niedziela, 25 kwietnia 2021

Halldor Kiljan Laxness, Dzwon Islandii

 Halldor Kiljan Laxness,



 Dzwon Islandii


Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Data wydania: 1975 r. 

ISBN: : --------

liczba str.: 460

tytuł oryginału:  Íslandsklukkan

tłumaczenie: Edmund Misiołek, Maria Szybowska



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/63820/dzwon-islandii/opinia/660937#opinia660937   


Przyszedł czas, żebym w ramach wyzwania czytelniczego Book Trotter, zapoznał się z literaturą islandzką. Trafiło na klasyk, książkę zatytułowaną „Dzwon Islandii” Laxnessa. Jest to niewątpliwie trudna książka, raczej dla znawców literatury islandzkiej i historii tej wyspy, żeby lepiej wyczuwać konteksty i interpretacje. Jak zwykle w recenzjach piszę o tym co wyczytałem, a czasem też o tym co podpowiada mi moja czytelnicza intuicja. W jednym nie mam wątpliwości jest to epopeja narodowa na miarę naszego „Pana Tadeusza” z jednej strony trudną historię małego narodu uciskanego przez Duńczyków, aż do XIX wieku, konkretnie rok uzyskania niepodległości to 1814 r. Padają pytania co z tą Islandią? Mamy dwa kluczowe motywy zrabowanie przez okupantów duńskich pradawnego dzwonu, oznajmiającego decyzję altingu, czyli czegoś w rodzaju zgromadzenia przedstawicieli plemion islandzkich, zwanego dzwonem Islandii, na potrzeby wojenne, a drugi na koniec książki, spalenie się bezcennych starodruków islandzkich w pożarze jednej z katedr w Kopenhadze. Czyli nie trzeba nikogo przekonywać, że są to bezcenne artefakty, które wyspiarze z Islandii utracili, i mogło pogrążyć to pogrążyć ich morale. Akcja toczy się na przełomie XVII/XVIII w. Ale też dowiadujemy się, że nigdy nie stracili marzeń o wolnym kraju, co za parę pokoleń się ziściło i Islandia stopniowo z bardzo biednego i zacofanego kraju zaczęła zyskiwać na znaczeniu ekonomicznym, politycznym, kulturowym, przejawem tej walki jest też ta książka, a jej autora uhonorowano nagrodą Nobla. A w ostatnich latach piłkarze tego kraju pokazują, że potrafią dobrze w piłkę grać i sprawiają kłopoty nawet dobrym drużynom. W dzisiejszych czasach to jest wciąż mały, ale bogaty kraj, w którym mieszkają dzielni ludzie. Kraj ten znany jest z afery bankowej sprzed kilku lat, oraz o wulkanach islandzkich, których długie nazwy były wypowiadane we wszystkich serwisach informacyjnych świata, bo zahamowały na kilka dni ruch lotniczy między Europą i Ameryką. Niewątpliwie to jest bardzo ciekawy kraj, czego dowiadujemy się z książki chociażby, ma spore tradycje jeszcze z czasów wikingów. W literaturze tego kraju są obecne liczne sagi nordyckie, które opowiadają o wydarzeniach na Islandii.



Pisarz w książce opowiada o wszystkich warstwach społecznych, pokazując bardzo duże rozwarstwienie majątkowe społeczności wyspy islandzkiej. Dużą uwagę jednak zwraca na te biedniejsze warstwy społeczne. Dlatego też jest uważany za pisarza lewicowego, popularny był w Związku Radzickim, na zachodzie był publikowany po wielu latach. Książka była napisana w latach 40 XX wieku, amerykanie opublikowali ją po raz pierwszy w roku 1982. Oczywiście książka nie sprowadza się do opisów przyrody, czy sytuacji geopolitycznej, choć to, że Islandczycy nie cierpieli Duńczyków czytelnik dowiaduje się już od pierwszych stron. Dowiadujemy się również, że była pełna wzajemność w tej zawiści i pogardzie, w Kopenhadze mają Islandczyków za brudasów, prowincjuszy, alkoholików i przestępców, żebraków i kombinatorów, coś w ten deseń w każdym bądź razie. Głównym bohaterem jest Jon Hreggrevidson, poeta i renegat, nadawał się idealnie na ofiarę losu. Zabity został kat, który zdejmował dzwon Islandii, który działał z rozkazu króla Danii, oczywiście miał niższej rangi przełożonych, zapewne władze reprezentujące duńską administracje w Reykjawiku. No i potem to już są losy przestępcy, przesiaduje najpierw w Islandii, potem trafia do Danii. W końcu zostaje uwolniony w związku z brakami w materiałach dowodowych uniemożliwiających rzetelne przeprowadzenie procesu sądowego i został deportowany do Islandii.


Teoretycznie motyw bardzo banalny, ale nie jest to kryminał, tylko książka zawiera w sobie wiele metaforycznych głębi, które w pełni rozumieją Islandczycy i ewentualnie znawcy motywów islandzkich (literatura, kultura, historia itp.) Co nie znaczy, że nie da się nic wydedukować, bo książka jest interesująca. Warto przeczytać.





piątek, 16 kwietnia 2021

Ewa Kassala, Królowa Saby

 Ewa Kassala, 



Królowa Saby 



Wydawnictwo: Videograf

Data wydania: 2019 r. 

ISBN:  9788378357285

liczba str.: 512

tytuł oryginału: ------------

tłumaczenie: ----------

kategoria: powieść historyczna


recenzja opublikowana na lubimycytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4891105/krolowa-saby/opinia/64273003#opinia64273003    



Wziąłem w garść  książkę i oczywiście było  jej przeczytanie. Była to książka Ewy Kassali zatytułowanej „Królowa Saby” jest to interesująca powieść hisdtoryczna. Bohaterka znana ksiąg biblijnych Starego Testamentu, miłości Salomona i Makedy, tytułowej królowej Saby. Są to czasy starożytne X wiek przed naszą erą, zjednoczone państwo Izrael istnieje raptem ok stu, Grecja dopiero wchodziła do geopolityki, na powstanie Rzymu trzeba ponad dwieście lat poczekać, mocarstwa bliskiego wschodu raczej były słabe w tym okresie, Egipt lata świetności powoli miał już raczej za sobą, korzystał na tym naród wybrany, który stworzył silne liczące się w regionie państwo, a na terenie dzisiejszej Etiopii było królestwo Saby również silne, bogate i prężne. I została dorobiona niemal mistyczna ideologia, że te dwa kraje Izrael i królestwo Saby musiały nawiązać stosunki dyplomatyczne, były też inne, o których można poczytać na kartach biblii i oczywiście tej książki, między królową Makedą, wybitną władczynią i królem Salomonem, ponoć najmądrzejszym monarchą w dziejach. Królowa Makeda ze swoich proroczych snów z okresu dzieciństwa wydedukowała, że mądry król z dalekiego kraju jest jej przeznaczony. A jak wiemy chociażby z „Wiedźmina” na przeznaczenie nie ma bata. Tak więc po mniej więcej kilkunastu latach Makeda, już panująca monarchini wybrała się z misją dyplomatyczną i handlową do dalekiej Jerozolimy, a przede wszystkim po to, żeby spotkać króla Salomona i zgodnie z przepowiedniami rozkochać go w sobie.



Jest też drugoplanowa fikcyjna bohaterka, Sehep Hemet, kapłanka bogini księżyca i powierniczka księżniczki, potem królowej. Makedę poznajemy jako pięcioletnią dziewczynkę, kiedy jej przydzielono kapłankę do pomocy nazwałbym mentalnej, z samą królową łączy ją, że ma wizje, co jest bardzo rzadkim dobrodziejstwem, ale też przekleństwem, bo Makeda miała okazję w późniejszym okresie poznać historię kolejnych kilku tysięcy lat, a jak wiemy same przyjemności to nie były. Potem kolejne lata księżniczka na dworze u boku ojca król Nikala, uczyła się jak dobrze rządzić. No a potem z kolei Makeda została monarchinią Saby i jako królowa rządziła dobrze, mądrze i długo. Nadszedł też czas na spełnienie marzeń, czyli daleką podróż do Jerozolimy.


Nie znaczy to wcale, że akcja orbituje wokół królowej afrykańskiego państwa, dzisiejsza Etiopia, ale też mamy akcje w Jerozolimie, począwszy od romansu króla Dawida i Batszeby, matki Salomona, potem wydarzenia w Jerozolimie, kiedy to Salomon przejął stery, po ojcu i uporał się ze zbuntowanymi braćmi. Potem kilka, kilkanaście lat rządów mądrego króla i przybycie orszaku królowej Saby do Jerozolimy. Wątki w Maribie, stolicy Saby, i w Jerozolimie się przeplatały.


Książka jest ciekawa, to interesująca podróż literacka w bardzo odległe czasy, interesujący motyw miłosny dwóch wybitnych, bardzo silnych osobowości, która zapoczątkowała rządy dynastii salomońskiej w Sabie/Etiopii, ostatnim władcą, który się na dziedzictwo salomońskie powoływał był cesarz Etiopii Hajle Selassie, który został obalony w 1974 r. Jeszcze za życia królowej Saby rządy w kraju rządy przejął jej syn i króla Salomona, Menelik, pozostawił sobie antyczną ciekawostkę archeologiczną stele z Aksum, to są obeliski, które były wyższe od egipskich. Jestem, przekonany, że warto się zapoznać z twórczością Ewy Kassali i przeczytać książkę zatytułowaną „Królowa Saby”. Polecam



















środa, 17 marca 2021

Christie Golden, Assasins Creed

 Christie Golden,



 Assasins Creed



Wydawnictwo: Insignis

Data wydania: 2017 r. 

ISBN: 9788365315908

liczba str.: 450

tytuł oryginału: Assassin,s Creed

tłumaczenie: Michał Strąkow

kategoria. fantastyka, film 



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4153989/assassin-s-creed/opinia/63767030#opinia63767030    





Na bibliotecznej półce wytargałem książkę Christie Golden zatytułowaną, „Assassin,s Creed”, tym razem książka jest oficjalną powieścią filmu. Dla mnie to jest o tyle istotne, że moja fascynacja asasyńskim uniwersum zaczęła się od obejrzenia filmu. Potem było obejrzenie gameplayu dotychczasowych gier, a potem jak już wiecie, bo czytacie moje recenzje moi drodzy czytelnicy, były wszystkie oficjalne książki gier, niebawem, dosłownie lada dzień, będzie recenzja na podstawie "Assasin,s Creed Origine", więc tam będzie okazja opowiedzieć o tej niesamowitej podróży do starożytnego Egiptu. A teraz zajmujemy się podróżą do XV wiecznej Hiszpanii, konkretnie Andaluzji, wtedy jeszcze islamskiej Al. Andaluse, głównym miejscem akcji jest miasto Sewilla.


I tu koniecznie trzeba wspomnieć, że w książce jest opisane tak jak się należy mamy de facto bohaterów dwóch Callum Lyncha z XXI w. i jego przodka Agulairha de Nerha z II połowy XV wieku. Wynika z tego, że w tej książce jest to opisane tak jak w grach i filmie też, że mamy akcję w XXI wieku, i rozpracowaną literacko podróż w przeszłość. Niemal przy okazji recenzując książki gier głowię się czemu nie ma tam motywów współczesnych, które są mniej lub bardziej istotne w każdej części, ale niewątpliwie są bardzo ważne.


Oczywiście mamy przedstawiony cały program podróży w czasie firmy Abstergo, właścicielami korporacji są templariusze, którzy zaciekle zwalczają asasynów. Delikwent wchodzi do maszynki zwanej Animusem i podróżuje w czasie. Obydwa zakony rywalizują o artefakty Pradawnej cywilizacji, najczęściej jest mowa o jabłkach, choć nie tylko jabłka się pojawiają. Tu jest mowa, o jednym z jabłek, z najnowszego asasyna wynika niezbicie, że tych jabłek jest minimum dwa, jedno z nich przeleżało prawie tysiąc lat u pewnego indiańskiego plemienia w Ameryce. Miejsce drugiego się zmieniało, była o nim, mowa niemal we wszystkich częściach gry, książek. Tutaj, w tej książce też jest mowa o tym, że jabłko było w Sewilli, było też w innych miejscach m. in. w Londynie. Jest wspomniane, że projekt animusa jest robiony na niewyobrażalnie szeroką skale. Podróżnicy animusa są niczym Żydzi wieczni tułacze, krążą po całym świecie, we wszystkich epokach historycznych.


