Robert Świątek,
Projekt Everett
cykl: Inna Rzeczpospolita, t. 1
Wydawnictwo: Rofes
Data wydania: 2026 r.
ISBN: 9788398142502
liczba str.: 693
tytuł oryginału: -------
tłumaczenie: -----
kategoria: science fiction
recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5251784/projekt- everett/opinia/100194363#opinia100
Całkowicie przypadkiem trafiłem na ofertę tego ebooka, tytuł „Projekt Everett”, cykl „Inna Rzeczpospolita”, którego autorem jest Rafał Świątek. Motyw tej oryginalnej koncepcji historii alternatywnej przypadł mi do gustu, ponieważ lubię tego typu atrakcje literackie. Jednak koncept różni się chyba od wszystkich koncepcji jakie są, bo to nie jest typowa alternatywa, ale zupełnie inny bliźniaczy nam świat, gdzieś cholera wie gdzie. Uniknąć się udało dzięki temu różnych efektów motyla, paradoksów dziadka, i wielu innych trudności.
Technicznie wyglądało to tak, że towarzystwo wsiada do samochodu, by po kilku, kilkunastu minutach być gdzie indziej, praktycznie wyjeżdżali tylko za bramę czasu pokonując raptem parę metrów. Działało to analogicznie jak docierali do nowego świata, jak i z niego wracali. Cały koncept autor dobrze opisał, wystarczy wiedzieć, że jest to dostatecznie skomplikowane naukowo. Ale sam proces jest do przeżycia podobno, wsiadasz do tego specjalnego samochodu, zakładasz na siebie coś w rodzaju klatki Faradaya i jazda!
Ten inny świat jest prawie taki jak nasz, troszkę inna jest tam jednak czasoprzestrzeń, jak wiemy u nas jest rok 2020 + , u nich, w tym samym czasie, są lata 30 XX wieku. Różnic jest niewiele, niewielkie rozbieżności w datach, co do życia postaci historycznych, a także zdarzeń, tam władzę w II RP przejął marszałek Rozwadowski. Podobieństwo jest najważniejsze, jest Adolf Hitler i to na swoim miejscu. W książce pt. „Mein kamf” wyłożył jakie ma plany wobec Europy i świata. W tym przestrzeń dla swoich „dzielnych aryjczyków” i te sprawy.
Dwie panie z naszej rzeczywistości Natasha i Satoko oraz ich przyjaciel Gerard mają inne plany. Chcą oszczędzić temu światu tego co było u nas. Plan jest jeden: zrobić z Polski mocarstwo militarne, w tym nuklearne oraz gospodarcze i to podobno wystarczy, żeby zmienić losy świata.
Plan niezwykle ambitny, konieczne było zapewnienie finansowania, obie bohaterki dostarczyły to ojcu Gerarda, udowadniając, że teoria gier, do tego logika i matematyka wystarczy do dobrej gry na giełdzie. Miliony trafiły tam gdzie trzeba, a ich część zgodnie z umową zasiliła zaplecze finansowe Projektu Everett. A potrzeby były gigantyczne.
Sporą część książki zawiera wręcz morderczo szczegółowe opisy wszystkiego co jest związane z naukami ścisłymi, a także historią. Opis takiego dużego atomowego bum zajmuje ładnych kilka linijek. Co dobrze obrazuje jak wygląda koncepcja autora. Mimo trudności z przystępnością dla czytelnika, bo jest tu sporo motywów z zakresu, chemii, fizyki, historii wojskowości, no i rzecz jasna mnóstwo informatyki, książka jest bardzo fajna, dobrze się ją czyta, czytelnik jest zainteresowany zarówno akcją, jak i koncepcjami sensu stricte naukowymi którymi autor chce czytelnika zainteresować.
Zapewne nikt nie ma wątpliwości, że obsługa sprzętów, laptopów, tabletów, czytników, smartfonów, itp. sprawiła nie mało trudności ludziom z pierwszej połowy XX wieku. Ale tutaj przybysze od nas byli cierpliwi, dzięki czemu odpowiednicy naszych dziadków i pradziadków nauczyli się podstawowej obsługi nowych informatycznych gadżetów. Na pewno byli zdziwieni, że niejeden laptop lub tablet zajmował tyle miejsca, że da radę tam upchać ładnych parę bibliotek. Kolorowe filmy dostępne na urządzeniu czy doskonałej jakości zdjęcia, to dla nich po prostu magia i tych czarów trzeba było się nauczyć, żeby ocalić kraj.
Bo od tego trzeba zacząć: uświadomienie tym ludziom z czym mają do czynienia. Z jednej strony trzeba pomóc im zrozumieć jaki cud z zakresu science fiction im się przydarzył. No i przekonanie ich głównie polityków i wojskowych, lekarzy i naukowców jaka odpowiedzialność za historię Polski i świata ich czeka. Wydaje mi się, że to nie jest takie oczywiste, że to trafi na podatny grunt. Jednak olbrzymie doświadczenie dydaktyczne na poziomie uniwersyteckim młodych kobiet miało niebagatelne znaczenie. Udało się!
Wszyscy wzięli się za robotę, kolejne sprzęty z naszej epoki docierały do tego świata. Pomogło to unowocześnić armię na niespotykaną w tej epoce skalę. Zbudowano też fabryki, żeby możliwie wykorzystać do tych celów potencjał kraju. Powstały elektrownie atomowe, oraz nowoczesne okręty podwodne mające nie tylko napęd atomowy, ale też transportujący głowice atomowe.
Zapewne nie trzeba mówić pod jaką presją byli ci nasi, żeby wszystko zadziałało i nic się nie spieprzyło. Problemy były chociażby z elektrownią, gdy cała nasza wybitna kadra naukowa wybrała się na konferencję naukową za granicę i zostali tylko naukowcy i technicy niższego szczebla. Okazało się, że był sabotaż, ale sytuację opanowano. Dzielne nasze dziewczyny weszły do akcji i zadziałały perfekcyjnie.
To pierwszy tom i boleśnie dla czytelnika autor przerwał w najciekawszym momencie. Masakra! Ale już wiemy, że jest dobrze i może być tylko lepiej w kolejnych tomach. Autor sprostał presji, którą nałożył sam na siebie, żeby było ambitnie, ciekawie, wszystko grało i było dobre po prostu. Co w literackim debiucie na pewno łatwe nie jest, ale tu to literackie perpetuum mobile daje radę, i czytelnik wie, że jest i będzie dobrze. Polecam jest super!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz