czwartek, 22 stycznia 2015

David Landes,


Bogactwo i nędza narodów



Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie  Muza S. A.
Data wydania:  2005 r.
ISBN: 8372005060
liczba str. : 732
tytuł oryginału: Wealth and poverty of nations
tłumaczenie: Hanna Jankowska
kategoria: nauki społeczne, politologia, socjologia, ekonomia, historia



(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  

 

 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/24604/bogactwo-i-nedza-narodow-dlaczego-jedni-sa-tak-bogaci-a-inni-tak-ubodzy/opinia/640563#opinia640563   )

 

 

                                                                                              

                                                                                                                                    

Już sam tytuł jest cholernie intrygujący dlatego po tą książkę sięgnąłem. Autor podejmuje próbę historyczo-socjologiczno- ekonomicznej analizy w tej materii, wygląda to całkiem ciekawie,co powoduje, że fajnie się to czyta.
A na pytanie dlaczego?, ani myślę tu odpowiadać.
Proszę samemu zajrzeć.

środa, 21 stycznia 2015

 Marcin Mortka, 



Ragnarok 1940



cykl: Ragnarok 1940,  t. 2 
 ( zrecenzowałem całość )


Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania; 2008 r. 
ISBN: 9788360505823
liczba str. 512
tytuł oryginału: -----------
tłumaczenie: --------
kategoria: fantastyka 




(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:                    

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4023/ragnarok-1940-tom-2/opinia/2062805#opinia2062805  )

 

 


Bardzo ciekawa książka. Koncepcja historii alternatywnej. Mamy rok 1940. Wikingowie, a raczej koalicja napada na Wielką Brytanię. Wikingowie są poganami, wyznają tradycyjną wiarę w Odyna, Thora, i wiele, wiele bóstw.  Nawiązania do Wikińskich sag są tutaj ciekawe, możliwe, że autor trochę zna temat, a przynajmniej się przygotował do pisania książki. Przywódcom Wikińskim marzy się nawiązanie do dzieła przodków, czyli puszczania z dymem całej Europy i przelewanie krwi, no i grabież, no bo przecież prawdziwi Wikingowie byli wybitnymi złodziejami, żeby być godnymi wojowniczych przodków. 


Trochę faktów, z rzeczywistości 1940 z jaką mamy do czynienia.
Rosja nadal jest carska, komuniści zostali przepędzeni, Włochami Rządzi Mussolini i trochę miesza w Afryce do spółki z Wikingami.
Stanów nie ma, jest za Winlandia, jedno z państw Wikińskich, którą chyba trzeba, o ile dobrze zrozumiałem, ulokować gdzieś w Ameryce. Premierem Anglii jest Chamberlain i cieszy się, że zawarł pokój, taki jak naprawdę z Hitlerem, z Wikingami. Churchill umiera przed tymi wydarzeniami.


Głównym bohaterem jest Anglik Jeremi Baldwin, słynny dziennikarz jednej z Londyńskich gazet. Baldwin przypadkowo wdaje się w tą całą awanturę. Pierwszy wykrywa Wikiński spisek mający na celu rozpętanie wojny.  Na początku pies z kulawą nogą mu wierzy, no ale jednak w końcu służby specjalne zostały zmuszone przez Wikingów, żeby uwierzyć Baldwinowi.
I takim to sposobem uczestniczy nasz bohater w tej awanturze, aż do lądowania lotników RAF-u na Islandii w celu zburzenia tajnej bazy wojskowej i odwróceniem losów wojny, zdaje się już przesądzonych. Wojska wroga były bardzo blisko Londynu i raczej nie zanosiło się na to, żeby ktoś był w stanie przeszkodzić im w zajęciu stolicy. Wielkiej Brytanii nikt nie popiera, bo jakoś nikomu nie śpieszy się, żeby umierać za Londyn i Manchester, z wyjątkiem Polaków, którzy ogłosili krucjatę i napadli na jedno sąsiadujących z naszym krajem państw Wikińskich. 


Czytając tę książkę, nie wiem czemu, wyraz Polska pada raptem w jednym zdaniu, ma się nieodparte wrażenie, że autor chce zemścić na kartach powieści na cholernych Angolach, że nie chcieli za Gdańsk umierać w 1939 r. i sprzedali Polskę Stalinowi po wojnie i stąd wymyślił tych całych Wikingów.


Zaskakujący i śmieszny zarazem jest motyw spotkania Baldwina z Tolkienem w bibliotece. 


Książkę czyta się naprawdę fajnie i szybko. Jej przeczytanie daje czytelnikowi sporo satysfakcji. Jest pisana na granicy stylów powieści sensacyjnej, szpiegowskiej, wojennej i fantasy, no bo przecież tej rzeczywistości nie ma. Bardzo ciekawe połączenie. 


Książka jest warta tego, żeby do niej zajrzeć i wciągnąć się, inaczej się nie da. Polecam. 

wtorek, 20 stycznia 2015

Fernand Braudel, Morze śródziemne i świat Śródziemnomorski w epoce Filipa II


 Fernand Braudel, 



Morze śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II, t. 1 - 2






Wydawnictwo:  Książka i wiedza 
 Data wydania:  2004 r.
ISBN: 8305133389, 8305133397
liczba str. : 671, 709
tytuł oryginału:  Méditerranée et le monde méditerranéen a l'époque de Philippe II 
tłumaczenie;  Tadeusz Mrówczyński, Maria Ochab,   Marcin Król, Maria Kwiecieńska.
kategoria:  historia






(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 







Bardzo ciekawa wyjątkowa książka, a takie lubię najbardziej, bo chociaż to jest książka historyczna, traktująca o historii, ale proszę wymazać Filipa II z tytułu, bo on tu jest prawie w ogóle nieistotny, bowiem bohaterem książki jest Morze... Tak samo jak dla Braudela, najmniej istotny jest 3 tom, tak 3 bo książka jest podzielona na trzy części, mimo, że wydanie dwutomowe, który traktuje o historii wydarzeniowej, zwanej tutaj krótkim trwaniem, jaką znamy ze szkół, czyli historia dat, wojen, pokojów i tak w kółko...
Za to bardzo ważny jest 1 tom, i troszkę mniej 2.
Pierwszy ton jest najciekawszy, bo traktuje o życiu przyrody z perspektywy tysięcy lub co najwyżej setek lat. Autor to definiuje jako długie trwanie. A więc jest to książka w tym momencie geograficzna, bo sporo tutaj o morzu wydmach, pagórkach, wzniesieniach, górach, rzekach, a więc terenu w jakim ludziom przyszło żyć.  Drugi tom traktuje o ekonomii, bo mowa tutaj o koniukturalnym trwaniu, mamy tutaj przeróżne koniuktury, gospodarcze, fluktuacje koniuktur sezonowych. a wiec tutaj mamy perspektywę co najwyżej dziesiątek lat. 


A wreszcie całość jest książką historiozoficzną, dość specyficzną. Tutaj mamy do czynienia z jedna cywilizacją, a więc cywilizacją Morza, a więc o tym co jest cywilizacją, nie decyduje, ani język, ani religia, ani poziom kultury, czy wynalazczości, czy gospodarki, mierzonej różnymi metodami, czy inne czynniki, znane z różnych rozważań filozofów historii, ale to, że o tym, że ludzie żyją nad Morzem, i tworzą jedną, wspólną cywilizację, decyduje to, że mamy do czynienia z interakcją człowieka z przyrodą, a więc Morzem...

Tak naprawdę trudno ze względu nie tylko na wielkość, ale i na złożoność omawianej materii zrecenzować to w kilku zdaniach, mogę tylko dodać tyle, że warto przeczytać tą książkę, chociażby po to, żeby się przekonać, że historia jest bardzo ciekawą i wyjątkową nauką, a w połączeniu z innymi naukami daje niesamowite efekty. *








Ad.
* Polecam również artykuł ze strony racjonalista.pl , http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3256/q,Rewolucyjna.wizja.historiografii.nowoczesnej

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Ralf Peters, 


Rok 2020


Wydawnictwo:   Wydawnictwo Adamski, Bieliński
Data wydania: 2001 r. 
ISBN;   8387454796
liczba str. : 388
tytuł oryginału: War in 2020 
kategoria: fantastyka, science fiction 



(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  

 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/102670/rok-2020/opinia/3196740#opinia3196740   )   




Tu mamy przykład jak książka science fiction nie dość, że może działać na wyobraźnię, to może być przydatna w rozważaniach filozofii wojny i strategii geopolitycznych. Bo coś co jeszcze niedawno było science fiction niebawem może być rzeczywistością, a wręcz rzeczywistość może przerosnąć to co się śniło fantastom. 


Tu mamy motyw nowoczesnej wojny. Amerykanie i Rosjanie ( istnieje ZSRR w książce, ale to detal ), walczyli przeciwko krajom Islamskim i Japonią. Strasznie dziwna koalicja, ale w polityce nie ma rzeczy niemożliwych, bo polityka interesuje tylko interes polityczny, a nie idee, tak wiec tu Japończycy mieli interes, żeby sprzymierzyć się z Islamistami, jak Amerykanie z Rosjanami. Zdarza się... 


Mamy wojnę w Azji, na pograniczu ZSRR i Zjednoczonej Republiki Islamu. Najpierw Amerykanie zrzucili bombę konwencjonalną o mocy zbliżonej do atomówki. Potem Japończycy odpowiedzieli mikserami, czyli bombą radiową działającą, na mózg, człowiek jest po tym rośliną, ale mózg ma pełni sprawny.
No to już Zachód i Rosjanie zaczęli wymiękać, myśleli o poddaniu się.  Ale spokojnie, Amerykanie mają doświadczonego pułkownika Taylora, który wiedział jak rozstrzygnąć sprawę. Padło banalne z pozoru stwierdzenie, wojnę przegrywa ten kto się pierwszy poddaje. Więc Taylor wytargował od prezydenta, żeby ten dał mu 48 godzin. Dotarł z kumplami do jednej z baz japońskich w Baku. Dorwali się do komputera, zablokowali japońską kosmiczna tarczę, miksery i inne zabawki no i przy okazji rozpieprzyli główny komputer i to tak, że Ci nie wiedzieli co się dzieje.
I było po zawodach!


To co mamy w tej książce to już właściwie zaczyna dziać, chociażby tzw wirtualne wojny, które wirtualnymi wcale nie są,wirtualne są tylko metody walki, a cele są jak najbardziej realne. Bo nasza rzeczywistość jest coraz bardziej zelektryfikowana i skomputeryzowana, niebawem zapewne do tego dojdzie robotyka na wysokim poziomie. Wygra nowoczesną wojnę ten kto opanuje, media, internet danego kraju oraz dostęp do elektryczności, zdalny zapewne dostęp do broni, a także do wojennych robotów, czy jaką tam nazwę temu diabelstwu zostanie nadane.
Tu Friedman, amerykański analityk, może mieć rację, że do nowoczesnych wojen nie będą potrzebne wcale ogromne armie.
Aktywnymi uczestnikami wojen już są hakerzy, wynajmowani czy to przez państwa czy to organizacje terrorystyczne.
No ale 20 lat temu to było science fiction...
 
Naprawdę ciekawa książka.
Można poczytać.

Bojarski Piotr, Kryptonim Posen

 Piotr Bojarski, 


Kryptonim Posen  



Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2011 r. 
ISBN:    9788372785060
liczba str. : 312
tytuł oryginału: -----------
tłumaczenie: -----------
kategoria: thriller, sensacja, kryminał, historia alternatywna 



(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/94264/kryptonim-posen/opinia/3631666#opinia3631666  )  




Całkiem przyzwoita książka. Z jednej strony klasyczna historical fiction, czyli historia alternatywna, a z drugiej kryminał. Mamy przy okazji próbę rozpracowania kwestii historycznej, co by się stało jakby nasze władze zgodziły się na dyktat Niemców i oddali nazistowskim Niemcom tzw.
 " korytarz" i w konsekwencji doszłoby nie doszłoby do ataku naszych zachodnich sąsiadów na Polskę 1 września 1939 r. Zamiast klęski wrześniowej, nieuniknionej, jeżeli któryś z naszych polityków trzeźwo myślał, to zdawał sobie z tego sprawę, mielibyśmy sojusz z Niemcami. Tym krajem którym rządziła NSDAP i szalony przywódca, zarówno partii, jak i całego państwa fuhrer Adolf Hitler, tu się nic nie zmienia, nie zapominajmy o tym! Przypuszczalnie ten pakt z diabłem mógł doprowadzić do tego, że nasze wojska wraz z Wehrmachtem ruszyłaby na ZSRR, a kto wie czy nie tylko. Bo to jest ciekawa kwestia; na jakich zasadach byłby ten sojusz? Czy nasze władze zostałyby zmuszone do tego, żeby pobrudzić sobie rączki współudziałem w zbrodniach nazistowskich? Tego autor jednoznacznie nie rozstrzyga. Z książki wynika, że władze udawałyby, że nic nie wiedzą. Ale jeżeli mimo tego sojuszu powstałaby fabryka śmierci w Oświęcimiu, nikt by w to nie uwierzył. Czy taki scenariusz był możliwy? To jest ciekawe pytanie, ale jeszcze ciekawsze: czy dla nas byłaby to dobra opcja? Wszak polityka to jest gra interesów, często paskudnie brudnych interesów. A więc czy władze po obydwu stronach Odry miałyby interes w tym sojuszu? Nie zapominajmy o ZSRR, które u progu tej światowej zadymy odegrało kluczową rolę, wiec tutaj też to byłaby sprawa kluczowa.
 
U Bojarskiego plan jaki zrealizowali Niemcy był bardziej perfidny niż w rzeczywistości, najpierw przy wykorzystaniu polskiego potencjału wojennego wygrali z Rosją, wyrzucając Armię Czerwoną daleko na Syberię, a potem na deser rozprawili się z Polską, bo w tym momencie oddzielała Starą Rzeszę od Nowej Rzeszy na wschodzie. To nawet nie byłaby inwazja, bo wroga armia już była w środku kraju. Nikt by nie raczył tego zauważyć, sami byśmy byli sobie winni. A więc miałoby to swoje konsekwencje w całej historii świata. Pisałem już przy okazji recenzji "Przypadku Adolfa H." o broni atomowej. Gdyby Niemcy wynaleźli lub zdobyli broń atomową, mogłoby się okazać, że szybko byłoby pozamiatane. Więc okres lat 40 – tych był bardziej niebezpieczny dla historii ludzkości niż nam się wydaje. To, że skończyło się tylko na dwóch japońskich miastach to cud właściwie. Bo eksplozje w Hiroszimie i Nagasaki udowadniają nam empirycznie, że atomówki musiały wybuchnąć i bez tego nie ma sensu pisać poważnych rozważań o alternatywnych koncepcjach II wojnie światowej.



Po tych rozważaniach historycznych i alternatywno-historycznych niezbędnych dla zrozumienia sprawy, przejdźmy do sedna. Mamy sierpień 1944 r. tuż po zwycięskiej wojnie z ZSRR. Miejsce akcji Poznań. Sprawa typowo kryminalna, ktoś zabija, seryjnie zabija! To się zdarza, i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że zamordowani byli agentami wydziału drugiego Polskiego wywiadu. Sprawę tajemniczych morderstw próbuje rozwikłać komisarz Zbigniew Kaczmarek. W Poznańskiej komendzie pojawiają się przedstawiciele specsłużb kapitan Lekki i porucznik Szkot, mówią, że sprawę trzeba rozwikłać, ze względu na sprawę bezpieczeństwa Polski, ale nic więcej, zasłonili się tajemnicą państwową. Gdy już się wydało kilka dni później co to za tajemnica, było praktycznie po zawodach, bo wrogie wojsko było już w drodze. Kaczmarek i jego kumpel Janusz Krzepki, który włączył się do akcji, gdy kolejną z ofiar mordercy był jego przyjaciel Jan Pióro. Kaczmarek i Krzepki najpierw omyłkowo dorwali dr Wise, esesmana, a potem prawdziwego zbira, bliźniaczo do Niemca podobnego. Lecz to właściwie przestało mieć znaczenie, bo bomby w całym kraju zaczęły wybuchać. To był blitzkrieg! Szybka akcja! Posen – kryptonim akcji, niemiecka nazwa miasta Poznań, z punktu widzenia Niemców sukces, osiągnęli co chcieli. 


Bardzo ciekawa zabawa z historią, zarówno pod kątem, jako ciekawy głos w rozważaniach o historii XX w. czy warto było walczyć 1 IX 1939 r. i 1 VIII 1944 r.? jak i pod tym względem, że jest to kawałek dobrej literatury. Czyta się szybko i przyjemnie. Autor odtworzył realia Poznania końcówki lat 30 - tych. Dla mieszkańców tego miasta dodatkowy atut, ale i pozostali czytelnicy się nie zawiodą.

niedziela, 18 stycznia 2015

 Stanisław Potocki, 


Podróż do Ciemnogrodu 


seria: Biblioteka Narodowa 


Wydawnictwo: Zakład im. Ossolińskich
Data wydania: 1955 r. 
ISBN:  ----------
liczba str.: 579
tytuł oryginału:  -----------
tłumaczenie: ---------
kategoria; publicystyka



(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  

 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/92339/podroz-do-ciemnogrodu/opinia/1955685#opinia1955685  )  





Bardzo ciekawy przykład oświeceniowej publicystyki politycznej. Oświeceniowej, choć nominalnie przypada już na XIX wiek, a więc na Romantyzm. 



Z czym mamy do czynienia? Motyw jest prosty, mamy podróż, autora i jego kolegi Wacława do nieznanej krainy zwanej Ciemnogrodem. Językiem urzędowym tego kraju jest język bardzo podobny do polskiego, stroje mieszkańców kraju, jeżeli się różnią od stroju Polaków, to tylko detalami. Herbem jest Niedźwiadek, i te bardzo sympatyczne zwierzątka są Ciemnogrodzkimi świętymi krowami. Rządzi tam Zakon Smorgoński, na jego czele stoi kanclerz i kapituła Zakonu. Jak nie trudno się domyśleć, są to ludzie o wybitnie konserwatywnych przekonaniach. Rządzą, żeby nic nie robić, żeby nie zmieniać starego dobrego porządku. Szaleje inkwizycja, która spełnia również funkcje typowo cenzorskie. Wszelkie książki są na granicy zabierane i spalane, żeby rewolucyjne treści nie przedostawały się do kraju. Ciemnogród jest to kraj na granicy moralnego i gospodarczego upadku, edukacja właściwie nie funkcjonuje, bo oświecenie narodowi Ciemnogrodzkiemu nie jest potrzebne. Rząd dba o to, żeby budować coraz doskonalsze, piękniejsze i bogate świątynie, a nie dba chociażby o drogi, czy inne obiekty użyteczności publicznej, a nawet wojsko. Armia Ciemnogrodzka jest zadziwiająco skromna.
Magnateria i szlachta się rozpanoszyła, żyje w obrzydliwym bogactwie, a chłopi żyją w nędzy.  Wystarczy wiadomości co do treści....


Jest to swego rodzaju satyra na porządki, a raczej ich brak w I Rzeczypospolitej, które doprowadziły do upadku kraju i wpędzenie go w 123 letnią niewolę. W sumie można by to uznać za tekst sprzed 200 lat za historyczny i nie zawracać sobie nim głowy. Niech się kurzy... Ale czy aby na pewno?
Wcale nie, ten utwór nie stracił nic a nic na aktualności, wciąż jest przestrogą dla zarówno rządzących Polską, jak i nas dla wszystkich Polaków, żebyśmy ponownie nie stracili pięknego daru wolności jaki mamy w dzisiejszych czasach, o którym zapominamy i nie cenimy na codzień. Przestroga i refleksja jest konieczna, skoro już raz potrafiliśmy przepić nasz kraj i oddać go w promocji zaborcom, to jakie są gwarancje, że nie zrobimy tego ponownie?
Bo jeżeli chcemy doprowadzić kraj do ruiny róbmy tak jak rządzący Ciemnogrodem. 


Polecam, zdecydowanie każdy powinien przeczytać tą książkę.

sobota, 17 stycznia 2015

Jacek Komuda, 





Opowieści z Dzikich Pól

  



Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2009 r.
ISBN:     9788375741841
liczba str.: 320
tytuł oryginału: -----------
tłumaczenie: -----------
kategoria: powieść historyczna 




(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 




Bardzo ciekawa powieść, akcja toczy się w XVII wieku, na terenie części kresów wschodnich, czyli przede wszytkim terytorium dzisiejszej Ukrainy i pograniczu z kresami, a więc ziemiami, które dzisiaj również należą do Polski. 


Bohaterami zbiorowymi są przedstawiciele szlachty, z nielicznymi wyjątkami, nie są to bohaterowie pozytywni, można powiedzieć żywcem wzięci z Kitowicza, a po trosze też z Sienkiewicza. Mamy tu opisy warcholstwa szlachty, a także nadużycia władzy urzędników państwowych, szlachty rzecz jasna. Na porządku dziennym było schłopianie szlachty, jak któryś wszedł w drogę staroście lub kasztelanowi i inne tego typu przekręty. Mamy dwa takie motywy, w jednym opowiadanku, mamy chęć przejęcia cudzej żony, a w drugim cudzego majątku, w tym pierwszym chęć przejęcie majątku było przy okazji. Jest to opis kraju, gdzie sprawiedliwości dochodzono za pomocą szabli. Sądy jeżeli były, no bo przecież były, były co najwyżej w drugiej kolejności. Sprawy wygrywał, kto miał pieniądze i zbrojnych kompanów. Oczywiście nie brakuje opisów pijaństwa, no i bijatyk, pojedynków itp.


Książkę czyta się dobrze i szybko.