środa, 26 lipca 2023

Andrzej Pilipiuk, 2586 kroków

 Andrzej Pilipiuk,



 2586 kroków


cykl: Światy Pilipiuka, t. 1



Wydawnictwo: Fabryka Słów, Edipresse

Data wydania: 2018 r.

ISBN: 978838074039

liczba str.: 409

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4855302/2586-krokow/opinia/78015088#opinia78015088



                                                                                 

Szansa [ w: ] A. Pilipiuk, 2586 kroków




Ta książka to troszkę nostalgiczny powrót do twórczości Pilipiuka ponieważ ten zbiór opowiadań zatytułowany "2856 kroków" czytałem ładnych kilkanaście lat temu, i było to ciekawe. Teraz miałem okazję się przekonać, że te opowiadania są równie ciekawe i bardzo intersujące. Wynika z tego, że oczywistością jest że warto po latach do nich wrócić.


Wybrałem z tego dość bogatego zbioru opowiadanie raczej krótkie opowiadanie, zatytułowane "Szansa",  ale niezwykle ciekawe. Dużo tutaj analiz historycznych, także historii alternatywnej, czyli troszkę gdybania było, w takim troszkę Dukajowskim stylu, jakby historię zamroziło, to pewnie Polska nie miałaby kiedy niepodległości odzyskać i dla nas za fajne by to nie było. Pojawiają się w tym opowiadaniu Robert Storm i Paweł Krzeszewski, i to oni mają okazję poznać przybysza z przeszłości Omelajna Andrejewicza Mitrofanowa, który żył sto lat temu z okładem, mowa o roku 1906, kiedy wrzenie rewolucyjne w Carskiej Rosji jeszcze trwało. Mitrofanow sam był dosyć wiekowy, więc można być pewnym, że przeżył kawał XIX wieku, a tu nagle, z bomby, trafia do wieku XXI. Widać gość jest inteligentny i bardzo bystry, zadziwiająco szybko zrozumiał meandry typowo informatyczno – internetowe, W szczególności fascynowały go zdjęcia. Prosił młodych tubylców, żeby umieścili jego zdjęcia w internecie, i to miało mu pomóc jakieś zagwozdki z przeszłości rozwikłać.


Niby to nic nadzwyczajnego ten motyw, ale sama rozmowa jaką odbywali była naprawdę świetna. Oczywiście lecieli skrótami myślowymi, było o Hitlerze, czy jego śmierć by coś zmieniła. Przekonywał Piotra i Roberta, że nie, bo Hitler miał dopiero nr 16 legitymacji NSDAP. M. in. na tej podstawie wyspekulował więc, że jego koledzy naziści doskonale by się uporali ze zrobieniem globalnej rozróby bez swojego przywódcy, byłby nim ktoś inny po prostu i tyle. Był przekonany natomiast, że kule, które trafiły w premiera Rosji Piotra Stołypina zabijając zmieniły bieg historii. W sumie kiedy Omelajn dał radę w sposób szczegółowy zdobyć wiedzę dotyczącą historii kilkunastu dekad jest tajemnicą. Po prostu autor nie skomplikował sobie roboty. Była mowa o pokusach w zmienianiu historii, i znowu wchodzi temat atomówek. Dla mnie to jest powtórka z rozrywki, bo pisałem dokładnie o tym samym recenzując książkę "Przypadek Adolfa H." Schmitt'a. No i to jest interesujące, że ludzie w podobny sposób kombinują intelektualnie.


Podsumowując książka jest intersująca, zawiera ona mnóstwo barwnych i ciekawych opowiadań. Nie mam wątpliwości, że to które wybrałem jest rewelacyjne, ale inne też są interesujące. Mamy tutaj dużo rozważań o historii Polski, w stylu Wolskiego, czyli upraszczając, to by było, gdyby Polska mocarstwem była. Było opowiadanie nominowane do nagrody im. Janusza Zajdla zatytułowane "Mars 1899". No i jeszcze parę innych. Tytułowe opowiadanie "2586 kroków" dotyczy doktora Pawła Skórzewskiego, kiedy w latach 1876/77 wybrał się do Bergen w Norwegii, no i tam pomagał lekarzom walczyć z wirusami, czyli bakcylami. Dla fanów twórczości Pilipiuka to jest oczywiste, że po książkę sięgnąć warto. Innym też warto ją polecić, w szczególności, jeśli czytelnik lubi przeróżne podróże w przeszłość, czy motywy historyczno -archeologiczno nostalgiczne. Na pewno postać doktora Skórzewskiego jest fajnie wykreowana, i w każdym tomie znajdziemy coś ciekawego w temacie medycznym. Książkę czyta się dobrze, jest ciekawa.



poniedziałek, 24 lipca 2023

Orhan Pamuk, Biały zamek

 Orhan Pamuk,  



Biały zamek 



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Data wydania:  2009 r.

ISBN:   9788308043745

liczba str.: 224

tytuł oryginału:   Beyaz Kale

tłumaczenie: Anna Akbike Sulimowicz

kategoria: powieść  historyczna





recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

 https://lubimyczytac.pl/ksiazka/34334/bialy-zamek/opinia/77587405#opinia77587405   



Przypuszczam, że nikt nie ma wątpliwości, że turecki pisarz Orhan Pamuk jest świetnym pisarzem. Parę książek było już czytanych i warto było, żeby w ramach Book Trooterowego wyzwania książkowego spróbować czegoś nowego, no i jestem przekonany, że trafiłem w sedno, bo książka zatytułowana "Biały zamek" jest naprawdę przednia. A o to przecież chodziło. Mamy tutaj literacką podróż do Turcji XVII wieku, czasy sułtana Mehmeta IV, tego samego co pod Wiedeń się zapuszczał w 1683 r i walczył m. in. z naszymi, z królem Janem III Sobieskim na czele. Motywów polskich jest więcej, bowiem ekipa sułtana zachciała ruszyć na północ od morza Czarnego w kierunku Polski i zaatakować Biały Zamek.


Ta książka to historia pewnego europejczyka, wenecjanina, którego statek na morzu został zaatakowany przez piratów tureckich, no i tym samym wszedł w tryby funkcjonowania Imperium Tureckiego. Mamy akcję w Konstantynopolu. Z racji, że był wykształconym człowiekiem jego właściciele szybko doszli do wniosku, że nadaje sie do czegoś niż do pracy fizycznej, no i szybkiej wymiany kadr oczywiście, na skutek wyczerpania iszybkiej śmierci rzecz jasna. Można śmiało powiedzieć, że miał w tym wszystkim sporo szczęścia. Zainteresowały się nim elity, konkretnie Hodża, bezpośredni podwładny paszy, praktycznie drugiej osoby w państwie, po samym sułtanie. Mamy opisaną całą procedurę wdrażania w system nowego kraju z dominującą religią islamską. W to były wpisane dość ostre próby nawracania, w tej kwestii był bohaterem, bo był uparty. Kiedy w końcu nastąpiła zmiana wyznania naszego weneckiego bohatera tego dokładnie nie wiemy, ale przypuszczam, że nastąpiło to wtedy kiedy przybywało bohaterowi pełnych sakiewek ze złotem, bowiem system tego krajy działał tak, że wyznawcy islamu mieli liczne ulgi podatkowe, a wyznawcy innych religii musieli słono płacić.


Teoretycznie ta książka jest powieścią historyczną, ale czy przypadkiem nie jest również thrillerem psychologicznym, bowiem wenecjanin jest bardzo podobny do Hodży,? Wynika z tego, że nawet krewnym Hodży sprawiało trudności rozróżnienie jednego od drugiego. Podobnie sprawa miała się w wymiarze intelektualnym,  obydwaj przeczytali te same książki zarówno w języku arabskim, jak i językach europejskich, głównie łacinie, więc wiedzę mieli na zbliżonym poziomie. Także pokusa była wielka, żeby dokonać pewnej zamiany. Czy taki jest w ogóle możliwe? To jest bardzo interesujące. Panowie pracowali nad bronią dla sułtana, który miał ją wykorzystać w Polsce. No to wiadomy jest ten akcjologiczny imperatyw jak wykorzystywać wiedzę na wysokim poziomie? No ale Hodża ani wenecjanin nie zaprzątali sobie raczej głowy takimi drobiazgami np. ile istnień ludzkich zabije ich wynalazek? Bo liczy się przecież wygrana i łaska panującego, a wraz z tym sowite dotacje.


Książka jest ciekawa, opisy miasta, opisy ludzi, opisy błyskotliwej kariery wenecjanina na dworze sułtańskim i wiele innych ciekawych spraw. Na pewno ciekawy jest dyskurs naukowy wenecjanina i Hodży, jakby chciał przekonać swoich rodaków i europejskich czytelników, że wszyscy mamy te same zdolności i tak samo jesteśmy zdolni do rzeczy wielkich i tych małych. Na pewno interesujące jest, że jego główny bohater jest Europejczykiem i tu te motywy mentalnościowe są bardzo wyraźne. Zdecydowanie warto przeczytać.

             



wtorek, 11 lipca 2023

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku

 Philip K. Dick, 


Człowiek z Wysokiego Zamku 


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2023  r. 

ISBN: 9788381886819

liczba str.: 336

tytuł oryginału:   The Man In The High Castle

tłumaczenie: Lech Jęczmyk

kategoria: science fiction, historia alternatywna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/czlowiek-z-wysokiego-zamku/opinia/75471044   




Była okazja przeczytać książkę Philipa K. Dicka zatytułowaną "Człowiek z Wysokiego Zamku". W książce mamy przedstawioną ciekawą koncepcję historii alternatywnej w której Niemcy i Japonia wygrały II wojnę światową. Stany Zjednoczone zostały podzielone na dwie części, japońską, czyli zachodnią, włączoną do Unii Pacyficznej i wschodnią będącą pod wpływami Rzeszy. Autor jest bardziej zainteresowany tym zachodem Ameryki, którą zdominowali politycznie Japończycy, może dlatego, że to bardziej egzotyczne. O tyle to dziwne, że wcale nie mało jest o polityce Niemiec, niektórych dygnitarzach, z NSDAP oczywiście. Wielkim wydarzeniem medialnym jest śmierć Hitlera i pewnie jakieś zgromadzenie ma wybrać następcę, są spekulacje kto się nadaje, kto jaki jest. Tym zamieszaniem medialnym żyje spory kawał świata. Jest też pisarz z tytułowego Wysokiego Zamku Hawtorn Abendsen, który pisze książki z zakresu historii alternatywnej, pisze sporo o tym, że ekipa austriackiego akwarelisty zebrała niezłe cięgi i te książki jako bardzo niepokojące są rozważane i jest mnóstwo spekulacji czy to w ogóle możliwe, że dzielni aryjczycy mogli zawieść na licznych polach bitew?


Można się głowić po jasną cholerę komuś takie coś i bohater, który żyje w świecie koncepcji które tworzy i jest, jakbyśmy to w slangu powiedzieli, troszkę odklejony? Ośmielę się przypuszczać, że ta jego odklejka jest formą niezgody na to, że wojnę wygrała horda neobarbarzyńców i robi co chce. Wiadomo cenzura i te sprawy i jawne pisanie o tym co myśli by nie przeszło, już nie mówiąc, że skończyłby marnie. A tego typu raczej naukowe spekulacje zostały, pewnie i tak dla wąskiej grupy odbiorców, dopuszczone na rynek wydawniczy. Pewnie lepsza taka forma buntu niż żadna.


Jak ciekawie napisał autor przedmowy Maciej Parowski, interpretując to z czym my tu mamy do czynienia z perspektywą pisania o porządku powojennym z punktu widzenia dusz ludzkich.
Tu w książce bohaterami są raczej drobni przedsiębiorcy z japońskiej Ameryki. Wiadomo o czym myślą ludzie o tym, żeby zarabiać pieniądze: dolary, jeny, marki itd. No i jakie mogą być z tego problemy i czy ich zachwycają problemy, z tym, że muszą kontaktować się z ludźmi, których w najlepszym wypadku ledwo trawią i to jest najdelikatniejsze z możliwych określeń. Na tym polega maestria Dicka, że coś takiego jest niemal niemożliwe do wychwycenia, o co mu tak naprawdę chodzi. Chyba najciekawszy jest kontekst, o to, że Abendsen opuścił Wysoki Zamek i zamieszkał na mieście. Czyżby to było Orwellowskie "Pokochanie Wielkiego Brata"?


O analogiach można pewnie tu napisać sporo, bo troszkę książek, filmów, gier, że Ameryka została pokonana i rządzą jacyś obcy, czy to są kosmici, czy inne narody, czy ludzie o różnej politycznej proweniencji opanowują kraj, o tym, że nawet z Ameryki da się trzeci świat zrobić. Czyli sporo tego, na pewno ciekawy jest film "Czerwony świt", w tej konwencji jest też gra "Homefront. The revolution", i w filmie i grze Koreańczycy z Północy Amerykę opanowali i działa jakaś partyzantka, bojownicy o wolność kraju. O koncepcjach, że naziści jeśli nie wygrali wojny to przynajmniej przetrwali 1945 r. też jest troszkę. Trzeba przyznać, że na tym tle koncepcja Dicka jest naprawdę ciekawa i niezwykle oryginalna.


Książka jest niesamowita, fascynująca, interesująca. Niewątpliwie daje do myślenia. Bo przecież nazistom nie chodzi tylko o to, żeby podbić nowe tereny, ale też kontrolować życie każdego człowieka od kołyski aż po trumnę. Tu spekulacje literackie są zbędne, bo wiemy, że nazistowska inżynieria społeczna była niezwykle precyzyjna, kogo trzeba wyeliminować, to bez wahania to robili, a kto się nadawał, wedle ideologii nazistowskiej oczywiście, do przeróbki to dawali mu żyć. Po 20 latach po wojnie rzeczywiście zarówno japońska i niemiecka strefa Ameryki była spokojna i był tam dobrobyt, w to jesteśmy w stanie uwierzyć. Czyli ma to sens. Zdecydowanie polecam.




środa, 28 czerwca 2023

Alfred Bester, Człowiek do przeróbki

 Alfred Bester, 



Człowiek do przeróbki


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2020 r. 

ISBN:    9788381880985

liczba str.: 296

tytuł oryginału:    The Demolished Man

tłumaczenie: Andrzej Sawicki 

kategoria: science fiction 



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4904635/czlowiek-do-przerobki/opinia/77103391#opinia77103391



                                                                
Zainteresowałem się książką zatytułowaną "Człowiek do przeróbki" Alfreda Bestera. Na pewno ciekawostką jest ta, że te książki pisarza pisane w połowie XX wieku, wciąż uchodzą za aktualne, a po drugie Bestera uważa się za prekursora cyberpunku. Co to jest wiele opowiadać nie trzeba, bo pewnie słyszeliście o grze "Cyberpunk 2077". W literaturze polskiej, w ostatnich latach, spróbowali swoich sił Andrzej Ziemiański, "Cyberpunk. Odrodzenie" i Robert J. Szmidt, "Mgły nad Tokyoramą".

                                                                                      


No dobra, ale biorę się za to co my tu mamy. Jak nietrudno się domyśleć mamy przyszłość, bo to przecież koncepcja science fiction, dość odległą, rok 2301, na świecie są telepaci i jest ich dosyć sporo, to tacy goście co potrafią czytać myśli innych. Wykonują oni dobrze płatne prace i korporacjach, zapewne w administracjach państwowych również, sprawując funkcje z dostępem do tajemnic państwowych lub szpiegowskie. Jak sobie radzono z wrogimi przejęciami myśli osób strategicznie ważnych, trudno powiedzieć. Autor też tego niepotrzebnie sobie nie komplikował, skupił się na rywalizacji typowo korporacyjnej.


Ben Reich planuje zbrodnię, trzeba zabić jednego z biznesowych rywali z konkurencyjnej korporacji. Tamci z karteli D'Cortenaya przejmują biznes rywali i trzeba coś z tym zrobić. Koncept z morderstwem wydaje się o tyle straszny, bo od 70 lat nikt tego nie zrobił, w dodatku trąci to amatorką, skoro jakiś telepata raz dwa wyjaśni sprawę. Po wcześniejszych próbach przemówienia do rozumu, przekonywania, a możliwe również, że telepatycznego porobienia, skoro takie możliwości są dostępne. Jednak ta procedura nie powiodła się. No i zaszła konieczność zabicia oponenta. Ślady dzięki wsparciu wysokiej rangi telepaty zostają zatarte. Jak to bywa toczy się śledztwo, organa ścigania wiedzą kto jest winny, ale problem z zebraniem materiałów jest zaskakujący. Trwa gra.


Jasne, że koncepcja przerabiania ludzi jest tak stara jak cywilizacja, i tu nie ma nic zaskakującego. Jeżeli coś może zaskoczyć, to fakt, że przyszłość może dostarczyć bezprecedensowych narzędzi cybernetycznych, które ułatwią to zadanie. I to jest przerażające, generujące miliony pytań. Problem wolności itp. Pod tym kątem książka jest fascynująca. Zaś pod innym kątem przypomina to troszkę jakiś futurystyczny kryminał, i widać coraz częściej będzie to się zdarzało w literaturze, że te gatunki będą się mieszać. Pewnie z pożytkiem dla obydwu dziedzin literatury. Sama książka jest bardzo ciekawa. Polecam.

piątek, 23 czerwca 2023

Andrzej Pilipiuk, Przetaina

 Andrzej Pilipiuk,



 Przetaina      


cykl:  Przetaina, t. 1          



Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2022 r.

ISBN:   9788379647545

liczba str.: 397

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: ---------

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/przetaina/opinia/770
87170  




Niewątpliwie z ciekawości warto było zajrzeć do książki zatytułowanej "Przetaina", której autorem jest Andrzej Pilipiuk. Jest to dość ciekawy swoisty debiut w kategorii klasycznej fantasy i trzeba przyznać wypadło to całkiem dobrze.



No ale od początku warto opowiedzieć z czym czytelnik ma do czynienia. No wiadomo styl jest ewidentnie pilipiukowski, trudno określić do jakiej epoki to nawiązuje, niby do średniowiecza, bo mamy cywilizacje, którą diabli wzięły, załatwiły ją wulkany niczym starożytne Pompeje, i inne żywioły jakie oferuje natura, w tym morze między innymi.  To było kiedyś, a po trzech tysiącach lat na jej gruzach tworzy się coś nowego. bliżej poznajemy społeczność miasta Tess.  W związku z tym, że ci ludzie jakimś cudem przetrwali katastrofy budują coś nowego po swojemu, możemy uznać, że są oni na etapie średniowiecza. tyle, że  ze średniowieczem nie bardzo zgadzają się mikroskopy, lunety i parę innych typowo współczesnych wynalazków do jakich ta społeczność posiada. Czytelnik dowiaduje się, że ta dawna cywilizacja sprzed 3000 lat była wysoko rozwinięta, czyli być może jest to swoista fantazyjna koncepcja postapo. Najwięcej dowiadujemy się o umiejętnościach leczniczych, bardzo wysokich, skoro badali nawet bakterie pod mikroskopami, bo wynalazek został znaleziony w starożytnych ruinach. Pisał coś takiego Terry Brooks, pisał książki nawiązujące bezpośrednio do Tolkiena. W tej koncepcji fantasy  elfy i krasnoludy i inni nieludzie, byli ludźmi kiedyś, czytelnik podróżujący literacko do Shannary dowiaduje się, że doszło do przemiany na skutek długoletnich procesów. Zresztą u samego Tolkiena tak było z orkami przecież, które dawniej były elfami. No i mamy Golluma przecież, który był kiedyś hobbitem, ale pierścień stworzył z niego takie dziwo. No ale Pilipiuk nie poszedł w tym kierunku. Mamy tylko ludzi. Chociaż różnorodność ludzi jest całkiem ciekawa, różne wiary, różne obyczaje, tajemnicze to wszystko, przez to interesujące.


Opowieść toczy się raczej powoli, autor nigdzie się nie śpieszy, powoli acz logicznie kontynuje wątki, mamy bardzo szczegółowo opisane miasto Tess, nie tylko jego architekturę, ale również strukturę społeczną, funkcjonowanie pod kątem politycznym, jest książę, ale dużo do powiedzenia kapłani, spełniający, oprócz funkcji typowo sakralnych, rolę czarodziejów, mędrców, coś w ten deseń. Potem mamy typowy dla gatunku motyw podróży, w celu dokonania transferu ludności miasta, do innego, nowego miejsca. Zagrożenia są dwa, jedno, że kapłani – naukowcy wyliczyli, że złowrogie żywioły zadziałają ponownie i z miasta i jego mieszkańców zostanie kupa popiołu. Drugie, to plemię Węży, które planuje napaść na Tess, dla nich miasto bogate, a kusi przede wszystkim świątynia. No i kapłani postanowili, że kilkuosobowa ekipa musi iść w drogę, żeby uratować całe miasto od zagłady. Łatwa i przyjemna ta peregrynacja nie była. Do celu dotarły raptem trzy osoby: główny bohater Dave, kapłanka Ana, no i gość w Tess, nastoletnia dzikuska z północy Tyra.



Książka pozytywnie szokuje czytelnika tym wielokulturowym zamieszaniem, począwszy od tego co pozostawiła nam kultura Egipska, np. Kociogłową bogini Nef, po koncepcję miast państw, przypominającą tą co było na bliskim wschodzie, czyli pierwsze utworzone cywilizacje. Dalej widzimy koncepcję exodusu ludności, która nawiązuje do Biblijnej Księgi Wyjścia, gdzie lud Izraela wyszedł na pustynię szukać Ziemi Obiecanej przez Jahwe.
Mamy jednego boga, Ojca Stu Światów, koncepcja istnienia boga i dobrej bogini jest tak samo zrozumiała jak chrześcijaństwo gdzie mamy dogmat Boga w trzech osobach. Jak wierzą wyznawcy tej religii Ociec Stu Światów i bogini Nef, mają zwyczaj ingerować w życie ludzi i całej społeczności. Chociaż częściej robi to Nef, bo ten to grzmoci piorunami niczym grecki Zeus. 


Mamy też tutaj sporo typowo antropologicznych motywów, mowa jest o mitach założycielskich, tworzeniu narodu, całej jego martyrologii, symboliki. Można tu spekulować na ile chodzi o nasz kraj, tak samo jak w przypadku "Sagi o Wiedźminie" w książkach i grach, to dotyczy Redanii i Temerii. Jak dobrze wiemy Sapkowski się nie przyznaje do tego, zapewne zrobi też tak Pilipiuk. Dlatego jest tu duże pole dla nas czytelników do intelektualnych rozkmin w tym i wielu innych koncepcjach w których czytamy w książkach.


Książka jest dobra, często bardzo mroczna w swojej wymowie, czytelnik wręcz czuje w powietrzu pierwsze porywy wulkanicznego pyłu, który mogą roznieść na strzępy sporą część tego świata, no i konieczność poszukania ziemi obiecanej gdzieś na nieznanym, nowym terytorium, ale wszyscy tam rozumieją konieczność odbycia tej drogi. Drużyna dostała ambitne zadania i ruszyła w drogę. Warto przeczytać.



czwartek, 8 czerwca 2023

John Maxwell Coetzee, Wiek żelaza

John Maxwell Coetzee,  



Wiek żelaza



Wydawnictwo: Znak

Data wydania: 2004 r.

ISBN:   8324004645

liczba str.:  216

tytuł oryginału:   Age of Iron

tłumaczenie: Anna Mysłowska

kategoria: literatura piękna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/36405/wiek-zelaza/opinia/76613939#opinia76613939



Wraz z wyzwaniem książkowym Book Trotter zawędrowaliśmy do południowej Afryki, najbardziej znanym pisarzem z RPA jest J. M. Coetzee, zainteresowałem się książką pt. "Wiek żelaza". W tej książce zawarta jest to historia starej kobiety, która przeżywa ostatnie tygodnie godziny życia i jest świadoma tego co jest nieuchronne. Jest to swego rodzaju literacki pamiętnik.


Właściwie gdyby nie opisana pewna lokalna specyfika, gdzie mamy trochę opisów biedy, i w ogóle duże rozwarstwieniu majątkowym, charakteryzujące RPA m. in. sama narratorka żyje raczej w przyzwoitym standardzie. Dalej jest mowa o rozmowach w języku africans, o problemach rasowych kraju, o apartheidzie, o polityce, to właściwie, akcja tej książki mogłaby się dziać wszędzie. Ponieważ było nie było problem starzenia się, samotności, reakcji organizmu na procedury medyczne, na duże ilości lekarstw jest po prostu uniwersalny. Pojawiają się typowo nostalgiczne motywy, w stylu kiedyś to było i wspominanie całego życia, zapewne lepsza pamięć co do tego jak się było młodym, niż co było, parę dni temu, itp. Dużo czasu bohaterka i narratorka jednocześnie opowiada o relacjach z córką, która w Stanach mieszka, i wcale się nie odzywa.


Na pewno te opisy sytuacji i bolączek starszej osoby są ciekawe i wiarygodnie opisane przez autora. Tytuł sugeruje również "Wiek żelaza", przypominam, to opisana specyfika XX/XXI wieku, czyli rozwój technologiczny i pędząca prędkość życia, jeszcze większa zmian, zmienia się też nasza mentalność itp. Książka jest ciekawa, warto przeczytać. Polecam.




      
                



niedziela, 28 maja 2023

Andrzej Pilipiuk, Aparatus

 Andrzej Pilipiuk, 



Aparatus


cykl: Światy Pilipiuka, t. 4


Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2011 r.

ISBN:   9788375746884

liczba str.: 416

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantastyka



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/111828/aparatus/opinia/9905368#opinia9905368 



                                                                                    

Aparatus [ w: ] A. Pilipiuk, Aparatus


Oczywiście jak zwykle przy zbiorze opowiadań dokonuję jakiegoś wybory jednego z opowiadań. Nie inaczej jest w przypadku zbioru zatytułowanego "Aparatus". Trzeba jednak przyznać, że w tym tomie są one świetne i każdy wybór jest dobry. Fajna koncepcja jest w opowiadaniu tytułowym, czyli "Aparatus" właśnie i wyjaśnienie czym jest to zagadkowe urządzenie, że jest swoistą kapsułą czasu, którą jej twórca zbudował z powodów typowo nostalgicznych. No ale zanim Robert Storm to rozwikłał o co w tym wszystkim chodzi, to sporo się działo i było ciekawie. To był antyk kupiony na straganie z tego typu akcesoriami. Oczywiście Robert się tym zainteresował i przygoda się zaczęła.



Było oczywiście kilka konsultacji, między innymi z panem Maciejem, który naprawił w sensie typowo zegarmistrzowskim mechanizm, wziął za to sowitą opłatę. Bo też robota była niezwykła, precyzyjna i wymagająca maestrii zegarmistrzowskiej. Zresztą sam pan Maciej był zafascynowany zagadnieniem, żeby zrekonstruować aparatus, a potem Robert wziął się za wyjaśnienie o co w tym wszystkim chodzi. No i jak to się mówi była to typowa analityczna dedukcja, żeby po nitce do kłębka wyjaśnić sprawę. Bo niewątpliwie było to intelektualnie rozpracowane co to jest i koncepcje do czego ma służyć. Ciekawostką jest, że o rozwiązaniu tej zagadki z przeszłości, z XIX wieku, przyczyniła się do tego życiowa partnerka Roberta Marta. Czego Robert się dowiedział ?,  i wyjawione to zostanie czytelnikowi,  warto zajrzeć do tego zbioru i przeczytać.



Swoją drogą to jest bardzo ciekawe, że ktoś do celów zachowania wspomnień sprzed lat, być może dzieciństwa lub młodości zbudował tak precyzyjny mechanizm. Być może wyjeżdżał albo przyczyna była inna, tego zapewne nie da się odkryć, ale biorąc pod uwagę zawirowania historyczne XX wieku jest to bezcenny artefakt. I na pewno warto było, żeby ta historia w formie opowiadania została opowiedziana. Te opowiadanie jak i pozostałe w tym tomie są niezwykle ciekawe i są fajnie napisane.
Polecam.