poniedziałek, 12 stycznia 2026

Dan Brown, Tajemnica tajemnic

 Dan Brown, 


 Tajemnica tajemnic


cykl; Robert Langdon, t. 6


Wydawnictwo: Sonia Draga

Data wydania: 2025 r.

ISBN: 9788382309980

liczba str.:702

tytuł oryginału: The Secret of Secrets

tłumaczenie: Paweł Cichawa

kategoria; thriller


recenzja opublikowana na lubimyczyta.pl:

lubimyczytac.pl/ksiazka/5177329/tajemnica-tajemnic/opinia/93239262#opinia93239262



 Wreszcie  udało się przeczytać książkę pt. „Tajemnica tajemnic”, której autorem jest Dana Brown. Z grubsza wiadomo czego można się spodziewać i czytelników ciągnie do kolejnych książek, praktycznie w ciemno, i tym razem też tak było.  Tematyka, kombinatoryka intelektualna, co się dzieje z ludzką świadomością po śmierci. No i w jaki sposób tą wiedzę są w stanie wykorzystać ludzie niezbyt fajni. Na pewno kuszące są tzw. przeróbki, jak to w swojej koncepcji sf nazwał to Bester, czyli władza nad myślami ludzkimi, czyli nic innego, jak pieniądze i władza.


Dokładnie to ułatwia specyfika współczesnych czasów, gros czasu siedzimy w telefonach i komputerach i zerkamy na social media przez co bardzo łatwo wpaść algorytmy. Skutkować to może wybieraniem dziwnych osób na najwyższe stanowiska w państwie itp. W tej nowej rzeczywistości usiłuje odnaleźć główny bohater książek Browna profesor Robert Langdon. Jak zapewne pamiętamy Langdon jest historykiem, specjalistą od symboliki. Owszem miał okazję się wypowiadać w sobie znanych zagadnieniach, lecz patrząc całościowo nowością jest, że jego obecność na kartach książki nie ma charakteru typowo eksperckiego, posiłkuje się wiedzą profesor Catherine Salomon, partnerki życiowej i naukowej. Co i rusz autor wplątuje fragmenty wykładów Catherine w fabule książki, to już niech czytelnik sam się zastanowi czy mu potrzebne?


Problemy się zaczęły gdy zniknęły wydrukowane egzemplarze z wydawnictwa, zawartość internetowa została wcześniej zhackowana. Po prostu kilka lat pracy naukowej nagle diabli wzięli. Wynika z tego, że jakaś naprawdę potężna siła jest zainteresowana reaktywacją Indeksów Ksiąg Zakazanych, bo pewne fragmenty wolą zatrzymać dla siebie. Jak trzeba nie tylko zniszczą wydruki lub pliki komputerowe, ale też nie zawahają się zabić autora. Jak zwykle robi się coraz ciekawiej i niebezpieczniej. Zadania; rozwiązać zagadki i przeżyć całe zamieszanie.


Zapewne już wszyscy wiedzą, że akcja książki ma miejsce w Pradze, na karty książki trafiły zabytki i inne ciekawe miejsca czeskiej stolicy np. biblioteki. Autor sugeruje czytelnikowi, że Praga jest tak niezwykła, że nikogo nie dziwią biegające po mieście golemy. Jednym ze sposobów, żeby się o tym przekonać jest przeczytanie książki. Zdecydowanie polecam.


poniedziałek, 5 stycznia 2026

Henry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię!

 Henry Kuttner, 



Czytelniku, nienawidzę cię!


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2025 r.

ISBN:  9788383383071

liczba str.:  411

tytuł oryginału: Galloway Gallagher

tłumaczenie:  Zbigniew A. Królicki, Danuta Górska, Jolanta Kozak, Zofia Uhrynowska - Hanasz

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl;

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/czytelniku-nienawidze-cie/opinia/95688259


                                                                             

Próżny robot [ w: ] tHenry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię!



Kuttner napisał kilkanaście zabawnych opowiadań. W większości z nich pojawia się szalony naukowiec Galooway Gallagher. Człowiek genialny, acz jego wykształcenie jest nieformalne. Konstruując swoje wynalazki najczęściej bywa w stanie wskazującym na spożycie sporych ilości alkoholu, no i potem na kacu musiał sobie przypominać; po co stworzyłem tego cholernego, zarozumiałego robota. Np. po wielotygodniowej dedukcji przypomniał sobie, że potrzebował otwieracza do piwa. No i robot musiał poddać się woli twórcy.


Po za tym mamy mnóstwo anegdot dotyczących różnych sfer życia, np. autora prawnicy interesują i ich skomplikowane bitwy na salach sądowych. Niezłą zagwozdkę mają policjanci badający sprawę pojawiających się ciał w ogrodzie naukowca. Jednym z nich był sam Galloway Gallagher, tyle, że parę lat starczy. To była sztuczka kosmitów. Lekko złośliwie autor opisał spotkanie z czytelnikami i stąd przewrotny tytuł książki.


Wiadomo, że to są opowiadania i to ma wpływ na jak to wygląda, krótka fabuła, dialogii, opisy motywów, bywa wesoło, bo w żartobliwym stylu autor to napisał. Książka jest ciekawa. Polecam


piątek, 12 grudnia 2025

Marc Elsberg,°C, Celsjusz

Marc Elsberg,




°C - Celsjusz 


Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 2024
ISBN: 97883831199498
liczba str.: 560
tytuł oryginału: °C - Celsjusz 
tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska Sadowska
kategoria: thriller


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 





No Marc Elsberg jak da popalić to żaden pisarz! I to banalne stwierdzenie wyjaśnia wszystko. Co my tutaj mamy istne szaleństwo. Symulacja walącego się świata, goni kolejna symulację. Dzieje się. Na pewno to jest ciekawe. Ale literacko książka troszkę cierpi, miejsce na akcje nie ma za dużo. Podobnie z bohaterami, głównych jest kilku, a drugoplanowych nieskończoność. Są jeszcze politycy i lobbyści grający często znaczonymi kartami oszukując jak leci. Czasem trudno się połapać w której symulacji aktualnie czytelnik się znajduje. Pewnie to niedostatek audiobooków, bo książka papierowa być może lepiej czytelnika przygotuje jak sobie ma z tym poradzić. 


Docenić należy merytoryczny wkład autora w napisanie książki. Wiedza robi wrażenie i daje do myślenia. A o to też tutaj chodzi, żebyśmy jeszcze raz do tematu podeszli i pomyśleli. Mnie zafascynowała bardzo dobra znajomość geopolityki autora, dzięki czemu pozwoliło mu to w sposób genialny wydedukować jakie mogą już niebawem być nowe koncepcje filozofii wojny. Wojna przyszłości to wojna klimatyczna. To szokuje że da się glob zmniejszyć do rodzaju mieszkanka m -ileś, tu otworzymy okienko, tam podgrzejemy pokój kominkiem, a gdzieś uchylimy drzwi, a inne okno szczelnie zamkniemy. Bajzel zrobi się wtedy, kiedy każdy z graczy będzie ciągnął po swojemu. To będzie dobre!


A co będzie. Teraźniejszość i przyszłość jest nasza i to my wszyscy zdecydujemy. Książka trudna, bywa kontrowersyjna, ale nie ma co takich unikać, bo czytamy, żeby myśleć m. in. Dlatego polecam tą książkę. Warto przeczytać. Polecam. 



czwartek, 11 grudnia 2025

Janusz Andrzej Zajdel, Wyjście z cienia

Janusz Andrzej Zajdel, 


Wyjście z cienia



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania; 1990
ISBN: 8308020720
liczba str. : 200
tytuł oryginału;----------
tłumaczenie: ----------
kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 






Ktoś kto jest dobrze zorientowany w tematyce naszej krajowej science wie. że Zajdel jest klasykiem. Książki pt. “ Wyjście z cienia” jakoś nie kojarzyłem, ale skoro okazja się zdarzyła to wziąłem książeczkę w garść i zacząłem czytać. 


Autor skupił się na tym, żeby snuć refleksję typu: jak obcy mogą wyglądać i jak te spotkania z nami, ziemianami będą wyglądać. Najbardziej znane popkulturowo są te Wellsowskie, czyli otwarta konfrontacja. Zajdel ma jednak inny koncept, poznamy przez czytelników w książce pt, “Limes inferior”. Po prostu kosmici byli tak wielką potęgą, że zdobycie naszego globu to była formalność. I tu było podobnie, wojna bohaterska była, ale krótka. Bo nie tylko przewaga technologiczna miała znaczenie ale też intelekt, niebywały spryt miał znaczenie, dzięki paru trickom niewielka grupka kosmitów administrowała całą Ziemią przez 80 lat. Przy współudziale konformistycznie nastawionych elit oczywiście. 


Ciekawostką na pewno w tej książce jest wielokrotność narratorów, od nastoletniego chłopca imieniem Tim, który w szkole średniej na problem z zaliczeniem przedmiotu historia najnowsza. Profesor Bruss jest wymagającym nauczycielem i wymaga oczywiście oficjalnej historii nauczanej w szkołach, oczywiście napisanej przez kosmicznych zwycięzców. Pokazując losy Tima, autor pomaga czytelnikowi poznać to uniwersum. No i poznajemy system edukacji pod nadzorem Proksów, czyli kosmitów, którzy zdominowali Ziemię. To wchodzeniem system Gombrowicz nazywał upupianiem i w tym względzie kosmici nie byli oryginalni.


Są też naukowcy, siła rzeczy raczej bezrobotni, bo zbędni. , bo wszak wiadomo, kosmiczna nauka ma wyższe osiągnięcia. No ale że coś musieli robić, zaczęli dumać o co chodzi?, jak to się stało? I inne podobne pytania z naukowym podejściem do tematu kosmitów. I oni robią za tego drugiego narratora, w taki bardziej Zajdlowski tłumaczą to literacką rzeczywistość. 


Ciekawy bohater to mieszkaniec lasu, dziadek Greg, zatwardziały weteran bitwy o Ziemię. Tłumaczy młodym chłopcom Tomowi i Nikowi po pierwsze, że są nową nadzieją, że wybuchnie rebelia i kosmiczni zdobywcy oddadzą glob. Tłumacząc rzeczywistość stosuje mrówcze i pszele metaforyki i są one zrozumiałe. 


Kolejnym milczącym narratorem jest mrówka. Bydle mimo, że jest najbardziej upierdliwie niszczonym przez kosmitów stworzeniem, silnie trwa w sojuszu z ludźmi i nie daje się zmieść z powierzchni planety. Są liczne przypuszczenia, że z mrówkami jest związany sekret jak rozwalić kosmicznego Proksa. 


Jest jeszcze jeden narrator, kosmita z centrali eiworn E4 Odkryto liczne nadużycia i nieprawidłowości na jednej z planet. Oprócz sankcji dyscyplinarnych decyzja musiała być jedna. Opuszczenie Ziemi. A nasi znowu musieli zacząć pisać historię najnowszą. Trzeba było kosmicznej transformacji, żeby profesor Bruss zaliczył Timowi poprawkę z historii.


Książka jest niezwykła. Czyta się z zapartym tchem. Jest dreszczyk emocji, bo widać, że ten pisarz miał genialne koncepcje, których niestety nie odkryjemy, bo nie zostaną nigdy napisane. No nic czytamy i cieszmy się tym co nam Janusz Andrzej Zajdel pozostawił. Ta książka to rewelacja. Zdecydowanie warto przeczytać. Polecam. 
 

wtorek, 9 grudnia 2025

Eric Frank Russell, Osa

Eric Frank Russell. 


Osa


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2021 r
ISBN: 978381883207
liczba str.: 225
tytuł oryginału: Wasp
tłumaczenie: Robert J. Szmidt
kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl






Przeczytałem książkę pt. “Osa” , której autorem jest Eric Frank Russell. Przyznać trzeba, że rację ma Terry Pratchett. że gdyby terroryści znali koncepcje Osy, to świat miałby nieliche kłopoty. A sama książka jest napisana niezwykle żartobliwym tonem. A także z literackim kunsztem, symulowalowana jest tu mowa potoczna, zwroty typu “yo” , “ni”, co ułatwia odbiór książki i czyta się ją szybko. 


Uniwersum jest proste. dwa kosmiczne imperia Terra i Imperium Syrijskie toczą kosmiczną wojnę. Pech, że “ci nasi”, pod kątem ilości zgromadzonej armii ulegają i są świadomi czym się to skończy. Ale, że wojna to także taktyka, ktoś wpadł na genialny koncept: Osa! Co to zapytajcie, stworzenie tak małe, prawie niebyt, a jednak jest w stanie rozpieprzyć rozpędzony samochód zabijając jego kierowcę. Taka osa może być game changerem niczym szachowy pion zamieniony w hetmana zmienia losy partii. 


Główny bohater James Mowry został mianowany ochotnikiem do wykonania tej osiej misji specjalnej. Dowiedział się na czym to polega, w dużym stopniu na farcie, bo do tej roboty trzeba szczęścia, troszkę wyobraźni, no i tym co ludzkie, że nikt frajerem nie chce być i dodatkowo wola przetrwania, czyli przeżycia ma znaczenie. 


Czym jest okładkowy: Dirac Angestun Desert? Jest organizacją krzakiem, który zasadziła jedna osa i z tego zrobił się z tego straszny Wielki las w umysłach mieszkańców centralnej planety Imperium Syrjskiego Direct? 


