Eduardo Mendoza,
Brak wiadomości od Gurba
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data wydania: 2010 r.
ISBN: 9788324013746
liczba str.: 152
tytuł oryginału: Sin noticias de Gurb
tłumaczenie: Magdalena Tradel
kategoria: science fiction
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/brak-wiadomosci-od-gurba/opinia/98178969
Już dawno temu zaciekawiła mnie książka Eduarda Mendozy pt. „Brak wiadomości od Gurba”. No i okazja się przytrafiła, kiedy w ramach Book Trottera przyszedł czas na wyzwanie związane z miastem Barcelona. Gurb i główny bohater są kosmitami, którzy peregrynują przez kosmiczny szlak, odwiedzają planety, na których są byty inteligentne. Trafili na planetę Ziemia, konkretnie do Barcelony.
W sumie to praktycznie nic nie wiemy jakie są cele kosmitów z odległych przestrzeni Galaktyki. Wiemy tylko, że ci dwaj są zwiadem, mają się dowiedzieć co piszczy w trawie na konkretnych planetach i zdać raport. Ograniczeń czasowych kosmici nie mają, bo żyją ok 15 tysięcy lat, więc bez problemu mogą spędzać setki lat w przestrzeni kosmicznej. Inna bajka co oni o tym myślą. No ale jak sugeruje tytuł, Gurb zaginął gdzieś w Barcelonie i wiadomości od niego nie ma. A jego przełożony, nasz bohater chce, a raczej musi podwładnego poszukać. Bierze się za robotę.
Kosmita szuka kolegę i w Barcelonie dzieją się dziwne rzeczy, no i jest bardzo śmiesznie, bo kunszt pisarski pisarza jest rewelacyjny i Mendoza kładzie duży nacisk na różnice mentalnościowe, które są wręcz gigantycznie odmienne. O tyle dwaj kosmici mają życie ułatwione, że ich byt jest z natury zmiennokształtny i mogą się dowolnie zmieniać w kogo chcą, więc nie jest tak, że zielone czy niebieskie ludki biegają po Katalonii. Ale przecież materialna przemiana nie wystarczy, żeby poznać ziemian, z ich perspektywy patrząc. Dla nich nawet prosta wymiana zdań w jakimkolwiek ludzkim języku jest skomplikowana. Rozmawiają czy kłócą się ze sobą telepatycznie. Jedna z zabawnych scen, przychodzi sąsiad i mówi do nich, że woli, żeby kłócili się jak ludzie, bo od tej ufockiej telepatii telewizor wariuje.
Pytanie czy w końcu Gurb zostanie odnaleziony tym sposobem jest nieaktualne. No ale spokojnie, to co dało się zgubić, da radę zgubić się ponownie. Tym sposobem to szukanie Gurba przypomina uganianie się za króliczkiem. Główny bohater ma łatwość szastania pieniędzy w kwotach z mnogą liczbą zer, ale też jeszcze łatwiej zdobywa olbrzymie fortuny. Trzeba mu przyznać, że dość gruntownie poznaje ziemską kulturę, chodzi po galeriach sztuki, bywa w teatrach i kinach, pochłania też mnóstwo książek. Niewątpliwie gustuje w ludzkich pięknościach, gorzej z umawianiem się na randki, bo mimo że wcieli się w Belmondo, albo jakiegoś aktora grającego Bonda np., to konwersacje z kobietami jakoś nie bardzo wychodzą.
Jest też pewna dość śmiała religijna prowokacja intelektualna, obydwaj kosmici sporo się modlą i ich repertuar modlitewny zawstydziłby niejednego gorliwego katolika. Mendoza zdaje się głowić nad zagadnieniem, czy kosmita może być katolikiem?
Książkę koniecznie trzeba polecić, okazji do pośmiania się jest multum, może tylko nie jest do śmiechu jak sprzęty w szpitalu zdrowo fiksują, jak odwiedza tam panią Mercedes. Na szczęście bohater zdał sobie z tego sprawę i budynek szpitalny czym prędzej opuścił.
Po prostu fajna ta książka, odrobinkę rozrywkowa. Troszkę poważna jednak też, bo mimo wszystko zagadnienie, że jakiś kosmita po naszej ulicy może sobie biegać błahe jednak nie jest. Dobrze mi się książkę czytało, polecam.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz