niedziela, 8 stycznia 2017

 Neal Stephenson, 




Zamęt, cz. 2 




Cykl: Cykl Barokowy, t. 5 





Wydawnictwo: Mag 
Data wydania: 2006 r. . 
ISBN: 8374800275
liczba str.: 480
tytuł oryginału: The Confusion
tłumaczenie; Wojciech Szypuła
kategoria: powieść historyczna





 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
 




 




Kontynuuję z zaciekawieniem czytanie „Cyklu Barokowego” Neala Stephensona. Druga część „Zamętu” jest piątą częścią cyklu. Co my tu mamy? No wiadomo, że są to dalsze koleje losu Jacka i Elizy. Ciekawe czy się wreszcie spotkają? Ja wiem, ale nie w tym rzecz, żebym zdradzał ten sekret. W tle oczywiście mamy wydarzenia historyczne, i co autora w szczególności interesuje cały ferment intelektualny końca Baroku i wczesnego Oświecenia. Mamy końcowe lata XVII wieku i akcja wchodzi w XVIII w. 


Nasza główna bohaterka Eliza siedzi przede wszystkim w Londynie, po cichu w rozgrywkach politycznych wspiera wigów przeciwko rządzącym akurat torysom. Wcześniejszy rząd torysów określano jako juncto, to łacińskie określenie lepiej znanego słowa junta, raczej kojarzonego z republikami bananowymi niż z ojczyzną demokracji. Tu raczej chodzi o negatywne określenie przeciwników politycznych, co się często zdarza w dyskursie politycznym, także w czasach nam współczesnych. A więc ta forma określania nienawiści do politycznego wroga ma dość długą historię jak się okazuje. Oczywiście Stephenson jest zainteresowany również gospodarką, na pewno intrygującym faktem jest, że sir Isaac Newton został szefem mennicy brytyjskiej. Mamy rozważania dlaczego uczeni najwybitniejsze mózgi owej epoki zainteresowali się kwestią pieniądza, czyli funta brytyjskiego, czegoś w rodzaju waluty globalnej, wiadomo później pojawią się dolary amerykańskie i to one tą rolę przejmą. Nadal tak jest choć konkurencja euro wydaje się silna. Można wysnuć wniosek, że koncepcja długiego średniowiecza Le Goffa naprawdę trzyma się kupy, w tym czasie, końcówka XVII wieku zaczyna się zmieniać rola pieniądza, wcześniej pieniądze były dodatkiem do rozliczeń feudalnych między poddanymi a panami feudalnymi, było ich stosunkowo niewiele i ich rola nie była znacząca. Na początku tego cyklu pieniądze angielskie są ponoć tak niewiele warte, że nikt nie zawraca sobie nimi głowy. A nowoczesne podejście do pieniądza jest inne, na dobrej jakości walucie opiera się handel. Dni hiszpańskiego peso wydają się policzone, po prostu kruszcu z Ameryki jest zbyt dużo na rynku i ten pieniądz traci na wartości. Potrzebna jest nowa waluta. Z tego obrotu sprawy oczywiście nie jest zadowolony król Francji Ludwik XIV i ma swój plan. Jaki?


Ciekawe są przygody króla wegabundów Jacka Sheftoe, jak na króla przystało zrobił sobie w najlepsze tournée po całym globie. Jak zaczyna się ta książka spotykamy go w Indiach, zajmuje się żywym srebrem a jakże. Jak na wegabundę przystało traci legendarny skarb Salomona. Trwa w Europie dochodzenie gdzie też podziało się złoto i srebro z tego skarbu. Będąc w Indiach Jack podziwia miejscowe wyroby sztuki płatnerskiej, chociażby miecze, szable, sztylety pochodzące z drogiej damasceńskiej stali popularnej również w Europie. Jack ze swoją ekipą trafia do Japonii, potem do Meksyku. A potem okrężną drogą wraca do Europy. Co go czeka dalej. Czytelnik będzie miał okazję dowiedzieć się w kolejnych trzech tomach zatytułowanych „Ustrój świata”.


Interesujące są losy Boba Sheftoe, Eliza, zaciekła przeciwniczka handlu niewolnikami, za co swego czasu niezłe cięgi, w postaci harpunu na swoim ciele, zebrał Jack, go lubiła chociażby dlatego, że ten dzielnie walczył o swoją Abigail, która jest niewolnicą. Inna bajka, że z uroków samej Elizy Bob chętnie korzystał. Ciekawe czy bracia będą mieli na pieńku ze sobą z tego powodu. Bob ma na pieńku z właścicielami pięknej Abigail. W końcu korzystając z okazji przy pomocy angielskiego regimentu napadają na rezydencję i biorą co swoje, zabierając ukochaną Boba. 


Książka jest naprawdę ciekawa. Warto przeczytać. Polecam.

piątek, 6 stycznia 2017

 Elżbieta Cherezińska, 



Harda



cykl: Harda, t. 1  


Wydawnictwo:  Zysk i S -ka
Data wydania; 2016 r. 
ISBN:  9788377859605
liczba str.: 591
tytuł oryginału: ---------
tłumaczenie: ---------- 
kategoria; powieść historyczna 





 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
 




Cherezińskiej przyszło do głowy połączyć to co lubi, po pierwsze historie naszego kraju, a po drugie Wikingów, i jak się okazuje jest to możliwe, bo losy hardej księżniczki Świętosławy, przez wikingów zwaną Sigridą Storradą, siostry Bolesława Chrobrego autorce to umożliwiły. Oczywiście postać Bolesława autorka również uwielbia, pojawił się w „Grze w kości” i tutaj również. Te rodzeństwo, dzieci Mieszka I i Dobrawy wyrosły na ludzi wielkiego pokroju. Bolesław Chrobry kontynuował dzieło swojego ojca i zrobił z Polski kraj dość znaczący w europejskiej geopolityce, zostało to zwieńczone koroną w 1025 r. A Świętosława jako kobieta w planach Mieszka I była potrzebna do zawarcia interesującego sojuszu, a widać sojusz z państwami skandynawskimi, które dysponowały niebezpieczną armią i flotą, Wikingowie wciąż robili co chcieli, chociażby królowie Olaf i Swen podbijali w charakterze typowo łupieskim regularnie Anglię kiedy tylko mieli na to ochotę.
Ci dwaj panowie, kiedy trzeba zawierali sojusze, ale zazwyczaj byli wrogo  do siebie nastawieni, bo tego wymagała polityka, rywalizacja Danii i Norwegii o wpływy, smaczku tej rywalizacji dodały konkury o Świętosławę. Pozostali nie mieli szans, paru gołodupców, jak to Świętosława określała, „królowie co siedzą na kilku skałach”, harda pani puściła z dymem w sensie dosłownym. W rywalizacji Olava ze Svenem o miłość Sigrydy Storrady powinien wygrać ten pierwszy, ale że „serce królowej bije dla królestwa” to się przekonajcie jak było moi drodzy czytelnicy sięgając po „Hardą”.


 
Czytelnik poznaje losy najpierw młodej księżniczki, a potem królowej Świętosławy, która świetnie musiała sobie radzić na obco kulturowym i dość trudnym terenie, w tej części Szwecji i Danii. Szwecja była krajem który czcił Odyna i całą armię tradycyjnych bogów, w których wierzyli wikingowie. Świętosława jako chrześcijanka narzekała na to, ale jednak sobie dobrze radziła, a jej waleczni poddani ją wręcz uwielbiali, widzieli w swojej królowej niemal ludzkie uosobienie bogini Frei. Świętosława paradowała ubrana dostojnie i bogato strzegli jej nie tylko zaufani wojownicy Wiłkomir z Polski i łysy Ulf ze Szwecji, oraz kilkudziesięciu innych Szwedów i Polaków, ale także dwa rysie, które wabiły się po polsku Wrzask i Zgrzyt, które słuchały tyko swojej pani i w razie potrzeby pokazywały swoje bestialskie akcesoria ząbki i pazurki. Taka była Świętosława, po prostu harda i za to była uwielbiana. Mam wrażenie, że tak wykreowana przez Cherezińską bohaterka, czyli literacka wizja historycznej postaci zdobywa bez pudła serca wielu czytelników i czytelniczek. I nie ma się co dziwić. 


Co tu nowego można dopowiedzieć, autorka w genialny sposób pokazuje realia myślę, że trudnej dla każdego literata epoki, jaką jest wczesne jeszcze średniowiecze. Można się wiele dowiedzieć jak się robiło politykę, z grubsza tak samo, bo polityka jest zawsze taka sama. Cherezińska bez ogródek pisze o układach politycznych, wojnach sojuszach interesach, królewskich małżeństwach jako formy realizacji przez monarchów konkretnej polityki itp. 


Książka jest po prostu świetna, przeczytać koniecznie trzeba. Zdecydowanie polecam.

środa, 4 stycznia 2017

 A. J. Kazinski, 





Ostatni dobry człowiek  





cykl: Niels Bentzon, t. 1 






Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2016 r. . 
ISBN:   9788324160587
liczba str.: 512
tytuł oryginału: Den sidste gode mand
tłumaczenie: Elżbieta Frączak  - Nowotny 
kategoria. thriller







 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:


  



Przeczytałem książkę „Ostatni dobry człowiek” A. J. Kazinskiego, to jest duet dwóch duńskich pisarzy: Jacoba Weiricha i Andersa Rannowa Klarlunda, gatunkowo to jest thriller, a treściowo ma w sobie motywy psychologiczne, to akurat nic niezwykłego, i motywy filozoficzne, raczej w thrillerach rzadko spotykane. A jak się okazuje da się na podstawie motywów filozoficzno – religijnych całkiem ciekawy thriller napisać.


Autorzy rozważyli pojęcie dobra. W przypowieści „O sprawiedliwych ludziach Boga”, która pochodzi z Talmudu, zbioru pism religijnych spisanych w Izraelu i Babilonie, mamy, że 36 osób z każdego pokolenia jest tak dobrych, że choćby ktoś szukał haka przez całe życie tej osoby to absolutnie nic nie znajdzie. I wokół tego autorzy tego usnuli swoją intrygę literacką, te 36 osób ginie, lub ma zginąć, w tajemniczych okolicznościach. Przy życiu pozostały osoba nr. 35, która mieszka w Wenecji i osoba nr. 36, która mieszka w Kopenhadze. Pozostałe 34 osoby zmarły w niedalekiej przeszłości. Czas i miejsca zgonów zachodzi w zadziwiającej regularności. Sprawę wyjaśnia komisarz Niels Bentzon, pomaga mu Hannah Lond, naukowiec astrofizyk. Natomiast w Wenecji sprawą się zajmuje komisarz Tommaso di Barbara. Obydwaj policjanci kontaktują się ze sobą tefonicznie pomagając sobie nawzajem w śledztwie. Myślę, że nie ma potrzeby pisać o tym kim okazali się dobre osoby nr. 35 i 36, a to z tej racji, że popsułoby to czytelnikowi tą fascynującą zabawę dochodzenia do tego kto też to może być. No i czy wyjdą cało z tej opresji. Coś sugeruje tytuł, ale o tym ci, cichosza…


Wywód pisarzy na temat dobra jest fascynujący, dwaj komisarze szukali ludzi , dobrych, a okazywało się, że znajdywali to co jest złe w ludziach, i co z tego wynika? Dobro, z punktu widzenia każdej religii dobry jest ten który wypełnia nakazy religii, w przypadku nas chrześcijan jest to oczywiście dekalog, które tworzą swoiste imperatywy moralne. Pytania czy są one możliwe do spełnienia zadaje sobie zapewne każdy wierny. Mi również zdarza się o tym rozmyślać, że chrześcijaństwo jest trudną religią. Sens w tym wszystkim polega na tym, że Bóg doskonale wie, że my ludzie z natury swej jesteśmy niedoskonali, a więc z tego by wynikało, że życie wiarą to podejmowanie prób dążenia do doskonałości, to nie tylko przyjmowanie do głowy słów naszego mistrza Jezusa Chrystusa, ale też praktyczne podejmowanie decyzji życiowych na podstawie tego co wyczyta się chociażby w Biblii. Na pewno wiara nadaje człowiekowi sensu życia, pomaga mu definiować sens życia, i jak podążać przez tą doczesną pielgrzymkę zwaną życiem. 


Na pewno jedna sprawa jest istotna, Wisława Szymborska, pisała, „tyle jesteśmy warci ile nas sprawdzono”, na ten temat pisałem swoją pracę maturalną z polskiego. Ciekawe jakby wyglądała teraz biorąc pod uwagę większe oczytanie literackie, no i parę innych czynników? Tak czy siak ta życiowa weryfikacja daje nam samemu sobie wiele do powiedzenia o nas samych. Do tego też myślę nawiązuje ta książka, bo kiedy człowiek ma wiedzieć czy jest dobry czy nie. Często każdy z nas marudzi, i to jest naturalne, jak mu źle w życiu, że innym idzie lepiej, Seneka ma coś ciekawego do powiedzenia, „Dlaczego na najlepszych Bóg zsyła chorobę albo smutek, albo inne dolegliwości? Bo przecież na wojnie niebezpieczne rozkazy otrzymują tylko najlepsi.”, co ciekawe coś podobnego znaleźć można również w Biblii. Więc po prostu trzeba uznać, że Bóg wie najlepiej co jest dla nas najlepsze. Oczywiście, że trudno nam się z tym pogodzić, bo człowiek z natury ma upierdliwie hardą naturę, i chce być wolny, i dlatego często ma zwyczaj wadzić się z Bogiem, i dalej, ile czasu potrzebuje, żeby zrozumieć, że wolność jest właśnie w Bogu. 


Podsumowując cieszę się, że przeczytałem tą książkę, A. J. Kazinski udowodnili, że konwencja thrillera daje autorowi duże pole do popisu, nawet pofilozofować można. A filozofować uwielbiam w swoich recenzjach i fajnie, że przy tej okazji recenzowania książki. Zdecydowanie polecam.

niedziela, 18 grudnia 2016

Praca zbiorowa - Polscy fani Metro Uniwersum 2033, 



Echo zgasłego świata 




Seria: Projekt Glukchowsky, Metro uniwersum 2033



Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2016 r. 
ISBN:  9788365315359
liczba str.: 344
tytuł oryginału: -------------
tłumaczenie: ---------
kategoria: fantastyka, postapokalipsa  



 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:




Ilona Podgrajka, W ludzkiej skórze, [w: } praca zbiorowa - Polscy fani Metro uniwersum 2033, Echo zgasłego świata 





Przyznaję, że interesuje mnie co piszą Polscy fani serii Metro uniwersum 2033. „Echo zgasłego świata”, to jest już trzecia tego typu publikacja, wcześniej były „W blasku ognia” i „Szepty zgładzonych” . Pod względem literackim są różne, wszak wiadomo piszą te opowiadania osoby, które nie są branżowymi pisarzami, wyjątek jest jeden opowiadanie Pawła Majki w tym trzecim tomie, który jak wiadomo napisał m. in. dwie książki z tej serii „Dzielnica obiecana” i   „Człowiek obiecany”.  Na pewno ta twórczość pisarzy fanów Uniwersum Metra 2033, to dowodzi jednego, że ta seria ma przed sobą kapitalną przyszłość, bo pomysłów może być multum jak się okazuje. Mamy w tych opowiadaniach miasta polskie, Kraków, Warszawę, Wrocław, aglomerację Śląską, Trójmiasto, a także okolice Zakopanego. Niewątpliwie nowością w tym tomie jest miejsce akcji umiejscowione w kopalniach i są to naprawdę wyśmienite opowiadania. Swoim zwyczajem chcąc wybrać jedno miałem naprawdę trudny wybór, co dowodzi jednego, ten cykl Polskich fanów w ramach serii Uniwersum Metro 2033 wybija się na coraz wyższy poziom. Padło na opowiadanie „W ludzkiej skórze" Ilony Podgrajki. 


Autorka tego opowiadania ma naprawdę ciekawe i nowatorskie koncepcje, w jednym mnie zażyła, da się pisać o Uniwersum Metro w konwencji fantasy, a to już jest niesamowite zaskoczenie. Pomysł jest genialny, mamy tutaj szereg nawiązań do Tolkiena, chociażby nieprzebyte lasy, do których strach wchodzić, bo nie wiadomo czy się wyjdzie cało z tej przygody. Mamy świat mało znany, mieszkańcy poszczególnych schronów, bunkrów, enklaw, czy jak tam zwać poszczególne miejsca siedlisk ludzkich, przypominają hobbitów z Shire, bo jeżeli mają jakąś wiedzę o świecie, to najwyżej o tym co się dzieje w kilku sąsiednich enklawach, dalej nikt nie ośmieli się zapuszczać, bo nie wiadomo co to tam za ludzie mieszkają, są poganie, chrześcijanie, którzy napisali nową ewangelię, taką na nowe czasy, bardziej surowe i dekalog wymagający ścisłego posłuszeństwa wobec rządzących enklawami, przywrócono karę kamieniowania znana z kart Starego Testamentu, no i są różne frakcje partyjne nawzajem się zwalczające. Tak jak u Tolkiena ludzi Wędrowców po świecie jest niewielu, jednym z nich jest Chachar, zwany też Włóczykijem, postać na wpół legendarna, bo podobno wiele widział, i przemierzał świat ogarnięty wszeochobecnym radioaktywnym pyłem, pełny niebezpieczeństw, oprócz ludzi, okupują go mutanty i wszelkie dziwne stwory. 


Włóczykij poznaje Petrę, która uciekła od swojej enklawy, która została zniszczona. Trafiają do jednego ze schronów, w której duży wpływ na społeczność ma kapłan nieznanej dotychczas sekty, dość krwawej, bo dla wyższej idei, zabija się ludzi w ramach ofiar, tu akurat nie ma wyjaśnienia czy to jest pragmatyzm polegający na tym, że w ten sposób reguluje się liczbę mieszkańców, tak jak w innym, jednym z kopalnianych opowiadań, czy po prostu winny sprzeniewierzył się surowym regułom nowej religii o co został posądzony. Włóczykij i Petra uważają to za zwykłe barbarzyństwo i robiąc zamieszanie ratują Michała z opresji. 


Tak jak już wspomniałem wszystkie opowiadania są świetne, pisane różnym stylem tak jak to wyobraźnia, talent pisarski do kreowania fantastycznej postapokaliptycznej rzeczywistości pozwala. Autorzy piszą w tych opowiadaniach o trudnych realiach rzeczywistości, o zmaganiach się ludzi w życiu codziennym, no i pojawia się też to co w książkach branżowych twórców metrowej postapokalityki, czyli mowa o granicach człowieczeństwa, o staranie się, żeby to coś co nazywamy cywilizacją, w tych realiach bardzo kruche, ale im bardziej to jest kruche, tym bardziej kurczowo ludzie się tego trzymają, bojąc się tego, że po prostu zejdą na psy i nic już ich nie uratuje. W wielu z tych opowiadań pojawia się też motyw zbrodni i kary, a więc jeden z elementów funkcjonowania cywilizacji. Kary są tutaj niezwykle surowe, widać przywódcy uważają, że tylko surowość kar może przemówić poszczególnym członkom członkom społeczności do rozsądku. No i mamy też motyw powrotu do realnego średniowiecza, idące za tym skrócenie życia, cofniecie się medycyny, ludzie umierają nawet na zwyczajne, uleczalne w normalnych warunkach, no ale warunki 20 lat po wojnie neklearnej normalne nie są i mogą być tylko jeszcze gorsze. A więc mamy tutaj motyw egzystencjalnego zmagania się bohaterów z trudnościami życia. 


Zdecydowanie warto przeczytać.

środa, 14 grudnia 2016

Frederic Forsyth, 




Czarna lista 



Wydawnictwo: Albatros - Andrzej Kuryłowicz 
Data wydania: 2014 r. 
ISBN:   9788378857440
liczba str.: 432 
tytuł oryginału:  The Kill list
tłumaczenie: Andrzej Niewiadomski 
kategoria: thriller 




 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:
 




Niedawno kupiłem „Czarną listę” Forsytha, bo po pierwsze książka mnie zaciekawiła, po drugie lubię książki tego pisarza i uznałem, że warto przynajmniej jedna mieć u siebie, no i wreszcie przyzwoita cena. W tej książce Forsyth rzeczywiście nawiązuje po troszę do „Dnia Szakala”, a z drugiej do „Afgańczyka”. Autor odsłania w niej kulisy wojny z terroryzmem. Co ciekawe, że znaczna część działań wojennych ma miejsce w internecie. A więc de facto hakerka wojenna dawno przestała być domeną wymysłów pisarzy science fiction i jest rzeczywistością. Interesujące jest to, że zdawał sobie z tego sprawę Osama bin Laden i dlatego był nieuchwytny przez tyle lat, terrorysta praktycznie nie używał komputerów, ani nawet telefonów komórkowych. Kontaktował się z całym światem za pomocą zaufanych posłańców, którzy wiadomości mieli w głowach. Byli praktycznie nieuchwytni. To jest ciekawe, czyżby czekał nas powrót epoki gołębi pocztowych, żeby umknąć wszechobecnemu Wielkiemu Bratu? 


Ale dobra starczy tej analityki, biorę się za to co my tu mamy. Oczywiście istotni są bohaterowie, dobrzy i źli. Przedstawicieli państw, głównie USA i Wielkiej Brytanii, a po drugiej terrorystów. Oczywiście są to bohaterowie zbiorowi i ta walka trwa, również na kartach tej powieści nieustannie. Jednak można się domyśleć, że Forsyth potrzebował bohaterów indywidualnych, a wiec jednostki będące po jednej i drugiej stronie. I co ciekawe są to bohaterowie interesujący przeciwnicy godni siebie, z wysokiej ligi, zarówno pod kątem niesamowitej inteligencji, jak i wyszkolenia wojskowego i nie tylko. Smaczku dodaje fakt, że zarówno Tropiciel jak i Kaznodzieja są zadziwiająco podobni do siebie. Tropiciel pochodzi z rodziny wojskowych w armii USA, i to w którymś pokoleniu, tak samo Kaznodzieja, jego krewni służą w wojsku Pakistanu, i jemu również wróżono dobrą karierę. Jednak Kaznodzieja został radykałem islamskim i przyłączył się do jednego z ugrupowań gdzieś w niedostępnych górach na pograniczu Pakistańsko – Afgańskim. Oczywiście tam szybko zdobył uznanie. Został jak mówi jego kryptonim Kaznodzieją, a więc nawoływał do dżihadu. Wedle tych koncepcji każdy wierny islamista powinien zabić sam bez niczyjej pomocy jakiegoś ważnego Zachodniego polityka. Odzew tego nawoływania był niesamowity i w Stanach i na wyspach Brytyjskich zginęło wielu polityków. Jednym z nich był generał armii USA, ojciec Tropiciela, co oprócz wojny obydwu stron tego konfliktu uczyniło z tej rywalizacji prywatną wendettę, no bo Tropiciel już sprawą Kaznodziei się zajmujący został dodatkowo zmotywowany.


Akcja się rozpędza coraz bardziej. Oczywiście nie tylko w necie, ta walka dwóch informatyków jest interesująco przez autora rozpracowana, ale także ginie mnóstwo ludzi w realu, a wszelka broń idzie w ruch. W sprawie Tropiciela zaangażowanych było kilka agencji wywiadowczych USA i Wielkiej Brytanii, także izraelski Mosad swoje trzy grosze wsadził. 


Akcja pędzi coraz szybciej wrogowie prężą muskuły wyciągają wszelkie możliwe zabawki i jazda… Jak to się zakończy. Chociaż można się tego domyślać już na początku, to i tak warto o tym poczytać, bo tego typu rywalizacja dwóch godnych siebie przeciwników to coś w rodzaju wojny psychologicznej i taka rzeczywiście ma tutaj, na kartach książki, miejsce. Tropiciel ma genialne pomysły jak się dobrać do Kaznodziei, a ten z kolei wierzy, że po raz kolejny zdoła umknąć służbom, mimo, że właściwie został ośmieszony i skompromitowany. 


Szczegółów nie ma co zdradzać, po prostu koniecznie znajdźcie tą świetną książkę i przeczytajcie moi drodzy czytelnicy. Rewelacja.
 Maxime Chattam, 




Tajemnice chaosu



Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania:2008
ISBN: 97883750802223
liczba str.: 534
tytuł oryginału:  Les Arcanes du Chaos
tłumaczenie: Joanna Kluza 
kategoria: thriller  




 (  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:


 



Sięgnąłem po książkę Maxime’a Chattama zatytułowaną „Tajemnice chaosu” nominalnie to jest thriller typu teoriospiskowego i rzeczywiście teorie spiskowe tam są, przede wszystkim blog Kamela Nasira, który ponoć tym co pisze na blogu naraził się politykom. Koncepcję jakie lansuje bloger, że Ameryką de facto rządzą korporację, a USA to tak naprawdę jedno wielkie korpopaństwo. Tego typu koncepcje można spotkać w niektórych książkach fantastycznych i to chyba jest zaskakujące, że autor pisząc thrillera a wiec książkę, która odnosi się z założenia do rzeczywistości, co najwyżej w tym gatunku pojawiają się pewne naciągane koncepcje, oparte na manipulacjach faktami teorie spiskowe, w które wierzy pewna grupa ludzi, czasami można spotkać koncepcje co by było gdyby jakiś fakt historyczny miał miejsce naprawdę i jakby to zmieniło świat. A w tej książce czytelnik odnosi wrażenie, że autor tu jednak za bardzo podryfował w stronę fantastyki, oczywiście jeśli zależało Chattamowi na konwencji thrillera.  No bo przecież blog Kamela Nasira to dopiero początek atrakcji. Mamy cienie, które próbują zza luster wpływać na rzeczywistość, Archetypowo to wiadomo „Alicja w krainie czarów”, cienie pojawiają się czy to w „Cieniorycie” Piskorskiego” czy podobny motyw luster mamy w "Regule dziewiątek” Goodkinda. Czy te lustra są światem Pomiędzy jakby to zdefiniował Grzędowicz? Niewykluczone.
 

No i co z tego wynika? czy ta kombinacja fantastyki z rzeczywistością wyszła autorowi? To już sami ocenicie moi drodzy czytelnicy jeśli sięgniecie po tą książkę. Ja odnoszę wrażenie, że jednak nie za bardzo. Pomysły owszem autor ma interesujące, ale byłyby one bardziej uzasadnione gdyby autor stworzył jakąś zgrabną koncepcję fantastyczną. A tak to wyszła teoria spiskowa tak super naciągnięta, że nikt o zdrowych zmysłach w nią nie uwierzy. Koncepcja dobrej teorii spiskowej polega na tym, że manipulacja faktami jest do tego stopnia realna i tak precyzyjnie i logicznie wyjaśniona, że zwolennicy tych teorii wierzą, że są prawdą i przekonanie ich, że to tylko teoria jest praktycznie niemożliwe. Książki z gatunku thrillera zawierają w sobie zabawę tego typu koncepcjami. Autorzy też zastanawiają się dlaczego niektórzy ludzie chcą w teorie spiskowe wierzyć. A tutaj czytelnik się dziwi, że ktokolwiek w te teorie wierzy, no bo mamy pewnych przypadkowych faktów, który jest ze sobą powiązany, np. przypadkowe okoliczności śmierci Lincolna i Kennedy’ego, podstawowa jest jedna, że jeden i drugi zginął w wyniku zamachu, a te okoliczności siłą rzeczy są podobne i najprawdopodobniej nie ma w ty nic nadzwyczajnego. Ciekawy jest motyw Tytanica, że w fikcji literackiej w książce napisanej kilka lat przed rokiem 1912, była katastrofa Titana, i to rzeczywiście jest ciekawe czy to jest proroctwo czy bardzo realistyczna koncepcja fantastyczna. Tego nie da się dociec, raczej można przypuszczać, że fantaści bez pudła są w stanie dojść na podstawie analizy jakie będą wynalazki w przyszłości, czasem próbują dociec jakie będą wydarzenia w przyszłości i jakim kierunku podąży proces dziejowy. To są ciekawe rozważania w tej książki. I to jeszcze dałoby się strawić, ale autorowi do szczęścia jeszcze  cienie były potrzebne. A czytelnik duma po jaką cholerę?

 


Dlaczego do tego wszystkiego wepchały się te cienie, które jak można z tego zrozumieć mają duży wpływ na elity władzy. A wiec ta teoria spiskowa opiera się na założeniu, że to cienie rządzą światem. Postanowiły namieszać w życiu głównej bohaterki Yael, a ta wciągnęła Thomasa. Obydwoje próbują rozwikłać tajemnice cieni. Jedną z hipotez jest, że za tą tajemnicą chaosu stoi diabeł. Można odnaleźć też tutaj to co mamy u Dana Browna, a więc rozważania dotyczące symboli masońskich, które można znaleźć na banknotach dolarowych.

 

Troszkę naciągane to wszystko. Książka jest przeciętna. Można przeczytać.

niedziela, 4 grudnia 2016

Steve Berry, 


Królewski spisek  



Wydawnictwo: Sonia Draga 
Data wydania: 2014 r. . 
ISBN:: 9788375088793
liczba str.: 456
tytuł oryginału;  The King's Deception
tłumaczenie: Adam Oleksiejuk 
kategoria: thriller



(  recenzja opublikowana na portalu lubimyczytac.pl:





Po książkach Steve’a Berry’ego z grubsza wiadomo czego można się spodziewać. Autor ten pisze thrillery dotyczące dziwnych tajemnic z przeszłości zahaczające o teorie spiskowe, które mają w tych książkach przełożenie na współczesność. Autor zastanawia się i chce czytelnikom dać do myślenia co by było gdyby okazały się faktami i jak to zmieniłoby świat. I tak jest też w książce zatytułowanej „Królewski spisek”, która dotyczy tajemnic królewskiego rodu Tudorów, która rządziła Wielką Brytania w latach 1485- 1603, a w szczególności Elżbiety I, o której mówi się, że była mężczyzną. Podobno wedle tej hipotezy została podmieniona, ponieważ księżniczka zmarła, w wieku dziecięcym, żeby nie narazić się na gniew króla Henryka VIII, i tak już zostało. Amerykanie zdobyli niezbite dowody na to, że tak właśnie było i próbowali szantażować rząd Wielkiej Brytanii, żeby nie wypuszczał z więzienia libijskiego terrorysty Al. Magrebiego. 
 

Głównym bohaterem jest Cotton Mallone, były agent wywiadu amerykańskiego, teraz na emeryturze prowadzi księgarnie w Kopenhadze, ale, że co i rusz mu żyć nie dają. Mallone jest bohaterem kilku książek, i wplątują Mallone’a w tego typu afery. Mamy tu rywalizację Antrima, agenta CIA z Malonem, oprócz rywalizacji o zdobycie tajemniczego pendriva z tekstami wyjaśniającymi tajemnice, dochodzi kontekst prywatny, żona Mallona miała z Antrimem romans, ten uważa, że Gary jest jego synem, a nie Mallone’a, a to niewątpliwie pod kątem typowo psychologicznym podnosi temperaturę tej rywalizacji. Swoje trzy grosze wmieszała się tajna organizacja Bractwo Dedala. No i akcja się rozpędza. Jedni wyjaśniają tajemnice, drudzy chcą temu zapobiec. W tym czasie trwają dyplomatyczne przepychanki między rządami USA i Wielkiej Brytanii. Jak to wszystko się zakończy? 

 

Książkę jest interesująca warto przeczytać.