Ta konkretna epoka jest ciekawa, pojawia się inkwizytor Torquemada, jest wspomniane o oblężeniu Grenady, przejmowanie kolejnych regionów Hiszpanii przez władców katolickich. A w tle wszystkich wydarzeń biegają templariusze i asasyni, no i oczywiście podróżnicy w czasie, którzy chcą rozwikłać zagadki w przeszłości. Książka z jednej strony dość wiernie odwzorowuje wydarzenia z filmu o tym samym tytule, ale z drugiej strony świetnie się wkomponowuje w cały cykl asasyńskiego uniwersum. Nie mam wątpliwości, że warto książkę przeczytać, bo jest po prostu dobra i ciekawa. Polecam.






środa, 10 marca 2021

Stefan Zweig, Nowela szachowa w: 24 godziny z życia kobiety i inne opowiadania

 Stefan Zweig, 



Nowela szachowa [w: ]24 godziny z życia kobiety i inne opowiadania


Wydawnictwo: Świat Książki

Data wydania: 2004 r.

ISBN: 8373113746

liczba str.: 220

tytuł oryginału:  Vierundzwanzig Stunden aus dem Leben einer Frau

tłumaczenie: praca zbiorowa

kategoria: literatura piękna, nowele, opowiadania



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4920500/nowela-szachowa/opinia/63820795#opinia63820795





To jest niesamowite, że tylu pisarzy twórców literatury,pięknej jest zafascynowanymi szachami i wysiłkiem jaki podejmują szachiści, żeby wygrać partię szachową i zgłębiać swoje umiejętności gry w szachy, i dochodzić w końcu do arcymistrzowskiej maestrii. Pisarzy nie zniechęca fakt, że jest to proces niesamowicie długotrwały i bardzo żmudny, bowiem szachy uchodzą za najtrudniejszą grę na świecie, tylko pierwszych pięć posunięć daje trzysta miliardów możliwych kombinacji wykonywania legalnych ruchów, a dalej to już praktycznie nieskończoność. W tym wyzwaniu ( marzec – kwiecień 2021 r.) wypadło na dwa kraje Austrię i Islandię. Stefan Zweig to autor austriacki więc połowa wyzwania jest zaliczona, a moja propozycja „Nowela szachowa” znajduje się w różnych zbiorach opowiadań, nie podaję ich ponieważ zajmuję się tym konkretnym, interesującym mnie, opowiadaniem. O co chodzi w tej „Noweli szachowej”, o szachach oczywiście, o pasjonatach tej gry, potędze intelektu i sportowej rywalizacji, w dzisiejszych czasach, również e - sportowej. 


Nowela nie jest długa, ale też to dowodzi maestrii literackiej, autora, że tak świetnie niezwykle błyskotliwie opisał starcie szachowe fikcyjnego mistrza świata Czentovicia, tzw. genialnego debila, bynajmniej tak go autor napisał, życiowo gość taki sobie, ale jak się posadzi go do szachownicy nie ma na niego mocnych. Jest też drugi gość intelektualista dr. B, nie będę wnikał w jakiej specjalności naukowej ten bohater uzyskał tytuł naukowy, bo nie widziałem tego w książce. Motyw był taki, że miał okazję zagrać z mistrzem świata w szachy nawet nie orientując się w temacie. Podobnie jak Czentović jest genialnym talentem w szachy. Opowiada swoją retrospekcję, podpadł nazistom w czasie gdy była aneksja Austrii do Rzeszy w 1938 r. Siedział w więzieniu i metody mieli dla odmiany wyrafinowane, czekali cierpliwie aż więźniowie będą tak mili, że zwariują i totalnie się posypią. Pod katem psychologicznym bardzo wyrafinowana metoda. W czasie któregoś przesłuchania, autor zwędził książkę, potem się dowiedział, że to książka szachowa. Na początku się zirytował, że co to ma być?
No ale przekonał, że jakieś licho siedzi w tych szachach i zaczął się zagłębiać, najpierw sobie zrobił szachownicę z pościeli, a figurki z bezcennego chleba i zaczął działać przesuwać figurki po szachownicy, przerabiając poszczególne partie mistrzów. Potem jak przerobił w ten sposób kilkakrotnie 150 partii dr. B grał partie sam ze sobą. Szybko więzień – szachista połapał się, że da radę, niczym Beth Harmon grać partie na tzw. ślepo w wyobraźni, i dawał radę. Gościu tak niesamowicie perfekcyjnie zrozumiał szachy, że był w stanie wygrać partię z mistrzem świata. Drugą przegrał, bo banalnie pomylił partie z książki. Ale i tak było nieźle.


Ta szachowa przygoda dr B. została w sposób fascynujący opisany. Czytelnicy moich recenzji mieli okazję przeczytać recenzję kilku książek z motywem szachowym, już w tym roku była książka Waltera Tevisa „Gambit królowej”, była też książka zatytułowana „Szachownica flamandzka” której autorem jest Arturo Perez Reverte, interesującą książką był „Projekt królowa” Dominiki Rosik., i tam w tych recenzjach też była okazja co nieco o szachach napisać. U Zweiga pojawił się nacisk na motyw psychologiczny gry w szachy. I to jest ciekawe, tym bardziej, że streamerzy szachowi z którymi mam kontakt oglądając ich twórczość w internecie, bardzo często mówią, że psychologia w szachach jest bardzo istotna. I z własnego, skromnego, doświadczenia szachowego mogę to potwierdzić. Opowiadanie zatytułowane „Nowela szachowa” jest bardzo ciekawe. Zdecydowanie polecam.







sobota, 27 lutego 2021

Joe Abercrombie, Szczypta nienawiści

Joe Abercrombie, 



Szczypta nienawiści 


cykl: Epoka Obłędu, t. 1



Wydawnictwo: Mag

Data wydania: 2019 r. 

ISBN:   9788366409354

liczba str.: 690

tytuł oryginału:  A Little Hatred

tłumaczenie: Wojciech Szypuła

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4894838/szczypta-nienawisci/opinia/63166368#opinia63166368  


    

Joe Abercrombi pisze specyficzne, acz bardzo ciekawe książki, teraz miałem okazję przeczytać trylogię zatytułowaną „Epoka obłędu”, tom pierwszy ma tytuł „Szczypta nienawiści”. Ten nowy cykl w założeniu nawiązuje do trylogii „Pierwsze prawo”, w której najbardziej charyzmatyczną i ciekawą postacią był inkwizytor Glokta. Za zasługi w awansował w hierarchii, tutaj jest arcylektorem, jak nietrudno się domyśleć jest osobą bardzo wpływową. Czyli minęło ładnych parę lat, do gry weszła jego córka Savine von Glokta, również bardzo ciekawa osobowość, która aspiruje do tego, żeby odegrać ważną rolę w tym uniwersum. Ciekawostką jest, że czasy się zmieniły, nastąpiło przyśpieszenie cywilizacyjne, mamy rewolucję przemysłową, czyli przemiany jakie naprawdę nastąpiły w XIX wieku, w tym bunty robotników i domagacie się podwyżek i innych praw socjalnych. Wybuch społecznego gniewu nastąpił w Valbeck, Savine wizytowała swoje fabryki w trym czasie, i na pewno nie było jej łatwo wyjść cało w jednym kawałku z tego zamieszania. W fantasy motyw nowoczesności rzadko się pojawia, zrobił to sam Tolkien przedstawiając Mordor jako wielka fabrykę, której przeciwstawiają się krainy zachodnie, bo bliskie są im motywy ekologiczne. Ciekawie też to opisane w książce – interpretacji tolkienowskich motywów, Kiryła Yeskova „Ostatni władca pierścienia”, motyw jest ten sam, tylko jest nieźle zamieszany koncepcyjnie. I do tego typu tolkienowskich fabuł, oprócz tego co autor tworzył w poprzednich swoich książek, nawiązuje Abercrombie.


Jak nie trudno się domyśleć nie brakuje w książce przeróżnych intryg, walk o władze, spekulacji dotyczących polityki, w tym wojny, oczywiście to nic nowego w książkach tego autora, ale jak ktoś nie czytał nic wcześniej to będzie coś nowego i zaskakującego. Tu raczej ewidentnie autor założył, że książkę przeczytają czytelnicy poprzednich jego książek i będą zainteresowani nowymi wątkami, co nie znaczy, że nie da się tej książki czytać, bo może być doskonałą zachętą do przeczytania cyklu „Pierwsze prawo” lub bardziej młodzieżowej trylogii „Morze drzazg”.


Książka jest bardzo ciekawa, akcja ruszyła, pionki ruszyły na metaforyczną szachownicę, a czytelnik ma okazję się pogłowić co będzie w tej książce i kolejnych tomach cyklu. Ten tom jest wprowadzającym do całej akcji, i kolejne tomy zapowiadają się jeszcze ciekawiej. Na pewno plusem jest, że u autora są bardzo dobrze wykreowani bohaterowie co uatrakcyjnia całą tą historię. Warto przeczytać. Zdecydowanie polecam.


sobota, 13 lutego 2021

Jorge Amado, Gabriela, goździki i cynamon

 Jorge Amado,


Gabriela, goździki i cynamon


Wydawnictwo: Filia

Data wydania: 2015 r. 

ISBN: 9788379882007

liczba str.550 

tytuł oryginału: Gabriela, Clavo y Canela

tłumaczenie: Janina Wrzoskowska

kategoria: literatura piękna 



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/245807/gabriela-gozdziki-i-cynamon/opinia/62458277#opinia62458277   



W ramach brazylijskiej edycji wyzwania Book -_Trotter, wybrałem książkę Jorge Amado zatytułowaną „Gabriela, goździki i cynamon”, książka jest raczej typowa dla krajów z tego regionu świata, a to samo w sobie jest dobry prognostyk na to, że warto książeczkę otworzyć i czytać. Akcja dzieję się w mieście Ilheus, w prowincji Bahii, regionie w którym dominuje produkcja kakao, oczywiście w Brazylii. Niedawno pobudowano drogę z Ilheus do Itabany, uruchomiono komunikację autobusową między dwoma miastami. Mamy lata 20 XX wieku, miasto rozwija się powoli przestaje przypominać typowe miasto z dzikiego zachodu, a staje się miastem cywilizowanym, do miasta zjeżdżają bogaci kupcy, żeby wymieniać kakao na walutę lub inne dobra, pojawiają się nowe instytucje, rośnie też kulturalny status miasta, dużo jest mowy o kulturze, typowa literacka proza jest przeplatana utworami poetyckimi, w tym sporo jest o pięknej Gabrieli, ta bohaterka pojawia się zapewne na okładce. Ona miała być kucharką Naciba, właściciela zarówno pubu jak i restaurcji, Syryjczyka, przezywanego też Arabem lub Turkiem, obydwu przezwisk za bardzo nie lubił, ale, że meandry polityki bliskowschodniej ludziom z końca świata były obce, więc w drobiazgi się nie wczuwali. Nacib na standardy Jednak mimo tylu wydarzeń w mieście największą sensację wzbudziła rezygnacja kucharki Naciba Filomeny. Co spowodowało poważne kłopoty właściciela lokalu gastronomicznego. I akcja się zaczęła.


Nacib poszukuje nowej kucharki, tymczasem płaci drogo za zamawiane jedzenie z innego źródła, miasto toczy się własną koleją losu, w końcu znajduje Gabrielę. Zaczyna się nowy rozdział w historii obydwu bohaterów, tworzą burzliwy związek, całe miasto po prostu rozpacza, bo Gabriela został zamknięta w czymś w rodzaju złotej klatki, jak to się skończyło? Przy okazji poznajemy innych bohaterów tej opowieści, mieszkańców miasta, głównie wpływowych gości, którzy przychodzą do lokalu Naciba. Goście plotkują, snują polityczne plany dotyczące przeszłości, teraźniejszości i przyszłości miasta, rozmawiają o interesach, konsumują alkohole, oprócz posiłków rzecz jasna, i grają w szachy i karty.


Książka jest ciekawa, sporo miejsca w książce zajmują relacje damsko – męskie w gorącym klimacie, a to już samo w sobie sugeruje, że są to opisy gorących, namiętnych i szalonych motywów miłosnych, co ciekawie urozmaica tą całą opowieść. Jak wspomniałem jest raczej typowa dla książek z tego regionu świata, można dopatrzeć się tam tego co proponował Gabriel Garcia Marquez, w dwóch najbardziej znanych klasykach „Sto lat samotności” i „Miłość w czasach zarazy” , a złożoność środków wyrazu nawiązuje troszkę do „Pantaleona i wizytantek” Mario Vargasa Llosy. Trzeba też wspomnieć, że książka jest miarę przystępna w odbiorze, co akurat takie oczywiste nie jest. Może nie jest to jakieś wielkie arcydzieło literatury, ale zdecydowanie książka jest bardzo dobra. Warto przeczytać. Polecam.


      







sobota, 30 stycznia 2021

Walter Tevis, Gambit królowej

 Walter Tevis, 


Gambit królowej 



Wydawnictwo: Czarne

Data wydania: 2020 r. 

ISBN: 9788381910514

liczba str.: 360

tytuł oryginału:  The Queen's Gambit

tłumaczenie: Hanna Pustuła - Lewicka



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4932757/gambit-krolowej/opinia/60932345#opinia60932345    





Beth Harmon effect - chyba dokładnie tak da się zdefiniować to pozytywne zamieszanie, które pojawiło się wokół szachów, najpierw była i jest ta cała pandemia koronawirusa, która zachęciła nowych graczy do rozgrywek szachowych w internecie np. , a prawdziwa eksplozja nastąpiła po emisji serialu na podstawie książki o tym samym tytule, czyli „Gambit królewski”, której autorem jest Walter Tewis. Serialu netfliksowego nie oglądałem, więc skupię się tylko na tym co mam, na książce. Książka skupia się na postaci młodej adeptki szachów, a wkrótce mistrzyni rozgrywek na czarno-białej 64 polowej desce szachowej. Akcja książki toczy się jakby dwutorowo, z jednej strony mamy przeżycia bohaterki, a z drugiej wszystko co jest związane z szachami, nie trzeba dodawać, że autor zrobił to w wyśmienity sposób, na tyle genialny, że przekonał czytelników, że szachy są naprawdę rewelacyjne. Emocje jakie towarzyszą partiom zostały w świetny sposób przedstawione, dowodząc tezy, że w szachach istotna jest psychologia. W sumie to jest jednak mistrzostwo, bo jednak ta koncepcja szachowa, która powoduje, że to jest książka głównie o szachach, na całych stronach autor rozwodzi się na partiach granych przez Beth Harmon, no i niesamowitych emocji tym towarzyszące. Co nie znaczy, że ta warstwa poza szachowa nie ma znaczenia, bo ona wyjaśnia kim jest Beth jaka była i jakie doświadczenia miała z lat dziecięcych i młodzieżowych i jak to wpłynęło na to, że jest osobą wyjątkową i jak potem kreowała swoją karierę szachową. Beth był ambitna lubiła wygrywać i źle znosiła porażki, i robiła wszystko, żeby było ich jak najmniej, co nie znaczy, że nie było spektakularnych wpadek na szachownicy i musiała sobie jakoś z nimi radzić.


Kręcąc się po internecie można się dowiedzieć, że tzw. partie Beth Harmon są to tak naprawdę zapisy prawdziwych partii szachowych granych w tempie klasycznym uchodzące za tzw. arcydzieła rozgrywane na szachownicy. Jest jeszcze jedna ciekawostka, na jednym z najpopularniejszych portali szachowych można rozegrać partie z botem, czyli komputerem zaprogramowanym na styl gry Beth Harmon, i to jest bardzo ciekawe szachowe doświadczenie. Jest tam siedem leveli Beth, pierwszy podstawowy Beth 8 letnia ranking 800 elo, siódmy Beth 22 lata ranking 2700 elo:, czyli wyższy niż w tej chwili mają najlepsze kobiety na świecie, Hou Yifan: 2658 elo, natomiast niższy od czołowych arcymistrzów, Magnus Carlsen, aktualny mistrz świata, ma w styczniu 2021 r ranking szachów klasycznych – 2862 elo.


Wracając jednak do książki, Beth po śmierci rodziców trafiła do sierocińca, początek tej opowieści jest całkiem zwyczajny, dzień po dniu opis wydarzeń, orz troski, rozterki, marzenia dzieci, które marzą o tym, że będą adoptowane i wszystko będzie ładnie, pięknie. Wiemy, że Beth miała słabe nadzieje, że będzie adoptowana, jednak to się wydarzyło, została adoptowana i to miało dobry wpływ na jej rozwój kariery szachowej. Jeszcze w sierocińcu Beth trafia przypadkiem do piwnicy i widzi, że woźny pan Sheibel, przesuwa jakieś figurki po desce, pierwsze skojarzenia jakie miała było z warcabami, tylko ,że dziwne jej się wydało, że figurki nie są identyczne, tylko się różnią, że są jakieś króle, królowe, konie, gońce, wieże, no i pionki, po obydwu stronach szachownicy. Zainteresowało ją to, no i wpadła, szachy stały się jej tak ogromną pasją, że ją to niesamowicie pochłonęło. No i szybko się okazało, że ma genialny umysł i jest wybitną artystką szachownicy, ma też niezwykłą wyobraźnie przestrzenną, prowadzi w myślach rozgrywki szachowe z zamkniętymi oczami bardzo często. Szachiści robią rozgrywają partie na ślepo pokazując genialne skille szachowe, w internecie można to zobaczyć na żywo na streamach szachowych czasem.


Dalej akcja toczy się niesamowicie szybko Beth została najpierw mistrzem stanu Kansas, a potem bierze udział w kolejnych turniejach szachowych, wkrótce została mistrzem USA, szybko się dowiedziała jednak, że Ameryka nie jest potęgą szachową, i żeby zmierzyć się z najlepszymi trzeba wyjechać z kraju, najpierw był turniej w Meksyku, potem wyjazd do Paryża, a potem już pozostało jej wbijanie szachowych szczytów, czyli podróż do ZSRR, na turniej odbywający się w Moskwie, była to tzw. kołówka, każdy gra z każdym w której uczestniczył mistrz świata Borgow, a więc był to turniej prestiżowy, w którym gra światowa czołówka. Finał nie jest niespodzianką, Beth pokazała, że jest najlepsza i zgłasza aspirację najpierw do turnieju kandydatów, a potem do uczestnictw w meczu o mistrzostwo świata. Celowo użyłem, terminu mistrz, a nie mistrzyni, bo w szachach termin mistrzyni odnosi się do rozgrywek typowo kobiecych, a Beth jest mistrzem, ponieważ ona brała udział w typowo męskich turniejach, co jest możliwe. Robiła to przecież Judith Polgar, która była najlepszą kobietą w historii szachów, nr. 8 na globie wśród szachistów, w szczytowym momencie kariery, choć nigdy nie zdobyła kobiecego championatu, mistrzynią świata kobiet w tym czasie była jej siostra Susan Polgar. Czy kiedyś objawi się realna Beth Harmon?


Kogo ona może przypominać: Beth Harmon bywa porównywana do właśnie Judith Polgar, Anny Rudolf, czy Aleksandry Kosteniuk i kilku inny kobiet wirtuozerek szachownicy, ale zdaniem szachowych specjalistów ona jest pierwowzorem amerykańskiego geniusza szachowego Bobby Fishera. W sumie nie wiem na ile te spekulacje są właściwe, wszak to jest fikcja literacka, ale kto wie czy nie okaże się za kilkanaście lat nie objawi się jakaś realna, genialna Beth Harmon. W tym ta książka jest niezwykła, rozwija marzenia, o tym, że da się grać w szachy, trzeba tylko dużo wysiłku w to włożyć, żeby grać na wysokim poziomie. I bardzo dobrze, że w tej materii książka nie pozostawia złudzeń, bo trening szachowy jest istotny, żeby progresować w szachach, i nawet taka Beth Harmon analizowała książki szachowe, rozwiązywała zadania. W dzisiejszych czasach teraz wystarczy odpalić internet i wciągu kilku sekund znaleźć potrzebne do treningu strony, można zaopatrzeć się w programy szachowe, co nie znaczy wcale, że książki szachowe odejdą do lamusa, bo przerabianie książek wciąż jest przydatne w trenowaniu szachów. Cieszę się, że ta książka i film pobudziła marzenia wielu ludzi, którzy próbują szczęścia na szachowej drodze, strasznie trudnej, wyboistej, ale niezwykle satysfakcjonującej, jak się widzi postępy i da się zagrać naprawdę fajne partie szachowe. Życzę powodzenia. Tego nie muszę właściwie już dodawać, że książka jest po prostu genialna 11/10. Czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak zagłębić się w niesamowitych głębiach szachowych rozgrywek. Zdecydowanie polecam.