środa, 27 lipca 2022

Magdalena Kozak, Minas Warsaw

 Magdalena Kozak, 




Minas Warsaw



Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2020 r.

ISBN: 9788379645732

liczba str.: 560

tytuł oryginału: ---------

tłumaczenie: ---------

kategoria: fantastyka



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/minas-warsaw/opinia/71970666        



Książka zatytułowana „Minas Warsaw”, której autorką jest Magdalena Kozak jest interesującą kombinacją świata kojarzonego z typową fantasy i naszego świata, a potem jest jeszcze ciekawiej, bo te światy przeniknęły się nawzajem i wyszło z tego niezłe zamieszanie zarówno pod kątem typowo literackim, jak i tego co się dzieje w świecie, czyli konkretnie we współczesnej Warszawie, zwanej też tytułową Minas Warsaw, a ściślej w centrum stolicy, w Pałacu Kultury i Nauki i okolicach. Do Warszawy przybył czarodziej Nafilirad z odległej krainy. Opanował radziecki podarunek dla miasta Warszawy i przejął budynek, który mu się spodobał i basta! Były zapędy sił wojskowych i policyjnych, które miały wyraźną ochotę pozbyć się intruza, ale magia była bronią dla nich nową i nieznaną, nie dali rady, a mimo, że magia sama w sobie jest potężną bronią, to jeszcze mag posiada siłę bojową w postaci olbrzymiego smoka, którego muszą karmić chłopi z Mazowsza, żeby smok nie puścił przypadkiem z dymem połowy stolicy.  Oczywiście szybko władze kraju doszły do wniosku, że czarodzieja konwencjonalnymi metodami pogonić się nie da. Próbowano negocjacji, też się nie powiodły, już szybciej uznano, że lepiej z gościem dobrze żyć, a dla kraju to jest wzmocnienie ekonomiczne i wojskowe. Ekonomiczne, bo czarodziej chętnie dokonywał przemiany wszystkiego w złoto i inne cenne klejnoty. A wojskowo wiadomo smok i magia jeśli będą po tej stronie co trzeba mogą zniechęcić wrogów ze wschodu do ataku, a że jest bardzo duże cały świat przekonał się 24 lutego 2022 r. Podobne tego typu spekulacje pojawiły się w książce.


Głównym bohaterem jest Maciej Jeżewski, informatyk pracujący w Urzędzie Miasta Warszawa, zajmuje się tam prozaiczną robotą, badaniem stanu komputerów pod kątem, żeby działały i ich naprawianiem tych maszyn itp. Maciek jest pasjonatem fantasy, dużo czyta i próbuje tworzyć coś własnego, ale zbiera raczej niezbyt pochlebne recenzje wśród internautów. I w tym sęk, to właśnie z literackiego uniwersum stworzonego przez Maćka wyrwał się czarodziej. Mamy, w tej fikcyjnej, pisanej przez głównego bohatera książce i publikowanej na bieżąco na jakimś portalu internetowym, jakiegoś Wędrowca i jego peregrynacje mamy tam opisane, pojawiają się tej inne postaci. Zagadką jest jak te światy są ze sobą powiązane i gdzie tkwi klucz w wysłaniu do diabła, a raczej do tego Maćkowego uniwersum, uprzykrzającego warszawiakom życie czarodzieja? Maciej i jego nowi koledzy ze służb specjalnych mają spora zagwozdkę z tym motywem. Niesamowitą ciekawostką jest istnienie jednej ze służb specjalnych zajmującą się literaturą fantasy pod tym kątem, że bohaterowie zbiorowej wyobraźni mogą kiedyś stworzyć zagrożenie tylko dlatego, że np. miliony mieszkańców kraju nad Wisłą czyta lub ogląda film o przygodach Froda jak niesie pierścień do Mordoru albo pasjonuje się przygodami Geralta z Rivii i oczywiście jego ukochanej Yennefer z Vengerbergu. I to potencjalnie tworzy zagrożenie, że niczym Ciri trafią np. do Gdańska w ramach jakiejś podróży między światami. Jak wiemy Ciri przypadkowo przywlokła do swojego świata Katrionę, tak została nazwana zaraza, która spustoszyła Europę w XIV w. Dowodzi to tego, że zagrożenia w wykorzystywaniu różnych koniunkcji sfer jest duże dla różnych światów i nie wolno czegoś takiego lekceważyć, tak dokładnie jest też u Magdaleny Kozak w tej książce.


Zagadnienia książki są pasjonujące, autorka sporo pisała o motywach tzw. wojskowych, dla mnie to żadne zaskoczenie było o tym sporo w książce „Łzy diabła” np. Taki ewidentny realizm jest doskonałym uzupełnieniem znanych z literatury fantastycznej. Ciekawe są kreacje bohaterów, samego czarodzieja, Maćka, który został paziem czarodzieja wraz z jednym funkcjonariuszem służb specjalnych porucznikiem Zielińskim, który został zaszczycony rolą drugiego pazia i obydwoje biegali po Pałacu Kultury i Nauki i okolicznych ulicach Warszawy w średniowiecznych ciuszkach. Nie trudno się domyśleć, że Maciek od samego początku trafił w to zamieszanie i tkwił w tym aż do ostatnich zdań w książce. Książkę czyta się bardzo dobrze, wydłużają ją opowieści Wędrowca z krainy wykreowanej przez Maćka. Podsumowując książka jest ciekawa warto przeczytać.

czwartek, 30 czerwca 2022

Algis Budrys, Ten cholerny Księżyc

 Algis Budrys,



 Ten cholerny Księżyc 


Wydawnictwo:  Zysk i S - ka

Data wydania: 2019 r.

ISBN:  9788381167024

liczba str.: 232 

tytuł oryginału: Rogue Moon

tłumaczenie: Lech Jęczmyk



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/ten-cholerny-ksiezyc/opinia/71526862          



Z zaciekawieniem sięgnąłem po książkę z gatunku science fiction zatytułowaną „Ten cholerny księżyc”, której autorem jest amerykański pisarz, Litwin z pochodzenia, Algis Budrys. Książka mimo, że nominalnie jest science fiction, i owszem jest mowa o specyficznych wędrówkach po księżycu, autor pisze o skomplikowanym mechanizmie, ładowany do komory jest jeden człowiek, który w niej umiera, a po księżycu w najlepsze biega jest identyczny zapis, klon, cholera wie jak to precyzyjnie nazwać. Kłopot jest w tym, że biologiczną śmierć odczuwa zarówno oryginał, jak i mózg kopii, i to tworzy problemy, bo dotychczas żaden z astronautów nie potrafił sobie z tym poradzić i kopia też była tracona, umierała. Ekipa doktora Edwarda Hawksa znalazła prawdziwego kozaka Ala Barkera, sportowca, podróżnika, celebrytę i jednocześnie intelektualistę, i ten miks zalet miał spowodować, że być może Al jest jedynym człowiekiem na globie, który da radę i podoła zadaniu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Al. Barker i jego narzeczona Claire mieszkali w pobliżu Ośrodka Badań Kosmicznych, więc potencjalny kandydat był w zasięgu ekipy doktora Hawksa. No i cała zabawa się zaczyna, prawdziwe psychologiczne zamieszanie wokół kilku, może kilkunastu głównych i drugoplanowych bohaterów. Niewątpliwie jest ciekawie.



Oprócz niemożliwie skomplikowanych relacji psychologicznych niesamowicie mocno nakreślonych przez autora, głównie dotyczy to samego doktora Hawksa i Ala Barkera, obydwaj panowie są niezwykle inteligentni i mają jeszcze bardziej skomplikowane osobowości, a jednak mimo tych trudności niemal są skazani na siebie, na to, żeby się wzajemnie dogadywać, pisząc kolokwialnie i wykonać misję. Al. Wielokrotnie miota się sam ze sobą czy da radę, czy w chwili próby nie okaże się, że jest tchórzem i sobie nie poradzi, a przecież on zawsze wierzy, że ma naturę wojownika, i okazuje się, że nawet dla kogoś takiego są misje niemal niemożliwe do wykonania. Dlatego też wiele zależało od samego Hawksa jak ten problem rozwikłać i podejść typowo psychologicznie do zagadnienia. Niemal podobny stopień skomplikowania relacji wychodzi niemal ze wszystkimi relacjami z postaciami, w tym w samym Ośrodku Badań Kosmicznych te relacje pomiędzy różnymi osobami tam pracującymi są skomplikowane, a jednak cały projekt badania Księżyca pod kątem możliwości zaistnienia jakiś kosmicznych zagrożeń dla Ziemi musi trzymać się kupy, czyli wszystko musi działać doskonale i perfekcyjnie.


Ale oprócz tej całej psychologii autor idzie jeszcze głębiej wchodzi na teren typowej filozofii, pojawiają się niemal wszystkie możliwe pytania o śmierć, na wszelkie możliwe sposoby, a co za tym idzie, jak to jest z tym Bogiem?


Książka jest genialna, mocna, momentami nawet potworna, na pewno jak ktoś ma potrzebę poszukiwań ciekawej literatury science fiction warto, żeby na tej poznawczej, czytelniczej dróżce trafił na książkę zatytułowaną „Ten cholerny księżyc” Algisa Budrysa, bo niewątpliwie warto. W sumie ta książka jest troszkę dziwna, przez większość akcji czytelnik w ogóle zapomina, że czyta książkę sf, acz finał czytelnika nie zawiedzie w tym temacie. Świadczy to o geniuszu, bo napisanie książki w takiej prostocie literackiej zawierając wiele naprawdę mocnych motywów i niesamowicie skomplikowanych. To jest maestria twórcza pisarza. Fragmenty bardzo przystępne w odbiorze mieszają się ze skomplikowanymi naukowymi opisami, i wieloma zawiłościami w akcji książki. Zdecydowanie polecam.





środa, 29 czerwca 2022

Mo Yan, Obfite piersi, pełne biodra

 Mo Yan, 



Obfite piersi, pełne biodra


Wydawnictwo: W. A. B.

Data wydania: 2007 r.

ISBN: 9788374142816

liczba str.: 645

tytuł oryginału: Fengru feitun

tłumaczenie: Katarzyna Kulipa

kategoria: literatura piękna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/obfite-piersi-pelne-biodra/opinia/70531513       


W wyzwaniu Book Trootter przyszedł czas na zaległe wyzwanie literatura chińska i zabrałem się do dzieła. W sumie książkę noblisty Mo Yana zatytułowaną "Obfite piersi, pełne biodra", czytam prawie trzy miesiące, bo zacząłem jeszcze w marcu, no i tak na ostatnie dni maja się wyrabiam z czytaniem. Czyli jest to książka, która najdłużej była czytana w ramach tego wyzwania. Ale niewątpliwie warto przeczytać, poznajemy szerokie spektrum historii współczesnych Chin, począwszy od wojny z Japonią ( 1937- 45 ), po rewolucję kulturalną ( 1966- 1976 ), czyli w sam raz, żeby opowiedzieć historię głównego bohatera i narratora tej powieści jednocześnie Shanguann’a Jintonga, zwanego też krócej Ju, brata ośmiu sióstr, które tutaj dla uproszczenia są po prostu numerowane. Retrospektywnie poznajemy jeszcze wcześniejszą, niż właściwy czas akcji, historię rodu Shanguann, którego przedstawicielki charakteryzują się tytułowymi obfitymi piersiami i pełnymi biodrami, które sam narrator interpretuje jako element witalny, po prostu dający życie. Jest w tym też w tym zapewne element nieco innej fascynacji kobiecymi kształtami samego Ju.


Książka jest monumentalna, przypomina troszkę twórczość Gabriela Garcii Marqueza, połączenie motywów magicznych z tymi jak najbardziej realnymi. Tam w książce „Sto lat samotności” mamy historię rodu Buendiów, tutaj niewiele mniej, bo de facto początek tej historii Shanguann datuje się na rok 1900, czyli upadek dynastii Qing a końcówkę szacować trzeba na lata 80 XX wieku, czyli mamy jedną z form komunizmu chińskiego zmierzającego do tego co mamy dzisiaj, czyli szybkiego rozwoju gospodarczego w państwie środka połączonego nadal z doktrynalnym i politycznym komunizmem, który przetrwał upadek komunizmu w wielu krajach na przełomie lat 80/90 XX wieku i to jest pewien fenomen kultury chińskiej. Mo Yan śmiało pisze w swoich książkach o problemach dręczących jego ojczyznę i w przepiękny sposób ubarwia te wszystkie motywy realno –magiczne.


Książkę czyta się z zaciekawieniem, tym bardziej, że kultura, mentalność i wszystko co związane z Chinami jest stosunkowo mało znane dla nas ludzi z Zachodu. Niby jest globalizacja, intelektualne spekulowanie o globalnych wsiach czy miastach, ale jednak okazuje się, że te regionalne kultury poszczególnych regionów świata wciąż mają znaczenie, mimo, że praktycznie wszyscy zajadamy się hamburgerami z MacDonalda i pijemy Coca Colę. Dowodzi to chociażby ta wojna Rosji z Ukrainą, że wychodzi na to, że świat wcale nie jest łatwy prosty i ładnie poukładany, jak my wszyscy byśmy chcieli. Dlatego też tego typu akcje literackie jak Book Trotter są przydatne, bo przynajmniej z perspektywy literackiej my uczestnicy wchodzimy w jakąś formę poznawczą dotyczącą wielu zagadnień i problemów przy okazji wczytywania się w literatury wielu krajów świata i to niewątpliwie jest nie do przecenienia. A co do Chin to wiemy przecież, że są znaczącym graczem geopolitycznym i rola tego kraju będzie rosła w przyszłości i warto coś tam wiedzieć, co za licho tam, w tym wielkim kraju na rzeką Yangcy siedzi. Dlatego dobrze, że trafiło na wyzwanie chińskie w tym wyzwaniu. A co do książki to warto dodać, że polecam czytanie książki zatytułowanej „Obfite piersi, pełne biodra”, jest niewątpliwie ciekawa, bardzo interesująca i zdecydowanie warto przeczytać.



















poniedziałek, 20 czerwca 2022

Jacek Łukawski, Pieśń i krzyk

 Jacek Łukawski 


Pieśń i krzyk 


cykl: Kroniki martwej ziemi, t. 3



Wydawnictwo: Sine Qua non 

Data wydania: 2018 r. 

ISBN: 9788381291217

liczba str.: 432

tytuł oryginału: ------

tłumaczenie: -------

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/piesn-i-krzyk/opinia/70809121      


Rzecz jasna kontynuuję czytanie trylogii „Kraina martwej ziemi”. Książka zatytułowana „Pieśń i krzyk” jest trzecią i ostatnią częścią tej opowieści fantasy. Oczywiście jak zwykle, wracamy na Martwicę, tyle, że rola terytoriów na których magia która stworzyła martwice upadła się zmienia. Potencjał na to, że będą nadal dzikimi pustkowiami się zmienia. Problem tylko w tym, że zainteresowanych na przejęcie nowych ziem nie brakuje, bo na przykład są ciekawe złoża, może jakieś zapomniane skarby, nowe tereny do zaludnienia zawsze się przydadzą. A to niechybnie oznacza tylko jedno wojna wisi w powietrzu. Czyli można powiedzieć, że mamy niezłe zamieszanie w regionalnej polityce.


Oczywiście pojawiają się ci sami bohaterowie, w tym Arthern, siłą rzeczy został uwikłany w intrygi polityczne, popadł w niełaskę królowej Azure, a na tereny Martwicy wraca tym razem jako niewolnik, co trudno uznać za przyjemną perspektywę. Można odnieść wrażenie, że to swego rodzaju nawiązanie do twórczości Andrzeja Ziemiańskiego, do cyklu ”Achaja”, kiedy to księżniczka Achaja stała się ofiarą intryg politycznych i musiała znieść twardy los służby zwykłego żołnierza, a potem przeżyć lata w niewoli, żeby w końcu się wyzwolić i trafić do królestwa Arkach, udowadniając, że jest twardą zawodniczką, nie bała się wejść w starcie z Virionem, dla prawie 100 % ludzi to pewna śmierć. No i została cesarzową nowego Imperium, które podbiło dwa pozostałe. Tutaj specyfika jest inna, Arthern, mimo, że dla fabuły tego uniwersum postacią jest ważną, nie miał szans odegrać tak ważnej roli jak Achaja. Monarchowie mu na to zwyczajnie nie pozwolili, ale i tak nie ma czego żałować, bo jego losy są barwne, ciekawe, niezwykle interesujące.


Książka pt. „Pieśń i krzyk” jest doskonała jako zwieńczenie cyklu. Czytelnik nie będzie zawiedziony, bowiem autor ma bardzo ciekawe koncepcje literackie w stylu klasycznego fantasy oczywiście. Na pewno stosuje ciekawe, barwne opisy,


Eric Flint, 1632

 Eric Flint, 


1632


cykl: Pierścień ognia, t. 1



Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2019 r.

ISBN:   9788381166508

liczba str.: 680

tytuł oryginału: 1632

tłumaczenie: Michał Bochenek, Barbara Giecold

kategoria: fantastyka, historia alternatywna




recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/1632/opinia/70813987   



Eric Flint zaproponował w książce „1632” specyficzną podróż w czasie. XX wieczna, lata 80, miejscowość i okolice w Wirginii Zachodniej z USA zostały przetransferowane w czasie i przestrzeni do okresu wojny 30 w Europie, głównie na terenie licznych państw niemieckich. Za ten wybryk natury miał być odpowiedzialny ten sam tyngetytowy asteroid, który namieszał w książce „Lód” Jacka Dukaja. Tutaj po prostu wyparowało miasteczko i kawał hrabstwa i Ameryce i ulokowało się w Europie trzy stulecia z okładem wcześniej.



Szczęśliwie dobrze się złożyło, że wszyscy mieszkańcy hrabstwa byli na weselu. Dzięki temu przetransferowano samochody, oraz broń, ludzie ci byli jak na standardy Ameryki dobrze uzbrojeni, niektórzy mieli doświadczenie wojenne, chociażby byli weteranami z Afganistanu, więc znali wojenne rzemiosło.



Oczywiście byli potrzebni ludzie inteligentni, w tym najpierw nieformalny przywódca Mike, potem zyskał uznanie bo oczywiście padła idea, że nowy kraj ma się nazywać, demokratycznymi koniecznie, Stanami Zjednoczonymi. Żeby krzewić prawdziwe wartości wśród plemion, które uznają za barbarzyńskie, choć jest to pewne uproszczenie, bo nie brakowało osób inteligentnych, i to na tyle, że radzi sobie z interakcją z ludźmi z XX w. i robi to bez kompleksów.


Oczywiście interakcja mentalnościowa w znacznie szerszym zakresie, począwszy od pierwszych kontaktów, dla jednej i drugiej strony bardzo dziwnych, potem była interakcja na polach bitew. Potem było zafascynowanie tubylców z XVII wieku techniką ludzi z przyszłości na przykład pojazdami, do których trzeba wlewać jakiś płyn, żeby ruszyły do akcji. Nasi z XX nie mają wątpliwości, że te możliwości korzystania z dobrodziejstw naszej współczesności, i będzie to de facto powrót do tego co daje XIX wiek, ale dla tych ludzi to i tak będzie dwa stulecia do przodu. I to dopiero będzie przewrót ekspresowy, gospodarczy i ideologiczny zapewne. Trudno to sobie wyobrazić, no ale od tego są tego typu książki z zakresu historii alternatywnej. Żebyśmy jako czytelnicy czytali i kombinowali.


No i dokładnie do tego typu refleksji zaprasza nas autor. Możemy przekonać, że są jeszcze dwie książki, sporo tego czytania i wczuwania się w to uniwersum. Ja będę kontynuował tą literacką przygodę. Książkę zatytułowaną „1632” polecam. Warto przeczytać.

środa, 4 maja 2022

Jacek Łukawski, Grom i szkwał

Jacek Łukawski, 



Grom i szkwał 


cykl: Kraina martwej ziemi, t. 2 



Wydawnictwo: Sine Qua Non 

Data wydania: 2017 r. 

ISBN:  9788379247639

liczba str.: 400

tytuł oryginału: ---------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4321117/grom-i-szkwal/opinia/70115449#opinia70115449   




Przeczytałem kolejny tom cyklu „Kraina martwej ziemi”, drugi tom zatytułowany jest „Grom i szkwał”. Oczywiście dalej mamy martwe ziemie, i czarodziejska moc jaka jest związana. Niby ta złowroga magia słabnie jak dowiedzieliśmy się z pierwszej części, ale wciąż są miejsca, które osłabienia nie ruszyły i są tak samo mocne, jak dziesiątki, czy może nawet setki lat wcześniej. To pozwala Arthornowi snuć spekulacje jaki martwica miała i ma wpływ na budowle, tam gdzie niegdyś była cywilizacja, tam natura sieje spustoszenie. Nawet ruiny najwyższych budynków opanowały rośliny, co przypomina troszkę krajobraz postapokaliptyczny. No i jak na przyzwoitą fantastykę przystało pojawiły się smoki, w sumie jakoś nie zauważyłem, czy te bestie zmutowały, czy po prostu smoki pod kątem typowo ewolucyjnym poradziły sobie z martwicą, na pewno plusem było to, że nie było tam przez wiele lat jedynego drapieżnika, który może im zagrozić, człowieka. W twórczości Sapkowskiego, chodzi oczywiście o „Sagę o wiedźminie”, mamy opisanie polowanie na zielonego smoka, ale, że mieli pecha drogę im zastąpił smok złoty, który ma zdolność przemiany w człowieka, jak wiemy był to Borch Trzy Kawki.



Ale, że nie samą martwą ziemią funkcjonuje to uniwersum mamy opisane inne wydarzenia, konkretnie oblężenie zamku Wondertel, te opisy batalistyki wojennej nie różnią się zbytnio od tego co da się znaleźć również w powieściach historycznych. Jedni oblegali, drudzy się bronili, nikt nie używał tutaj magii, widać magowie mało interesowali się polityką, albo po prostu jednym i drugim zabrakło złota, żeby sowicie magów opłacić, żeby zrobili porządne fajerwerki, które rozniosły by niejedną armię lub skruszyły najgrubsze nawet mury. Jedyne czego dowiedzieliśmy się, że ci którzy oblegali byli zdrajcami. To zmusiło Arthorna do ucieczki z Wondertel, do bezpiecznie niebezpiecznej Krainy Martwej Ziemi i sprawia, że akcja się rozkręca i jest ciekawie. Dowiedzieć się można, że czyha jeszcze jakaś potężna, uśpiona siła, z której istnienia nikt nie zdaje sobie sprawy. A to niewątpliwie oznacza, że trzeci, ostatni tom trylogii warty jest przeczytania, a czytelnik dowie się co w ramach starego, sprawdzonego w niejednej książce fantasy schematu Tolkienowskiego autor nam czytelnikom zaproponuje.


Książka jest ciekawa, warta przeczytania, koncepcja martwicy i tego co można w niej znaleźć jest interesująca.  Polecam.




piątek, 29 kwietnia 2022

Marina Diaczenko, Sergiej Diaczenko, Magom wszystko wolno

Marina Diaczenko, Sergiej Diaczenko, 




Magom wszystko wolno  


Wydawnictwo: Solaris

Data wydania: 2005 r.

ISBN:  838995110X

liczba str.: 336

tytuł oryginału: Magam možno vsë 

tłumaczenie: Piotr Ogorzałek

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4752/magom-wszystko-wolno         




Wybór literatury ukraińskiej, pierwszy raz w historii Book Trottera, nie był przegłosowywany w głosowaniu uczestników, co ma być czytane w miesiącach marzec/kwiecień 2022 r. , ale my wszyscy użytkownicy byliśmy jednomyślni, że przez tą okrutną wojnę, która toczy się tuż za naszą wschodnią granicą warto do tej literatury sięgnąć wyrażając tym samym swoje bardzo skromne wsparcie dla kultury ukraińskiej. Bo nie zapominajmy, że nikt zapewne nie miał głowy do tego, żeby policzyć ile książek spłonęło na skutek ataków bombowych. A także pamiętajmy, że wiadomo, że książki spełniają w tych trudnych czasach na Ukrainie niebagatelna rolę, większą niż da się to wyobrazić. Rzecz jasna nie mam zamiaru rozwijać dalej tematu, bo zdecydowanie lepiej robią to serwisy informacyjne w tv, radiu, prasie i internecie i każdy z nas do tych informacji dociera. Zajmę się tym co robię w moich recenzjach, interesuję się tym co jest ciekawego w książkach, które czytam. Dla mnie wybór, jako pasjonata fantastyki, był oczywisty, przeczytałem książkę, znanego mi wcześniej duetu, małżeństwa pisarskiego Mariny i Sergieja Diaczenków. Zainteresowała mnie książka zatytułowana „Magom, wszystko wolno”.


W tej książce mamy wykreowany świat, stylizowany, jak to w większości książek fantasy, bywa na średniowiecze. Głównym bohaterem jest mag dziedziczny trzeciego stopnia Hort zi Tabor. Są też magowie mianowani, którzy swoje umiejętności magiczne zdobyli poprzez żmudne szkolenia w uczelniach magicznych. Tym autor się nie zajmuje, jak ten proces wygląda, w przypadku magów dziedzicznych przejmuje się magię od członków własnej rodziny i w tym przypadku zapewne oni są odpowiedzialni za wyszkolenie. Dowiadujemy się, że Hort zi Tabor mieszka gdzieś na głębokiej prowincji, domyślać się można, że ze względów bezpieczeństwa, bo podobnie jak chociażby w „Wiedźmińskim uniwersum” Andrzeja Sapkowskiego magowie chętnie angażują się w politykę i ich rola jest znaczna, zarówno otwarta, pełnione stanowiska państwowe np. doradców królewskich, jak i ukryta, np. udział w intrygach. Do czegoś takiego został przymuszony sam Hort zi Tabor do zabicia jednego z niepokornych przeciwników króla, księcia ze stepowej krainy. Miał tego dokonać w sposób magiczny, używając zaklęcia Kary, acz niewykrywalny dla zwykłych śmiertelników, inni magowie najprawdopodobniej zostali uprzedzeni lub po prostu przekupieni, żeby się nie wtrącali w nie swoje sprawy. Książę zginął lecz szczęśliwie dla samego Horta, to nie on dokonał tej egzekucji, ktoś był szybszy i lepszy w używaniu magii, ale, że efekt był zgodny z oczekiwaniami dworu nikt do maga z prowincji pretensji nie miał.


W cyklu „Saga o wiedźminie” możemy się dowiedzieć jak wyglądały pracownie chociażby Yennefer i innych czarodziejów. Tutaj też tego typu opisy się pojawiają, ale ciekawsze są zapisy, które stanowią coś w rodzaju Kodeksu magów, stanowiący zarówno zbiór praktycznych porad, jak osoby parające się magią mają do problemu podchodzić. Przypuszczać można, że to nie jest jedyna tego typu publikacja, czarodzieje, których sam Geralt odwiedzał mieli mnóstwo książek, co samo w sobie stanowiło bogactwo, choć nie jedyne, jakim dysponowali czarodzieje. Warto o tym wspomnieć, bo analogia pod tym kątem jest interesująca i ma zastosowanie także w tej powieści Diaczenków.


Książka jest ciekawa, interesująca, pokazujący świat, magów, czarodziejów, czyli postaci najbardziej intrygujące na kartach fantastyki wszelakiej. Niewątpliwie jest ciekawie opisana relacja Horta z kobietą magiem Orą Szantalią. Wszystko zaczęło się od pomocy udzielonej damie w potrzebie w starciu z kilkoma opryszkami, z jakiegoś powodu ta pani poradzić sobie sama nie mogła, a jest dość prozaiczny raczej. A w późniejszym okresie obydwaj magowie brali udział w różnych projektach,. Co pozwoliło autorom na opisanie ich relacji i kontaktów zawodowych na przestrzeni całej książki. Na pewno interesująco autor opisał głównego bohatera, całego uniwersum, z widoczną fascynacją sprawami magicznymi, którą przekazali swoim czytelnikom w tak genialny sposób. Książka jest dobra, i niewątpliwie warto zapoznać się z konceptami literackimi w tej książce. Myślę, że w sekrecie mogę zdradzić, że pozostałe książki Diaczenków są równie ciekawe i warto je przeczytać. Zdecydowanie polecam.