Robert J. Szmidt,
Łatwo być bogiem
cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 1
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2014 r.
ISBN: 9788378185598
liczba str.: 416
tytuł oryginału: Easy To Be A God
tłumaczenie: Robert J. Szmidt
kategoria: science fiction
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/226202/latwo-byc-bogiem/opinia/98149194#opinia98149194
Rzadko się zdarza, żeby oryginał prozy polskiego pisarza był napisany w obcym języku i wydany za granicą. Z tą sytuacją mamy do czynienia z cyklem „Pola zapomnianych bitew” Roberta J. Szmidta, który został wydany w USA. Pierwsza część ma tytuł „Łatwo być bogiem”. Ten cykl to space opera i już po tym pierwszym tomie widzimy, że jest tam wszystko co być powinno. Autor świetnie buduje napięcie w całej opowieści, co sprawia, że czyta się dobrze tą książkę i raczej czytelnik jest pewien, że to się nie zmieni w kolejnych częściach.
Jak wspomniałem akcja książki pędzi szalenie, co nie znaczy wcale, że autor zaniedbuje opisy lokacji, czy kreację postaci. Nie brakuje również typowo intelektualnego podejścia do kwestii co będzie jeśli kiedyś okaże się, że inteligentni kosmici gdzieś są i my do nich dotrzemy lub oni do nas, albo jedna i druga opcja będzie możliwa jednocześnie. No i wspomagają cała koncepcję Szmidta ciekawi bohaterowie literaccy.
No wiadomo nie ma dobrej książki bez interesującego, bywa, że charyzmatycznego głównego bohatera. Nietypowość tej książki polega na tym, że Schmidt wprowadza najpierw jednego bohatera Stachurskiego, który najprawdopodobniej ginie zresztą załogi, po tym jak miała styczność z obcymi. A potem pojawia się właściwy bohater, Święcki, który też miał mnóstwo kłopotów po bytności w kosmicznej kolonii karnej, z której dało się uciec tylko w trumnie, ale i to nie było łatwe, bo pilnowano i surowo karano nieudane próby samobójcze, udane też się zdarzały, i z racji, że Święcki był w ekipie, która miała pilnować kolegów w niedoli, udane samobójstwa policzono w poczet „zbrodni” Święckiego. Ostatecznie cudem się wyrwał, bo jako fachowiec z zakresu łączności kosmicznej był potrzebny na stacji orbitalnej Xan 4. Wróćmy na chwilę do pierwszego bohatera, czytelnik dowiedział się, że napotkani obcy to obrzydliwe typy, ładownia ich statku była przepełniona martwymi ludźmi. Ewidentnie przypomina statek Żniwiarzy z gry „Mass Effect 2”, którzy z ludzi budowali ludzkiego Żniwiarza, tutaj załoga była w nie mniejszym szoku. Inna sprawa, że zignorowali rozkaz Admiralicji, żeby na żaden statek Obcych się nie pchać. No ale ciekawość i chciwość, bo diabli kusiło, przeważyła. Pytanie: czy tylko dla nich źle to się skończyło, czy dla całej ludzkości. Pożyjemy zobaczymy co autor kombinuje w kolejnych częściach.
No ale wróćmy do losów Święckiego, jego historia jak pracował w bazie Xan 4 jest równie ciekawa i fascynująca. Baza orbitalna znajduje się niedaleko planety Beta, na której żyją aż dwa gatunki inteligentnych istot, jedni są mniej więcej na poziomie późnego średniowiecza, drudzy od tysięcy lat żyją w strukturach plemiennych. Wojna między nimi trwa aż 1000 lat, i ci bardziej zacofani zostali zepchnięci z całego kontynentu gdzieś w góry. Wszyscy oczekują na rozstrzygnięcie w efekcie gigantycznej przewagi wyginięcie tych drugich. Admiralicja zaleciła zostawić sprawy na Becie własnemu biegowi. Jednak frakcja tzw. bogów jest innego zdania, że zgoda na wykończenie jednej z ras jest porażką, o potężnym dramacie humanitarnym nie wspominając. Co prawda my sami na kontynencie Amerykańskim przyczyniliśmy się do zagłady kilku cywilizacji, co nie znaczy, że po kilku stuleciach, mamy w książce XXIV wiek musi to być kontynuowane w kosmosie lub ma być wyrażanie zgody na to. W centrum tej rywalizacji frakcyjnej trafił Święcki, strach przed powrotem za kosmiczne kratki sprawia, że opowiada się po stronie swoich szefów. Jednak były potajemne rozmowy z frakcją bogów i wzajemne przekonywanie się do swoich racji. Co z tego wszystkiego wynikło?
Dodać można, że senatorowie i inni oficjele nie mieli okazji rozstrzygnięcia zobaczyć, bowiem ewakuowano całą stację Xan 4, bo trzecia rasa obcych, że nie dość, że jest diablo inteligentna, to ma wybitnie paskudne zamiary wobec ludzkości. Kosmiczne rubieże płoną! Wojna jest faktem!
Wszystko to sprawia, że pierwsza część cyklu pt. „Łatwo być bogiem” jest po prostu genialna, rzecz jasna w zakresie gatunku. Niedawno czytałem Resnick’a i pod kątem jakości cykl „StarShip” jest co najmniej porównywalny do tego co proponuje nam Robert J. Szmidt w cyklu „Pola zapomnianych bitew", tego nawet po lekturze tylko pierwszej części można być pewien. Zdecydowanie polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz