czwartek, 10 września 2026

Andrzej Ziemiański, Virion - Ona

Andrzej Ziemiański, 


Virion - Ona


cykl: Legenda miecza, t. 2


Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2025 r.
ISBN: 9788383750378
liczba str: 600
tytuł oryginału: -------
tłumaczenie: ------
kategoria: fantasy

recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:






Leci czytanie cyklu “Legenda miecza” , czyli przygód Virona. Druga część, napisana rzecz jasna przez Andrzeja Ziemiańskiego na tytuł “Virion - Ona” . Wiadomo że góry kto jest postacią tytułową, szermierz natchniona Achaja, która wkrótce zostanie cesarzową sporego kawałka kontynentu, bo  “córka diabła” jak ją Virion nazwał niczym wygłodniały potwór pochłonęła dwa imperia. To wiemy z innej trylogii i do tego to wszystko zmierza. No ale tutaj mamy coś innego Virion oraz Neriden oraz Iyo wplątani są w kolejne intrygi wywiadowcze. Czyli kombinowanie kto kogo ogra grając w te brudne szpiegowskie gry.


Wszyscy tu nieźle kombinują, pamiętając o tym, że stawka jest wysoka. Przy czym małe Arkach jest uważane za łup wojenny o który szarpią się potężni gracze. A Arkach nie chcąc być karmą dla tych wielkich kocurów walczy o przetrwanie i ratowanie królewskiego tyłka królowej oraz generalskiego zadka generała Biafry, syna królowej i jedynego mężczyzny w armii Arkach.


Działo się sporo na skutek miliona intryg. Doszło do bezprecedensowego pojedynku. Virion z bandą opryszków reprezentując barwy Luan, chociaż do tej pory pakowali gole do ich bramki, trzymając z Biafrą, mieli wybić do nogi w pojedynkach cały pułk Arkach. Motyw polegał na tym, że królowa miała przerwać tą zadymę, poddając pułk a panie trafiły by do niewoli. Ale coś idzie nie tak zbiry tłuką równo mundurowe panie, a królowa siedzi cicho. Nagle wchodzi ona, szybko zabija, trzech, czterech opryszków wyzywając do walki Virona.


Nie było wyjścia, skoro chłopy jęczą, że “kobieta mnie bije” , no to potrzebny jest prawdziwy fachowiec, żeby dać młodej nauczkę. Virion wie, że lekko nie będzie. Achaja jest pewna siebie. ma też wsparcie całej armii, która siłą tysięcy gardeł, niczym stadionowi ultrasi, drą ryje, przepraszam za kolokwializm, ale pasuje, Wrzeszczą: bij dziada!, zabij ch.!, wbij w ziemię sk.!, i leci jeszcze z milion innych inwektyw jakie tylko wojsko da radę wymyślić. Obydwoje niczym sportowcy grający w finale ważnej imprezy zajęci są walką. Ale jak już się dowiedzieliśmy o bitce szermierzy natchnionych jest to praktyczne niemożliwe, bo albo przeżywają obydwoje, bo nikt nie ma siły dalej walczyć, albo giną obydwoje. Oboje przeżyli, choć trzeba było ich znosić. Oficjalnie wygrała Achaja, bo to ocaliło Arkach, ale to Virion troszkę lepiej wyglądał jako weteran miliona pojedynków i burd. To był ten cud!


Arkach uratowane! Zdobywszy broń palną od tzw. chorych ludzi. szykują do Wielkiej rozróby. Sama Achaja ma nastroje wojownicze i ma komu podziękować za beznadziejny los, który zawdzięczała obydwu imperium. Co prawda to też zrobiło z niej natchnionego szermierza, jedynej bratniej duszy Virona. Ale lekko nie było, wręcz wchodzi tutaj przynajmniej jedno przekleństwo. To pokazuje najlepiej kim są Virion i Achaja, że są najlepsi nie tylko na świecie, ale i w galaktyce i nie jest to przesada zapewne.


Książka jest ciekawa. Mamy ten sam motyw Achai z innej perspektywy, jak to widział Virion. I to na pewno jest ciekawe. Czy kolejnym bohaterem będzie Biafra? Czy autor uzna, że to jest na tyle zgrana karta, że już nikt nie będzie tego chciał czytać. Pewnie się dowiemy. Książka jest ciekawa. Polecam.


niedziela, 6 września 2026

Henry Kuttner, Nieskończona szachownica

Henry Kuttner, 


Nieskończona szachownica



Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2026
ISBN: 9788383384566
liczba str. : 172
tytuł oryginału: Chessboard Planet
tłumaczenie: Maria Smulewska
kategoria; science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:







Henry Kuttner byłby z jednej strony zdziwiony, a z drugiej strony zachwycony naszymi czasami. Szkoda, że zmarł młodo mając 43 lata, bo ta książka pt. “ Nieskończona szachownica” jest niesamowita i niezwykle kreatywna. 


Pisarz gdyby od doktora Emeta Browna pożyczył jego cudowny samochód, wehikuł czasu, i trafił do nas zdziwiłby się, że w USA dą się wybrać prezydenta, który jawnie obala Amerykańską propagandę przemysłu filmowego przedstawioną na całym świecie w ostatnim i naszym stuleciu, typu; jaka ta Ameryka jest fajnym i dobrym krajem.


A zachwycony by był z kolei, że da się zrealizować w internecie koncepcje, które dzisiaj nazywamy grami szachopodobnymi. Koncepcja szachownicy 16 pól na 16 pól czyli czterokrotnie większej jest niesamowita. Taka szachownica złożona z szachownic turniejowych nr. 5 zajęłaby sporą przestrzeń przyzwoitego pokoju. Czołowi arcymistrzowie świata graliby jedną partię spokojnie co najmniej dobę. Dlatego np. szachy czteroosobowe grane są tylko w internecie, a takie szachownice irl mało kto widział. Z tą szachownicą byłoby analogicznie. Ale sam motyw, że da się w coś takiego zagrać, to niewątpliwie Kuttner byłby zachwycony z tego powodu. 


Wiemy, że tą z fajnością i dobrocią Ameryki jest coś nie tak co sprawia, że koncepcja Kuttnera z tej książki, typu, że cały świat zjednoczy się i rzuci się na Amerykę jest bliższa niż kiedykolwiek. Jasne, że pamiętam, że Rosja i paru innych globalnych szemranych typów działa, ale zdania odrębnego w kwestii współczesnej Ameryki próżno szukać. A jak to Kuttner wyspekulował to kilkadziesiąt lat temu pojęcia nie mam! 


I tu wchodzimy szukając tłumaczenia w rejony czystej abstrakcji, to że szachy są metaforą wojny zapewne każdy  z nas wie. Ale też zdaniem Kuttnera jest nią logika i matematyka. Niestety nie podejmę się do ustosunkowania do tego co autor tak przepięknie kombinuje. 


Mnie to fascynuje, że jest możliwe takie zgrabne połączenie kwestii szachowej z geopolityką, wojną, i innymi problemami. Koncepcja nieskończonej szachownicy nad którą trudzą się najtęższe umysły świata próbując poskładać do kupy całą geopolitykę, przecież nie tylko wojny, ale całe mnóstwo problemów tak trudnych, że niemal niemożliwych do rozwikłania. Z państwem filozofów raczej są kłopoty. Jednak przypuszczalnie trzeba coś z tym zrobić, żeby ludzie pokroju Nerona czy Kommodusa nie urządzali nam świata, tylko trafiali np. do cyrku. Bo jeżeli demokracja będzie za słaba, to my jako cywilizacja mamy nieliche kłopoty. Z perspektywy czasów autora to jest tak niesamowite SF, że trzeba się głowić czy to wszystko jeszcze nauka czy już magia po prostu? 


Fabuła jest nieskomplikowana bo antagoniści Stany kontra Falangiści nawzajem się zwalczają.


Jak dogadali się Falangiści? Nie wiem, ale wspólny, silny wróg zapewne im pomógł. Być może mówili Anglo - Słowiańskim galachem jak zaproponowałby Frank Herbert. Jak już powstał silny sojusz w efekcie trwają prace by wycelować bomby w Los Angeles, Miami, Nowy Jork itd. Ci drudzy robią dokładnie to samo. Siedząc w podziemnym Chicago główni bohaterowie pracują nad swoim dziełem, żeby Falangistom narobić kłopotów. Do dorobienia dobrej ideologii przydał im się nacjonalizm. Bo przecież w ich mniemaniu oni byli najlepsi, i im świat zazdrości wspaniałych wartości i wszystkich osiągnięć. Dalej, oni byli przekonani, że jako Amerykanie są prawdziwymi Białymi ludźmi, a reszta świata to wymieszane kundelki. Bić innego!


Książka jest świetna, bo te spekulacje intelektualne mają dać do myślenia, a cała fabularna otoczka jest raczej drugoplanowa. Po prostu rewelacja. Warto przeczytać. 

Andrzej Ziemiański, Virion - Krew

Andrzej Ziemiański,


Virion - Krew


cykl: Legenda miecza, t. 1



Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2024 r. 
ISBN: 9788379649914
liczba str. : 517
tytuł oryginału: -----
tłumaczenie: -----
kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl: 





Praktycznie jest oczywistością, że kontynuacja przygód Virona, czyli cykl “Legenda miecza” , pierwsza część ma tytuł “Virion - Krew” mnie zainteresuje. Autor Andrzej Ziemiańsku zdaje sobie sprawę, że czytelnik musi ponownie wejść w to uniwersum, czyli zażyć  coś w rodzaju dawki przypominającej. Dlatego  od razu nie widzimy szermierza natchnionego Virona w akcji. Trafiamy tylko do rzeźni przepełnionej zmasakrowanymi ludźmi, a obok leży zagubiony, wiecznie pijany, dziadek. Rzecz jasna czytelnik od razu się domyśla kim on jest. Jednak przez spory kawał książki pozostaje dziadkiem, który ma dziwną, podejrzaną o zwykły trolling, lukę. Właściwie nie pamięta tylko jednego, jak się nazywa, a że jest maszyną do zabijania, jakoś liczni oponenci zapomnieć mu nie dali. 


Wyciągają go z tej rzeźni przypadkowi podróżni Elmo/Neriden i jego dwie siostry Aya oraz Zaina. Uciekają z cesarstwa Luan, bo chociaż są szlachcicami,  to przycisnęła ich bieda, a kolejnym stopniem degradacji społecznej jest niewolnictwo, no i przed tą marną perspektywą uciekają do Arkach, gdzie nawet zwykły chłop czuję się prawie jak szlachcic bo jest wolny. Perspektywą, że trafi w niewolę zawsze tutaj jest bo grasanci przemocą mogą potrwać ludzi i zawlec do Luan. No ale mają z tym troszkę więcej kłopotów niż gdzie indziej. 


Czyli mamy tutaj powieść drogi, bo granicę trzeba przekroczyć, a ta granica jest linią frontu, więc łatwo nie jest. Do tego bandyci, niektórzy zapewne są tolerowani przez Cesarstwo Luan, bo rekrutują niewolników, których jest poważny deficyt. 


No ale nie bez trudności i pomocy Dziadka, granicę przekroczyli. A tam działo się całkiem sporo, bo odbyło się spotkanie dyplomatyczne w mieście Kanope, przypominające to co się dzieje się na spotkaniach grup G - ileś. Więc ranga dyplomatów wysoka. W dodatku wszyscy przewidują, że niebawem będą przetasowania na scenie geopolitycznej, a przegranym nikt nie chce być. Cesarscy z Luan uważają, że Arkach to ich podwórko i mogą robić co chcą. Nasyłają zbirów Drużyna. żeby zrobili bajzel na mieście, bo przecież ktoś taki jak Virion obijać się nie może. Trwa cicha rywalizacja o przejęcie papierów, które ma poseł Luan. Jest podejrzenie, że są tam prawdziwe haki na generała Biafrę, fałszywki też były w grze. 


Poznajemy też Iyo, dziewczynę, która na zlecenia jej matki Niki i żony Viriona i szuka zagubionego dziadka. Też trafia do Arkach i zwerbowały ją agentki z Troy Fedra i Anarcha. Podobnie jak Neridena i Viriona zwerbował Biafra. Wyszło z tego wszystkiego niezłe zamieszanie. 


A dla czytelnika wiadomo jest to dobre, fajnie i szybko się czyta. Dziadek Virion najpierw ma długie siwe włosy, ale potem wampirza córka i pewna szeptucha przekonały go, że łysina mu pasuje i straszy oponentów jednocześnie. Majstersztyk zafundowany nam czytelnikom przez autora to pojedynek szermierzy natchnionych: Viriona i Druzusa, było ciężko ciekawie, szybkie tempo, ale też była to długa i wyczerpująca walka bo błędów nikt nie robił. Ostatecznie Druzus nie ustał na placu boju i zwiał. Jest ciekawie, tak jak się czytelnik tego spodziewa, jest dobrze. Polecam.  





wtorek, 1 września 2026

Robert Heinlein, Szlak chwaly

Robert Heinlein, 


Szlak chwały 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2026 r. 
ISBN: 9788383384764
liczba str. : 368
tytuł oryginału: Glory Road
tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczyrac.pl:





Przeczytałem książkę zatytułowaną “Szlak chwały”, której autorem jest Robert Heinlein. Niby pod gatunek SF, bo podróże po światach są. Jednak autor nie zawrócił sobie tym głowy jak ta podróż wygląda, ani nawet tym czy są to światy alternatywne, a gdzie one są to tylko diabeł, który tkwi w szczegółach wie. To i wiele innych czynników sprawia, że to co my tu mamy przypomina powieść fantasy, romantasy być może nawet. Mamy sugestię na okładce książki, że powieść satyryczną. Ale czy czytelnik to czuję?, mówiąc potocznie, w sumie zapewne tak, bo te elementy są na wskroś humorystyczne. 


Mamy jakąś ładną kobietę, z wyglądu ok 25 lat, prosi żeby ją nazywać Star. Dalej mamy weterana wojny Wietnamskiej z wojsk USA Oskara. Dowiedzieliśmy się, że ma on kwalifikacje do tego żeby zostać zarówno ziemskim, jak i galaktycznym bohaterem. Na froncie dawał radę. A i w galaktyce na szlaku chwały miał okazję nieźle się wykazać. Oskar i Star spotykają się tzw. przypadkiem. Potem Oskar reaguje na ogłoszenie w gazecie, które brzmi “Jesteś tchórzem!”, no i sposób na kontakt. Z jednej strony on jako facet macho, sigma, zwał jak zwał zirytował się. Bo co to ma być!


Cokolwiek ma to oznaczać przeszedł tą rekrutację, bo był najlepszy, był jedyny, wybrany przez szefową, tak naprawdę dużo wcześniej. Trzeba było go tylko zwabić zapachem przygody do złotej klatki. Bo tej pani chodziło o jedno. Dokładnie o to samo, o co zazwyczaj są posądzani mężczyźni. 


Ruszyli w podróż, było ich trzech, dokoptowano jeszcze Rufo, który formalnie otrzymał funkcję giermka. Nieformalnie był raczej pomocnikiem na wypadek gdyby coś poszło nie tak, np. bohaterstwo byłoby tylko zamkiem z piasku. W przypadku Oskara mowy nie ma, bo doskonale dawał radę! Tak samo trzymał w garści kałacha, jak i średniowieczny miecz i robił z tych narzędzi do zabijania prawidłowy użytek. 


W czasie tych podróży trochę się działo. Naoglądał się tych światów. Aż trafili na Centrę, siedzibę władczyni, kazała zwać się cesarzową, 20 światów. Oczywiście była nią Star, a lat miała tyle, że nawet czort nie dał rady ich policzyć. Ta pani rodzinę miała tak dużą, że pewnie zasiedlili by niejedno ładne, niemałe zapewne, miasto. Ciekawa jest dbałość o mieszanie genów, jaśnie pani ma dzieci z partnerami z wielu znanych i nieznanych globów galaktyki. Zapewne jej krewni, w tym Rufo, jej syn, jak się okazuje, mają nie mniejsze zdolności w tym zakresie. Czy będzie miało kiedyś konsekwencje polityczne, że np. syn lub wnuk Oskara zostanie prezydentem USA i zjednoczy Ziemię i chętnie przyłączy glob do domeny cesarskiej. W tekście o tym mowy nie ma, a szkoda. Zamiast tego mamy sporo stosunkowo mało istotnych pierdół jak np. kłótnie kochanków, nieco później małżonków, no i na koniec zmuszenie Oskara do separacji i powrotu na Ziemię, bo dama się znudziła. Bywa i tak. 


Zapewne tak książka to dobry pomysł na letnią rozrywkę, bo taka dokładnie jest, ma charakter tylko i wyłącznie rozrywkowy. O wykreowanie bohaterów i inne jakości literackie czytelnik może być spokojny, bo za robotę wziął się wybitny pisarz. Może chciał stworzyć coś lżejszego, co nie wystraszy czytelników, gatunkiem stosunkowo trudnym jakim jest SF. Przyjmując tego typu założenie książkę można polecić. Na pewno to jest oryginalna troszkę prześmiewcza, zabawna. Mnie ciekawi czy Oskar po powrocie chwalił się kumplom, że gościł w łóżku pięknej i potężnej kobiety. No i czy ktoś mu uwierzył. Czy może wziął w garść coś co da się pisać i trochę papieru i wydał książkę. Uwierzyć w tego typu przygody się nie da, ale jest zabawnie, a wokół tego kręci się przecież cała pop kultura. Fajnie było dobrze się czytało. Polecam.