niedziela, 5 lutego 2017

 A. J. Kazinski, 





Sen i śmierć 




cykl: Niels Bentzon, t. 2 






Wydawnictwo:Amber
Data wydania: 2016 r. . . . 
ISBN: 978324160594
liczba str: 464
tytuł oryginału:  Søvnen og døden
tłumaczenie: Elżbieta Frątczak - Nowotny  
kategoria: kryminał 




 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:   














Cykl ”Niels Bentzon” dwóch duńskich pisarzy o pseudonimie Kazinski mnie zafascynowała. Są to powieści tak niesamowicie głęboko psychologiczne, a jednocześnie autorzy ujawniają, że filozofowanie jest integralna części natury ludzkiej, więc siłą rzeczy musi być to swoista refleksja filozoficzna. Są to rozważania na temat tego, czy tam po drugiej stronie rzeczywiście coś znajdziejmy. A jeśli rzeczywiście coś jest czy nie wynika z tego, że w religiach, przynajmniej tych monoteistycznych, dla nas chrześcijan będzie to oczywiście doktryna Kościoła katolickiego, jest sporo prawdy, że warto wierzyć, bo oprócz naszego życia, które mamy tutaj istnieje coś jeszcze po śmierci. W książce autor uznał to za pewnik i wokół tego usnuł całą akcje drugą część przygód policjanta z Kopenhagi Nielsa Bentzona. 


Książka jest dosyć trudna w odbiorze, mimo, że przecież nominalnie to jest kryminał, ale materia zagadnień, kombinowanie co niektórych, chciane lub wymuszone, z własnym życiem i śmiercią, a także o dziwo powrotami stamtąd jest skomplikowana, także dyskurs o samobójstwie. W tej książce jest zawarte ryzyko, że może namieszać, na pewno lepiej nawet o tym nie myśleć, a dopiero co próbować kombinować, bo to takie fajne np. Dicte, jedna z bohaterek i jej znajomi, porównywała problem podróż w zaświaty do podniecenia seksualnego. Odbywali oni tajemnicze rytuały mające przygotować uczestników do podróży w zaświaty w czasie tych rytuałów odbywano stosunki seksualne z przypadkowymi osobami nawiązując tym samym do niektórych starożytnych rytuałów religijnych, w tym np. do prostytucji sakralnej. 


Motyw kryminalny jest interesujący. Dicte van Hauen, primabalerina w balecie z Teatru Królewskiego w Kopenhadze, popełniła samobójstwo. W sprawie, czyli w próbie zapiegnięciu targnięciu się na życie Dicte próbował zapobiec oczywiście Niels Bentzon jako negocjator policyjny. Nie udało się, jest wkurzony, bo to jego pierwsza porażka na gruncie zawodowym. Detektyw jest przekonany, że Dicte popełniła samobójstwo ponieważ się bała i uznała samobójstwo za rozsądną próbę wyjścia z sytuacji. Sekcja zwłok Dicte przyniosła zaskakujące rezultaty, wynikało z niej, że Dicte się utopiła. A to niezła zagwozdka kryminalistyczna, utopić się na torach kolejowych i moment śmierci wszyscy widzieli, nakręciła to również telewizja. W trakcie prób rozwikłania zagadek sprawa komplikuje się coraz bardziej. Niels Bentzon zaciera ręce i bierze się do roboty. 


Zdecydowanie polecam przeczytanie tej książki.

środa, 1 lutego 2017

Natalia Budzyńska, 





Matka męczennika. 
Poruszająca opowieść o Mariannie Kolbe





Wydawnictwo Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data wydania: 2016 r. . 
ISBN:  9788324043095
liczba str.: 272
tytuł oryginału: ------------
tłumaczenie: ----------
kategoria; religia




 


 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:






Przyszedł czas na kolejną książkę z zagadnień związanych z religią, jest to książka Natalii Budzyńskiej zatytułowana „ Matka męczennika. Poruszająca opowieść o Mariannie Kolbe”. Wynika z tego, że nie jest to książka typowo religijna choć o religii sporo autorka się rozpisuje bowiem mamy tu do czynienia ze św. o. Maksymilianie Kolbe i jego rodzinie. Na pierwszym planie autorka postanowiła umieścić matkę o. Maksymiliana. Wiadomo każdy ma jakąś rodzinę w której został wychowany i to na każdego z nas wpływa w dorosłym życiu. Oczywiście nie mam zamiaru nawiązywać w jakikolwiek sposób do swojej sytuacji rodzinnej. Już pewnie przy okazji którejś recenzji wspominałem, że pisana przeze mnie recenzja jest tylko i wyłącznie recenzją i pisząc swoje opinie na temat książki zajmuje się tym co jest w książce, a także jakie mam skojarzenia odnośnie z treścią powieści. Czasami pojawiają się analogie z innymi książkami, a czasem pojawiają się rozważania z zakresu filozofii, religii, historii lub polityki, rzadziej są inne. Jeżeli nawet pojawi się coś związanego z jakąś konkretną sytuacją życiową moją lub innych osób są to tylko i wyłącznie skojarzenia przypadkowe. Wynikają one z tym, że zajmując się książką i myśląc tylko o konkretnej książce po prostu siłą rzeczy mogą się pojawić motywy zbieżne z moją sytuacją życiową. Nigdy nie było w moich recenzjach intencji obrażania kogokolwiek. Owszem mam zwyczaj stosować swego rodzaju prowokacje intelektualne, ale ich cel jest jeden, zrecenzowanie książki w moim stylu, wychwycenie czegoś co jest moim zdaniem ciekawe warte opowiedzenia o tym. Przepraszam, jeśli mimo to zdarzyło mi się kogoś urazić. Wprawdzie uważam to za coś oczywistego, ale uznałem za stosowne z własnej woli o tym przypomnieć. Wracając do tematu książki Budzyńska pisze bardzo ciekawie o rodzinie Kolbów, próbuje wychwycić ich mentalność, realia czasów w których żyli, gdzie żyli, czy żyło im się dostatnio, czy mieli problemy finansowe. Ważne było tutaj, że cała rodzina była bardzo pobożna i chodziła do kościoła. 


Oczywiście pobożność tej rodziny nie ograniczała się tylko do uczestnictwa we wszelkich rytuałach religijnych, ale także o to, że Kolbowie żyli wiarą. Małżeństwo Marianna ( 1870- 1946 ) i Juliusz Kolbowie (1871 – 1914 ) po odchowaniu dzieci: Franciszek ( 1892 -1945 ), Rajmund, o. Maksymilian ( 1894 - 1941 ), Józef ( 1896 – 1930 ), Walenty ( 1897 – 1998 ), Antoni ( 1900 – 1904 ), dokonali wyboru polegającego na tym, że zostali białym małżeństwem, zaprzestali współżycia. De facto był to rodzaj separacji. Marianna wyjechała do Krakowa, gdzie resztę spędziła w klasztorze. Oczywiście interesowała się losem synów, dwaj z nich to księża o. Maksymilian i o. Alfons.


Bracia Kolbe prowadzili z wielkim rozmachem działalność duszpasterską, założyli gazetę „Rycerz Niepokalanej”, która w szczytowym okresie funkcjonowania osiągnęła nakład 200 tysięcy egzemplarzy oraz „Mały Rycerzyk Niepokalanej”, a także prowadzili radio katolickie: „Radio Niepokalanów”. Głównym założeniem braci Kolbe było docieranie z dobrą nowiną nie tylko do osób wierzących, ale także bracia Kolbowie mieli misję ewangelizować ludzi którzy są daleko od kościoła. Dlatego też linia pisma i radia była chrześcijańska to oczywiste, ale też nie miała ona odrzucać na wejściu tych o innym światopoglądzie, którzy wezmą do ręki gazetę. 


Oczywiście motyw męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Kolbe jest wam zapewne znany. Ksiądz zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu . Budzyńska pisze o okolicznościach aresztowania Kolbe’ego. Potem mamy dalsze losy duchownego w Warszawskim więzieniu na Pawiaku. A potem trafił do obozu koncentracyjnego, gdzie zmarł 14 sierpnia 1941 r. 


Książka mnie zainteresowała. Autorka w ciekawy sposób nakreśliła postać świętego o. Maksymilinana i jego rodziny. Warto przeczytać. Polecam.

wtorek, 31 stycznia 2017

Christie Agatha,  




Morderstwo w Orient Expressie



cykl: Hercules Poirot, t. 26 
  



Wydawnictwo:Wydawnictwo Dolnoślaskie
Data wydania: 2014 r. . 
ISBN:   9788327151773
liczba str. 264
tytuł oryginału:  Murder on the Orient Experess
tłumaczenie: Marta Kisiel - Małecka 
kategoria: kryminał





 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 

 


 






Skusiłem się na przeczytanie 26 tomu przygód detektywa Herkulesa Poirota, jednego z ulubionych bohaterów znanej pisarki, autorki kryminałów Agathy Christie. Czasem warto sięgnąć do klasyki danego gatunku, nawet jeśli to nie jest ulubiony gatunek jak chociażby w moim przypadku. Na pewno przekonałem się jedno Christie jest mistrzynią w tworzeniu specyficznego klimatu tego typu powieści. Bohater, wspomniany Herkules Poirot jest postacią nietuzinkową, przez niektórych bohaterów bywa nazywany małym kurduplem, no ale widać ten się nie przejmuje swoim niskim wzrostem, tylko niczym cesarz Napoleon Bonaparte uparcie walczy z wrogami, którzy naruszają ład i porządek. Widać ludzie niskiego wzrostu mają paskudny zwyczaj dawać się światu zdrowo we znaki. Co ciekawe główny bohater detektyw używa bardzo skutecznej broni jaką jest intelekt. Poirot drogą dedukcji intelektualnej psychologicznie rozpracowuje osoby, które przesłuchuje dopatrując się najdrobniejszej nawet nieścisłości w zeznaniach, perfekcyjnie wyczuwa wszelkie kłamstwa i ludzkie dwulicowości. Tak dokładnie detektyw ocenia postawy ludzi których przesłuchuje jako członek komisji śledczej powołanej przez firmę Wagon Lit w celu uproszczenia sprawy policji  jugosławiańskiej zanim pociąg będzie mógł ruszyć dalej.


Autorka ma zwyczaj zachowywać w swoich książkach Arystotelesowską jedność czasu i miejsca. *W tym przypadku to o tyle dziwnie, że przecież chodzi o pociąg, legendarny Orient Express, który podąża przez kawał Europy na trasie Stambuł – Calais. No ale dało się coś z tym zrobić, po prostu pociąg ugrzęznął w zaspie śnieżnej, gdzieś w Jugosławii. W końcu było nie było  „jest zima, więc musi być zimno. Sorry taki mamy klimat” **. Ta katastrofa naturalna unieruchomowiła pociąg na jakieś kilkadziesiąt godzin, a więc spowodowała, że główne założenia literackie pisarki mają tutaj miejsce, a po drugie pokrzyżowało plany mordercy. Gdyby pociąg pojechał dalej przestępca kimkolwiek jest byłby właściwie nieuchwytny, wsiadłby na jednej stacji, za chwile wysiadły na drugiej zanim sprawa się wydała, a tak wszyscy zostali uziemnieni w sensie dosłownym. Nie ma drogi ucieczki. Co ułatwia życie Poirotowi, który jako detektyw działa na zlecenie firmy Wagon Lit, w komisji śledczej działa oprócz Poirota Bouc, przyjaciel detektywa, szef firmy Wagon Lit, a także lekarz Constantine. Pociągiem podróżują ludzie różnych nacji, biznesmeni i arystokracja oraz służba, asystenci. Wiadomo podróż tym pociągiem była dość kosztowna, ale na tamte czasy dość szybka, podróż z Turcji do Francji trwała 3 dni, niektórzy pasażerowie podróżowali na jeszcze dłuższych dystansach. Poirot podróżował z Aleppo w Syrii, niektóre osoby z Bagdadu, a także z Indii, kilka przesiadek i wciągu tygodnia, plus minus, można było znaleźć się na drugim końcu świata. 


Mamy tu kryminał, jak się można domyśleć rozchodzi się tu o morderstwo. Brutalnie zamordowany został sztyletem, zadano 12 ran, 3 z nich śmiertelne, z pozostałych pewnie Ratchett/Casetti uszedłby z tego cało. Najpierw denat został odurzony dużą dawką środków nasennych. Dla prowadzących śledztwo już samo to spowodowało niezłą zagwozdkę. Komplikacji było dużo więcej. Ciekawostką jest to, że wszyscy mają wiarygodne alibi, a przecież cudów nie ma. Morderca nie wyparował, bo nie miał gdzie i jak. Znajduje się w pociągu. Trzeba jeszcze dodać, że Casetti był gangsterem, porywał dzieci dla okupu, niektóre z nich były zabijane. Wszyscy pasażerowie, w tym detektyw i pozostali członkowie komisji śledczej byli zgodni, że Casetti to paskudny osobnik i na to sobie zasłużył co go spotkało. Jednak nie zmienia to w niczym postaci rzeczy, że morderstwo jest morderstwem, niezależnie od tego czy ginie aniołek czy czort wcielony. Czy sprawa zostaje rozwiązana? 


Wiadomo jaka jest logika kryminałów, zwłaszcza jeśli Poirot bierze sprawy w swoje ręce, ale i tak jestem przekonany, że będziecie zaskoczeni. Nic innego nie pozostaje wam moi drodzy czytelnicy jak wziąć w książkę w garść i przekonać się jak to autorka rozwiązała.
Zdecydowanie polecam.






Ad.
*Ten cytat pani minister Ewy Bieńkowskiej z PO jest wam z pewnością doskonale znany, kontekst jak najbardziej pasuje, bo to o kolej właśnie chodziło.
** Arystoteles o tej koncepcji pisze w „ Poetyce”, że w tragediach musi być zachowana jedność, czasu, miejsca i akcji, tzw. zasada trzech jedności

czwartek, 26 stycznia 2017

Paul Grossman, 




Dzieci gniewu 




Wydawnictwo: Sine Qua Non 
Data wydania: 2015 r. . . 
ISBN:  9788379243266
liczba str.; 368
tytuł oryginału:  Children of Wrath
tłumaczenie: Agnieszka Brodzik 
kategoria: kryminał 





 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 


 




Przeczytałem książkę „Dzieci gniewu” Paula Grossmana. W biblijnej terminologii dzieci gniewu to osoby, które nie zostały obdarowane przez Boga łaską wiary. I być może właśnie ten tytuł ma uzasadnienie, bo chociaż nominalnie jest to kryminał, to w tej głębszej warstwie jest to książka historyczna w której są zawarte interesujące psychologiczne analizy dlaczego Niemcy wybrali Hitlera, nie tylko na kanclerza, czy fuhrera, ale przede wszystkim na zbawcę swojego narodu. Te analizy dają do myślenia, bo chociaż demokracja jest najlepszym ustrojem, to istnieje niebezpieczeństwo wykolejenia się spraw państwowych jeśli odda się stery ludziom których można podejrzewać o to, że są nieodpowiedzialni, to można mieć pewność, że sprawy państwowe przybiorą zły obrót. Tak się wydarzyło w ostatnich latach Republiki Weimarskiej, co doprowadziło do jej upadku i powstało nowe Niemieckie państwo zwane też III Rzeszą. 


W sumie wydarzenia historyczne są ogólnie znane, ale ciekawe są opisy z psychologicznego punktu widzenia, dlaczego ludziom ideologia nazistowska wydała się atrakcyjna. Grossman wskazuje na Wielki Kryzys, a więc bezrobocie i bieda szerokich rzesz, no i też rewizjonizm, a więc ”trzeba nam nowej wojny i dokopać całemu światu, wtedy nam Niemcom będzie super”. Oczywiście to wszystkiego nie tłumaczy, tworzy to pewien psychospołeczny grunt, który zawsze radykałowie wykorzystują. Akcja toczy się od października 1929 r do września 1930 r. W 1929 r. sytuacja jeszcze jest normalna, jest to opis normalnego kraju, skutki Wielkiego Kryzysu nie były jeszcze znaczące, a im głębiej wydarzenia brną w 1930 r. jest coraz gorzej. Ludzie w dosłownym tego słowa znaczeniu dali się omotać Hitlerowi. Willi główny bohater słucha charyzmatycznej przemowy Hitlera i nawet on Żyd, jest pod wrażeniem, choć jednocześnie zdaje sobie sprawę, że skutki tego co Niemcy sobie zafundowali będą fatalne. 


Ciekawy jest motyw zwierzęcy, autor z detalami opisuje chociażby jak transport wieprzowiny dotarł z Polski do Niemiec. No i dalej jak rzeźnicy według surowych standardów zajmowali się tym transportem. Opisów wykorzystywania zwierzęcych części ciała w sposób praktyczny jest jak bardzo dużo. A więc mamy tu idee recyklingowania wszystkiego, nic nie mogło się zmarnować. Dziwnym trafem czytelnikowi chodzi po głowie, że za kilkanaście lat inne transporty kolejowe będą szły w odwrotnym kierunku, a sposób recyklingowania zasobów ludzkich w obozach koncentracyjnych będzie łudząco podobny. Nawet wątek kryminalny świadczy o tym, że zbliżają się mroczne czasy. Wsławi się tutaj Ilse Kohler Koch, która wsławiła się swoimi katowskimi wyczynami na tyle, że więźniowie obozu nazywali ja dziwką z Buchenwaldu.


Motyw kryminalny oczywiście jest, policjant z komendy znajdującej się przy Aleksanderplatz w Berlinie prowadzi śledztwo w sprawie dzieciobójców. Dzieci są zabijane, a ich kości gotowane. Wynika z tego, że sprawcy doskonale wyczuli zbliżający się trend, a ich umiejętności będą w nowych trudnych czasach jak najbardziej przydatne. 


Książkę zdecydowanie polecam. Koniecznie trzeba przeczytać.

środa, 18 stycznia 2017

 o. Timothy M. Gallager,


 

Rozeznawanie duchów. 

Święty Ignacy uczy jak świadomie kroczyć przez życie

 

 

 

Wydawnictwo: WAM
Data wydania: 2016 r. 
ISBN:  9788327701862
liczba str.: 408
tytuł oryginału: The Discernment of Spirits: An Ignatian Guide to Everyday Life
tłumaczenie: Marek Chojnacki
kategoria: religia





 


 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 
 
                                                                                                      

 

 


 



Ojciec rekolekcjonista Timothy M. Galagher w książce zatytułowanej
 „ Rozeznawanie duchów. Św. Ignacy uczy jak świadomie kroczyć przez życie” zajmuje się 14 regułami rozeznawania duchów św. Ignacego Loyoli. Te reguły są to ćwiczenia duchowe pomagające w podążaniu przez życie drogą wiary, sprawiając tym samym, że sama wiara będzie bardziej uduchowiona. Istotnym elementem tych reguł jest walka z grzechem własnymi słabościami, określana też w dyskursie teologicznym jako walka z nieprzyjacielem , po prostu szatanem, Te 14 reguł dotyczy bardzo ważnych problemów: odchodzenia od Boga, a więc pojawiających się wątpliwości, powrotów do Boga, a więc ożywianie wiary na nowo, dalej pocieszeń duchowych, strapień duchowych. Omawiane są wszelkie rodzaje pocieszeń i strapień duchowych, także jak rozeznawać problemy. Celem tej książki jest przedstawienie tych koncepcji św. Ignacego, które mają pomóc czytelnikowi jak nauczyć się w swoim życiu duchowym pokornego i wytrwałego odróżniania dobrych duchów od złych. No i w efekcie rozeznawać to co jest dla każdego z nas dobre, prowadzi do Boga.


Autor omawiając te reguły świętego Ignacego omawia to wszystko na przykładach, chociażby świętych np. świętego Augustyna, Franciszka z Asyżu, innych znanych osób np. Pascala, kardynała Stefana Wyszyńskiego, i osób świeckich mniej znanych. Te przykłady mają uświadomić czytelnikowi, jak te osoby radziły sobie z rozeznawaniem duchów i walką ze złem. 


Cieszę się, że za pośrednictwem tej książki miałem okazję zorientować się na czym o wszystko polega, jednak te tekst nie jest tekstem prostym. Autor snuje tutaj typowo teologiczne rozważania. Wynika z tego, żeby w pełni zrozumieć materię zagadnień mam wrażenie trzeba mieć dobrą orientacje teologiczną lub przynajmniej mieć bardzo głęboką wiarę o znajomość teologii opartą. Na pewno warto zapoznać się z tą książką i przemyśleć to wszystko. 


Warto przeczytać.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Frederic Forsyth,



Psy wojny


Wydawnictwo: Albatros - Andrzej Kuryłowicz 
Data wydania: 2012 r. . 
ISBN: 9788376598741
liczba str.: 464
tytuł oryginału:  The dogs of war
tłumaczenie: Robert Waliś
kategoria: thriller






 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:



 

Nie ma opcji książki Frederica Forsytha powinien czytać każdy, zwłaszcza jeśli interesuje się tym co się dzieje na świecie, bo fikcja literacka kreowana przez tego autora jest wręcz genialnym odzwierciedleniem sytuacji politycznej. W ostatnich książkach autor zajmuje się chociażby zjawiskiem terroryzmu, a w „ Psach wojny” zajął się problemem Afryki. Książka traktuje o tym, że chociaż formalny kolonializm się skończył w sensie, że państwa Europejskie opuściły swoje kolonie, a kraje Afrykańskie odzyskały niepodległość. Pisał o tym Ryszard Kapuściński, że na początku była wielka radość wśród społeczności afrykańskich, ale ta euforia szybko opadła, bo zamiast oczekiwanego polepszenia warunków życia przyszło zdecydowane pogorszenie, ponieważ miejscowe elity nie były przygotowane do sprawnego zarządzania krajem. Efekt był taki, że powstały tam krwawe dyktatury, potem częste zamachy stanu, czasem długoletnie wojny domowe. No i mamy to co mamy wszechobecny głód, choroby, wykańczające społeczeństwo, a przeróżne siły rządzące światem, nie tylko państwa, ale i biznes prowadzą w tym rejonie świata coś w rodzaju nowego, dzikiego, przez nikogo niekontrolowanego, kolonializmu. Książka była uznana za kontrowersyjną, ponieważ sam autor był oskarżany o aktywny udział w próbie zamachu stanu w Gwinei Równikowej. 


I o tym właśnie traktuje ta książka, o jak to zostało ładnie i dosadnie tu nazwane, a więc ten przewrót jest próbą kradzieżą republiki dokonaną przez jedną z firm z Londyńskiego City. Za tym stoi konkretnie James Manson ambitny szef korporacji Manson Comsolidated, który dowiedział się o istnieniu Kryształowej Góry gdzieś na zachodnim wybrzeżu Afryki. Ta góra ma w sobie mnóstwo złóż naturalnych w tym drogocenną platynę, gdyby Manson zdołał przejąć kontrolę nad tą górą prawdopodobnie byłby najbogatszym człowiekiem na głobie. Przekalkulował sobie, że to się opłaci, trzeba tylko przejąć kontrolę nad republiką Zangaro, w której góra się znajduje, a złoża wydobyć, przetransferować na Zachód i sprzedać. Żeby zrealizować ten cel wystarczy jakieś 100 000 funtów, żeby wynająć ludzi, którzy żyją z zabijania, niezależnych najemników, są w tym dobrzy, bo przecierają szlaki na wszystkich wojnach. Uznano, że Cat Shannon jest najlepszy w te klocki, bo jest nie tylko świetnym zabijaką, ale też rewelacyjnym organizatorem, wszystko będzie miał dopięte na ostatni guzik, potrafi kreatywnie myśleć, no i ma zaufanie wśród innych najemników, i jak to wynikało ze spekulacji szefa firmy to powinno wystarczyć. Shannon bierze się za robotę. Celem zamachowców ma być zabójstwo prezydenta Republiki Zagaro Jeana Kimby, a ustanowienie nowego prezydenta Bobiego, wojskowego, politycznego wroga Kimby. Akcja się rozpędza Shannon bierze się do roboty. Organizuje wszystko drobiazgowo, autor opisuje te przygotowania niezwykle drobiazgowo. A dalej w końcu musi dojść do wydarzeń w Republice Zangaro.
Pytanie, wydaje się oczywiste, jaką rolę odegra Cat Shannon? 


Autor w świetny sposób opisał mechanizm styku biznesu i polityki, a więc połączenia władzy z niewyobrażalnie dużymi pieniędzmi. Koniecznie trzeba przeczytać.

niedziela, 15 stycznia 2017

Gabriel Garcia Marquez, 

 


Sto lat samotności 



Wydawnictwo: De Agostini Polska
Data wydania: 2001 r. .
ISBN:  8373161538
liczba str.: 437
tytuł oryginału:  Cien Años De Soledad
tłumaczenie: Grażyna Grudzińska, Piotr Carlson 
kategoria: literatura współczesna 




