Andrzej Pilipiuk,
Kroniki Jakuba Wędrowycza
cykl: Kroniki Jakuba Wędrowycza, t. 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów, Edipresse
Data wydania: 2018 r.
ISBN: 9788381173506
liczba str.: 224
tytuł oryginału: ---------
tłumaczenie: -------
kategoria: fantastyka
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4855295/kroniki-jakuba-wedrowycza/opinia/48356990#opinia48356990
W sumie wyszło jak wyszło, że pierwszy tom opowiadań recenzuję jako ostatni, z dotychczas wydanych rzecz jasna, ale w sumie źle nie wyszło, bo wiem o co chodzi z przygodami Jakuba Wędrowycza i pod tym kątem jest ciekawe jak autor miał zamysły co do tego bohatera i całych okolic Wojsławic. W książce pt. „Kroniki Jakuba Wędrowycza” poznajemy wesołego dziadka Jakuba i jego kumpli w wieku senioralnym, których główny bohater spotyka najczęściej w lokalnej knajpie. Bo już od początku się dowiadujemy, że trunki wszelakie leją się na kartach książki w iście kosmicznych ilościach. Nawet arcymistrzowie chlania Rosjanie nie dają rady w sparringach z Jakubem. Najpierw na tak zwane schody, na każdym stopniu kieliszek wódki lub bimbru, i kto wyżej zaszedł wygrywa zawody i jest pijackim kozakiem, sigmą, zwał jak zwał, wszedł pułkownik, nie dał rady. Do rewanżu przystąpił generał.
Większość opowiadań z tego tomu jest bardzo zabawna, to, że czytelnik ze sto razy pęknie ze śmiechu jest gwarantowane. Niewątpliwie jednak oblicza. Wędrowycza są różne, na co dzień wsiowy pijaczek, śmierdzący gorzałą i wszystkimi zapachami wsi. Bywa jednak, że pokazuje swoją fachowość w zawodzie świeckiego egzorcysty mający słuszną renomę najlepszego w kraju. Zdarza się również, że zakłada przyzwoite ubrania i sprząta do niepoznaki swoją chałupę, bo przyjeżdża rodzina z Warszawy i wstydu nie może być.
Jest jedno opowiadanie bardzo mroczne, chodzi o pobliską Dębinkę Wielką, którą zamieszkują neandertalczycy, zwani potocznie małpoludami. Nikt nie ma pojęcia jak oni przetrwali te dziesiątki tysięcy lat. Parafia w Dębince to rodzaj zesłania. Ksiądz Paweł Markowski ma szczęście, bo zyskał potężnego sojusznika jakim niewątpliwie jest Jakub Wędrowycz. Jak już wspomniałem to mroczne opowiadanie nawiązuje do klimatu horrorów wręcz. Pilipiuk pokazuje tym samym, że takie również czytelnik znajdzie w kilkunastu kolejnych tomach przygód Jakuba.
Z racji, że są wakacje, przed nami kolejna fala upałów. Wojsławice są na południu kraju, więc jednym z cieplejszych regionów, lato jest słonko jest, temperatura taka jak trzeba, więc Jakub Wędrowycz uznał., że czas wybrać się na rybki, tym bardziej, że na pobliskim akwenie wodnym jest zakaz łowienia ryb, to koniecznie trzeba tę próbę naruszenia Jakubowej wolności obalić przy okazji. Nasz buntownik wziął koło od traktora, spory zapas lokalnego piwa, kawał kija i ruszył na połowy. Tak dokładnie wydarzyło się w opowiadaniu pt. „Na rybki” i właściwie nie powinno się nic wydarzyć, bo emocje jak na rybach dorównują tym na grzybach. No ale jednak coś musiało być skoro pisarz o tym napisał, a ja wybrałem to opowiadanie. Były ze spotkanymi znajomymi opowiadane kawały o złotej rybce, o tym, że to jest cholernie przewrotne bydle i z życzeniami trzeba uważać. Jakub nie na żarty się wystraszył i jak już złapał mieniącą się na złoto rybkę, to gadać z nią nie chciał. Mówił, że patelnia i koniec gadki. Z tego wnioskujemy, że jakiś deal jednak miał miejsce, bo Bardaki popadli w kłopoty, odnaleziono na ich podwórku skradziony samochód. A jak wiemy, jak Kuba Bardakowi, tak Bardak Kubie, i ta sąsiedzka waśń, niczym Kargulów z Pawlakami, toczy się na kartach tych książek latami.
Jest ciekawe, zabawnie, dobrze się to wszystko czyta. W potrzebie czytania luźniejszej literatury, jak lato, czy jakiś inna okoliczność., czytanie o tych nieziemskich przygodach tego odlotowego staruszka jest fajne. Jak wiemy jego najlepszą bronią jaką dysponuje jest swojski samogon i niejeden ludzki, jakiś dziwny wompierzy, a nawet kosmiczny byt miał okazję się o tym przekonać. W jednym z opowiadań organizm Jakuba mocno przepity spalił chipa, którego kosmici wsadzili w Jakubową łepetynę. Z Jakubem mieli do czynienia również filmowcy z dalekiej Ameryki, szła produkcja filmu science fiction. Jeden zbłąkany aktor trafił do lokalu w którym gościli Jakub i spółka znajomych, no i oczywiście trzeba było gościa godnie ugościć, wiadomo jak to się musiało skończyć. Jakuba zirytowały też latające spodki, koledzy dorwali domniemanego kosmitę, w Pilipiukowskiej litentia poetica, ufoka, i Jakub przeprowadził precyzyjną operację chirurgiczną wsadził mu w głowę oporniki od telewizora. Krótko mówiąc spokojny plener do filmu nie wypalił, bo był tam Jakub Wędrowycz. Książka jest po prostu dobra, warto przeczytać. Polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz