czwartek, 23 lipca 2026

Janis Jonews, Jełgawa '94

 Jānis Jonevs,


 Jełgawa '94 


Wydawnictwo: Marpress

Data wydania: 2022 r.

ISBN:   9788375282788

liczba str. : 344

tytuł oryginału:  Jelgava'94

tłumaczenie: Daniel Łubiński

kategoria: literatura piękna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/jelgawa-94/opinia/99373909




Książka fajna, tylko jak ją do diabła zrecenzuję? To pierwsza myśl, po tym jak skończyłem odsłuchiwanie tej książki. Przytrafiło się wyzwanie łotewskie w ramach Book Trottera. Wybrałem książkę Janisa Jonewsa pt. „Jełgawa’94”. Na pewno jest wyjątkiem, że wtedy kiedy mamy akcję książki państwo istnieje raptem trzy lata. Była owszem Litwa, ale wybrałem Amerykanina z Litwy, Algisa Budrysa. Tutaj mamy pisarza spod ryskiego miasteczka Jełgawa w dodatku fana muzyki metalowej, co dla mnie jest kompletnie obcą bajką, praktycznie nie zrozumiałem. I te zachwyty tą muzyką są mi kompletnie obce. To dlaczego uważam tą książkę za dobrą?


Dobre pytanie. Ta książka jest dobrą powieścią nostalgiczną dla kogoś kto przeżył lata 90 XX wieku i bohaterowie książki są praktycznie rówieśnikami Już okładka to sugeruje. Na okładce mamy, teraz praktycznie już obiekt muzealny, kasetę magnetofonową otoczoną wielkim czarnym tłem co sugeruje metal. Bo jak mówią o sobie bohaterowie „Nie byliśmy z metalu. Metal mieliśmy w naszych sercach” * Niby płyty winylowe są jeszcze starsze i dały radę wrócić. Czy pojawią się ponownie kasety? Nie mam pojęcia. Na pewno technologia ułatwia odbiór muzyki w dobrej jakości i nie potrzeba dodatkowych sprzętów. Wystarczy komputer lub telefon komórkowy i słuchamy to na co mamy ochotę.


W książce mamy opis czegoś co można nazwać subkulturą tej muzyki, słuchanie muzyki oprócz dużej ilości płynów alkoholowych, wyrobów tytoniowych i narkotyków, choć to raczej późniejszy nieco okres, no ale autor zdaje sobie sprawę, że to zawsze było obecne w tej subkulturze. Fascynacja tekstami typu „Nie mam nogi, pożarli mi ją moi współtowarzysze. […] Przestałem o nich myśleć taką naturę mam. Po prawdzie swoją nogę zjadłem sam” * . Do tego dochodzi fascynacja złem, diabłem. Niektórzy muzycy odsiadywali wyroki w więzieniach, inni były zwykłymi patusami, jakbyśmy to dzisiaj, kolokwialnie, powiedzieli. W sumie to autor sam się dziwi opisując współczesność, co się stało z jego ziomkami, m. in. ksywki: Śmierć, Zombie, Kłamczucha, że w dorosłość weszli jako normalni ludzie, niektórzy bogaci i sławni. Autor sam miał ksywkę Blondi, zapewne od długiej blond czupryny.


Dowodzi to tego, że książka ma charakter autobiograficzny. Pisarz opowiada czytelnikom jak to drzewiej bywało, jak to hałasowali po osiedlach, lasach, były też letnie wyprawy na łonie natury, podrywanie dziewczyn, picie alkoholu, śpiewy, nawet deklamowali poezję, wyli do księżyca itp. Autor i jego kumple mieli szalone dzieciństwo okraszone hałaśliwą muzyką metalową. Książka też miała swój rys socjologiczny, filozoficzny, a nawet historyczny, bo co nieco o historii rodzinnego miasta zostało opowiedziane. Mimo, że stanowiła dla mnie trudność jakiekolwiek identyfikowanie się z bohaterami, ideologią, systemem wartości, jakie propagowali, czy jakaś fascynacją dziwnymi akcjami, to jednak książka jest ciekawa, fascynująca, momentami wzruszająca nawet. Bo też taka jest idea tej Book Trootterowej podróży książkowej, że poznajemy nie tylko miejsca, ale różnych ludzi, dla nas odmiennych, mimo że do Łotwy, akurat daleko nie mamy. No ale ta książka mogła powstać wszędzie w Europie przynajmniej, no ale padło na Łotwę. I na pewno jest ciekawie. Ja nie żałuję czasu przeznaczonego na lekturę tej książki. Polecam.







Ad.
* Cytat pochodzi z książki




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz