forever War

tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4900198/wieczna-wojna/opinia/69084503#opinia69084503




„Kiedy ucichną działa już  
Wtedy się inne odezwą
Ludzie zabijać zaczną się znów
Za wojnę znów się wezmą. „ *



Z wojnami jest ten kłopot, że trzeba wiedzieć, że są, bliżej lub dalej, choćby po to, żeby nie było, „że nie wyświetliło się na Tik Toku”. Bo czas wojny to właśnie czas kiedy polityka zajmuje się zwykłym człowiekiem i przyjemne to nigdy nie jest.


Haldeman w pierwszym tomie zatytułowanym „Wieczna wojna” , jak i zapewne w całej trylogii pt. „Wieczna wojna” idzie na całość. Mamy w książce opisane wszelkie możliwe barwy kampanii. Dzieje się!


Głównym bohaterem jest żołnierz Mandella, absolwent Fizyki. Został on wysłany w odległe rejony kosmosu najpierw na iście mordercze szkolenie, przetrwała, tzn. dosłownie przeżyła, połowa składu. A potem Mandella i jego koleżanki i koledzy z wojska byli już na wojnie, gdzie o utratę życia było jeszcze łatwiej. W jednej z kampanii tej kosmicznej wojny major Mandella stracił 88 % składu.


Przy czym koniecznie trzeba zauważyć, że ciekawa jest koncepcja różnic czasowych, pierwsze 2 lata regularnej służbie w kosmosie przełożyło się na ok 2 dekady ziemskiego czasu. W późniejszym okresie było jeszcze gorzej pod tym względem. Służba Mandelli mogła trwać kilkadziesiąt lat, a wedle naszej rachuby dotrwał on do czwartego tysiąclecia.


Pytanie uzasadnione, dlaczego szeregowy Mandella, awansował na kilka innych stopni wojskowych, pchał się na kolejne kampanie tej samej wojny z kosmitami, Tauronami? W teorii nie musiał, ale po pierwsze rzeczywistość wojskowa była jedyną w jakiej sobie radził, pomimo przeżytych traum wojennych, a po drugie nie było do czego wracać. O czym się przekonał idąc do cywila po wypełnieniu pierwszego kontraktu, a potem z kolei dowiadywał się, że Ziemia jest inna, i nie ma po co tam podróżować.


Podsumowując to jest trudna książka udowadniająca empirycznie, że jeżeli kiedyś będą gwiezdne wojny, to będą one co najmniej tak samo paskudne jak te piekła, które ludzie urządzają sobie na Ziemi. W sumie nie ma znaczenia czy ludzie będą bić się między sobą, z kosmitami, maszynami, z kimkolwiek się jeszcze da, wojna będzie zawsze takim samym okropieństwem. Nie ma też wątpliwości, że kolejne konflikty zbrojne dostaną się na karty literatury fantastycznej. Tutaj nikt z czytelników wątpliwości żadnych nie ma, że chodzi o wojnę w Wietnamie. No i każda tego typu eksperiencja, odciśnie swój wpływ na literaturę. Dla czytelnika niewątpliwie będzie to bardzo ciekawe i równie trudne doświadczenie czytelnicze. Książkę polecam i zapewniam, że mam zamiar kontynuować czytanie trylogii.





Ad.

* Piosenka zespołu Kult, Kiedy ucichną działa,  https://www.tekstowo.pl/kult/kiedy-ucichna-dziala



niedziela, 1 marca 2026

Anna Levi, 7th Heaven

 Anna Levi, 


 7th Heaven


Wydawnictwo: Jaguar

Data wydania: 2023 r.

ISBN9788382662733

liczba str.: 592

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: --------

kategoria:  science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/7th-heaven/opinia/94334851


Co prawda powieść „7th Heaven”, której autorką jest Anna Levi zaliczyć można do literatury młodzieżowej i nie brak tutaj banalizy typowej dla tego gatunku literackiego. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy, że jest to wartościowa pozycja i warto zastanowić się nad tym czy czytanie tej książki ma sens. Oczywiście wątpliwości nie mam żadnych, bo ta fantastyczna koncepcja jest tak ciekawa, że warto wejść czytelniczo w to uniwersum. To połączenie świata cyberpunka ze światem pustyni, ewidentnie kojarzącym się czytelnikowi z "Diuną", jest po prostu genialne!


Na pewno warto wspomnieć o analogiach literackich, jak wspomniałem „Diuna” Herbertów jest oczywista, ale również bez gry „Cyberpunk 2077” daleko byśmy nie zaszli, w wersji książkowej mamy „Cyberpunk, Bez_Przypadku” Rafała Kosika. Mamy motyw romansowy Yarary i Connifera, co przywodzi na myśl klasyk gatunku „Romeo i Julia” Szekspira. Co ciekawe mamy też koncepcje apokaliptyczną z Biblii. Czytelnik z dyskursu Yarary z jej cyfrowym awatarem dowiaduje się, że ten świat się wali. Właściwie wielkie metropolie, zwane tutaj polis Datura i Sagura już się skończyły, bo de facto rządzi tak AI i urządza sobie „Matrix”. W grze Cyberpunk były engramy, żeby bogaci mogli żyć, jeżeli nie wiecznie to prawie wiecznie. Johny Silverhand mimo, że był legendą Night City, dostał engram raczej testowo, żeby ludzie pokroju Arasaków zobaczyli czy to działa. Ciekawostką jest, że nie potrzeba tutaj żadnego nośnika, bo te miliony ludzkich świadomości dało radę upchać w chmurze. Pilipiukowskie scalaki kosmitów to były płyty CD/DVD. W „Cyberpunku 2077” tym nośnikiem była wielka skrzynia z którą dwóch mężczyzn miało nielichy kłopot.  W książce pt. "7th Heaven" świat się wali, ludzi z miast przejął jakiś Superkomputer, a ostatnią nadzieją ludzkości pozostała ludność mieszkająca na pustyni. Oni byli wolnymi ludźmi odpornymi na to co byty natury informatycznej oferowały.


O co chodzi z tym 7thHeven? Jest to dyskoteka, miejsce w przedziwny sposób łączące dwa światy, różniące się kompletnie od siebie, polis są pod kopułami, a pustynia wiadomo, też daje życie, ale jest trudno, jednak społeczność Czak Czak innych odpowiedników siczy, radzi tam sobie i jest szczęśliwa, pomimo licznych zagrożeń. Myślę, że nie ma potrzeby udowadniania dlaczego ta Diuna? Jest tych motywów tak dużo i są one bardzo czytelne praktycznie dla każdego i to jest niesamowicie fascynująca intelektualna zabawa czytelnicza dochodzenie skąd i dlaczego my tutaj to mamy w tej książce. Zapewne nietrudno się domyśleć, że w 7th Heaven rozpocznie się akcja książki, kiedy pierwszy raz spotkają się Yarara i Connifer, a potem akcja popędzi jak szalona. Czy ta miłość przetrwa?


Książka jest interesująca, mamy multum barw świateł polis, no i jedno słonecznie prażące światło pustyni, na której jedynym urozmaiceniem są wydmy, a fauna i flora występuje w stopniu minimalnym. A jednak pustynia jest wystarczająco fascynująca, żeby o niej pisać. Warto poznać i zagłębić się w przygodach Yarary i Connifera. Jest ciekawie, warto przeczytać. Polecam.


środa, 25 lutego 2026

Ismail Kadare, Pałac snów

Ismail Kadare, 


Pałac snów


Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data wydania: 2006 r.

ISBN:   8324006990

liczba str.:  190

tytuł oryginału:   Pallati i ëndrrave

tłumaczenie: Dorota Horodyska

kategoria: literatura piękna



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/37056/palac-snow/opinia/95645985#opinia95645985





Książka zatytułowana „Pałac Snów” Ismaila Kadare’a jest przyjętym kolejnym wyzwaniem, tym razem literatura albańska. w ramach Book Trottera, Pozornie książka jest nieskomplikowana, główny bohater Marc – Alem dostał robotę w Pałacu Snów w dziale Interpretacji, nie był to najniższy szczebel kariery, który przysługuje nowicjuszom, wkrótce czytelnik ma się dowiedzieć dlaczego tak jest.



Potem mamy dalsze losy tej niezwykle błyskotliwej kariery urzędniczej. No ale to najbardziej powierzchowna interpretacja tego co my tu mamy. Bo książka ma nieskończenie multum głębi. Od całkiem czytelnych koncepcji po bardzo skomplikowane metaforyki, dobrze zrozumiałe tylko dla Albańczyków lub znawców tej kultury. Na pewno mocny jest albański byk, który rozwali system, który jak trzeba rozniesie, co prawda upadające w XIX wieku imperium Tureckie, ale wciąż wystarczająco mocne.


Jedną z hipotez interpretacyjnych jest, że może chodzić w książce o system komunistyczny. Przyznać trzeba, że da się to naciągnąć, bo może być o walkach frakcyjnych w ”dominująco słusznej partii”. Rzecz jasna w zależności od kraju były to mniej lub bardziej ostre rozgrywki polityczne, a zmiany na stanowisku przywódcy stanowiły kłopotliwe reperkusje. Zwykła miotełka, to najmniejszy problem, bo kary więzienia, a nawet wyroki śmierci nie były niczym niezwykłym.


Marc- Alem nie jest człowiekiem z ulicy, bo pochodzi z rodu Ciurlinich, jest to potężna albańska magnateria, w której było sporo wezyrów i gubernatorów, mająca wpływy na dworze sułtańskim. Z jakiegoś powodu rada rodu uznała, że w tak potężnym urzędzie jak Pałac Snów trzeba mieć kogoś swojego, bo kto ma pieczę nad snami ten ma władzę. Stąd wygrany odwet Ciurlinich, za próbę ich wykończenia, stanowił dobrą okazję na szybkie awanse Marca -Alema, który nagle z szeregowego pracownika stał się, jako dyrektor, dygnitarzem, jednym z najbardziej wpływowych ludzi w całej prowincji.


Książka jest trudna, ale niewątpliwie jest fascynująca, pozwalająca choć troszkę poznać kulturę albańską, a o to w podróżach Book Trotterowych chodzi. Postać głównego bohatera i wielu innych autor świetnie wykreował. Nie brakuje dramatycznych wydarzeń, typu wydarzenia w domu wezyra, sporo innych z udziałem wojska przysłanego ze stolicy, co niczego dobrego nie wróży. Marc – Alem miał szczęście, był po tej stronie co trzeba, a to wygrani piszą swoją historię, reszta się nie liczy. Jest naprawdę ciekawie polecam. Warto przeczytać.








środa, 11 lutego 2026

Poul Anderson, Podniebna krucjata

Poul Anderson,


Podniebna krucjata 



Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2026 r.
 ISBN: 97883833384238
liczba str.: 193
 tytuł oryginału: The Hide Crusade
tłumaczenie: Jarosław Kotarski
kategoria: science fiction

recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:



.

Książka zatytułowana “Podniebna krucjata” Poula Andersona to dość zabawny mix typowo kojarzony z powieści historycznych z tym co mamy w książkach z gatunku science fiction. Wprawdzie jest książka Davida Webera "Alternatywa Ekskalibura” występuje motyw bardzo podobny, ale jednak to książka Poula Andersona wydana w 1960 r. uchodzi tutaj za klasyka w tym historyczno - fantastycznym czarowaniu literackim.


Najbardziej znane krucjaty w literaturze SF wykreowali oczywiście Frank i Brian Herbertowie, był to dżihad Paula Muadiba, no i oczywiście dżihad Butleriański. Tutaj, u Poula Andersona, mamy również  krucjatę o której Anglikom z XIV wieku nawet się nie śniło Jak już dorwali się do statku niebieskoskórych obcych chcieli podbić Francję i ziemię Świętą, ale zdarzyło się inaczej  na skutek zdrady jedynego żyjącego Wersgeryjczyka statek poleciał w kosmos na jedną z kolonii Wielkiego Imperium  Wersgeryjskiego. 


Historie opowiada Parvus, młody, wykształcony duchowny zna kilka języków, w tym rzecz jasna  średniowieczną lingua franca łacinę. Te zdolności lingwistyczne przydały się w kontaktach z licznymi obcymi w kosmosie, wrogami, ale też sojusznikami.


Być może ktoś z was kojarzy motyw moi drodzy czytelnicy, że Mistrzowie Miecza na Ginazie nauczali o tym w swojej szkole, rzecz jasna w twórczości Briana Herberta i Kevina J. Andersona, że średniowieczna uzbrojenie było i na pewno jest wciąż jest najlepsze, jednak jego waga, średnio ok. 30 kg sprawia, że jego przydatność w nowoczesnych, kosmicznych wojnach jest niewielka. Okazało się w omawianej książce, że przyzwyczajeni do tego uzbrojenia i odpowiednich metod taktycznych średniowieczni Anglicy dali radę lać kosmitów wysoko zaawansowanych technologicznie. Do tego wchodzili łucznicy, kusznicy,  a także zdobyczną broń obcych, której rycerze, jako wojskowi fachowcy do spraw wojny nie bali się używać. 


Ta kosmiczna Odyseja sir Rogera de Tourneville jest niezwykle barwna i ciekawa. Najpierw dzielni Anglicy obronili swoją ziemię okolice Ansby i Lincolnshire,  a potem ruszyli zwiedzać kosmos i mścić się na obcych, że mieli niecne plany co do naszej Ziemi. Wszystko to oczywiście opisał skryba, sługa Boży, Parvus. 


Daję głowę, że czytelnik się nie zawiedzie, sam Parvus opowiada nam, że jest to wersja nieco okrojona, bo oszczędził czytelnikom całej gimnastyki lingwistycznej, a także co bardziej istotne olbrzymich różnic mentalnościowych, co utrudniało komunikatywność, no ale radę dali, a czytelnik otrzymuje efekt finalny. Można zastanawiać się czy to nie jest zbyt daleko idące uproszczenie, ale autorowi w zamyśle szło o to, że to ma być przede wszystkim rozrywka, bo zapewne mało branżowych historyków do książki dotarło, choćby po to, żeby sprawdzić czy autor czegoś nie poknocił. Tak więc liczy się dobra lektura, a książka jest po prostu świetna. Polecam