Andrzej Ziemiański,
Virion - Krew
cykl: Legenda miecza, t. 1
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2024 r.
ISBN: 9788379649914
liczba str. : 517
tytuł oryginału: -----
tłumaczenie: -----
kategoria: fantasy
recenzja opublikowana na lubimyczytać.pl:
Praktycznie jest oczywistością, że kontynuacja przygód Virona, czyli cykl “Legenda miecza” , pierwsza część ma tytuł “Virion - Krew” mnie zainteresuje. Autor Andrzej Ziemiańsku zdaje sobie sprawę, że czytelnik musi ponownie wejść w to uniwersum, czyli zażyć coś w rodzaju dawki przypominającej. Dlatego od razu nie widzimy szermierza natchnionego Virona w akcji. Trafiamy tylko do rzeźni przepełnionej zmasakrowanymi ludźmi, a obok leży zagubiony, wiecznie pijany, dziadek. Rzecz jasna czytelnik od razu się domyśla kim on jest. Jednak przez spory kawał książki pozostaje dziadkiem, który ma dziwną, podejrzaną o zwykły trolling, lukę. Właściwie nie pamięta tylko jednego, jak się nazywa, a że jest maszyną do zabijania, jakoś liczni oponenci zapomnieć mu nie dali.
Wyciągają go z tej rzeźni przypadkowi podróżni Elmo/Neriden i jego dwie siostry Aya oraz Zaina. Uciekają z cesarstwa Luan, bo chociaż są szlachcicami, to przycisnęła ich bieda, a kolejnym stopniem degradacji społecznej jest niewolnictwo, no i przed tą marną perspektywą uciekają do Arkach, gdzie nawet zwykły chłop czuję się prawie jak szlachcic bo jest wolny. Perspektywą, że trafi w niewolę zawsze tutaj jest bo grasanci przemocą mogą potrwać ludzi i zawlec do Luan. No ale mają z tym troszkę więcej kłopotów niż gdzie indziej.
Czyli mamy tutaj powieść drogi, bo granicę trzeba przekroczyć, a ta granica jest linią frontu, więc łatwo nie jest. Do tego bandyci, niektórzy zapewne są tolerowani przez Cesarstwo Luan, bo rekrutują niewolników, których jest poważny deficyt.
No ale nie bez trudności i pomocy Dziadka, granicę przekroczyli. A tam działo się całkiem sporo, bo odbyło się spotkanie dyplomatyczne w mieście Kanope, przypominające to co się dzieje się na spotkaniach grup G - ileś. Więc ranga dyplomatów wysoka. W dodatku wszyscy przewidują, że niebawem będą przetasowania na scenie geopolitycznej, a przegranym nikt nie chce być. Cesarscy z Luan uważają, że Arkach to ich podwórko i mogą robić co chcą. Nasyłają zbirów Drużyna. żeby zrobili bajzel na mieście, bo przecież ktoś taki jak Virion obijać się nie może. Trwa cicha rywalizacja o przejęcie papierów, które ma poseł Luan. Jest podejrzenie, że są tam prawdziwe haki na generała Biafrę, fałszywki też były w grze.
Poznajemy też Iyo, dziewczynę, która na zlecenia jej matki Niki i żony Viriona i szuka zagubionego dziadka. Też trafia do Arkach i zwerbowały ją agentki z Troy Fedra i Anarcha. Podobnie jak Neridena i Viriona zwerbował Biafra. Wyszło z tego wszystkiego niezłe zamieszanie.
A dla czytelnika wiadomo jest to dobre, fajnie i szybko się czyta. Dziadek Virion najpierw ma długie siwe włosy, ale potem wampirza córka i pewna szeptucha przekonały go, że łysina mu pasuje i straszy oponentów jednocześnie. Majstersztyk zafundowany nam czytelnikom przez autora to pojedynek szermierzy natchnionych: Viriona i Druzusa, było ciężko ciekawie, szybkie tempo, ale też była to długa i wyczerpująca walka bo błędów nikt nie robił. Ostatecznie Druzus nie ustał na placu boju i zwiał. Jest ciekawie, tak jak się czytelnik tego spodziewa, jest dobrze. Polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz