poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Anna Kantoch, Przedksiężycowi, t. 1

 Anna Kańtoch,


 Przedksiężycowi, 


cykl: Przedksiężycowi, t. 1

Wydawnictwo: Powergraph

Data wydania: 2017 r. 

ISBN:   9788361187745

liczba stron: 424

tytuł oryginału: -----------

tłumaczenie: --------

kategoria: science fiction


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/170907/przedksiezycowi-tom-i/opinia/72010127#opinia72010127



No w końcu przeczytałem pierwszą część cyklu „Przedksiężycowi”, nie dlatego, żeby to było przesadnie trudne w odbiorze, ale jest to dosyć mroczna fantastyka. Wszystkie trzy części mają ten sam tytuł „ Przedksiężycowi”. Anna Kańtoch, autorka, miała dość mroczny i raczej skomplikowany koncept, przelała to na papier, a ty czytelniku dumaj co pisarz, w tym wypadku pisarka akurat, miał na myśli?


Mamy w tym uniwersum Przedksiężycowych niezłe zamieszanie. Właściwie trudno powiedzieć kim oni są ci Przedksiężycowi? Jeżeli nawet nie są bogami lub aniołami, to na pewno są drudzy po Bogu, to oni tu, w tym wieloświecie, dzielą i rządzą. Podstawową normą są tutaj skoki, czyli loteria genów. Masz lepsze, przetrwasz skok, serię skoków, zostaniesz w miejscu, bo się przydajesz. Nie przetrwasz, jesteś do niczego, jesteś zbędny, polecisz w głębię, zostaniesz w przeszłości, w gorszym świecie, szybko zachorujesz i umrzesz. W tym najlepszym, tzw. idealnym świecie, między innymi mieście Lunapolis chorób praktycznie nie ma, więcej umiera w wypadkach. Skoki to też wygodny sposób na pozbywanie się trupów i śmieci, bo po prostu są wyrzucane w głębie przeszłości, niech się tym inni martwią. Ci nieliczni, najlepsi, mają dotrwać do jakiegoś Przebudzenia i trafią do raju. Sceptycy twierdzą, że to mit, ale są uważani za wariatów i na serio nikt tego nie traktuje.


Mamy jeszcze dwie części cyklu, to pewnie zostanie to jakoś bardziej sensownie napisane o co chodzi, bo mi to wygląda na jakiś skrajny korporacjonizm. W sensie, że świat sprowadzony został do megakorporacji i jak ktoś się nadaje, to jest przydatny i działa, to jest ok, nie jest, otrzymuje gest, znany nam z Ameryki, „fuck off!”. Po naszemu by to było „spieprzaj dziadu”, ale to jeden czort właściwie, jak ci ktoś zakomunikuje: Spadaj! Bo przecież; „Najlepsze jest to co się sprzeda. Chujowe to co sprzedać się nie da”.* Czy to ma sens? Nie wiem. Jak wspomniałem są jeszcze dwie części, i jestem ciekaw, co tam będzie, czy coś będzie bardziej jasne i sensowne, co dlaczego i jak? No i kim tak naprawdę są ci oni? Przedksiężycowi? No i czego chcą?


Cokolwiek by nie było, jakie są zamysły tych galaktycznych szefów, ludzie jakoś sobie z tą niepewną egzystencją, przypominającą realia wojenne radzą. Zagrożenie co prawda nie jest codzienne, ale mimo to częste, bo informacja o kolejnych skokach trafia do mediów, i każdy jest w strachu, że może być tym ostatnim. Strach przed tym jest duży, bo standard tych światów jest dużo gorszy. Da się wylądować w środku epidemii jakiejś paskudnej choroby i w mękach umrzeć w ciągu paru dni np. Przedksiężycowi pozbywają się problemu, po prostu utylizują zbędnych ludzi i nie widzą potrzeby się interesować się tymi ludźmi.. Mamy tu dwoje głównych bohaterów Finnena i Kairę, no i oczywiście od groma postaci drugoplanowych. W sumie funkcjonują, radzą sobie, są dyskusje o skokach, o życiu, śmierci itd.


Na pewno ta koncepcja idealnego miasta Lunapolis i wielu innych podrzędnych światów. Niektórzy mogą wędrować między światami, które są podobne do siebie, choć różnice są, im gorszy świat, tym zima dłuższa, i zapewne innych atrakcji jakie oferuje natura jest więcej. Na pewno nikt dostępu nie ma do świata Przedksiężycowych, jednak jakoś się kontaktują z ludźmi, ustanawiają normy i prawa, regularnie wchodzą powiadomienia o skokach i rozwiązywane są różne bieżące problemy.


Widocznie tak miało być, że jakiś cel i sens w tym jest, że to jest trylogia i to wszystko jako całość dopiero wszystko trzyma się kupy. Jest ciekawie, jest mrocznie, jest bardzo brutalnie, jest fascynująco. Warto przeczytać. Jestem ciekaw co będzie dalej i będę czytał. Książkę polecam.






Ad.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz