środa, 8 kwietnia 2026

Andrzej Sapkowski, Boży bojownicy

Andrzej Sapkowski, 


Boży bojownicy


cykl: Trylogia husycka, t. 2


Wydawnictwo: superNOWA

Data wydania: 2020 r.

ISBN:  9788375781403

liczba str.: 635

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4970629/bozy-bojownicy/opinia/97480956#opinia97480956



Książka pt. „Boży bojownicy”, czyli druga cyklu zatytułowanego „Trylogia husycka” podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza to epizod praski, jak zapewne czytelnicy pamiętają Reinmar z Bielawy tam studiował, więc czuł się tam jak u siebie, znał miasto, ludzi itp. Dał się też przekonać do husyckiej doktryny kielicha. Co spowodowało powrót na Śląsk razem z wojskami hejtmana Prokopa Gołego. A jak pamiętamy liczni wrogowie zacierają rączki i czają się, żeby go dopaść. Co poskutkuje iście wiedźmińskim wyborem: być pogardzanym jako zdrajca swojej sprawy, czy być wiernym husytą i być pewnym, że z tego tytułu na Śląsku żyć mu nie dadzą.


Akcja, która toczy się w Pradze jest w miarę spokojna, jak na standardy tego bohatera rzecz jasna. Reynewan interesuje się wiedzą zielarską, co z punktu widzenia Inkwizycji ma troszkę mniejszy kaliber niż czarowanie, ale i tak podpada. Poznaje też aptekarzy alchemików i czarowników, którzy mają w podziemiach zacną bibliotekę. No ale jak nietrudno domyśleć się przyjdzie Reinmarowi i jego kompanom Pragę opuścić. Przed wyjazdem został ostrzeżony, żeby unikać zamku Troski i gdzie się pcha? Tak, tak, dokładnie tam, na zamek Troski.


No ale jakoś radzi sobie z czeskimi przygodami, po to, żeby działo się na Śląsku, przypomina sobie o pięknej Nikolettcie, która miała być Katarzyną, a okazała się Juttą de Apolda. Nietrudno się domyśleć, że były motywy całkiem przyjemne jak udane miłosne schadzki. Jednak kłopotów też było co niemiara. Ponieważ „starzy znajomi” o Reynewanie bynajmniej nie zapomnieli i za pośrednictwem Jutty, o niej z kolei dowiedzieli się od torturowanych husytów, bo byli zainteresowani tym co słychać u młodego szlachcica z Bielawy. No i stało się! Momentami było to bolesne, bo były ciosy, czas spędzony w lochu i tego typu podobne „przyjemności”. Był też szantaż, że jego kobietę spotkają przykre, delikatnie mówiąc, atrakcje, a na co tych panów stać Reynewan wiedział doskonale.


Opisów wojny przypominających raczej wojnę nowoczesną niż tą kojarzoną z eposów średniowiecznych jest w książce multum. Płoną wioski i miasta, drogi są pełne uchodźców, którzy nie mają gdzie się podziać. Pełno jest rannych, grupka husytów, w tym Reynewan mają szczęście, bo na skutek paktu kurują się w szpitalu w jednym z ocalałych z ogólnej pożogi miast, Chociaż lekko nie jest, bo tubylcy są wrogo nastawieni do heretyków. Bitwy przedstawione przez Sapkowskiego to po prostu krwawa jatka, jakby to G. R. R. Martin powiedział „uczta dla wron”.


No ze środkowym tomem trylogii wiadomo jak jest, po prostu akcja się toczy, czytelnik jest wciągnięty w wydarzenia, no ale do finału jest daleko. Wątpliwości w tej materii nie ma z tego tytułu że wiemy, że Sapkowski jest mistrzem znakomitej opowieści i czytelnik wie z góry, że będzie dobrze i tak rzeczywiście jest. Książka jest niesamowita, przy okazji to jest tak wybitne studium mentalności ludzi średniowiecza, że tą książkę i całą trylogię także pod tym kątem warto przeczytać. Jest naprawdę ciekawie i czytelnik jest ciekaw co będzie dalej i ile jest potrzebnych cudów, żeby Reynewan wyszedł w jednym kawałku z tych wszystkich opresji, w które najczęściej się sam pakuje, bo jakaś piękna białogłowa m. in. zawróci mu głowę swoimi sprawami. Jest dobrze, jest genialnie, świetnie, dobrze wykreowani są bohaterowie literaccy. Zdecydowanie polecam. Warto przeczytać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz