wtorek, 17 marca 2020

Terry Goodkind, Całun nieśmiertelności

Terry Goodkind,


Całun nieśmiertelności 




cykl: Kroniki Nicci, t. 2



seria: Uniwersum Miecz Prawdy, t. 19


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2018 r.
ISBN:  9788380623699
liczba str.: 560
tytuł oryginału:   Shroud of Eternity
tłumaczenie: Lucyna Targosz
kategoria: fantasy



recenzja opublikowana na lubimycytac.pl:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4846721/calun-niesmiertelnosci/opinia/56625964#opinia56625964





                                                                       


Wszystko na to, że Terry Godkind miał świetny pomysł napisać nowy cykl w ramach uniwersum „Miecz Prawdy”, ponieważ cykl „Kroniki Nicci” jest troszkę inny i wynikło z tego, że autor miał parę fajnych, oryginalnych, ciekawych koncepcji literackich i to na pewno sprawiło, że czytelnikowi przyjemnie się zgłębia te nowe przygody czarodziejki Nicci i jej przyjaciół byłego proroka, czarodzieja chwilowo pozbawionego daru, Nathana i Bannona ich nowego znajomego. Oraz wielka, drapieżna kocica Mraau, z którą Nicci w tajemniczy sposób jest połączona. Autor z tego cyklu zrobił powieść drogi, co prawda we właściwym cyklu były elementy tej koncepcji, jednak ten cykl niemal w całości to peregrynacja po niezmierzonych, niezbadanych rubieżach Starego świata, i opowiadanie wszystkim, że lord Richard Rahl zrobił porządek i będzie ładnie pięknie, będzie pokój, wygrało dobro itd. Jest też oczywiście typowe idee fixe Goodkinda, czyli mowa jest spora o koncepcji wolności, którą obwieszcza wszystkim właśnie Nicci. Celem tej misji jest sprawdzenie, czy lokalni watażkowie podporządkują się woli władcy wielkiego Imperium D’Hara. Jeżeli dyplomatyczne przekonywania pięknej blond czarodziejki okazały się nieskuteczne Pani Śmierci zobligowana jest do użycia siły magicznej, której lekceważyć nikt nie może. Już nie mówiąc o tym, że lord Rahl nie zawaha się przysłać armii. I wszystko na to wskazuje, że w kolejnych tomach na motywy batalistycznych opisów bitew czytelnik szybko się doczeka. No ale czasem mamy drugi tom cyklu zatytułowany „ Całun nieśmiertelności” i krótko mówiąc można powiedzieć, jest ciekawie.



Nicci i jej drużyna trafia niemal mitycznego Ildakaru, duże miasto, które ma zwyczaj pojawiać się i znikać, a przyczyną jest tajemniczy całun nieśmiertelności. Czyli w gruncie rzeczy coś podobnego, czym był osłonięty Pałac Proroków. Nathan spędził tam okrągłe tysiąc lat, więziony przez Siostry światła badał proroctwa. Jak nietrudno się domyśleć jest to bardzo potężna magia. Richard i Zed uporali się z magią Pałacu Proroków. Jak będzie z Ildakarem i czy to jest konieczne? Można się tego domyśleć, ale lepiej poczytać książkę. Nicci co prawda w Pałacu Proroków spędziła jakieś 200 lat. Ale czarodzieje Ildakaru spędzili w swoim mieście 1500 lat, za pomocą magii próbowali się schronić przez liczną półmilionowa armia imperatora Utrosa. Wojacy zostali przemienieni w kamienie a miasto znikło. Pod tym kątem to było ciekawe, że nasi bohaterowie mogli pokonwersować sobie z ludźmi którzy żyli w epoce wielkich magów i wielkich wojen jakie robili magowie z tamtych czasów. Ildakar był i wciąż jest pięknym i bardzo bogatym miastem, myślę, że przypomina starożytny Rzym, gospodarka tego miasta oparta jest na sile mięśni licznych niewolników. Demokratom z tego uniwersum fantasy czyli Nicci i Nathanowi tego typu koncept społecznych nie mógł się podobać. Postanowili więc to zmienić. Tym bardziej jak się okazało opozycja wobec rządzącej miastem Rady Magów jest silna. Ferment sieją Lustrzana maska i jego ludzie, rekrutujący się głównie z niewolników, ale nie tylko. Pamiętajmy z historii, że np. rewolucję francuską robili jak najbardziej ludzie szlachetnie urodzeni i to oni byli motorem napędowym przemian. Tu jest coś podobnego, Lustrzaną maskę popierali niektórzy magowie. No i zyskali cenną sojuszniczkę Nicci. Co z tego wszystkiego wyniknie? Główni bohaterowie utknęli w Ildakarze i wbrew nadziejom Nicci, e miastro jest bezpieczne i mogą iść dalej szybko miasta nie opuszczą, no ale o tym będzie mowa jak zajmę się recenzowaniem kolejnej książki.


Fani twórczości Goodkinda nie będą zawiedzeni, a pozostałym czytelnikom polecam, żeby przekonali się, że twórczość tego autora jest wartościowa i warto zagłębiać się w kolejne tomy serii „Miecz Prawdy”. Fajnie, że czytając „Kroniki Nicci” czytelnik ma okazję poznawać tą niebagatelną bohaterkę jaką jest czarodziejka Nicci. Zdecydowanie polecam.




piątek, 13 marca 2020

Oliver Bowden, A C - Porzuceni

Oliver Bowden, 


Assassins Creed - Porzuceni


cykl: Assassins Creed, t. 5


Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2013 r.
ISBN: 9788363944148
liczba str.: 448
tytuł oryginału:   Assassin's Creed: Forsaken
tłumaczenie: Przemysław Bieliński 
kategoria: fantastyka, gry komputerowe




recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/160583/assassin-s-creed-porzuceni/opinia/56774747#opinia56774747






                                                                                     
Gra „Assasins Creed III” to ostatnia gra z serii tzw. klasycznego Assasyna, chodzi tu o to, że w teraźniejszości to ostatnia gra w której bohaterem jest Desmond Miles. Do tego typu pomysłu, że mamy bohatera w naszych czasach twórcy gry postanowili wrócić w najnowszych odsłonach gry, w "Assasins Creed – Origin" jest to Laila Hassan. Natomiast cykl książkowy to doskonałe uzupełnienie serii gier.




Ta książkowa piąta część to jednak pewne odejście od dotychczasowego schematu, gdzie dotychczas główni bohaterowie byli ci sami, co w grach, które są odpowiednikiem fabuły zawartej w książkach, ponieważ w „Assassins Creed – Porzuceni”, od początku do prawie samego końca bohaterem jest Heytam Kenway. W grze templariuszem Haytamem Kenwayem gracz gra o ile sobie przypominam cztery sekwencje, pozostałych kilkanaście gracze poznają losy jego syna, asasyna, Connora, i w grze wszystko widzimy z jego perspektywy. A w książce mamy perspektywę Haytama Kenwaya, wielkiego mistrza Templariuszy na  terytorium Ameryki.   Jest to po prostu pewien smaczek mający też dowieść, że w tym książkowym cyklu nie chodzi tylko o to, żeby referować zawartość gier, ale też mają one z założenia przedstawiać informację uzupełniające i pod tym kątem książki jak najbardziej się sprawdzają.






Czytelnik poznaje dzieciństwo Haytama Kenwaya, którego wychowuje ojciec Edward, ta bardzo ciekawa postać, pojawi się w grze „Assasins Creed IV – Black Flag” , książkowy tytuł „Assassins Creed – Czarna bandera”. Mam zamiar kontynuować czytanie kolejnych książkowych wersji „Assassins Creed” Wracając do tematu Edward Kenway ostaje zamordowany, natomiast Haytamem zainteresowali się templariusze, ponieważ uważali, że młody Kenway ma niesamowity potencjał i ten udowodnił, że zasługuje na ich zaufanie. Ciekawostką jest fakt, że zarządca majątku Edwarda Kenweya, asasyna, był templariusz Tom Burton i to on wychowywał Haytama w duchu idei templariuszowskich. A motyw, że z kolei jego syn, w połowie Indianin, zostaje asasynem, szkoli go Achilles Davenport. Chodzi tu o koncept tej gry, że w rywalizacji templariuszy i asasynów nie ma ani religii, ani nacji, koloru skóry, czy nawet majątku, stanu społecznego, liczy się wierność konkretnej idei, Jak wiemy obydwa zakonu przez prawie całą historię ludzkości zaciekle ze sobą walczą, mimo wielu podobieństw. Haytam Kenway wierzy, że to pojednanie jest możliwe, ale zarówno Templariusze jak i Asasyni uważają tego typu koncepcje za utopijne. Nie ulega wątpliwości, że wraz z odkryciem obu Ameryk, Australii i kolejnych nieznanych lądów walka tych zakonów trafia również na te nowe przestrzenie. Akcja książki przenosi się w pewnym momencie do Bostonu i Nowego Jorku, praktycznie w przeddzień wyzwolenia się kolonii amerykańskiej od zwierzchności brytyjskiej. Na skutek tych wydarzeń powstaje nowe państwo Stany Zjednoczone Ameryki i zarówno Templariusze jak i Asasyni muszą się ustosunkować do tej zmiany na mapie geopolitycznej świata. Jak można się tego domyślać do starcia ojca z synem, Heytama i Connora który są po obydwu stronach barykady musi dojść.




Książka jest ciekawa. Polecam.




czwartek, 12 marca 2020

Ilona Andrews - Magia zabija

Ilona Andrews, 



Magia zabija


cykl: Kate Daniels, t. 5 


Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 2016 r.
ISBN:   9788379641031
liczba str.: 433
tytuł oryginału: Magic slays
tłumaczenie: Marek Najter
kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/265972/magia-zabija/opinia/56753300#opinia56753300    







Książeczki z serii „Kate Daniels” teoretycznie traktują w kółko o tym samym, czyli przygody głównej bohaterki Kate, która jest czarodziejką potrafi wywijać mieczem niczym wiedźmin, ma też fajnych znajomych, w kategoriach bestiariuszowskich można uznawać ich spokojnie za potwory. Ale co ciekawe z najnowszej książki pisarskiego duetu Ilona Andrews zatytułowanej „Magia zabija” możemy się przekonać również, że sama Kate jest potworem, wszak jest córką Rolanda, a ten nie od parady zabija swoje liczne potomstwo, bo wie, że któryś z tych pierników jeśli przeżyje z chęcią go załatwi i zajmie jego miejsce. Kate przeżyła i wie, że pojedynek z Rolandem to tylko kwestia czasu, czy jej pomoże, że ma całą armię sojuszników? W tym może liczyć na wilczą Gromadę. Tego nie wiemy. Na pewno tytuł mówi sam za siebie, magia może zabijać, masakrować, wykańczać, itd. Dla wprawionego maga magia to potęga i co ciekawe współczesne realia doskonale się nadają do opisów przygody bohaterki literackiej, przypuszczalnie pochodzącej z Rosji lub Ukrainy, a na pewno zna język Gogola i Puszkina, i konwersuje sobie w najlepsze w mowie przyjaciół ze wschodu, z wiedźmami, szeptuchami, starymi jak świat, które nie wiedzieć jakim sposobem trafiły do Ameryki i za oceanem mają się całkiem dobrze.


Ten wątek rosyjski zdecydowanie to jest nowość i jednak zaskoczenie, czyli wynika z tego, że warto kontynuować czytanie tego cyklu, bo pomysłów temu małżeńskiemu, amerykańsko – rosyjskiemu teamowi pisarskiemu nie zabraknie.Kate działa na własną rękę, już nie jest funkcjonariuszką Zakonu, co otwierało z marszu wiele drzwi, co nie znaczy, że jest sama, ma nieograniczone wsparcie Gromady, z którego z powodów ambicjonalnych korzysta raczej umiarkowanie. Tak, tak już się pewnie domyślacie, Kate i władca bestii Curran są parą. Z całego cyklu wiemy, że w tej relacji oni nigdy się nie nudzili, a teraz jako para. W książce dzieje się, wampiry i inne stwory zawracają głowę naszej bohaterki i trzeba rozwiązywać mnóstwo problemów.



Książka jest ciekawa, ten pomysł kombinowania z motywami znanymi z litareatury fantasy na współczesne realia jest ciekawy. Mieszkańcy Atlanty jakoś sobie radzą z wybuchami magii, oraz tym, że Kate i paranormalne indywidua, które główna bohaterka gania po mieście to normalnie zwyczajny widok. Widać da się żyć. Książkę polecam. Warto przeczytać.


środa, 4 marca 2020

Juraj Cervenak, Władca wilków

Juraj Cervenak, 




Władca wilków


cykl: Czarnoksiężnik, t. 1 



Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 2012 
ISBN:   9788362329403
liczba str.: 376
tytuł oryginału: Vládce vlků
tłumaczenie: Agata Janiszewska
kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na: 

https://www.facebook.com/groups/829004030782178/



http://lubimyczytac.pl/ksiazka/135957/wladca-wilkow/opinia/56686621#opinia56686621


                                                                                         


Z tej racji, że książką Juraja Cervenaka uporałem się dosyć szybko w ramach misji z literaturą słowacką w marcowym (03.2020 r. ) edycji wyzwani czytelniczego Book Trotter, uznałem, że warto czytelników zapoznać również z drugą częścią cyklu Czarnoksiężnik. No ale spokojnie, na to przyjdzie pora już niebawem, zajmijmy się najpierw pierwszą częścią tego cyklu zatytułowaną „Władca wilków”. Ta część pierwsza ma charakter części wprowadzającej wyjaśniającej w jaki to sposób główny bohater Rogan, został czarnoksiężnikiem, wspomnianym władcą wilków, na służbie Czarnoboga. Jeśli ja dobrze zrozumiałem za Białoboga uchodził Bóg chrześcijański, a Czarnobogiem jest któryś z pogańskich bóstw słowiańskich, niekoniecznie złych pod kątem tej opowieści.  


Autor sam sugeruje czytelnikowi, że zainspirowała go twórczość Andrzeja Sapkowskiego i wątki typowo słowiańskiej w przygodach Geralta. I rzeczywiście pewien klimat da się dobrze odczuć. Mamy te lasy, karczmy, różne zagrożenia, dzikie zwierzęta, nawet dzikie rośliny, które mogą nawet zabić. Krótko mówiąc klimat jest. Ciekawostką jest, że swój koncept autor oparł o realia typowo historyczne, ok. VIII / IX w. Walka plemion słowińskich z Awarami, zwanymi w książce dzikimi psami. To są groźni przeciwnicy posługujący się czarną magią. Skojarzenie pod kątem analogii literackiej jest wydaje mi się oczywiste. A mianowicie „Stara Baśń” Kraszewskiego. Nawet nie trzeba się wczuwać w szczegółowe analizy, żeby dopatrzeć się podobieństw.



Wprowadzenie w fabułę jest nawet troszkę przydługie, czytelnik głowi się, co z tego wszystkiego będzie wynikało. No ale jednak akcja się rozkręca coraz lepiej i ciekawiej, a zakończenie naprawdę robi wrażenie. Awarowie, mimo, że zostali mocno osłabieni, i właściwie pozostały niedobitki raptem kilkadziesiąt osób, mimo to wciąż są wymagającymi przeciwnikami, i żeby mieć z nimi jakiekolwiek szanse dosłownie wszystkie ręce na pokład. Każda pomoc okazuje się przydatna. Sam Rogan przeszedł przemianę, ze zwykłego śmiertelnika, żołnierza, najemnika, który z magia niewiele miał do czynienia, znał kilku czarodziejów i czarodziejki i to chyba wszystko, a zakończeniem tej tajemniczej transformacji było, że sam został potężnym magiem. W kwestii rozwoju fabuły, było to w sam raz, bo wrogowie wojownicy i magowie aż palili się do walki. Z całego mnóstwa postaci ciekawy jest wilk Gorywałd, czarodziejka Mirena, kobieta, przywódca osady Boryniów, Krasa. Świetny jest motyw konwersacji Rogana z mgłowcem, potworem, wampirowpodobnym, mający umiejętność przemiany w mgłę. Przypomina to do złudzenia, jak Geralt rozmawia np. z trollami, których o ile nie jest do tego zmuszony nie zabija, bo te są rozumnymi potworami, choć znane są z tego, że inteligencją nie grzeszą. Wygląda to ciekawie, ewidentnie autor stworzył ten wątek pod kątem fascynatów wiedźmińskiego uniwersum.

Książka jest ciekawa, polecam, mam też uzasadnioną nadzieję, że druga część książki będzie jeszcze lepsza. Zdecydowanie polecam.


               

sobota, 29 lutego 2020

Oliver Bowden, AC -. Tajemna krucjata

Oliver Bowden, 


Assasins Creed - Tajemna krucjata



cykl: Assassins Creed, t. 3 


Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2012 r. 
ISBN:   9788361428701
liczba str.: 497
tytuł oryginału: Assassin’s Creed: Secret Crusade
tłumaczenie: Michał Strąków
kategoria: fantastyka, gry komputerowe



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:


http://lubimyczytac.pl/ksiazka/133511/assassin-s-creed-tajemna-krucjata/opinia/56514883#opinia56514883
 
                                       






Autor książkowego cyklu uznał, że czas opowiedzieć historię Altaira ibn La Ahada, mistrza Asasynów z czasów krucjat, lata 80 XII w. Przy czym ranga mistrzowska przyznawana była za zasługi i umiejętnością, Zakonem rządzili wielcy mistrzowie (Grand Master). Oczywiście później właśnie Altairowi przypadł ten zaszczyt, poniewaz jako jedyny asasyn nie uległ czarowi jabłka, czyli nie dał się zindoktrynować przez czarującą siłę artefaktu. Jawnie to nawiązuje do Tolkiena, kiedy to pierścień władzy usiłował robić z powiernikami pierścienia co chciał. Złote jabłko, jeden z elementów Edenu, te potrafiło nieźle namieszać. O posiadanie tego artefaktu zaciekle walczyli zarówno Asasyni jak i Templariusze. Ponieważ cała fabuła książki nawiązuje do gry "Assasins Creed I" możemy mówić o początku wprowadzania graczy i czytelników w rozgrywkę i to pomimo faktu, że jak już wiemy, akcja historii o Asasynach i Templariuszach będzie pojawiała się również w starożytności ( "Assasins Creed – Origin", "Assassins Creed – Odysey"). Na razie jednak mamy motyw, że to Ezio Auditore odkrywa przeszłość zakonu Assasynów, próbuje docieć jak to było z Altairem. To wszystko mamy w książce „Assassins Creed – Objawienia", którą ja już zrecenzowałem, bo interesowały mnie przygody florentczyka, który  udał się na bliski wschód, szukać biblioteki Altaira, po drodze dowiedział się o paru tajemnicach związanych z jabłkiem.




Wspomniałem, że mistrz Altair został mentorem wszystkich asasynów, ale droga do tego była bardzo kręta i opowiada gra. Altair jako mistrz zawiódł, wykiwał go Robert de Sable, wielki mistrz Templariuszy. Dowodzi to jednego, asasyni nie byli nieomylnymi cyborgami, ale ludźmi, popełniali błędy, ale dowodzi też, o czym niewolno zapominać doceniając Asasynów, że Templariusze chłopcami do bicia nie byli, wręcz przeciwnie byli trudnymi rywalami w tej grze o niezwykle trudną stawkę. I nawet najlepsi w tej konfrontacji czasem przegrywali, zgodnie z logiką tej długotrwałej, rozciągniętej w czasie prawie tak długo jak cała historia ludzkości. Altair musiał od początku wykonywać robotę asasyna – nowicjusza, czyli wytropić ofiarę, a potem ją zabić, czekając na zgodę mistrza al Mualima. Wiemy, że asasyni z rangą mistrza wykonywali zlecenia, dokonywali morderstw, ale tzw. czarną robotę, czyli tropienie, wywiad, itp., robili Asasyni z niższymi rangami. Mistrzowie wchodzili do gry dokonując niesamowitych działań z precyzją i wirtuozerią. Ta część najbardziej szczegółowo wyjaśnia wewnętrzne sprawy asasynów. Na pewno też ezoteryczny klimat tworzą w miarę prawdziwe, historycznie realia, a więc czasy wypraw krzyżowych i starcie na linii Asasyni – Templariusze ma miejsce w czasie wypraw krzyżowych. Miasta: Jerozolima, Akka, Damaszek i twierdza Masjaf, a po zakończeniu motywy z gry akcja przenosi się na Cypr, który jest opanowany przez Templariuszy. Akcja jest niezwykle barwna, Altair zabija zarówno wyznawców proroka Mahometa, jak i chrześcijan. Co ciekawe, że zarówno jedni i drudzy oblegali Masjaf, twierdzę Assasynów. Kilkadziesiąt lat później Masjaf usiłowali zdobyć Mongołowie Dżingis Chana. Mamy też narrację Niccolo Polo, ojca Marco. Włoch z Konstantynopola opowiedział nam jako narrator historię Altaira, ale także czytelnik dowiedział się o decyzjach, które skłoniły Asasynów, nie zapominajmy wyznawców Islamu, żeby przenieść się na Zachód i walczyć z potężnymi, w średniowieczu i nie tylko, Templariuszami. Jak wiemy, ta nieustanna walka trwa aż do czasów współczesnych.



Książka jest ciekawa, fanów gry specjalnie zachęcać nie trzeba, a pozostałych czytelników mogę zachęcić pisząc, że naprawdę warto przeczytać i zapoznać się z przygodami Altaira.



piątek, 21 lutego 2020

Takashi Matsuoka,. Chmara wróbli

Takashi Matsuoka, 



Chmara wróbli 



Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2005 r.
ISBN:   8373591125
liczba str.: 448
tytuł oryginału:  Cloud of Sparrows
tłumaczenie: Witold Nowakowski 
kategoria: literatura piękna




recenzja opublikowana na: 


https://www.facebook.com/groups/829004030782178/?tn-str=*F



http://lubimyczytac.pl/ksiazka/65238/chmara-wrobli/opinia/56157780#opinia56157780


                                                             







Statek „Betlejemska gwiazda” pojawił się u wybrzeży Japonii, wiezie amerykanów, w tym paru misjonarzy oraz transport 500 egzemplarzy Biblii w języku angielskim. To jest o tyle dziwne, że zapewne w tym czasie, rok 1861 r. w całej Japonii nie ma nawet tylu osób władających językiem Szekspira, a osób zainteresowanych nawróceniem się na chrześcijaństwo jest niewiele. Japonia od ponad 200 lat była krajem, ściślej wyspami zamkniętym przed wpływem świata, czyli ludzi z zachodu. Coś jednak w połowie XIX wieku się zmieniło. Kraj postanowił się otworzyć, zmienić, dokonać niespotykanych dotychczas transformacji w historii Japonii. Za tymi liberalnymi projektami optuje prozachodnie koło na dworze shoguna. Frakcji tej przewodzi książę Genji, przywódca klanu Okumichi, władca prowincji Akaoki, co ciekawe książę zna język angielski. Motyw tych umiejętności lingwistycznych jest zaskakujący. Klan Okumichi jest znany, że ich liderzy mają wyjątkowe umiejętności wizje, które umieli wykorzystywać na swoją korzyść. Książe otrzymał od rodziny książęcej nakaz nauki zagranicznego języka, bowiem w wizji było jak byk, że książę będzie odbywał konwersacje z amerykanami. Wizja się sprawdziła bez pudła. Pojawiła się kolejna, samego księcia Genji’ego, że zostanie zabity i jakiś obcokrajowiec uratuje mu życie. Została potraktowana poważnie. Jak nie trudno się domyśleć, ten potencjalny, jak na razie, zamach ma podłoże polityczne. Przeciwnicy polityczni są przekonani, że jak zgładzą księcia Genji’ego, to polityczne plany frakcji prozachodniej szlag trafi. Zmiany w kraju nie podobają się oczywiście tradycjonalistom. Nie podoba im się, że do kraju przybywa coraz więcej Europejczyków i Amerykanów, wciskają prawdziwym japończykom swoje produkty, no i kombinują z nawracaniem na nową wiarę, jakby Japończykom Budda i Konfucjusz i inne tradycyjne wartości nie wystarczyły do szczęścia. To właśnie oddaje, że Japończycy nie odczuwaj kompleksów wobec Zachodu, wręcz przeciwnie uważają przybyszów za barbarzyńców. Historia raczej pokazała, że nie mieli racji, że Japonia się rozwinęła gospodarczo i technologicznie również dzięki kontaktom z Zachodem i że dalsze zamykanie się nic dobrego krajowi by nie przyniosło.




Do portu w Endo przybyło troje amerykanów Zeph Cromwell, Matthew Stark i Emily Gibson. Trafili na dwór księcia Genji. Potem razem z księciem podążają do Twierdzy Chmara Wróbli. Przeżywają zawirowania polityczne, które zaowocują zmianami w Japonii i kres tzw. starej Japonii, epoki samurajów, którzy służąc szogunom i regionalnym feudalnym księciom mieli wiele okazji do korzystania ze swojego wyszkolenia wojskowego używając swoich katan, czyli samurajskich mieczy. W epoce coraz bardziej rozpowszechnionej broni palnej motyw epickich walk samurajów wydaje się przeżytkiem, jednak oni udowodnili poprzez doświadczenie na polu walki, że dobrze sobie radzą. Amerykanie nie mogli wyjść z podziwu, że 25 uzbrojonych po zęby wojowników uciekało gdzie pieprz rośnie przed czterema samurajami. Miało miejsce gdy po drodze postanowili wejść w drogę, wydawało się bezbronnemu księciu Genji’ego. To dużo świadczy o dość racjonalnym i chłodnym podejściu Japończyków. Po prostu obliczyli pod kątem taktycznym jakie mają szanse i woleli ocalić zawczasu swoje głowy. W książce pojawia się gejsza Heiko, ona jest kimś w rodzaju dobrze opłacanej prostytutki, przy czym gdy próbuje to wyjaśnić Emily, ta nie ukrywa zgorszenia, bo jej wyobrażenia w tej materii są zupełnie inne niż Japończyków. Zapewne chodzi o to, że gejsze profesjonalnie obsługiwały ludzi z wyższych sfer, a więc wynikało by z tego, że porównanie gejsz do metres na dworach królewskich, które zastosowała sama Heiko, jest bardzie trafne niż porównywanie gejsz do zwykłych ulicznic.






O to autor się postarał, żeby całkiem trafnie ukazać swoim czytelnikom to zderzenie cywilizacji USA –Japonia i sprawić, żeby czytelnicy doskonale zrozumieli podobieństwa i różnice kulturowe. Co na pewno jest trudnym wyzwaniem i trzeba przyznać, że autor mu sprostał. Ciekawie autor opisał interakcje samego księcia i ludzi z jego dworu i przybyszów z Ameryki. Zapewne czytelnikom, którzy lubią motywy japońskie w literaturze ta książka się spodoba. Książka jest dobra polecam.




                                    




niedziela, 16 lutego 2020

Oliver Bowden, AC - Objawienia

Oliver Bowden,



Assassins Creed - Objawienia


cykl: Assassins Creed, t. 4


Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2012 r.
ISBN:   9788361428879
liczba str.: 480
tytuł oryginału: Assassin's Creed: Revelations
tłumaczenie: Przemysław Bieliński
kategoria; fantastyka, gry komputerowe


recenzja opublikowana na lc: 


http://lubimyczytac.pl/ksiazka/153097/assassin-s-creed-objawienia/opinia/56327604#opinia56327604   
                                     
 




Cykl assasyński mnie wciągnął, czytam kolejne książki i wciągam się w oglądanie kolejnych gier. Teraz przeczytałem, jak już wspominałem, czwartą część cyklu „Assassin Creed” zatytułowanego „Assasins Creed – Objawienia”, fabuła z gry „Assasins Creed – Revelation”. Czyli kontynuuje przygody, który pojawia się na kartach kolejnej książki Olivera Bowdena, Ezia Auditore, który udał się na bliski wschód, głównie Stambuł, ale także dotarł do twierdzy assasynów Masjafu, ulokowanego gdzieś dalej na wschodzie, w Syrii. Twierdzę tą w rzeczywistości opanowali asasyni, w 1260 r. odpierli najazd Mongołów. Ezio ma okazję poznać historię asasynów sprzed kilkuset lat, czyli motyw mistrza Altaira, który pojawi się w trzecim tomie, gdzie czytelnik ma okazję poznać historię Altaira bliżej, co oczywiście uczynię. Ezio wyjaśnia tajemnicę biblioteki Altaira, musi znaleźć 5 kluczy tzw. dyski przodków. Mając taki wynalazek w garści przeżywa się fragmenty z życia jakiejś osoby z przeszłości, w tym wypadku Altaira. Ezio dowiaduje się, że Ezio i asasyni z tamtych czasów dysponowali jabłkiem, które jak widać na przełomie XV/XVI w. znalazło się we Włoszech i główny bohater miał do czynienia z tym artefaktem.




Główny wątek książki to oczywiście Stambuł, Ezio szuka czterech kluczy, do piątego zdążyli dorwać się templariusze, który znajdował się w pałacu sułtanów Top Kapi. Dowodzi to tego, że ktoś z rodziny sułtańskiej dobrze żyje z templariuszami. Na szczęście asasyni mają z rodziny Osmanów sojusznika w księciu Sulejmanie. Dokładnie tym samym Sulejmanie Wspaniałym, który pojawił się w tureckim serialu „Wspaniałe stulecie”. Czyli nie trzeba się wiele wczuwać w przekonywanie, że książę, później sułtan to postać wybitna. Klucze trzeba znaleźć na wczoraj, bo templariusze krążą po całym Stambule i chcą dorwać się do tajemnic z przeszłości, których strzegą asasyni.



Czytanie tej książki wciąga niesamowicie, Ezio wyrusza do nowych, nieznanych mu miejsc i poznaje nowych przyjaciół asasynów i wrogich templariuszy. Mamy rok 1510, Ezio ma nieco ponad 50 lat i wiek troszkę daje mu się we znaki, co nie znaczy, że wrogowie mają okazję się o tym przekonać, bo giną hurtem, podobnie jak w poprzednich częściach. Początek jest świetny. Mamy wręcz obłędny macabre dance, czyli taniec śmierci. Ezio w Masjafie zmierza się dosłownie z całą armią, chociaż zdołał pokonać kilkudziesięciu wrogów wie, że nie ma szans. Poddaje się i szuka kolejnych okazji do ucieczki. Książki czyta się dobrze nie tylko dlatego, że nie brakuje świetnych motywów zwizanego z asasynami zabijający w słusznej sprawie w obronie swoich przekonań, walki o wolność ludzi, templariusze są przekonani, że wolności ludzie nie potrzebują, optują za czymś w rodzaju oświeconej dyktatury, a więc w ich przekonaniu ludzie potrzebują światłego przewodnictwa, czyli ich. Te artefakty od ludzi z zaawnsowanej cywilizacji z przeszłości maja im w tym pomóc. Asasyni są świenie wyszkoleni, na treningi poświęcają wiele lat, te walki są często niezwykle brawurowe, wręcz kaskaderskie, podobnie jak bieganie po dachach i innych niebezpiecznych, wysokich miejscach. Ale też w asasynach jest czynnik ludzki. Asasyni i templariusze przenikają się wzajemnie próbując skaptować przeciwników do swojej sprawy i często to się udaje. W poprzedniej części mieliśmy motyw zdrajcy, który w szeregach asasynów działał dla Borgiów i tym samym templariuszy. Inna sprawa jest niezwykle istotna w tej odwiecznej walce obydwu organizacji, nazywanymi też zakonami toczonej przez wiele stuleci, może nawet tysiącleci, choć historycznie zarówno templariusze jak i asasyni mają średniowieczną proweniencję, to jednak twórcy gier i autorzy pokombinowali zupełnie inaczej dając sobie możliwości skakania po różnych epokach historycznych, są ludzie różnych ras i religii. W książce Ezio w ostatnich latach życia spotyka Shao Jun, asasynkę z Chin, to symbolizuje zamysł twórców, że to uniwersum ma być niezwykle szerokie, a ta walka dwóch organizacji niezwykle podobnych do siebie mających inne cele, no i oczywiście wściekle się zwalczająca, sam Ezio uważa, że nienawiść jest atutem w asasyńskiej robocie, jest właściwie nieskończona. To też jest ciekawe w tej serii, że mamy wykreowanych niezwykłych, interesujących bohaterów. Oczywiście z punktu widzenia literatury to jest fascynujące i dowodzi kunsztu literackiego Olivera Bowdena. Sama książka, podobnie jak gry, jest fikcyjna, bo wszak motywów fantastycznych jest sporo, ale też docenienia jest wartość dbałość o szczegóły historyczne, co sprawia, że widoczne jest zafascynowanie twórców gier i autora książki historią. O niezwykłych lokacjach kolejnych miast i miejsc znakomicie odwzorowanych już wspominałem i to jest atut gier. Było też o tym, że zastanawia mnie koncepcja Bowdena, sam Ezio nie ma wątpliwości, że przekaz jaki otrzymuje od ludzi z dalekiej przeszłości jest kierowany do kogoś z przyszłości, kogoś kto lepiej rozumie pewne pojęcia np. typowo informatyczne, o których ludzie z XV/XVI w. pojęcia mieć nie mogli. Książka jest świetna. Polecam.