Dlaczego on James Mowry? Spędził dzieciństwo na Direct, no i mówi akcentem jednym z akcentów mashani. Do tego wygląd ma odpowiedni i jak się okazało milion innych predyspozycji. I tym sposobem układ sił na wojnie się zmienia. James Mowry został bohaterem z przypadku, trochę jak Bill z książki “Bill, bohater galaktyki” Harry’ego Harrisona. Widać czasami zwykli ludzie zostają wplątani w te wielkie historie, które czasem losy świata zmieniają. Częściej literatura historyczna tego doświadcza, ale jak widać gatunek sf też ma takie potrzeby. 


Książka jest ciekawa, może być interesującą jak ktoś lubi czytać kryminały, typu ucieczki przed policją, pościgi, pokazanie myślenia sprawcy i ścigających. To również nadaje dynamiki akcji powieści. Ta książka pokazuje, że gatunek sf może okazać się na tyle szeroki, że zainteresować może całkiem duże spektrum czytelników. Książka jest świetna. Polecam.


wtorek, 18 listopada 2025

Harry Harrison, Przestrzeni! Przestrzeni!

 Harry Harrison,



 Przestrzeni! Przestrzeni!


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2019 r. 

ISBN:  9788380626089

liczba str.: 288

tytuł oryginału:  Make room! Make room!

tłumaczenie: Radosław Kot

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4892609/przestrzeni-przestrzeni/opinia/94270142#opinia94270142




W wyzwaniu Book Trotter kończące 2025 r. padło na miasto Nowy Jork, stąd wybór książki pt. „Przestrzeni! Przestrzeni!” Harry’ego Harrisona. Mamy tutaj krajobraz przed apokaliptyczny, dość szczegółowo opisany. W sumie mamy dość dziwny zabieg, wrzucenie w tą koncepcję świata w ruinie motyw typowo kryminalny. Czy czytelnikom klasyki sf ten zabieg może się spodobać? Autora odpowiedź na tak zadane pytanie nie obchodziła. Liczyła się dla niego opcja opisania życia codziennego Nowojorczyków, a konwencja kryminału pasowała Harrisonowi do koncepcji.


Na pewno to było szokiem dla czytelników z Ameryki z czasów budowania powojennego dobrobytu. Bo nie ma opcji musiało być bardzo wstrząsające, że wszystko co dobre kiedyś się skończy. A świat stanie się globalną wiochą nie dlatego, że połączą nas szybkie światłowody internetowe, ale dlatego, że miejsce zdatne do życia skurczy się. A miasto takie jak Nowy Jork bardziej będzie przypominać Bejrut lub Bombaj niż nieformalną stolicę świata cywilizowanego, którą każdy chciałby odwiedzić.


Literacko czytelnik bez problemu odnajdzie nawiązania do tej książki w „Bastionie” Kinga. A także nasz Lem interesował się tą książką. Pewne zbieżne idee i koncepcje da się odnaleźć w „Kongresie futurologicznym”. Różnica jest taka, że Śniący przybysz z przeszłości z zewnątrz obserwuje tą rzeczywistość. U Harrisona bohaterami i obserwatorami są miejscowi tubylcy i w tym sensie są ograniczeni. Inna mniej ważna różnica, że Lem prognozował globalne ochłodzenie, a u Harrisona mamy znaczne ocieplanie się klimatu. W koncepcji przyrostu naturalnego obydwaj panowie byli zgodni, że wzrost populacji będzie, i jej ustawowe ograniczenie, w chińskim stylu, będzie konieczne.


Jak wspomniałem, że bohaterami książki są zwykli ludzie, policjant Andy, jego przyjaciel Sol, jego dziewczyna Shirl. Do do tego grona dołączył przestępca, złodziejaszek i morderca Billy Chang, chińczyk z Tajwanu. Sprawa zabicia Mike’a O’Briena, zwany był Wielkim Mike’m wydaje się prosta, ale, że był tzw. człowiekiem z miasta, czyli gangsterem, powiązanym z politykami, to nadano jej priorytet. Po prawdzie pies z kulawą nogą płakał po takim łajdaku. Jednak przyjęto założenie, że zabójca Wielkiego Mike’a mógł być kimś znacznym. W przypadkową prawdę nikt nie chciał wierzyć. I stąd całe to zamieszanie. Andy prowadził śledztwo przez kilka miesięcy. A czytelnik poznał miasto i jego mieszkańców w tym czasie zagłębiając się w lekturę z uwzględnieniem czwórki bohaterów oczywiście.


Jest też piąty bohater, raczej drugoplanowy, katolicki ksiądz Piotr. Nadał on temu zamieszaniu rys religijny, millenarystyczny ściślej. Interpretował on wydarzenia, że koniec świata jest bliski, bo mamy milenijny rok 2000. Ksiądz jest przekonany, że jest Antychryst i nierządnica Babilońska z bajzlu robi bajzel. Rzecz jasna ksiądz wie, kto jest tym Antychrystem, ale przezornie tożsamości jegomościa nie zdradza. Jak na osobnika uchodzącego za kompletnie szalonego, to jest bardzo racjonalne podejście do sprawy. Ta postać istnieje, ale większej mocy sprawczej nie ma.


Książka jest niewątpliwie interesująca. Inna bajka, czy pozostałych uczestników czytelniczej akcji interesuje literacka koncepcja Nowego Jorku w ruinie. No ale Harrison uznał, że jest ona potrzebna, bo ludzkie potrzeby rozwalania planety są przerażające. Książka jest ciekawa, acz momentami rzeczywiście straszna. Warto przeczytać. Polecam.


                           



piątek, 7 listopada 2025

Mike Resnick, Okręt flagowy

Mike Resnick, 


Okręt flagowy


cykl: StarShip, t. 5


Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania 2011 r.

ISBN   9788375743265

liczba str.:  426

tytuł oryginału; Starship: Flagship

tłumaczenie: Robert J. Szmidt

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/85847/starship-okret-flagowy/opinia/94396672#opinia94396672



Nadszedł wreszcie ten czas, żeby zakończyć czytanie tej genialnej przecież serii. Przy czym przyznać trzeba, że jest najmniej prawdopodobna jest ta piąta część zatytułowana „Okręt flagowy” . No bo co my tu mamy​?


Winston Cole i jego ekipa, która dysponuje kilkoma tysiącami statków realizuje ten szalony zamysł, obalenie Republiki, a przynajmniej jest to koncept zmiany na lepsze np., żeby nie było ludobójstwa w kosmosie. Rzecz jasna termin jest umowny, bo dotyczy też kosmitów, a w tym uniwersum inteligentnych obcych nie brakuje. Te siły zbrojne pod komendą Cole,a wystarczą na zdobycie planety lub kilku globów, ale nie, żeby wygrywać z kosmicznymi gigantami Republiką lub Teroni. No ale kto jak nie on? Największy banita w galaktyce uratuje Republikę przed nowym, tajemniczym zagrożeniem. Wiem, kupy się to nie trzyma, ale buja, czyli działa i jest dobrze.


Najdziwniejsza jest ta zbieżność, akcji Rubinosów z atakiem na Delorus VIII, centralną planetę Republki z tym co kombinuje Winstone Cole. Można przypuszczać, że działalność szpiegowska miała miejsce. I to jest ciekawostka na ile akcja Cole’a miała wpływ na to co kosmici z Rubino V planowali od bagatela 500 lat. Chłopaki na tyle dają radę, że gdyby nie geniusz Cole’a, kto wie jakby to zamieszanie się skończyło. Spojler już był od początku, że działalność Cole’a to schyłkowa Republika i początek ery Demokracji. Przypuszczać można, że da się domyśleć, że sam Cole będzie miał z tym coś wspólnego. Na pewno utrudnia życie w dedukcji fakt, że Cole i jego podwładni kręcą się po rubieżach galaktyki i tylko z tego powodu ta część robi wrażenie naciąganej.


Niewątpliwie ma duże znaczenie autorytet samego Cole’a i wpływ jaki miał na nowych ludzi, którzy przybywali i walczyli ramię w ramię. Nie ma opcji najbardziej krytyczni byli republikanie, którzy wczoraj z Cole’em jako buntownikiem walczyli, ale też oni się szybko przekonali o nieszablonowych kompetencjach Cole’a i bez szemrania przyjmowali dowództwo i robili co trzeba. Na pewno ta część pokazała, że jego umiejętności interpersonalne były na wysokim poziomie. Pokazane zostało przez autora, że machina wojenna pod komendą kompetentnego dowódcy jest dobrze naoliwioną maszynerią. Cole kiedy trzeba stoi na mostku kapitańskim i dyryguje bitwą, a kiedy są luzy zamyka się w kajucie i śpi. Zresztą podobne podejście zaleca każdemu, bo kiedy trzeba działać każdy musi być sprawny i gotowy do walki, czy to będzie głowa, ręce czy nogi, których trzeba użyć do wykonania rozkazu, w zależności od pełnionej funkcji na statku kosmicznym.


Wprawdzie nie trudno się domyśleć jakie są końcowe rozstrzygnięcia warto przeczytać tą piątą część cyklu pt. "StarShip”, tak samo jak cztery poprzednie. Rewelacja.