 
 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
 




Warto było zrobić powtórkę czytania książki zatytułowanej „Sto lat samotności”, której autorem jest Gabriel Garcia Marquez. Książka stała się klasykiem literatury, za którą Marquez w 1982 r. otrzymał literacką nagrodę Nobla, ta książka rozpoczęła trend na literaturę iberoamerykańską. W moim przekonaniu jest to jak najbardziej zasłużone bowiem pisarze piszący w językach hiszpańskim i portugalskim w genialny sposób kreują rzeczywistość literacką dokonując tym samym opisów świata realnego, często jak w przypadku literatów bywało dokonując przeróżnych przejaskrawień. Nie inaczej jest w tej książce, która jest opowieśćią o rodzinie Buendiów. 


Odnośnie akcji mamy tutaj fikcyjną miejscowość Macondo, wieś gdzieś w Kolumbii, której założycielami była rodzina Buendiów. Mamy tu opisane w książce dzieje siedmiu pokoleń Buendiów, które są wtłoczone w historię tego miasta. Są tam takie wydarzenia jak wojny domowe rewolucje, zmiany na szczeblach władzy, dotyczy to Buendiów o tyle, że co niektórzy z nich robią karierę w wojsku i jak to bywa w systemach autorytarnych opowiedzenie się po tej właściwiej stronie to często sprawa życia i śmierci w sensie dosłownym i co niektórzy bohaterowie rzeczywiście trafiali pod pluton egzekucyjny. W rodzinie w przypadku męskich potomków dominują imiona; Aureliano, Jose Arcadio, Arcadio Jose, no i numeracja, żeby odróżnić jednego bohatera od drugiego. 


Oprócz rodziny Buendiów mamy oczywiście bohaterów spoza tej rodziny, to oczywiste, bo w jakąś rzeczywistość Buendiowie zostali uwikłani, często są to kochanki np. Pilar Ternera, a także cyganie przejeżdżający przez wieś. Najbardziej tajemniczą postacią jest cygan Melquiades, postać na tyle tajemnicza, że co niektóry uważają go za czarownika, pewnie utwierdza ich w przekonaniu fakt, że Melqiades parał się alchemią. Próbował szczęścia Jose Arcadio i przepuścił w ten sposób fortunę rodziny, bo jak się okazuje jest to niezwykle kosztowne hobby. Melqiades, który powrócił po raz kolejny do wsi obdarował mieszkańców eliksirem przeciwko zapomnieniu. To m. in. dzięki cyganom oraz wojnom mieszkający na odludnej prowincji mieszkańcy Macondo dowiadywali się co się dzieje na świecie, z opóźnieniem ale jednak trafiały do wsi wynalazki, tak samo jak wiedza o współczesnym świecie. 


Buendiowie byli w posiadaniu tajemniczego manuskryptu napisanego, w starożytnym języku, sanksrycie, było tam coś o stuleciu samotności, czy uda się odczytać manuskrypt i czy coś z tego wyniknie? 


Historię Macondo można interpretować, że jest tutaj nawiązanie do tego co mamy w Biblii ten świat ma swój początek i koniec, i niewątpliwie to ma jakieś uzasadnienie. Ja jednak mam nieodparte wrażenie, że bardzo widoczny jest tutaj kontekst historii cywilizacji. Bowiem w rozważaniach historiozoficznych mamy refleksje, że cywilizacje, rodzą się, rozwijają i upadają, Żywotność cywilizacji jest związana chociażby z kruchością ludzkiego żywota, które ograniczają chociażby choroby, warunki klimatyczne, jedną z chorób, które trapią Buendiów jest zapomnienie, Buendiowie zachodzą między sobą w związki o charakterze kazirodczym, i być może ten fakt przyczynił się do upadku Macondo. A może przyczyny były inne, może mieszkańcy poszukali lepszych warunków życia, np. lepszej ziemi, albo wyemigrowali do miasta, mogły to być choroby, wyższa niż normalnie śmiertelność. Albo te wszystkie i kilka innych czynników na raz. To autor zostawił niedopowiedziane.


Tak naprawdę ta książka jest trudna i trudno się ją recenzuje. Każdy powinien ją przeczytać, przeżyć na swój sposób i zinterpretować. Oczywiście trzeba koniecznie napisać, że jest po prostu genialna. Zdecydowanie warto przeczytać.