niedziela, 5 lipca 2026

Isaac Asimov, Fantastyczna podróż

Isaac Asimov, 


Fantastyczna podróż


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2026

ISBN:   9788383384382

liczba str.: 264

tytuł oryginału:   Fantastic Voyage

tłumaczenie:  Andrzej Jankowski 

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5225793/fantastyczna-podroz/opinia/98149340#opinia98149340





W książce zatytułowanej „Fantastyczna podróż” mamy niesamowity motyw podróży do głębi nas samych pod kątem fizycznym/medycznym. Cel tego literackiego zamieszania to uratowanie życia bardzo ważnej dla świata persony.


Widać ktoś uznał, że motywy medyczne są przydatne w literaturze SF Asimov uznał, że ma ona sens. Znany jest cykl White’a pt. „Szpital kosmiczny”, zapewne będzie kiedyś okazja o tym napisać, na pewno można się domyślać, że jest to wystarczająco ciekawa literatura, że ktoś czyta te 12 tomów. Motywy medyczne są wałkowane w książkach Andrzeja Pilipiuka, nie tylko dlatego, że bohaterem niektórych opowiadań jest doktor Skórzewski, ale w innych książkach jest o motywach przynajmniej wspominane. Sama koncepcja tej podróży jakoś dziwnie kojarzy się z książką Julisa Verne’a pt. „20000 mil podmorskiej żeglugi”, ewentualnie podobna być musi „Podróż do wnętrza Ziemi”, tego samego autora. Tutaj też ekipa podróżników wsiadła do specjalnego pojazdu i została zminiaturyzowana do rozmiarów mniejszych niż wirusy by odbyć peregrynację po wnętrzu człowieka.


Ta skrajna minimalna miniaturyzacja wzięła się z tego, że ciut większe ciało obce w organizmie ludzkim zostałoby zwalczone. No i o sukcesie medycznym mowy by nie było, bo i wyjątkowego pacjenta i cały świat by szlag trafił. Bo koniecznie trzeba wspomnieć, że jest tu podtekst polityczny, ponieważ naukowiec, profesor Benes przeszedł na drugą stronę z obozu wroga, czyli tzw. naszą. Dokładnie nie znamy jego motywacji. Przypuszczalnie chodziło o jakiś power balance, czyli po prostu równowagę sił. Ryzyko jest, że wojna będzie trwała długo, ale zagłada jednej ze stron jest jeszcze gorsza, bo niczego dobrego przynieść by nie mogła. Oczywiście tamci mieli zdanie odmienne. Wyrazili je dokonując zamachu na życie naukowca. Przeżył, ale jest ciężko, trzeba dostać się od wnętrza do mózgu i usunąć kłopot, cokolwiek to jest. Jedyna opcja: Miniaturyzacja i zrobienie porządku. No i wyzdrowienie. Ocalenie globu jest warta tych milionów, może miliardów dolarów wydanych na tą jedną operację.


Koncept jest ciekawy, bo przecież to co jest lekarstwem, równie dobrze morze być bronią, narzędziem do zabijania i eliminacji wroga. Bo skoro jest minimalizacja, to jest też i maksymalizacja, no gdyby komary czy muchy wielkości helikopterów czy bombowców to nikomu by do śmiechu nie było. No szkoda, że autor motywu nie rozkręcił. No ale plan był inny.


Spora część akcji, to najpierw motyw przejęcia Benesa, za co odpowiadał Grant, agent, odpowiednik brytyjskiego agenta 007, do zadań specjalnych. Teoretycznie zadanie wykonał, przekazał profesora wojskowym i odszedł zadowolony z dobrze wykonanej roboty. Jednak dosłownie na dystansie jednej lub dwóch przecznic, gdzie cudzoziemiec był absolutnie bezpieczny,  zamach został dokonany. No i dodatkowe kłopoty dla wszystkich, w tym dla samego Granta. Jeszcze tej samej nocy został wezwany do tajnego ośrodka badawczego i wyjaśniono mu, że wydano rozkaz, że ma być członkiem ekipy w skład której ma wejść kilka osób, w większości badaczy i lekarzy. Niby wszystko jest zaplanowane, ale uznano, że gdyby jednak poszło coś nie tak to zawodowe umiejętności Granta będą niezbędne. Odmowy nie przewidziano. Razem zresztą grupy wsiadł do atomowego pojazdu i na okres standardowej godziny w czasie której pojazd ma znajdować się ciele profesora i wykonać misję medyczną.


Dokonano miniaturyzacji i pojazd wleciał gdzie trzeba. Potem mamy zwiedzanie ciała, trzeba po drodze uporać się z licznymi zagrożeniami, i mieć nadzieję, że działanie natury będzie takie jak trzeba, żeby misja się powiodła. Jest ciekawie. Czy się uda?


Koncept jest po prostu genialny, no było nie było Asimov to świetny pisarz. Więc opcji nie ma, nawet tak karkołomne zadanie literackie musiało zakończyć się powodzeniem. Kreacja postaci jest, ale raczej dość minimalistyczna, bo to wystarczy. Sam agent Grant miał poczucie humoru, mówi o sobie, że sportowiec, że niezbyt inteligentny itp. Jednak mało kto wierzy w tego typu manierę, bo do tego typu zadań specjalnych tylko szaleniec by wziął pierwszą lepszą osobę na ulicy napotkaną. A sport uczący gry zespołowej takiej jak futbol amerykański też jest przydatny oprócz nabytych treningowo umiejętności, potrzebna jest przecież taktyka na boisku i tego, że drużyna wygrywa kiedy działa razem. Mamy piłkarski mundial, 2026 r., piłkarski geniusz Lionel Messi zrobił w Argentynie różnicę, ale sam meczu ze świetnie grającą drużyną Republiki Zielonego Przylądka przecież nie wygrał, bo grała cała 11 plus rezerwowi, no i oczywiście całe zaplecze zrobiło dobrą robotę. Słynna Małyszowa bułka i banan mistrzów pewnie też były konsumowane. Dokładnie tak samo jest z agentem Grantem, profesora Benesa uratowała cała ekipa, która robi co trzeba, a Grant zamiast strzelać bramki pociąga za spust i jego zadaniem robić co trzeba kiedy trzeba. Krótko mówiąc książka jest rewelacyjna. Polecam.