poniedziałek, 29 czerwca 2026

Robert J. Szmidt, Ostatnia misja Asgarda

Robert J. Szmidt, 


Ostatnia misja Asgarda


cykl: Pola dawno zapomnianych bitew, t. 5


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2019 r. 

ISBN:  9788380625402

liczba str.: 334

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: ------

kategoria: science fiction 


recenzja opublikowana na lubimycztac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4885329/ostatnia-misja-asgarda/opinia/99312646#opinia99312646




Szybko mi zeszło czytanie ostatniego
piątego tomu cyklu „Pola dawno zapomnianych bitew”, ta część ma tytuł „Ostatnia misja Asgarda” , no i mamy tutaj coś dziwnego i tak za-kombinowanego, że trudno nadążyć za myślami autora. Jak wiemy jest transfer 200 lat do przodu, potem 1,2 mln, żeby te kilkanaście tysięcy ludzi, którymi dowodzi Rutta mogło przetrwać. Na takie podróże pozwolił posiadany statek Malan Omuła Muła. Zaskakującą zdolność przetrwania mają też ludzie, których kolonie zostały zaatakowane i zafundowali sobie coś w rodzaju rewolucyjnej ewolucji. Wynika z tego, że jak dotrą do celu będą praktycznie innym gatunkiem istoty inteligentnej zamieszkującym kosmos.


Mamy kilka innych wydarzeń, chociażby bunt części załogi, podejrzani o to byli bogowie z Xana 4, których swego czasu rozpracowywał Święcki. No ale wydało się, że to kto inny mieszał, bo zapomniał, że Federacja się skończyła, żeby nie skończyła się ludzkość, trzeba było siły woli i dyplomacji, żeby załoganci floty wrócili i w komplecie działali, o ile w tej trudnej sytuacji można coś sensownego robić.


Nie ma Święckiego, bo w poprzedniej części był ofiarą politycznego zamieszania. Odnalazł się za to, po spędzonych 200 latach w komorze kriogenicznej Niki Stachurski, Trafił na zesłanie polityczne na lodową planetę, pech, że niebawem Ziemię szlag trafił, no i nadzieja była niewielka, że ktoś się pojawi i zabierze ekipę stamtąd do cywilizacji. Załoga Rutty przypadkiem odnalazła, że ktoś z naszych jest na zagubionej, mało przychylnej dla ludzi planecie. Dzięki uratowaniu Stachurskiego flota Rutty wydobyła parę istotnych informacji.


Zakończenie kompletnie zaskakuje. Okazuje się, że istnieje organizacja dbająca o porządek w kosmosie zwana Rojem. Ludzkość podpadła, bo za bardzo lubi wojaczkę, tak jak wcześniej Malańskie aniołki. Kara okrutna: likwidacja! Rój pozwolił na to, żebyśmy anioły wybili co do jednego. A zaraz potem sądownictwo Rojowe zajęło się sprawą Ziemską. Wiemy z jakim efektem. Nadzieję na przyjęcie do tej wspólnoty dała ekipa Rutty, że sprosta zadaniom. Zmutowani ludzie jej nie dawali. Katami z ramienia Roju zostali ludzie Rutty. Rzecz jasna zachwyceni nie byli, ale zostali przekonani, że alternatywy nie ma. W sumie niezłe kombinowanie historiozoficzne tu zaszło. No i przekonanie czytelników, nie pierwszy raz w literaturze, że wojna to gówno! Jeżeli jako ludzkość nie uporamy się z przemocowym rozwiązywaniem problemów politycznych, to sami się załatwimy! I kosmici nie będą do tego potrzebni.


Cały cykl jest genialny, świetni bohaterowie. No ciężko bez obecności Święckiego, ale jakoś czytelnik musi sobie radzić. Całkiem źle nie jest. Lepiej poznajemy Ruttę. Wiemy, że był przełożonym Święckiego na stacji Xan 4, teraz był najbardziej kompetentną osobą, żeby przewodzić ludzkości, co było najbardziej odpowiedzialnym zadaniem w jego karierze. Na pewno łatwo nie było, ale efekt finalny był przyzwoity.


To wszystko pokazuje, że autor świetnie rozpracowuje motywy kosmiczne. Mimo, że z założenie to jest ewidentne SF, to autor wyśmienicie opisuje przeróżne motywy, czy to intrygi polityczne, funkcjonowanie kosmicznych armii na niskich i wysokich szczeblach, powszechnie znienawidzonej wubecji, praktycznie państwa w państwie, problemy w kosmosie i reagowanie na to wszystko. Po prostu to wszystko jest wybitne! Ten cykl koniecznie trzeba przeczytać. Polecam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz