Frank Herbert,
Brian Herbert,
Kevin J. Anderson,
Droga do Diuny
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2022 r.
ISBN: 9788381885942
liczba str,: 497
tytuł oryginału: The Road to Dune
kategoria: science fiction
recenzja opublikoweana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/262204/droga-do-diuny/opinia/90088331#opinia90088331
„Droga do Diuny” to książka ma aż trzech autorów Frank i Brian Herbertowie, no i jeszcze Kevin J. Anderson. Jednak nie ma wątpliwości, że dominuje tutaj twórczość mistrza, czyli Franka Herberta. Te opowieści z Diuny są czymś w rodzaju brudnopisu lub notatek koncepcyjnych do „Kronik Diuny”, jak wiemy po prostu arcydzieła, które dał radę stworzyć po prostu geniusz.
Zainteresowania przyrodą pojawiały się wcześniej były to po prostu publikacje prasowe dotyczących przeróżnych zjawisk naturalnych tak fascynujących. Co skończyło się fascynacją pustynią. Nie tylko pod kątem przyrodniczym, ale także historycznym czy kulturowym, który przecież jest nie mniej fascynujący niż to co pojawiło się na kartach Diuny. Wystarczyło zadać, że parę pytań i voila. Mamy coś co jest doskonałe. Pozostaje dodać tylko kosmos i miliony planet, koncepcję 15000 lat historii, którą Frank i Kevin J. Anderson przepięknie rozbudowali. Nigdy się nie dowiemy jak napisałby to mistrz. Wiemy, że ocalały notatki, a reszta to już talent literacki obydwu pisarzy, którzy postanowili kontynuować wielkie dzieło mistrza. Także fakt, że cała trójka tych świetnych pisarzy są autorami tej książki jest po prostu rewelacją, bo przecież całe to trio jest odpowiedzialne za napisanie całej serii Uniwersum Diuna.
Same koncepcje są różne, postaci się różnie nazywają, różne są koncepcje. Na pewno było to płytsze skupione na samych intrygach. Jasne, że dało się coś takiego opublikować, no ale Frank Herbert był ambitny i chciał napisać absolutnie genialne dzieło. I to mamy.
Pisarz uznał, że nie da się pisać o pustyni bez tego co tam na niej jest, no i tych specyficznych ludzi, których nazwał Fremenami. Doszedł do wniosku, że nie da się pisać o pustyni bez ludzi, którzy tworzą cywilizację pustyni. A ta cywilizacja tworzy specyficzne ideologie, religie, mity założycielskie itp. Nie da się w końcu pisać o pustyni bez tej cholernej przyprawy, która dawała zdrowie i dłuższe życie, mało tego esencja przyprawowa powodowała zagięcia przestrzeni i skrócenie podróży kosmicznych. Cenę nawigatorzy płacili olbrzymią, praktycznie przestawali być ludźmi, ale to poświęcenie miało sens. To jest oczywiście produkt finalny, to co mamy w cyklu i całej serii.
W sumie dobrym jest pytanie czemu kosmos, i planeta Diuna i milion innych planet? A nie np. jak Majipoor z „Kronik Majipooru” Silverberga. Tam planeta, olbrzymi Majipoor była jedna, ale tych lokacji na niej było od groma. Widać Frank Herbert uznał, że tak powinno być i tyle.
Pytanie czy warto czytać tego typu książki koncepcyjne? Na pewno niewiele ich w literaturze, bo pewnie mało kto się chwali jakie miał koncepcje zanim napisał finalną książkę. Brian i Kevin J. Anderson postanowili jednak w ten sposób uhonorować dzieło mistrza i pokazać nam czytelnikom jak do tego doszło?.
Oddzielnymi fragmentami były motywy, które z jakiś powodów nie trafiły do „Kronik Diuny”, nie znaczy, że były złe, tylko po prostu z jakiegoś powodu nie pasowały do koncepcji. Na pewno z przyjemnością się to czyta. Czy to coś by zmieniło, zostało jak zostało i dywagować nie ma co, bo jest dobrze.
No i ostatnia część to czym się interesują Brian Herbert i Kevin J. Anderson, chociażby motyw dżihadu butleriańskiego, czy wydarzenia na Kapitularzu, ostatnie tomy Diuny, w tym te dokończone przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Dużo tego nie było, ale też bardzo ciekawe motywy.
Podsumowując na pewno jest to książka dla fanów twórczości Herberta i wszystkiego co jest związane z „Uniwersum Diuna”. No bo ta grupa znajdzie coś dla siebie, co będzie ciekawe i fascynujące. Nowym czytelnikom bym doradzał poznanie tego wszystkiego co pisali ci trzej pisarze, co dotyczyło Diuny i całego uniwersum. Przyznać trzeba, że jest trochę tych książek i wciąż są wydawane nowe. No i dopiero wtedy warto zerknąć o co chodzi z tą książką koncepcyjną. Książka nie jest specjalnie trudna, jest ciekawa, poznawanie jakie pomysły miał Frank Herbert, jak kreował Atrydów, jak wyglądała kreacja Vladimira Harkonena, bo koncept intrygi był już wtedy jak się okazuje. Myślę, że warto tą książkę przeczytać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz