Andrzej Sapkowski,
Lux perpetua
cykl: Trylogia husycka, t. 3
Wydawnictwo: superNOVA
Data wydania: 2006 r.
ISBN: 9788370541897
liczba str.: 580
tytuł oryginału: --------
tłumaczenie: --------
kategoria: powieść historyczna
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4925/lux-perpetua/opinia/646461#opinia646461
Przeczytałem ostatnią część cyklu pt. „Trylogia husycka” , rzecz jasna autorem jest Andrzej Sapkowski. Ta część ma tytuł „Lux perpetua” i niewątpliwie jest ciekawa. O tyle nic nowego, że czytelnik praktycznie z góry wie, że Reinmar z Bielawy pakuje się w kolejne poważne kłopoty, ugania się za spódniczkami i bierze udział w wojnie religijnej po stronie husyckiej. Był podobny dylemat zdradzić swoich czy nie. Zachował się troszkę gorzej, ale zdrady nie było, wojska czeskie przeszły bród, a armie książąt niemieckich czekały gdzie indziej z zasadzką. No ale wiemy przecież, że Sapkowski nie byłby sobą gdyby nie wyszłaby z tego banalnego motywu genialna opowieść.
Zaczął autor mocnym akcentem mamy katedrę we Wrocławiu pełną wiernych, wychodzi na ołtarz biskup Konrad z Oleśnicy i rozpoczyna procedurę klątwy kościelnej na Reinmara z Bielawy, bo wiadomo kacerz, heretyk, czarownik, a przede wszystkim wróg samego biskupa, który bezczelnie ośmiela się żyć i rozrabiać. No a potem może być już tylko lepiej. Na pewno widać, że to nie jest np. wiek XI, gdzie nawet królowie i książęta drżeli przed anatemą, a pomoc wyklętemu była interpretowana jako wspieranie wszystkich sił piekielnych razem wziętych. Tutaj może tej klątwy bohaterowie nie olewali, ale mimo obaw potrzebne wsparcie, nawet w samym Wrocławiu, Reynewanowi było udzielane i ku przerażeniu wrogów działał dalej, chociażby poszukiwał swojej ukochanej, szlachetnej, Jutty.
Oczywiście nie brakuje elementów kojarzonych raczej z książkami fantasy. Chociażby postać jednego z czarnych jeźdźców. Girhard Grelenord, bo o nim mowa, i jego czarni jeźdźcy, mimo wojennej pożogi i wszechogarniającej przemocy budzili nie mniejsze przerażenie niż chociażby Nazgule w twórczości Tolkiena, czy jeźdźcy Dzikiego Gonu z „Sagi o Wiedźminie”, znani też z gier, zwłaszcza z trzeciej odsłony serii gier o przygodach Geralta z Riwii. Natomiast wracając do Girharda Grelenorta, zwanego też Pomurnikiem, który jest tutaj ponurym narzędziem w rękach biskupa wrocławskiego, jego obrzydliwość jest tak okropna, że jest praktycznie nie do opisania. Gdy ludzie dowiedzieli się o śmierci tego rycerza odetchnęli z ulgą i szli na imprezę. Bo to był powód do radości, że świat stał się choć odrobinkę lepszym miejscem do życia, mimo że było jak było. Kreując tą postać Sapkowski wykazał się literacką maestrią, bo w każdym czytelniku wzbudza on permanentną grozę. Czytelnik z całego serca kibicuje Reynewanowi, żeby tego czorta, będącego złem wcielonym, wreszcie trafił szlag!
Jeżeli czytelnik jest czymś rozczarowany, to tym, że to już koniec, no bywa, "coś się kończy, coś zaczyna”, jakby to mistrz Sapkowski powiedział. Wiemy też i dumamy, czy nie dało się inaczej, że Reynewan z tych przygód wyszedł strasznie poturbowany życiowo i był zgorzkniały. Czytelnik się głowi czy on nie jest przypadkiem jednym z bardów czy mnichów, którzy odgrywają rolę kogoś w rodzaju narratorów tej „opowieści opowiadanej dla zwykłej draki”* jakby to Kazik Staszewski zanucił. A tak poza tym ta cała trylogia jest po prostu arcydziełem łączącym dwa gatunki powieść historyczną z fantastyką. Zdecydowanie książkę i całą trylogię trzeba przeczytać.
Ad.
* Cytat z piosenki Kazika Staszewskiego pt. ”Celina” , https://www.tekstowo.pl/kult/celina

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz