Robert Heinlein,
Szlak chwały
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2026 r.
ISBN: 9788383384764
liczba str. : 368
tytuł oryginału: Glory Road
tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
kategoria: science fiction
recenzja opublikowana na lubimyczyrac.pl:
Przeczytałem książkę zatytułowaną “Szlak chwały”, której autorem jest Robert Heinlein. Niby pod gatunek SF, bo podróże po światach są. Jednak autor nie zawrócił sobie tym głowy jak ta podróż wygląda, ani nawet tym czy są to światy alternatywne, a gdzie one są to tylko diabeł, który tkwi w szczegółach wie. To i wiele innych czynników sprawia, że to co my tu mamy przypomina powieść fantasy, romantasy być może nawet. Mamy sugestię na okładce książki, że powieść satyryczną. Ale czy czytelnik to czuję?, mówiąc potocznie, w sumie zapewne tak, bo te elementy są na wskroś humorystyczne.
Mamy jakąś ładną kobietę, z wyglądu ok 25 lat, prosi żeby ją nazywać Star. Dalej mamy weterana wojny Wietnamskiej z wojsk USA Oskara. Dowiedzieliśmy się, że ma on kwalifikacje do tego żeby zostać zarówno ziemskim, jak i galaktycznym bohaterem. Na froncie dawał radę. A i w galaktyce na szlaku chwały miał okazję nieźle się wykazać. Oskar i Star spotykają się tzw. przypadkiem. Potem Oskar reaguje na ogłoszenie w gazecie, które brzmi “Jesteś tchórzem!”, no i sposób na kontakt. Z jednej strony on jako facet macho, sigma, zwał jak zwał zirytował się. Bo co to ma być!
Cokolwiek ma to oznaczać przeszedł tą rekrutację, bo był najlepszy, był jedyny, wybrany przez szefową, tak naprawdę dużo wcześniej. Trzeba było go tylko zwabić zapachem przygody do złotej klatki. Bo tej pani chodziło o jedno. Dokładnie o to samo, o co zazwyczaj są posądzani mężczyźni.
Ruszyli w podróż, było ich trzech, dokoptowano jeszcze Rufo, który formalnie otrzymał funkcję giermka. Nieformalnie był raczej pomocnikiem na wypadek gdyby coś poszło nie tak, np. bohaterstwo byłoby tylko zamkiem z piasku. W przypadku Oskara mowy nie ma, bo doskonale dawał radę! Tak samo trzymał w garści kałacha, jak i średniowieczny miecz i robił z tych narzędzi do zabijania prawidłowy użytek.
W czasie tych podróży trochę się działo. Naoglądał się tych światów. Aż trafili na Centrę, siedzibę władczyni, kazała zwać się cesarzową, 20 światów. Oczywiście była nią Star, a lat miała tyle, że nawet czort nie dał rady ich policzyć. Ta pani rodzinę miała tak dużą, że pewnie zasiedlili by niejedno ładne, niemałe zapewne, miasto. Ciekawa jest dbałość o mieszanie genów, jaśnie pani ma dzieci z partnerami z wielu znanych i nieznanych globów galaktyki. Zapewne jej krewni, w tym Rufo, jej syn, jak się okazuje, mają nie mniejsze zdolności w tym zakresie. Czy będzie miało kiedyś konsekwencje polityczne, że np. syn lub wnuk Oskara zostanie prezydentem USA i zjednoczy Ziemię i chętnie przyłączy glob do domeny cesarskiej. W tekście o tym mowy nie ma, a szkoda. Zamiast tego mamy sporo stosunkowo mało istotnych pierdół jak np. kłótnie kochanków, nieco później małżonków, no i na koniec zmuszenie Oskara do separacji i powrotu na Ziemię, bo dama się znudziła. Bywa i tak.
Zapewne tak książka to dobry pomysł na letnią rozrywkę, bo taka dokładnie jest, ma charakter tylko i wyłącznie rozrywkowy. O wykreowanie bohaterów i inne jakości literackie czytelnik może być spokojny, bo za robotę wziął się wybitny pisarz. Może chciał stworzyć coś lżejszego, co nie wystraszy czytelników, gatunkiem stosunkowo trudnym jakim jest SF. Przyjmując tego typu założenie książkę można polecić. Na pewno to jest oryginalna troszkę prześmiewcza, zabawna. Mnie ciekawi czy Oskar po powrocie chwalił się kumplom, że gościł w łóżku pięknej i potężnej kobiety. No i czy ktoś mu uwierzył. Czy może wziął w garść coś co da się pisać i trochę papieru i wydał książkę. Uwierzyć w tego typu przygody się nie da, ale jest zabawnie, a wokół tego kręci się przecież cała pop kultura. Fajnie było dobrze się czytało. Polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz