Wojtek Miłoszewski,
Inwazja
Wydawnictwo: W. A. B.
Data wydania: 2017 r.
ISBN: 9788328044234
liczba str.: 500
tytuł oryginału: ---------
tłumaczenie; ------------
kategoria: thriller
( recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
Skusiłem się na „Inwazję” Miłoszewskiego gdy trafiłem na książkę w
biedronkowej półce z książkami. I niewątpliwie to był trafny zakup
bibliofilski. Pierwsze słowo w książce „Katowice”, ostatnie „Irkuck” i wszystko jasne. Mógłbym sobie właściwie darować całą resztę recenzji.
No ale, że nie mam czegoś takiego w zwyczaju to warto o tej książce coś
więcej pisać. Motyw mamy tutaj taki rok 2017 i mamy tu w kraju nad Wisłą
wojnę z jednym naszych potężnych sąsiadów z Rosją, drugi z sąsiadów
Niemcy, nie śpieszą się do wojny. Inna bajka, że jeżeli Rosja z Niemcami
graniczy to chyba nikt nie ma złudzeń, że zadyma w Europie gotowa. Tym
bardziej, że od swojej stolicy Niemcy mieliby Rosję ok godziny jazdy
samochodem. Na razie politycy na Zachodzie po obydwu stronach
Atlantyku liczą na to, że Putin zadowoli się Ukrainą i Polską i nie
będzie chciał przekraczać Odry. W Monachium dogadując się z Hitlerem też
na to liczyli. Putinowi w to graj, jak to sformułował w książce, „tak
to naprawdę jest wojna, możecie sobie państwo być solidarni z Polska na
facebooku”. Sytuacja robi się o tyle interesująca, że na innych
rubieżach rosyjskich robi się gorąco, bo paru graczy z politycznej
pierwszej i drugiej ligi chce wykorzystać sytuację. a to wszystko
powoduje, że rusza powoli tzw. efekt domina i czy da się to zatrzymać? A
my mamy pecha, bo znów wszystko zaczyna się w pieprzonym Gdańsku,
tutaj akurat Katowicach, bo ofensywa ruszyła o dziwo od południa ze
strony Słowacji. Science fiction? Niekoniecznie, na wojnie liczy się
element zaskoczenia, a na coś takiego żaden analityk by nie wpadł.
Miłoszewski wyspekulował, że sytuacja w Europie i na świecie przypomina
tą z 1939 r.? W 2017 roku jesteśmy w NATO i UE. W teorii jest ładnie
pięknie, prezydent USA Donald Trump, w czasie wizyty w Polsce
opowiedział nam jacy to my Polacy jesteśmy fajni. Tyle, że akurat ten
prezydent jeżeli nie jest wprost prorosyjski, raczej uznałbym to za
przesadę, to i tak jest skłonny traktować resztę świata jako swoisty
zimnowojenny podział łupów, to jest nasze, to wasze i po sprawie.
Oczywiście z typowo literackiego punktu widzenia gdyby książka zawierała
tylko i wyłącznie analitykę polityczną nie byłaby aż tak ciekawa dla
zwykłego czytelnika. Choć akurat mnie tego typu atrakcje czytelnicze
interesują. Miłoszewski zwraca uwagę na jedna rzecz, że skutki
eksperymentów politycznych typu dobre i czy inne zmiany, będą dla
wszystkich równie korzystne lub niekorzystne, zależy od dokonań
polityków. Wynika z tego, że jeżeli jakiś obóz polityczny po prostu
spieprzy sprawę oberwiemy my wszyscy Polacy niezależnie od tego pod
jakimi listami partyjnymi stawialiśmy znak „x” . Jednym mnie Miłoszewski
zaskoczył, że przewidział co się wydarzy latem na scenie politycznej,
że panu prezydentowi znudzi się rola Adriana z Ucha Prezesa, którego do
prezesa nie chcą wpuścić, choć prezes gości na Nowogrodzkiej właściwie
każdego kto ma na to ochotę i że te weta, to domaganie się szacunku dla
głowy państwa. Zapewne niewielkiego jaki zyskał na tym, ale dobre
chociaż i to zapewne.
Politycy obozu rządzącego zostali przedstawienie tutaj w tej książce
przez Miłoszewskiego w sposób jeszcze bardziej karykaturalny niż to
zrobili producenci you tubowego serialu „Ucho prezesa”, to po prostu
zwykłe gamonie, którzy są wpatrzeni w swojego prezesa, nawet wtedy gdy
pali się nasz dom zwany Polską. W efekcie polityka zwycięskich porażek
typu 27;1 przynosi wyśmienite efekty. Teraz tu mamy wojnę i nawet jeśli
by komuś się chciało ruszyć cztery litery, żeby nam pomóc, a tacy są,
mimo wszystko, to nasi politycy są w stanie sprawić, że skutecznie im
się tego odechciewa. Polska po raz kolejny ma pecha! Domyślać się można,
że media na całym świecie pewnie kilka dni żyją wojną, potem szybko się
ją nudzą, bo przecież pojawiają się kolejne niesamowite newsy. Nami
zwykłymi Polakami pies z kulawą nogą się interesuje, a jeżeli już jest
poruszana jakaś kwestia, to, znowu ci uchodźcy! Jakby nam Polaków w USA,
Wielkiej Brytanii czy gdziekolwiek było mało.
I o to tu chodzi w tej książce. Bohaterami przez Miłoszewskiego
wykreowanymi są tutaj zwykli Polacy i to oni zostali wtłoczeni w realia
tej wojny. Ulice naszych miast przypominają wojenne Aleppo, Grozny, czy
Srebrenicę i to w sensie dosłownym mamy tu wciągu raptem kilku
katastrofę humanitarną. Cena 1 jajka szybko winduje się do 80 zł, o ile w
ogóle ktoś złotówkami jest zainteresowany, lepszą walutą są dolary lub
po prostu złoto.
Miasta w szybkim czasie stają zwykłymi gruzowiskami ludzie przeżywają
gehennę. Linie frontu w czasie trwania działań zbrojnych są dynamiczne,
galerie handlowe, zakłady pracy, szkoły, itp. Staja się siedzibami
sztabów formacji zbrojnych, walki toczą się o każdy budynek, który staje
się z jakiegoś powodu obiektem o charakterze strategicznym. Dla
zwykłego człowieka oznacza to, że nawet wyście do sklepu a raczej do
tego co z niego pozostało trwać może kilka godzin o ile człowiek ma
szczęście i nie trafi w środek działań zbrojnych i nie trafi przypadkiem
na bandytów, którzy się w realiach wojny rozzuchwalili. Życie ludzkie
staje się nic nie warte. Nagle nie wiadomo skąd wszyscy stają się
posiadaczami broni palnej i innych narzędzi nadających się do zabijania.
Przeżycie każdego dnia w tych warunkach jest niebywałym osiągnięciem,
często zwykłym szczęściem, bywa, że okupionym krwią bliźniego. Bohaterów
w tej książce nie ma wielu, głównych kilku, kilkunastu, oprócz ogólnej
zbiorowości, całych mas wojska. Oczywiście są też politycy, w którzy w
swoich gabinetach robią politykę, a jedną z metod działania politycznego
jest właśnie wojna. Niektórzy z bohaterów się zastanawiają po jaką
cholerę ruscy przyleźli nas podbijać, bo przecież oprócz pechowego
położenia w środku Europy między Niemcami i Rosją nie ma u nas nie
wiadomo jakich bogactw strategicznych. A jednak Rosjanie dali
przekonywującą odpowiedź jest nią kapitał ludzki, który w warunkach
wojennych można wykorzystać, żeby funkcjonowały opuszczone fabryki,
których pracownicy zostali zmobilizowani na potrzeby kolejnych wojen.
Na pewno rzuca się w oczy brutalizacja języka, ludzie częściej niż
zwykle nawijają tzw. łaciną, która wyraża ekspresję emocji, nawet ludzie
którzy potrzeby takiej na co dzień, żeby przeklinać nie mieli szybko
się dostosowują i to przestaje kogokolwiek szokować. To też pod kątem
mentalności ludzi w czasie tej kilkutygodniowej kampanii wojennej ma
znaczenie. Duże problemy ma szeroko rozumiana służba zdrowia, apteki
padają łupem złodziei tak samo jak sklepy spożywcze, bo leki w chorobach
przewlekłych są niezbędne. Do tego dochodzi problem z funkcjonowaniem
szpitali. Śmiertelność ludzi wzrasta wraz z pogorszeniem się higieny i
warunków egzystencjalnych.
Oczywiście jest w tej książce to czego czytelnik się po niej spodziewa, a
mianowicie szczegółowo opisane losy kampanii wojennej. Na pewno autor
dokonał próby przedstawienia obydwu stron konfliktu, choć nie zawsze
jest w tym konsekwentny. Pojawiają się relacje z walk o
jakiś budynek, podwórko, most, drogę czy cokolwiek innego na co uwagi
nie zwracamy na codzień staje się miejscem strategicznym za który
umierają dziesiątki, setki, czasem tysiące ludzi nawet. Opisy kampanii
są pod katem warsztatu literackiego są świetnie. Przede wszystkim
te emocje jakimi ludźmi targają, co przeżywają, w tym także wojskowi,
często są to ludzie bardzo młodzi, którzy szybko muszą się dostosować.
Logika wojny jest taka ”albo my ich załatwimy, albo oni nas”. Bowiem
oprócz wygranej liczy się przeżycie, żeby wygrywać poszczególne starcia
jak najmniejszym kosztem przy zadaniu wrogowi jak największych strat, bo
przecież po przegrupowaniu czeka wojskowych wiele kolejnych jeszcze
krwawszych batalii. Po tym, że mamy do czynienia z wojną współczesną
widać chociażby po tym, że w pierwszej kolejności padły media,
telewizja, radio, internet, prąd zresztą też bardzo szybko jest
wyłączany. Człowiek informacyjnie szybko cofnął się do średniowiecza,
decydująca jest tutaj plotka, i tymi tzw. metodami pantoflowymi ludzie
dowiadują się co się dzieje, gdzie trwają walki jakie ulice wróg
zdobywa, a jakie nasi odbijają itp.
Zdarza mi się czasem czytać tego typu książki wojenne, rzadziej
recenzuję, ale nie mam wątpliwości, że na tym tle książka Wojtka
Miłoszewskiego wygląda bardzo dobrze, właśnie przez tą dbałość o
szczegóły, i dbałość o to, żeby czytelnik tak naprawdę zrozumiał czym
jest wojna i czym ona się stanie dla każdego z nas jeśli te kasandryczne
wizje o wojnie z Rosją jeszcze w 2017 r. się spełnią. Autor w
przekonujący sposób wykreował bohaterów literackich no i wyśmienicie
oddał klimat współczesnej wojny. Zwraca uwagę strona graficzna okładki.
Celowo jest ona poszatkowana na częściowo kolorowe figury geometryczne, a
częściowo czarnobiałe, Daje to naprawdę piorunujący efekt, mamy
rozpieprzony bombami katowicki Spodek, no i pożar tej budowli
architektonicznej, mamy kłęby dymu, zwłaszcza te czarnobiałe robią
przygnębiające wrażenie. W książce mamy wojnę ludzie próbują sobie
radzić, dominująca jest specyficznie Polska kombinatoryka stosowana
pozwalająca przeżyć w każdych okolicznościach, a niektórzy nawet na
wojnie dorabiają się olbrzymich fortun. To również dowodzi niezwykłości
doboru bohaterów, których losy splatają się ze sobą w zadziwiających
okolicznościach.
Książka jest wybitna. Każdy powinien ją przeczytać. Polecam.