niedziela, 24 kwietnia 2016

 Marc Elsberg, 



Blackout 


Wydawnictwo: W. A. B
Data wydania: 2015 r. 
ISBN:    9788328014725
liczba str.: 784
tytuł oryginału: Blackout
tłumaczenie:   Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
kategoria: thriller/sensacja/ kryminał


 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  






Pstryk, pstryk
Mamy prąd
Pstryk, pstryk
Nie ma prądu
Pstry, pstryk
Ciemność widzę, widzę ciemność
Pstryk, pstryk
Cywilizowani ludzie wchodzą na drzewa.
Pstryk, pstryk
Zejdą z tych drzew?
 



Krótko zwięźle i na temat dokładnie w tych kilku słowach dałoby się opisać i spuentować to co zawarł Marc Elsberg w swojej książce. Spokojnie, można o niej napisać więcej ciekawych rzeczy, więc biorę się za robotę. 


Książka zatytułowana „Blacout”, której autorem jest Marc Elsberg przypomina książkę „Gdy zgasną światła” Alec’a Scarrow’a. W jednej i drugiej książce chodzi o to samo, o kryzys energetyczny, który dla przeciętnego człowieka przejawiał się tym, że zabrakło prądu i wywołało to szereg innych komplikacji w codziennym funkcjonowaniu. Różnica jest jedna tam się wszystko zaczęło od tego, że w rurociągach przestała płynąć ropa i to spowodowało brak prądu. Tutaj szybko się okazało, że chodzi manipulacje typowo informatyczne. W efekcie komputery na skutek działalności wirusów źle odczytywały parametry przesyłu prądu. W efekcie podjęto błędną decyzję o zwiększeniu przesyłu prądu, co spowodowało niespotykana dotąd awarię która rozprzestrzeniła się na całą Unię Europejską, a potem również Stany Zjednoczone. W jednej i drugiej książce to była robota terrorystów, którzy uznali, że potrzebne jest tak radykalne działanie w którym zginą miliony ludzi, żeby zbudować, w ich mniemani, nowy lepszy świat. W efekcie mamy zmagania rządów i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zarówno z bałaganem jaki się wytworzył na skutek braku prądu, jak i z tym problemem, że tych złoczyńców trzeba po prostu dopaść. 



Oczywiście nie brakuje w książce zatytułowanej „Blackout” opisów scen jak po kolei tworzy się chaos, zamykane są sklepy, szpitale, problemy z dostawą żywności, no i wszelkie inne problemy z dostawami towarów, w tym lekarstw. W efekcie mamy tutaj zmagania zwykłych ludzi nie tylko z tym, że nie ma światła, nie funkcjonuje, telewizja, ani internet, ale problemy są dużo poważniejsze. Chociażby codzienne walka, żeby zdobyć coś do jedzenia, pieniądze nawet jeżeli ktoś je ma są właściwie niewiele warte, bo nawet jak coś jest dostępne jest horrendalnie drogie, a po drugie co komu po pieniądzach za które niewiele rzeczy można kupić, czyli sektor finansowy, bankowy, ma również swoje problemy, no i ludzie walczą o utrzymanie higieny osobistej, bo brak prądu wywołał również problemy z dostawą wody. Na początku kryzysu ludzie próbują sobie pomagać, ale nie trwa to długo, każdy zaczyna myśleć tylko o sobie, przede wszystkim martwi się o przeżycie kolejnego dnia i to w sensie niemal dosłownym. Szybko tworzy się chaos, ludzie winią za wszystko polityków i próbują dostać się do budynków rządowych. W niektórych krajach władze przejmuje wojsko. Ten kryzys energetyczny jest testem dla demokracji. Państwa mimo tych wszystkich trudności mimo wszystko jakoś funkcjonują, organizowane są dostawy żywności dla ludności, organizowanie ośrodków tymczasowego pobytu. Problemem są elektrownie atomowe, powtórka z Czarnobyla i to w większej skali, bo elektrowni, które mają problemy jest więcej niż jedna. W kilku z nich dochodzi do wycieków z reaktora, co wymaga natychmiastowej ewakuacji okolicznej ludności. 



Jednak bohaterami są tu przede wszystkim decydenci i rodziny decydentów i to z ich perspektywy, a więc osób najlepiej poinformowanych. Wyjątek jest na dobrą sprawę jest jeden Piero Manzano, informatyk, który w przeszłości brał udział w protestach organizowanych przez antyglobalistów, miał nawet problemy z policją. Co wzbudza podejrzenie, czy Manzano przypadkiem nie ma nic z terrorystami do czynienia. Manzano szybko odkrywa jedną z przyczyn awarii, ktoś za pośrednictwem inteligentnych liczników kradnie prąd na masową skalę. Próbuje przekonać władzę, że sprawa jest poważna. Jednak władze włoskie go ignorują, przypadkiem córka jego sąsiada pracuje w strukturach Europejskich i Manzano przekonał pana Bodoniego, że muszą za wszelką cenę z jego córka się skontaktować. W epopei Piera Manzaniego razem z nim podąża dziennikarka CNN Lauren Shannon, którą Włoch poznaje w Hadze. Po różnych perypetiach Manzano podejmuje współpracę z Europolem. Sprawę prowadzi inspektor Bollard i współpracuje z Manzanim. Jak ta współpraca się układa? Czy obydwaj panowie są w stanie pokonać wzajemną nieufność i dążyć do celu jakim jest wyjaśnienie sprawy? Czy grupa Jorge Pucao zostanie zlikwidowana?
 


Trzeba koniecznie wspomnieć, że ta książka ma nie tylko wymiar typowo literacki, ma taką formułę, a nie inną, żeby dało się dotrzeć do jak największego grona czytelników. Jednak ta książka ma też wymiar naukowy, politologiczny. Autor przedstawia tutaj bardzo ciekawe analizy dotyczące kwestii czy ten przerażający scenariusz może kiedykolwiek mieć miejsce? Czy brak prądu w całej Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych przez kilkanaście dni jest możliwy? Czy rzeczywiście jest możliwy taki scenariusz wydarzeń, że krótkim czasie krajobraz w krajach Zachodnich nie będzie się różnił od tego widzianego w trzecim świecie lub krajach ogarniętych wojną? Interesująca jest kwestia czy to wszystko da się odbudować? Scarrow w „Gdy zgasną światła” wychodzi z założenia, że jak wszystko walnie, to już jest po nas, czyli po cywilizacji Zachodniej i nie tylko, wracamy na drzewa. Jakie zdanie w tej kwestii ma Elsberg?, a to już sami się przekonajcie moi drodzy czytelnicy. Na pewno to wszystko jest interesujące i warte przemyślenia. Pod tym kątem patrząc ta książka jest pożyteczna. Warto przeczytać.


Pstryk, pstryk…

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

 Stephen King,


Bastion


 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  





Wydawnictwo: Zysk - Ska
Data wydania; 2007 r.
ISBN:   9788375060447
liczba str.: 976
tytuł oryginału:   The Stand
tłumaczenie: Robert Lipski
kategoria: fantastyka, postapokalipsa 






„Bastion” to interesujący przykład fantastyki postapokaliptycznej. Jak w każdej literackiej koncepcji tego typu cywilizacja została niemal wykończona i jak można się spodziewać dokonana zostanie próba odrodzenia. Cywilizację wykończyła zmutowana odmiana grypy zwana kapitanem Tripsem, ten sztucznie wykreowany przez wojskowych, na potrzeby wojny biologicznej, wynalazek zabił 99,5 % ludności całej planety. Wirus wydostał się z bazy wojskowej przypadkiem i potem cała seria przypadków sprawiła, że rozprzestrzenił się po całych Stanach Zjednoczonych, a wiadomo bardzo duża mobilność jest specyfiką tego społeczeństwa. A potem to już poszło dalej na całą Ziemię. Wszystkie zdarzenia widzimy z perspektywy zwykłych ludzi, jedni z nich utworzą społeczność miasta Boulder, a drudzy społeczność Las Vegas. Ci pierwsi są dobrzy, a drudzy źli. Rozróżnienie jest wyraźne tych pierwszych wezwał do siebie Bóg, bo przyśniła im się Abagail, która niczym starotestamentowy prorok została duchową szefową społeczności miasta Boulder. A tych drugich pociągnął za sobą Randal Flagg, który jest wysłannikiem samego Szatana, którego misją jest zwycięstwo zła. Oczywiście Bóg ani myśli na to pozwolić.
 

King napisał tą książkę w sposób bardzo drobiazgowy dzień po dniu poznajemy losy bohaterów takich jak Larry, Stu, Frannie, Lucy, Nadine, Harolda, Lloyda, Śmieciarza, Sędziego, Nicka, Toma i paru innych. Wszystkich poznajemy tuż przed katastrofą, w czasie, no i oczywiście, po jak się tworzyły obydwie społeczności. Jak nietrudno się domyśleć, miejsce jest tylko dla jednej z nich, i teoretycznie ta diabelska ma większe szanse na przetrwanie. Jest lepiej zorganizowana pod każdym względem. Co z tego wynika? Wymiar społeczny tej powieści oczywiście jest istotny, tak samo jak pytania, czy mimo takiego spustoszenia jakie poczyniła choroba może powstać na nowo Ameryka, którą społeczność Boulder próbuje reaktywować, czy powstanie, wyewoluuje, jednak coś nowego? Jednak czytelnik ma wrażenie, że ważniejszy jest wymiar indywidualny, tak jakby autor każdemu czytelnikowi z osobna chciał przekazać, że nie mamy się obawiać zła które wydaje się być tak potężne, że wydawać się może, że dobro nie ma szans, jednak Bóg wie swoje i zawsze ma swoje sposoby, żeby złego przepędzić w cholerę! bo Bóg zawsze wygrywa! Analogia do samej Biblii jest wręcz uderzająca. Stary Testament jest z jednej strony historia Izraela, narodu wybranego, a z drugiej strony interakcja tego starożytnego społeczeństwa z Bogiem. Motyw postapokaliptyczny ma nawiązywać do potopu, a zadaniem matki Abagail niczym Noe ma przeprowadzić swoich ludzi przez tą burzę.



 
Oczywiście analogii literackich da się doszukać więcej, czy to będzie „Ostatni świat” Celine Minard, czy „Samotność anioła zagłady”, w cyklu „Hyperion” Dana Simmonsa, dwie planety wyznawców judaizmu i muzułmanów pogrążył tajemniczy mrok, który sprawił, że ludzkość tych planet powoli zniknęła., dokładnie tak jak we wspomnianej książce Celine Minard. Co do książki Szmidta mam nieodparte wrażenie, że autor wyraźnie zainspirował się właśnie „Bastionem” Kinga. Główny bohater podąża przez nuklearna pustynię USA i ma zbliżone przeżycia co Larry, Stu i cała reszta paczki bohaterów „Bastionu”.


Podsumowując, fascynaci twórczości Kinga zapewne będą tą książką zachwyceni, a pozostali niech spróbują szczęścia i przekonają się sami. Książka jest dobra. Warto przeczytać.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

 Martin Abram, 


Quo Vadis - III tysiąclecie
( Na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza ) 



 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 
 


Wydawnictwo: Polwen
Data wydania: 2013 r.
ISBN:    9788375571295 
liczba str.: 656 
tytuł oryginału: ----------
tłumaczenie: ---------
kategoria: fantastyka, science fiction, religia 




Zainteresowała mnie książka Martina Abrama „Quo Vadis – III tysiąclecie”, autor nie ukrywa, że mamy tutaj silną inspirację klasyka Henryka Sienkiewicza, książki znanej dość powszechnie, czytanej, oglądanej w wersji filmowej, i podziwianej. Zdecydowanie odrzucam argument, że jest to plagiat, bowiem autor ma wyśmienite oryginalne pomysły co do koncepcji świata wykreowanego tutaj, których nie powstydziłby się żaden przyzwoity twórca gatunku literackiego science fiction. Po prostu autor postanowił wytłumaczyć swoim czytelnikom na nowo świat zawarty w „Quo Vadis” Sienkiewicza na język współczesny, który jak wiadomo jest przesiąknięty z jednej strony staczającej się kultury Rzymskiej, która wyewoluowała z hellenizmu Greckiego. Kulturę helleńska krytykowali starotestamentowi Żydzi i tą krytykę od Żydów przejęli chrześcijanie. Natomiast z drugiej strony w książce Sienkiewicza mamy chrześcijan, w tym postaci autentyczne, to oczywiście apostołowie Jezusa Chrystusa św. Piotr i św. Paweł. W książce Abrama apostołowie mają swojego jednego fikcyjnego odpowiednika w osobie papieża Józefa II, zwanym też bratem Rogerem. Autor uznał, że warto się zastanowić w jakim kierunku zmienia świat, czy przypadkiem metafora świata w którym chrześcijanie ponownie będą prześladowani nie jest uzasadniona? 


Zacznijmy więc moje rozważania od tego, że świat wykreowany tutaj, gdzieś za sto lat, dokładnie rok 2112 r. jest spójny i logiczny, choć nie brakuje tutaj uproszczeń. Są one celowe, autor nie chciał utrudniać sobie życia np. problemem muzułmanów. Jak można przypuszczać, że w czasie tzw. kolejnej wojny z terroryzmem została dokonana eksterminacja tych wyznawców proroka Mahometa, którzy robili bałagan i nie chcieli się podporządkować systemowi. Ci co pozostali przy życiu podlegali tym samym procesom laicyzacji co reszta świata. A ci pozostali przy wierze przodków byli na tyle nieliczni, że nie stanowili żadnego zagrożenia. Podstawowym faktem jest to, że mamy jedno globalna państwo Stany Zjednoczone Świata ze stolicą w Nowym Yorku. Państwo to powstało w r. 2050. Światem rządzi prezydent, rząd, i Rada 12, czyli prezesi megakorporacji. Formalnie jest ustrój demokratyczny, ale w praktyce konsumentom, jak w konstytucji nazywani są obywatele świata, jest narzucana za pośrednictwem mediów wola rządzących. Po prostu konsumenci zezwalają, choć prawdopodobnie są nieświadomi tego, na to że są indoktrynowani. Na całym globie panuje względny dobrobyt, choć oczywiście nie jest to kolorowy świat, bo w biedniejszych rejonach świata wciąż nie udało się zwalczyć biedy i bezrobocia. Różnice ekonomiczne są jeszcze bardziej wyraziste niż teraz, kilkanaście osób na globie ma niemal wszystko, a cała reszta ochłapy, które łaskawie rzuci rada 12. Dlatego też nie było problemu z wywołaniem wielkiego kryzysu, czyli gigantycznego tąpnięcia na giełdzie za które mieli być odpowiedzialni chrześcijanie. 


Z formalnego punktu widzenia wyznawanie wszystkich religii jest dopuszczalne, ale już okazywanie swojej wiary w miejscach publicznych jest zakazane. Można przypuszczać, że państwo stosuje się utrudnienia tego typu, że wyznawcy poszczególnych religii płacą wyższe podatki, mają problemy ze znalezieniem pracy, otrzymaniem kredytu, itp., że bardziej opłacalne z czysto ekonomicznego punktu widzenia jest nie wyznawanie żadnej religii. Doprowadziło to do tego, że chrześcijan w r. 2112 jest raptem kilkadziesiąt milionów na świecie. Powody są też inne, chociażby rozłam w kościele wynikający z tego, że dla większości globalnego społeczeństwa nauczanie Kościoła przestaje być akceptowalne i staje się kontrowersyjne. W wyniku tego rozłamu papież Józef I przenosi stolicę apostolską do Afryki, gdzie wiara katolicka trzyma się najmocniej. Później Powszechny Kościół Katolicki w 2078 r. został zdelegalizowany, możliwe jest wyznawanie chrześcijaństwa w ramach struktur narodowych. Jednak nowo wybrany w tym czasie papież Józef II specjalnie się tym nie przejął, podróżował po globie umacniając w wierze swoje nieliczne owieczki. W roku 2112 wybrał się do Nowego Jorku, żeby odwiedzić tutejsze parafie. Dla prezydenta Johna Garrisona III to była wyśmienita okazja, żeby przepuścić atak na chrześcijan i zlikwidować te w jego mniemaniu potencjalne zagrożenie dla ładu światowego. 


Książka „Quo vadis – III tysiąclecie” ma dwie płaszczyzny z jednej jest jak wspomniałem opisy rzeczywistości XXII wieku, a z drugiej mamy rozpracowanie wydarzeniowe tego co znamy lektury Sienkiewicza, przy tym trzeba wspomnieć, to jest podobne, ale nie identyczne, bo chociażby losami niektórych bohaterów Martin Abram pokierował troszkę inaczej. Warto samemu się przekonać czytając tą książkę. Teraz troszkę konkretów. Oczywiście nie trudno się domyśleć, że prezydent Garrison robi tu za odpowiednik cesarza Nerona. Tych odpowiedników Sienkiewiczowskich bohaterów da się znaleźć oczywiście więcej. Pojawia się Petroniusz, kreator mody, z jakiś przyczyn autor postanowił zachować personalia tej postaci. Odgrywa tą samą rolę, co u Sienkiewicza, jest filozofem i przyjacielem Szymona. No i mamy wątek miłosny, Angel, lekarz weterynarii, i Szymona, wojskowy, właśnie wrócił z Indii. Angel, podobnie jak Ligia u Sienkiewicza jest chrześcijanką, natomiast Szymon, podobnie jak Winicjusz, zakochawszy się w Angel nawraca się przyjmuje chrześcijaństwo. Ten proces przemiany Szymona jest bardzo ciekawie napisany. Zarówno pod kątem psychologicznym Szymon chce zrozumieć Angel i pozostałych chrześcijan. Szymon, czyta "Biblię", "Katechizm Kościoła Katolickiego" i „Wyznania” św. Augustyna i po kilku dniach sam się przekonał, że się modli i wierzy w Boga. Poprosił brata Rogera o chrzest. Dalej już można się domyślać prezydent Garrison i jego administracja realizują plan prześladowań chrześcijan. 


Pod kątem psychologicznym ta koncepcja prześladowań chrześcijan jest interesująca, bowiem autor udowadnia, że cywilizowane neobarbarzyństwo może posunąć się jeszcze dalej niż robiła to dotychczas ekipa Hitlera. Bo w tej koncepcji Abrama można nie dość, że zabijać ludzi, to jeszcze na tym zbiorowym morderstwie można zrobić niezłe pieniądze. No bo mamy tu motyw, rzekomo, demokratycznego osądzania. Wygląda to tak, wystarczy wcisnąć odpowiedni przycisk jaki ma być wyrok, a dalej przyciskając przycisk każdy może zadecydować o karze i jeszcze dalej jeżeli klikniesz w odpowiedni przycisk decydujesz kiedy dana osoba ma umrzeć, czyli w praktyce zabijasz. Tu trafiło akurat na chrześcijan, ale natura ludzka już taka jest zawsze sobie znajdzie kogoś komu trzeba dokopać! Czy demokracja ma sprowadzić się do tego, że ktoś siedząc np. przy piwku czy kawie weźmie do ręki pilot i zabije bliźniego? Czy są jakieś granice? Autor daje czytelnikowi odpowiedź, owszem jest wyjście, chrześcijaństwo, czyli wybór wiary, wybór pomysłów jakie ma dla nas ludzi Bóg. My ludzie potrzebujemy Boga, choćby po to, żeby być zawsze ludźmi, a nie sprowadzać się w przyszłości do trybika w jakiejś neobarzyńskiej maszynerii. 


Książka jest piękna i wstrząsająca zarazem i taka ma być! Widać zarówno Sienkiewicz, jak i Abram doszli do wniosku, że my czytelnicy potrzebujemy takich książek. Zdecydowanie polecam.

czwartek, 31 marca 2016

Leszek Kołakowski, 




Klucz niebieski albo opowieści biblijne zebrane ku pouczeniu i przestrodze 




 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl: 





Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2009 r.
ISBN:   9788376482101
liczba str.:  111
tytuł oryginału: --------------
tłumaczenie: --------------
kategoria: filozofia, religia                                    





Król Herod, czyli nędza moralistów [ w: ] Kołakowski L., Klucz niebieski albo opowieści biblijne zebrane ku pouczeniu i przestrodze 




Kręcąc się między regałami w bibliotece natrafiłem na książeczkę Leszka Kołakowskiego zatytułowaną ”Klucz niebieski albo opowieści biblijne zebrane ku pouczeniu i przestrodze” jest to zbiór opowiadań zawierających opowieści biblijne, przede wszystkim ze Starego testamentu, wyjątek stanowi opowiadanie o królu Herodzie właśnie, przedstawione przez filozofa na sposób filozoficzny, nieco żartobliwy. Autor przedstawia postaci i wydarzenia o których można poczytać w Biblii. Oczywiście najważniejszą z postaci jest Bóg, zwany też Jahwe, i zawarte są tutaj relacje poszczególnych postaci z Bogiem. Autora interesują zagadnienia typowo etyczno – aksjologiczne, no i mamy przy okazji tutaj pytania o rolę Boga w tych wydarzeniach? 


Mnie zaciekawiło opowiadanie o królu Herodzie. Pewnego dnia przyszedł do Heroda nadworny astrolog i opowiada, że w gwiazdach znalazł niepokojącą zapowiedź, że właśnie w Betlejem narodził się król żydowski, a więc ktoś kto rozumując pragmatycznie typowo ziemskimi kategoriami może stanowić stanowić zagrożenie dla władzy Heroda. Informacja, że królestwo tego króla jest nie z tego świata, była albo niezrozumiała dla astrologa, albo nie wiedział co z nią ma zrobić, albo rzeczywiście jej nie było. Herod postanowił poradzić się czterech doradców, co ma robić z tym fantem. Tą niewątpliwie ciekawą dyskusję króla z doradcami warto przeczytać. Efekt tego dyskursu jest dobrze znany. Herod zarządził rzęź niemowląt, a mały Jezus wraz z rodziną przed tymi prześladowaniami uciekli do Egiptu. Ale jest jeszcze inna konsekwencja tych wydarzeń, której można się domyśleć. Herod, doradcy i astrolog trafili do piekła. Dowiadują się jakie były ich przewiny, król i doradcy oskarżają astrologa, że ich wpuścił w maliny z tą nieprecyzyjną przepowiednią, a astrolog z kolei mówi, że on jeden jest niewinny, bowiem mówiąc królowi przepowiednię nie miał zbrodniczych zamiarów, a pozostali już tak. Wtrącił się Szatan mówiąc, że każda precyzyjna wiedza przychodzi za późno, wynika też z tego, że każda strona moralnego działania jest nieprzewidywalna i daje się ocenić dopiero po fakcie. A tym faktem niewątpliwie jest los każdego śmiertelnika, który dowie się po swojej śmierci gdzie trafi. Czytelnik ma wrażenie, że jest to swego rodzaju ostrzeżenie, którego nie powinniśmy lekceważyć, a co my z tym zrobimy? Oczywiście odpowiedź, którą każdy powinien znaleźć jest zawarta w tytule, klucz niebieski, no i Biblia, która w sobie ów sekretny klucz znajduje. 


Książka Kołakowskiego ma zapewne jeden cel, żeby czytelnik zainteresował się Biblią, tym co w niej można znaleźć. Jeśli po przeczytaniu tej książki choć jeden czytelnik znalazł drogę do lektury Biblii, a jestem przekonany, że tak jest, to książka spełnia swoją rolę i można ją uznać za piękną i wartościową. Polecam.

czwartek, 24 marca 2016

 Zygmunt Miłoszewski, 



Bezcenny  


 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  

 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/176419/bezcenny/opinia/32193299#opinia32193299   )  







Wydawnictwo: W. A. B.
Data wydania: 2013 r. 
ISBN:   9788377478882
liczba str. 496
tytuł oryginału: -------------
tłumaczenie: --------------
kategoria: thriller/sensacja/kryminał






Książka zatytułowana „Bezcenny” to thriller dotyczący historii sztuki, i tak jak wspominałem przy okazji recenzowania książki „Łabędź i złodzieje” Elizabeth Kostovej, z lektury tej książki najwięcej wyniosą fascynacji doznań estetycznych wynikających z kontemplowania sztuki. Ale spokojnie ta książka jest na tyle interesująca, że może zaciekawić każdego, bo występuje tutaj nie tylko kontekst typowo estetyczny, także historyczny, ale także o tym, że wyrafinowana sztuka wzbudza w ludziach niesamowite namiętności. I nie chodzi tu wyłącznie o walor typowo biznesowy, że dobra sztuka jest wyśmienitą lokatą kapitału, ale również dla wielu ludzi to jest pasja, chęć posiadania czegoś wyjątkowego i dla tej pasji gotowi są zrobić wszystko, nawet zabić w miarę potrzeby. Interesujące jest tutaj, że sztuka może być i często bywa elementem rozgrywek politycznych i to na najwyższych szczeblach. I to nie tylko w kontekście chęci posiadania przez jakiś kraj danego obrazu, lub chęci odzyskania zagrabionych dzieł, zwłaszcza po II wojnie światowej, ale też z tymi dziełami mogą wiązać się jakieś tajemnice, które teoretycznie mogą nawet do wybuchu wojny doprowadzić. 


Tutaj mamy motyw obrazu „Portret młodzieńca” Rafaela Santi. Obraz ten zaginał kilkadziesiąt lat temu i jest poszukiwany przez muzealników i pasjonatów sztuki.
Premier RP zainteresował się tą sprawą i wyznaczył cztery osoby, żeby nielegalnie przetransferowały obraz, który ponoć jest na terenie USA. Są to dwie kobiety Lisa Tolfgors, złodziejka, znana z kilku brawurowych kradzieży w muzeach na całym świecie, aktualnie przebywająca w więzieniu, Zofia Lorentz, pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Zofia zajmuje się odzyskiwaniem ukradzionych dzieł sztuki. A także dwóch mężczyzn,  Karol Boznański, handlarz dziełami sztuki oraz Anatol Gmitruk, agent kontrwywiadu, zanim zaczęła się na dobre akcja książki ratował ludzi, bo w Tatrach, miał miejsce zamach terrorystyczny. Sprawa wydaje się banalna, podjęto decyzję, że dla dobra kraju obraz trzeba pozyskać nielegalnie, czyli go ukraść. Jednak wszystko się komplikuje, gdy okazuje się, że Amerykański kolekcjoner przechowuje kopie obrazu. Nasi bohaterowie muszą wyjść z tej awantury cało i dalej poszukiwać obrazu i wyjaśniać tajemnicę na własną rękę, będąc poszukiwani na całym świecie, co im życia nie ułatwia. Czy tajemnica zostanie wyjaśniona, a obraz Rafaela odnaleziony?


Miłoszewski miał ciekawy pomysł, napisać książkę w stylu Dana Browna. Ten zamysł się powiódł, książkę czyta się dobrze, czytelnik się wciąga w akcje i jest zainteresowany tym jak książka się zakończy. Autor bardzo ciekawie wykreował główne postacie. Książka jest dobra. Polecam.

niedziela, 20 marca 2016

 Leszek Biały, 



Źródło Mamerkusa



 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:   



Wydawnictwo: Nowy Świat
Data wydania: 2010 
ISBN:    9788373863620
liczba str. 847
tytuł oryginału: ------------
tłumaczenie: ----------
kategoria; powieść historyczna
 




Tym razem przydarzyło mi się przeczytać ciekawą i oryginalna powieść zatytułowaną „Źródło Mamerkusa”, której autorem jest Leszek Biały. Jest to powieść historyczna. W warstwie faktograficznej wiodącym wydarzeniem jest tutaj pierwsza krucjata z 1099 r. Militarnym osiągnięciem tego przedsięwzięcia było zdobycie Jerozolimy. Owszem mamy tutaj opisy bitew, przede wszystkim najpierw zdobycie i obrona Antiochii, a później zdobycie Jerozolimy i bitwa, obrona przez atak, i pokonanie, jednej z armii muzułmańskich, albowiem władca Egiptu chciał skorzystać z zamieszania jakim były krucjaty i powiększyć terytorium kosztem Turcji, która wcześniej władała Ziemią Świętą. No ale to chrześcijanie z Zachodu mieli ambicje zdobyć i utworzyć nowe Królestwo Jerozolimskie. I niewątpliwie ten typowo zdarzeniowy punkt widzenia jest ciekawy i czytelnik dowie się sporo jak w sposób literacki autor opisał historyczne wydarzenia. 


Jednak z historycznego punktu widzenia istotniejsze jest, że autor spróbował oddać mentalność człowieka średniowiecznego i jest to próba całkiem udana. Człowiek średniowiecza był człowiekiem wierzącym i nic dziwnego, że w tej książce wiara na wszelkie sposoby wałkowana przez autora musiała się pojawić.
Niewątpliwie interesujący jest dyskurs chrześcijańsko – islamski dwóch przyjaciół. Jednym z nich był bezimienny główny bohater, chrześcijanin, rycerz, który podąża na krucjaty, żeby zasłużyć na to, żeby ekskomunika nałożona na niego przez jednego duchownego została zdjęta. A drugim Yusuf, muzułmanin, intelektualista. Podążając z zachodu, z Hiszpanii na bliski wschód do Ziemi Świętej opowiadają sobie nawzajem niesamowite historie, słuchają również historii ludzi, których poznają. Zdarzają im się po drodze różne perypetie. Jedną z poznanych osób będzie Piotr Bartłomiej, który trudni się kombinowaniem. Jedną z jego intratnych biznesowych specjalności jest pokutowanie za innych i podróżowanie do Ziemi Świętej. Otrzymuje za to sowitą zapłatę. Ciekawostka jest to, że ktoś taki jak Piotr Bartłomiej doznaje objawień. Objawia mu się św. Andrzej, jeden z 12 apostołów, który daje mądre rady jak znaleźć włócznię, którą przebito Jezusa, i ta relikwia ma pomóc w utrzymaniu już zdobytej Antiochii. Mimo wątpliwości niektórych dowódców krucjaty i duchownych co do autentyczności objawień Piotra Bartłomieja, okazało się jednak, że ta odkryta włócznia dała krzyżowcom impuls do wgrania bitwy. Po trosze to przypomina to co działo się kilka wieków później we Francji, gdy Joanna d’Arc poprosiła niekoronowanego wówczas króla Karola VII o dowodzenie nad armią, bo taka jest wola Bożą, żeby zdobyć Orlean. Joanna pochodziła ze wsi, no i była kobietą, co w tej epoce było niedopuszczalne, żeby kobieta walczyła i dowodziła armią. Sprawę rozważyli teologowie i uznali, że jej objawienia są jak najbardziej autentyczne. 


Powieść jest napisana w interesujący sposób, czytelnik wciąga się w te wszystkie opowieści, które poznaje. Mi kojarzy się to książką Umberto Eco „Baudolino”, no i książką „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana Potockiego. Mamerkus, rzymianin, mniej więcej rówieśnik Jezusa Chrystusa, przypomina Żyda Wiecznego Tułacza. Bóg uznał, że nadszedł kres ponad tysiącletniej wędrówki Mamerkusa po Ziemi, bo zabił go przypadkowy pocisk z kuszy. 


Książka zatytułowana „Źródło Mamerkusa” jest dobra. Warto przeczytać. Polecam.

niedziela, 13 marca 2016

 Jacek Komuda,




Ostatni Honorowy



Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania; 2015
ISBN:  9788379640638
liczba str. : 370
tytuł oryginału: -------------
tłumaczenie: ------------
kategoria: literatura współczesna



(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:  

  



„Ostatni honorowy” to interesująca książka Komudy, autor napisał ją w swoim stylu, ciekawa jest jedna rzecz, akcja toczy się w czasach prawie współczesnych lata 80/90 XX stulecia, co czyni tą książkę wyjątkową. Czyżby autor nam chciał powiedzieć, że również w czasach nam współczesnych da się znaleźć jakiegoś Jacka nad Jackami Dydyńskiego? Zapewne pamiętacie tego bohatera moi drodzy czytelnicy tego narwanego acz dobrego sercem bohatera z innych książek Komudy. Dydyński jest szlachcicem banitą, któremu okazji do awantur i wywijania szabelką nigdy nie brakowało. Znane są jeszcze co najmniej dwie pasje tego bohatera, wypijanie specyfików o wysokoprocentowej zawartości alkoholu, a druga to podrywanie kobiet, w tym również odwiedzanie cór Koryntu. Czyli Dydyński jest bohaterem z krwi i kości. Widocznie autor chciał udowodnić swoim czytelnikom, że da się takich bohaterów znaleźć w niedalekiej przeszłości, pod koniec XX wieku. Niewątpliwie ta książka traktuje o tęsknocie do przeszłości historycznej i związanej z tym tradycji Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Niewątpliwie do tej pasji nawiązują ludzie, którzy interesują się historyczną bronią białą, a w szczególności ci, którzy potrafią z mieczy czy szabli robić odpowiedni użytek. Trzeba koniecznie wspomnieć, że ta historia jest oparta na autentycznych wydarzeniach. 


Głównym bohaterem jest sportowiec Kuba Błażyk. Należy on do sekcji szermierczej klubu CWKS Legia. Kuba jeździ na zawody. Jest dobry w tym co robi, ale niezależnie od tego jak byłby dobry, o tym kto wygra zawody decydują czynniki polityczne. Tak więc na wysokim szczeblu zadecydowano, że złote medale muszą zdobywać reprezentanci ZSRR. Kuba jest wyraźnie sfrustrowany, ale wie, że niewiele da się z tym zrobić. Po porażce na spartakiadzie w Dreźnie z Wiaczesławem Sienielnikowem, członkiem klubu Dynamo Moskwa Kuba Błażyk otrzymuje tzw. propozycję nie do odrzucenia. Zaproponowano mu, żeby wziął w nielegalnych zawodach szermierczych, z tą różnicą, że zawodnicy mają walczyć historyczną bronią białą na Zachodzie, zapłata oczywiście w dolarach USA, a o zwycięstwie ma przesądzać krew rywala, nie da się wykluczyć śmierci, choć rzadko się to zdarza. Główny bohater skusił się na tą propozycję. I akcja się rozpędza, bo wiadomo mamy szybkie pieniądze, łatwe kobiety, bo zawodnicy występujący w tzw. Tjoście są sławni i bogaci, ale też w pakiecie pojawia się opcja szybkiej śmierci, bo z tego paktu z mafią wcale nie tak łatwo się wyplątać. I Kuba Błażyk szybko się o tym przekonuje. Czy główny bohater wyjdzie cało z tego zamieszania? 


Książka jest dobra. Warto przeczytać. Polecam.