niedziela, 11 grudnia 2022

Adam Wiśniewski - Snerg, Oro

 Adam Wiśniewski - Snerg, 



Oro



Wydawnictwo: Amber

Data wydania: 1998

ISBN: 837169556X

liczba str.: 176

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: ---------

kategoria: science fiction 


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/135743/oro/opinia/73843421#opinia73843421

     


                                                                                                         

Nadarzyła okazja zapoznać się z twórczością Adama Wiśniewskiego Snerga, który pisał książki z gatunku science fiction, które autor pisał w latach 80 XX wieku. Wiemy, że miał problemy z cenzurą, stąd wynikały również problemu z publikacją między innymi tej książki zatytułowanej „Oro” , wydanej dopiero w latach 90, już po śmierci autora.



Oro to świat, do którego trafił ziemianim, Włoch, podróżujący autostradą z Rzymu do Wenecji. Wracał do domu, po pobycie w delegacji. Czyli przyczyna dosyć prozaiczna. Zatrzymał się w jakimś miasteczku, żeby kupić podarunek dla żony, pomyślał o biżuterii. Kupił pierścionek, a jak wiemy z powieści fantasy tego typu artefakty mogą narobić posiadaczowi nielichych kłopotów. Także tutaj nabyty przypadkowo skarb okazał się niebanalny. Bohater miał wypadek i trafił gdzieś w nie wiadomo jakiej galaktyce, nawet niewiele wiadomo jaki to mógł być czas. Po prostu otworzył się jakiś portal i jazda, znalazł się gdzieś w kosmosie.


Podobnie jak w przypadku powieści Janusza Andrzeja Zajdla ta powieść ma charakter socjologizujący. Autor skupił się na precyzyjnym opisie tajemniczego świata. No i oczywiście tego co robił tam główny bohater, uznano go za Otomi, czyli tajemniczego podróżnika między światami. A więc kogoś w rodzaju przywódcy duchowego, może czarodzieja, a może naukowca, coś w ten deseń. Niewątpliwie Otomi jest kimś o dużym autorytecie. Kłopoty zaczęły się, kiedy tubylcy zaczęli podejrzewać, że ten Otomi nie jest kim za kogo się podaje. W sumie to zagadkowe jak nasz bohater wiedział jak zagrać w tym przedstawieniu i dobrze grać tą rolę społeczną. O tym świecie wiemy, że najlepsze lata ta cywilizacja miała już za sobą, że ich przodkowie byli lepsi, a oni są w czymś co jest odpowiednikiem naszego średniowiecza. Oczywiście to jest o tyle nieprecyzyjna metafora, bowiem jak na nasze ziemskie standardy ta cywilizacja jest wysoko rozwinięta. Oro ma kłopoty, bo jacyś Obcy chcą ich zaatakować i na skutek tej inwazji Oro najprawdopodobniej się skończy. No ale jak było tego bohater się nie dowiedział, bo obudził się w jakimś włoskim szpitalu.


Powieść jest raczej krótka, ale mimo wszystko jest treściwa. Autor przyłożył się do opisu świata, do opisu postaci. No i temu Otomi źle nie było, miał się niczym sułtan w swoim haremie, więc zapewne nie narzekał na przyjemności życia w czasie pobytu w tym obcym świecie. Książka jest ciekawa. Warto przeczytać.









środa, 30 listopada 2022

Andrzej Pilipiuk, Faceci w gumofilcach

Andrzej Pilipiuk,




 Faceci w gumofilcach 



cykl: Kroniki Jakuba Wędrowycza, t. 10 






Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: 2022 r. 

ISBN: 9788379648467

liczba str.: 433

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: -------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5035357/faceci-w-gumofilcach/opinia/73874291#opinia73874291 



Globalne ocieplenie [ w: ] A. Pilipiuk, Faceci w gumofilcach


Była okazja parę razy, ostatnio całkiem niedawno, napisać coś ciekawego na temat przygód dwóch wesołych seniorów Jakuba Wędrowycza i jego kumpla Semena Korczaszki. Teraz pojawiła się książka zatytułowana "Faceci w gumofilcach", którą napisał rzecz jasna Andrzej Pilipiuk, pierwszy raz w życiu kupiłem książkę w dniu jej premiery. Niewątpliwie są to na tyle oryginalni bohaterowie, że właściwie ciężko się doszukać analogii, bo zapewne porównania Jakuba Wędrowycza do filmowego Ferdynanda Kiepskiego, czy znanego już światowej popkulturze Geralta z Rivii, chyba jednak nie są do końca trafione. Podobieństwo jest jedno między całą trójką, że wszyscy są w stanie dużo wypić, zarówno Ferdek, jak i Geralt byliby dla Jakuba godnymi oponentami w starej jak świat sztuce spożywania trunków wszelakich. W końcu było nie było słynnej mordowni jaką popijali wiedźmini Jakubowi nie było dane konsumować, podobno trzeba mieć do tego wiedźmińskie mutacje, żeby dało się to wypić, podobnie byłoby zapewne z rynkolem, trunkiem, który konsumowali kroganie z "Uniwersum Mass Effecta". Można by dywagować, że jeżeli Jakub Wędrowycz nie dałby rady, to kto?



No dobra, ale skończmy z tymi literackimi żarcikami, co do mocnych głów bohaterów literackich, filmowych, czy growych, przejdźmy powoli do sedna sprawy. Opowiadań jest jedenaście, oprócz zwyczajnych przygód, typu rozmowy przy trunkach, sparringi, kto jest kim itp., walki z duchami i innymi tajemniczymi, bytami, kosmitów, ufoków, jak ich Pilipiuk nazywa dosłownie nie było, ale wspomnień czy to w rozmowach, czy to w jednym z opowiadań, że ktoś miał układ z kosmitami było jak najbardziej.


Na pewno nie tylko ja się zastanawiałem, jak to będzie w nowej książce, chociażby z nowymi technologiami, które są wszechobecne i które musiały wpłynąć na mieszkańców ściany wschodniej o zaawansowanym wieku, mamy latające drony, jest mowa o tym, że wszyscy sporą część naszego czasu spędzamy wpatrując się w ekrany wszelakie i że nas ta technika zdrowo porobiła, zdaniem głównych bohaterów oczywiście. Semen ma nawet internet u siebie. Z tej okazji panowie, Jakub i Semen, umówili się na oglądanie ładnych kobiet, tak jak je pan Bóg stworzył, zapewne w akcji. W końcu nic co ludzkie nie jest im obce. Jakub jest bardziej konserwatywny od swego kumpla, ale i jemu przydał się stacjonarny telefon, zabytkowy do muzeum się nadający, ale jednak i o dziwo, mimo, że Jakub nie zaprzątał sobie głowy podłączeniem prądu do swojej chałupy, ten telefon przynajmniej raz zadzwonił. Przy kilku okazjach pojawił się wątek wojny, niemal na ich podwórku, Rosji z Ukrainą oczywiście. Przypuszczać można, że pewnie gdyby premiera książeczki była odrobinkę późniejsza dwie rakiety z Przewodowa wybuchałyby również w książce. Bo nikt z nas nie ma wątpliwości, że to dla bohaterów książki jest to po sąsiedzku niemal. Jak można się domyśleć była opisana wojenne losy w miarę młodego Jakuba i Semena w czasie II wojny światowej, jak to dzielne walczyli w partyzantce w grupie Wypruwacza.


Każde z tych opowiadań jest ciekawe i warte przeczytania, pośmiania się, wyluzowania. Ciekawy był powrót do książki „Upiór w ruderze” w opowiadaniu „Trzy damy i warchoł”, Jakub i Semen mają tam okazję wybrać się do Liszkowa, żeby uporać się z duchem Rocha Liszkowskiego. Na pewno nietypowi byli zleceniodawcy, bo jak wiadomo dwie panny Liszkowskie i jedna służąca, od ponad 200 lat same są duchami, po tym jak eksplozja w szopie wysłała je na tamten świat. Było o tym jaki panowie mają koncept jak „uprzyjemnić życie” pewnemu lokatorowi Kremla.



Zdecydowałem się wybrać opowiadanie zatytułowane „Globalne ocieplenie” , mowa tam o starym jak świat sporze sąsiedzkim jaki wiodą Wędrowyczowie i ród Bardaków. W Polskiej literaturze mamy „Zemstę” Fredry i tutaj Jakub i jego wierny wróg Izydor Bardak śmiało mogą robić za rejenta Milczka i cześnika Raptusiewicza. No ale literatura science fiction też zna o wiele dłuższy spór dwóch rodów Harkoneenn’ów i Atrydów, który trwa tysiące lat i zdaje się nie mieć końca. Jest to oczywiście „Uniwersum Diuna” Franka i Briana Herbertów. Tutaj w książce Pilipiuka możemy się dowiedzieć czy komuś na ręce wyrośnie kaktus zanim jakiś Bardak napije się bimbru z Wędrowyczem? 


Co my tu mamy? Jakub i Semen piją sobie trunki w knajpie w Wojsławicach, istotna jest tu data 11 listopada, i nagle robi się zimno, coraz zimniej, zimniej i zimniej, zimniej niż na Syberii nawet. Szybko się wydało, że to jest robota Bardaków. Jakub i Semen mają poważne kłopoty, bo jak do akcji wchodzą lute, anioły zimy z książki „Lód” Dukaja, to żartów nie ma. Można się domyśleć, że Jakub Wędrowycz nie z takich opresji w jednym kawałku wychodził, ale było ciężko, bardzo ciężko, bo nawet śmierć po obydwu panów się osobiście pofatygowała.


Podsumowując to są naprawdę ciekawe i bardzo fajne opowiadania. Zdecydowanie polecam.




wtorek, 22 listopada 2022

Eric Flint, David Weber, 1634, Wojna bałtycka, cz. 1

Eric Flint, 

David Weber,



 1634, 

Wojna bałtycka, 


cykl: Pierścień ognia, t. 3, cz. 1      


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2021 r. 

ISBN:  9788382022193

liczba str.; 926

tytuł oryginału: 1634: The Baltic War

tłumaczenie; Michał Bochenek ,Barbara Giecolt

kategoria; historia alternatywna 


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4967152/1634-wojna-baltycka/opinia/72415395#opinia72415395 



Po przeczytaniu książek zatytułowanych „1632” i „1633” , pierwszą napisał sam Eric Flint, drugą duet pisarski Eric Flint, Dawid Weber, w tej książce ponownie Flinti Weber ponownie odpalili komputery i wzięli się za pisanie nowej książki. Dodać trzeba, że wyszła im, kolokwializując, niezła ponad 900 stronicowa cegła.


Realia nie uległy zmianie nadal ci sami ludzie mierzą się z realiami XVII wiecznymi. Chociaż zmiany niewątpliwie są, bo temat, że mamy nowych ludzi z przyszłości, którzy od dwóch lat mieszają w Europejskiej geopolityce i jakoś wszystkie strony do tego ustosunkowały się. Oczywiście nasi też czują się coraz lepiej w tej nowej rzeczywistości i w iście amerykańskim stylu ją kreują. Powstaje nowe państwo Stany Zjednoczone Europy (SZE) , powstaje na terenie Cesarstwa Niemieckiego i częściowo przejmuje funkcje Cesarstwa. Strukturą ma podobną, cześć obszar centralnego, a reszta to republiki podległe, wasalne. Wiadomo, że żeby utrzymać tą coraz potężniejszą machinę państwową Amerykanie musieli wciągnąć do interesu część tubylców, którzy stali się siłą rzeczy kastą uprzywilejowaną mającą dostęp do technologii, nie tylko tej co została przetransferowana, bo tego na skutek zużycia jest tego coraz mniej. Ale trzeba sobie radzić i wymyślać „koło na nowo”. Postępy jakieś są skoro pojawiają się chociażby samoloty, podobne do tych jakie działały na frontach I wojny światowej, czyli znaleźli się jacyś bracia Wright w tej alternatywnej rzeczywiści i dali radę. Domyślać się można, że dało się radę z ropą naftową i przerobienie tego na standardową benzynę z czego pewnie tureccy sułtani są bardzo zadowoleni, którzy przewodzili całym światem arabskim i w tym czasie rządzili sporym kawałkiem Europy i Afryki, oprócz Azji rzecz jasna.


Tu konkretnie mamy rywalizację o basen morza Bałtyckiego, a jak wiemy sporo tu się działo. Jak zwykle jest sporo tutaj dyplomacji, a nie brakuje też batalii bitewnych na morzu i lądzie. A wspomniane samoloty robiły wśród wrogów dokładnie takie jakie w cyklu „Pieśni lodu i ognia” zrobią smoki w tym tomie który powstaje, na pewno srogo rozpalą zimę, ale akurat zachwytów w Westeros z tego powodu nie będzie, bo i tak kraj jest srogo udręczony wojnami i różnymi atrakcjami, jak wiemy przyszła zima, a spichlerze są puste. Krótko i na temat mówiąc dzieje się.


Niewątpliwie koncept literacki jaki prezentują autorzy jest bardzo ciekawy, niewątpliwie znają oni realia epoki i kombinują jak wyglądać mogłaby alternatywa, bo o to przecież chodzi w dobrej historii alternatywnej. A interwencja przybyszów z II polowy XX wieku jest siłą rzeczy znaczna. Książka jest ciekawa i warto ją przeczytać. Polecam.




niedziela, 20 listopada 2022

Robert J. Szmidt, Ostateczne rozwiązanie

Robert J. Szmidt, 




Ostateczne rozwiązanie



Wydawnictwo: Znak Horyzont

Data wydania: 2021 r.

ISBN:  9788324079414

liczba str.: 384

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: ------------

kategoria: historia alternatywna



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4968570/ostateczne-rozwiazanie/opinia/73386351#opinia73386351



Książek, które opisują historycznie alternatywny motyw, że nazistowskie Niemcy, jeżeli nie wygrają II wojny światowej, to przynajmniej ją przetrwają i wyjdą z niej jako silny kraj jest troszkę. Spróbował swoich sił w tym temacie Robert J. Szmidt. Polski pisarz napisał książkę zatytułowaną „Ostateczne rozwiązanie” i trzeba obiektywnie stwierdzić, że jest ona dobra i upiornie groźna, tak samo jak chociażby ”Vaterland” Roberta Harrisa.



I na tym podobieństwa w twórczości obydwu pisarzy w ramach tworzenia koncepcji historii alternatywnej się nie kończą. Albowiem w tamtej książce podobnie, jak u Szmidta, kluczowym motywem była kwestia Żydowska, czyli nazistowska koncepcja ostatecznego rozwiązania. Ale to nie koniec, bo u Szmidta ten termin ma przynajmniej jeszcze jedno znaczenie, czyli po prostu próba, jak wiemy praktycznie niemożliwa, wygrania wojny. Pomysł jaki miał Himmler, następca Hitlera, który zginał w zamachu, jednym z 42, historycznie prawdziwym, który się nie udał. W tym konkretnym polegało to na tym, że Hitler śpieszył się na pociąg do Berlina i musiał wcześniej opuścić salę, i mównicę, w której były zamontowane ładunki wybuchowe, który zmiótłby z powierzchni razem z Hitlerem mnóstwo ludzi, w tym sporą część elity NSDAP. W alternatywnej koncepcji służby specjalne Rzeszy doszły do tego co się święci, i sam Himmler spowodował, że Hitler mówił tak długo jak było trzeba ok półgodziny dłużej, nawet się nie zorientował, że czas minął i było bum, a Hitler trafił na tamten świat, w tym również paru rywali Himmlera do objęcia funkcji nowego fuhrera Rzeszy.



W tym momencie oprócz alternatywnej political fiction zaczyna się typowo szpiegowski thriller, dokładnie tak samo jak było w książce Harrisa, tyle, że Szmidt oparł akcję o typowo Polską specyfikę, bo w alternatywnej koncepcji nic tu się nie zmienia Polska jest podbita przez nazistów, a naziści robią swoje, tyle, że tylko Himmler jest bardziej cwany i posługiwał się dobrym pijarem, o tym co się dzieje w Polsce, i o tym, że dziesiątki tysięcy Żydów wyparowywują, bo podobno wyjechali do Nowej Palestyny, i nikt nie ma głowy, żeby sprawdzać jak było, z wyjątkiem polaka Jana Karskiego i agenta brytyjskiego wywiadu Karla. No ale służby specjalne Rzeszy pod zarządem Himmlera działały sprawnie, więc wszystko na to wskazuje, że pozwalali im robić swoje. Uznali zapewne, że mniej zamieszania będzie z tego niż aresztowanie Brytyjczyka, a z państwem wyspiarskim Niemcy chcą mieć przyzwoite stosunki. Tamci zresztą z wzajemnością zawczasu pozbyli się Winstona Churchilla. No a po za tym rozsądnie rozgrywający politykę naziści mieli swoje plany polityczne, i sprawienie, że nikt tematem kwestii Żydowskiej się nie zainteresuje. Czy byłoby to możliwe, że na przykład Francja będzie państwem satelickim Rzeszy, o czym czytelnik dowiaduje się w pierwszych rozdziałach książki? Trudno powiedzieć, możliwe, że do takiego konceptu ktoś wpadłby gdyby dysponował wehikułem czasu i dowiedział się, że takie koncepty polityczne pojawią się w II połowie XX w. Podobnie było w książce i filmie „Ambassada” Niemcy dowiedzieli się, że Hitler prowadzi Niemcy do katastrofy, a nie żadnej tysiącletniej Rzeszy i wyspekulowali, że będzie taniej poddać się, zakończyć temat, a wojnę ograniczyć do tzw. incydentu wrześniowego.



Niezależnie od tego czy te koncepcje z książki Szmidta były realne historycznie do przeprowadzenia czy nie, można by tu długo dywagować, ta książka niewątpliwie ciekawie i oryginalnie rozpracowywuje zagadnienie i daje do myślenia. Bo pytania będą ludzi nurtować, czy rzeczywiście Niemcy byli blisko wygrania wojny i co by z tego wynikło, chociażby problem rozwoju broni atomowej, czy byłyby użyte i idący za tym wyścig zbrojeń. Czy może byłoby to zbędne, a naukowcy z lat 30 i 40 zajęliby się czymś innym np. Autor w sposób, ciekawy, wiarygodny nakreślił opisy postaci historycznych i fikcyjnych w książce, Książkę czyta się ciekawie. Polecam



 

czwartek, 27 października 2022

Jose Saramago, Kamienna tratwa

Jose Saramago, 




Kamienna tratwa 



Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2003 r.

ISBN:  8373013482

liczba str.: 303

tytuł oryginału: A Jangada de Pedra

tłumaczenie: Wojciech Charchalis

kategoria: literatura piękna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

/lubimyczytac.pl/ksiazka/99660/kamienna-tratwa/opinia/72613230#opinia72613230 





Jose Saramago to pisarz portugalski, które pisze niesamowite książki, praktycznie każda jest dobra, choć niewątpliwie wymagają skupienia w czytaniu, żeby wyciągnąć co to jest najciekawsze w książkach tego pisarza. Książka niby dotyczy współczesności i problemów, czy to politycznych, klimatycznych, kulturowych itd., można wymieniać w nieskończoność, a ma klimat ewidentnie nawiązujący do literatury fantasy, bo mamy element magiczny, który sprawił, że półwysep Iberyjski odłączył się od Europy i w najlepsze podryfował sobie w kierunku Ameryki i ostatecznie ulokował się w pobliżu wybrzeży Kanady. Wystarczył kamień, kij, który robił za magiczną różdżkę i stado szpaków, żeby robiły dobry klimat i to wystarczyło.


Książka zaczyna się od tego, że Joana Corda zrobiła kreskę na ziemi używają zwykłego kija i od razu okoliczne psy w miejscowości Cerbere zaczęły szczekać, jakby wyczuwając doniosłość tej magicznej chwili. Do tego doszedł szereg kolejnych zdarzeń, no i w efekcie cały półwysep oderwał się od Europy i podryfował sobie Atlantykiem. Dodać koniecznie trzeba, że tego nigdy już nie dało się powtórzyć. No i zaczęły się spekulacje intelektualne o co tu chodzi? Autor pokazuje swoim czytelnikom wydarzenie w bardzo szerokiej perspektywie, począwszy od serwisów informacyjnych, rozmów ludzi, zachowania społeczności, jedni ludzie uciekali z półwyspu, a drudzy wracali, po rozważania typowo ekologiczne, czy to znowu sprawka zmieniającego się klimatu? Aż po eschatologiczne, że znowu skończy się to powodzią w basenie morza Śródziemnego, jak wiemy motyw powodzi pojawia się we wszystkich Świętych Księgach, i niemal wszystkich kulturach i religiach, po wieszczenie kolejnego końca świata. Oczywiście swoje trzy grosze musieli wepchać politycy i kombinować jak to wydarzenie wpływa na światową geopolitykę. Ekonomiści od razu wzięli się za tworzenie symulacji gospodarczych tej nowej rzeczywistości. A filozofowie zaczęli gdybać, co z tą Hiszpanią i Portugalią? Czy to jeszcze jest Europa czy już nie? czy zachowane zostanę europejskie wartości? A że nie są to puste słowa i coś znaczą i pojawia się w dyskursie w różnych krajach. I zawsze to ma jakieś konsekwencje polityczne, ekonomiczne również, bo przecież ta wredna Unia Europejska, co prawda daje jakieś pieniądze z unijnego budżetu, ale domaga się przy okazji przestrzegania spraw związanych z dobrym funkcjonowaniem demokracji. Kulturoznawcy i lingwiści głowią się czy języki hiszpański i portugalski będą kiedykolwiek wpływał na kulturę Zachodnią, czy nowa Hiszpania i Portugalia zostanie nową Wenezuelą lub Brazylią? Pewnie historykom będzie brakować kontaktów z Francją, Wielką Brytanią, krajami europejskimi i afrykańskimi. A wydarzenia historyczne będą wpływać bardziej na losu obydwu Ameryk, no i jakie to będzie miało konsekwencje? Oczywiście można wymieniać w nieskończoność jaki wpływ ma to wydarzenie na zmiany w teoriach nauk i czy przypadkiem nobliści nie będą dostawać nagrody za te naukowe rewelacje? Prób zadawania pytań i udzielania na nie odpowiedzi jest w nieskończoność.

Tak czy siak autor zdrowo uprzykrzył życie czytelnikom dając zdrowo do myślenia. I to nie jest żadne zaskoczenie, bo Saramago jest z tego znany przecież, że nieźle kombinuje intelektualnie w swoich książkach, a ty czytelniku spekuluj dalej co z tego wynika. No ten problem czy jakiś kraj jest, czy nie jest np. w Europie, bardzo często sprawia, że temperatury dysput politycznych szybko rosną i rozpalane są do czerwoności. Podobnie najbliższa przyszłość sprawi, że analogicznie będzie z dyskusjami o klimacie, czy przyjmować do jakiegoś kraju olbrzymie rzesze uchodźców ekologicznych np. A temat związany  z napływem nowej ludności błahy i banalny nigdy nie jest przecież. Książka jest niesamowita, autor pokazuje swój kunszt pisarski i w sposób wyjątkowy kreuje rzeczywistość literacką ukazując nam problemy, które znamy z mediów lub publikacji naukowych. Zdecydowanie polecam. 












niedziela, 23 października 2022

Andrzej Pilipiuk, Weźmisz czarno kurę.

 Andrzej Pilipiuk, 



Weźmisz czarno kurę



cykl: Kroniki Jakuba Wędrowycza, t. 3  



Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2011

ISBN: 9788375745610

liczba str.: 392 

tytuł oryginału: --------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/48051/wezmisz-czarno-kure/opinia/73367015#opinia73367015    





Weźmisz czarno kurę [w: ] A. Pilipiuk, Weźmisz czarno kurę



Dawno nie były recenzowane przygody Jakuba Wędrowycza, na lubimyczytac.pl, cykl został nazwany „Oblicza Wędrowycza”, ja na blogu nazwałem, tak jak pierwsza część „Kroniki Jakuba Wędrowycza”, obie nazwy są tak samo dobre, więc luzik.



Opowiadań jest aż 19, więc średnia to raptem kilkanaście stron, wszystkie są dobre, ciekawe i oczywiście nawet zabawne. I o to chodzi, bo Pilipiuk jest twórcą takiej luźniejszej, jak sam mawia, z dystansem do siebie, wręcz grafomańskiej fantastyki, no i świetnie bawi się różnymi konwencjami literackimi, to jest arcyciekawe i daje świetne efekty. Dobry motyw był z mumią Lenina w Moskwie, no i dorobiona ideologia, że Jakub Wędrowycz działając razem z James’em Bondem, tak tym samym brytyjskim agentem 007, wdarli się do czegoś w rodzaju serwerowni Układu Warszawskiego i zrobili porządki po swojemu w 1989 r. a czym to się skończyło każdy wie.


Czyli niewątpliwie jest o czym czytać w tym tomie i jest po prostu zabawnie. Pierwsze opowiadanie jest śmieszne, bo dowiadujemy się, że maszyneria poddaje się urokom i innym działaniom magicznym jak wszystko. Sam Jakub Wędrowycz aż takim, specem nie jest, ale w potrzebie udał się do mistrza, czarownika, wróża, szeptucha, czy jak go tam zwać, Karwowskiego z Uchaj. A wszystko to dlatego, że nieroztropny sąsiad wjechał Jakubowi w maliny, i rozniósł na strzępy malinowe krzewy. Niby niewielkie przewinienie, ale, że Jakub Wędrowycz potrafi być narwany i uprzykrzyć życie wrogom, czyli ludziom, którzy chcą mu zaszkodzić i dalej szkodzą. Główny bohater opowiadania wiedział jaka waluta będzie odpowiednia, zabrał ze sobą 10 butelek bimbru swojej roboty. No i uzyskał odpowiedni czar, urok, i przez parę dni sąsiad miał z tym samym kombajnem nieliche kłopoty. Oczywiście w końcu się połapał, że Jakub Wędrowycz ma w tym coś wspólnego. Były ofiary w zwierzętach, dokładnie dwie kury, jedną do użycia czaru, a drugą do jego odczynienia. No i panowie się rozeszli, każdy w swoją stronę, a kury zostały zjedzone przez samego Jakuba i jego kumpla Semena, popijane były, jak to przyjaciele mają w zwyczaju, dużymi ilościami alkoholu.


Opowiadanie jest ciekawe, inne również, kreacje postaci są fajnie opisane, niewątpliwie Pilipiuk był w formie pisarskiej, i miał mnóstwo fajnych, oryginalnych pomysłów. Polecam




poniedziałek, 5 września 2022

Guy Gavriel Kay, Fionavarski gobelin

Guy Gavriel Kay, 



Fionavarski gobelin




Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2012 

ISBN:  9788375067255

liczba str.: 1308

tytuł oryginału:  The Fionavar Tapestry

tłumaczenie: Michał Łukaszewski, Dorota Żywno 

kategoria: fantasy




recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/138700/fionavarski-gobelin/opinia/6635605#opinia6635605     



W końcu się zdecydowałem na zrecenzowanie „Fionavarskiego gobelinu”, autorem tej książki jest Guy Gawriel Kay chyba dopiero po pięciokrotnym przeczytaniu, a i to jeszcze pewności nie mam czy wszystko wychwyciłem. Na pewno za każdym kolejnym czytaniem lepiej radziłem sobie z licznymi metaforami w tej książce. W sumie to taki mix: mieszanka Sapkowskiego z Tolkienem okraszone to jest legendami arturiańskimi i troszkę Biblii do tego. Czyli w sumie jest dobrze.



Mamy ciekawy skomplikowany świat fantasy, a ściślej wiele światów, w tym nasz, no i ten pierwszy Fionawar, gdzie tka się gobeliny, opowiadając w tej sposób o mitach założycielskich tych wszystkich światów. Ale wszystko powoli jest zapominane nawet we Fionawarze i nie jest tak dobrze jak kiedyś, kiedy był kraj mlekiem i miodem płynący i było ładnie pięknie. No ale jak to zwykle w tego typu konwencjach fantasy bywa pojawi się jakiś zły, odpowiednik Tolkienowskiego Saurona, tutaj u Kaya jest to Morgoth, i wszystko ładnie się chrzani. Ci z Fionawaru potrzebowali pomocy naszych i tym sposobem Kimberly Ford, Kevin Lane, Jennifer Lowell, Dave Martyniuk, Paul Schafer, zwykli, zapewne troszkę nieprzeciętni studenci z Ameryki trafili do Fionavaru, no i się zaczęło na dobre. Pytanie jest jedno, czy dadzą radę ocalić świat Fionavaru i całą resztę światów w tym nasz zapewne też? No i czy wrócą w jednym kawałku, z tego transferu do innego świata z powrotem, do siebie?


Tą piątkę przyjaciół z naszego świata sprowadził czarodziej Loren Srebrny Płaszcz, chyba tu nie trzeba się wczuwać w nie wiadomo ile analiz literackich, żeby przekonać czytelnika, że jest podobny do Tolkienowskiego Gandalfa. Ten świat jest ciekawy, bo oprócz ludzi istnieje wiele innych istot, na pewno są krasnoludy, są też lios alfarowie, odpowiednicy elfów zapewne i inni. Tak jak u Tolkiena istnieją różne tajemnicze miejsca lasy puszcze, a nawet pojedyncze drzewa, jak np. tutaj Letnie drzewo mają swoją rolę do odegrania. Są też w Fionavarze smoki, które uatrakcyjniają to podróż literacką do Fionavaru.


Książka podzielona jest na trzy części, czyli Kay zachował Tolkienowski schemat wprowadzenie do świata, potem część środkowa, no i ostatnie rozstrzygnięcia, z każdą stroną jest trudniej i coraz mroczniej. Tam, u Tolkiena, do akcji wchodziło i odgrywało coraz poważniejsze role, czterech hobbitów, tutaj jest akurat piątka, studentów z naszego świata, trzech mężczyzn i dwie kobiety. Każdy miał swoją, bardzo poważną rolę do odegrania we Fionawarze, i wraz z poznawaniem przez nich tego świata rosło ich zaangażowanie, o które trudno ich posądzać, że wejdą do akcji i dadzą radę. Ale czy tak samo nie było przecież z hobbitami? W sensie, że tak mała istota jak Frodo, będzie z stanie zanieść pierścień tam gdzie trzeba i Imperium Saurona się rozpadnie, a dobro wygra? Jak będzie tutaj w tej książce oczywiście nie ma potrzeby zdradzać, żeby nie ułatwiać zadania czytelnikom. Choć nie ukrywam, że wszystkiego można się domyśleć jak będzie, ale i tak warto otworzyć książkę, czytać i zagłębiać się w tym wszystkim.


Na pewno z Sapkowskim łączą Kaya liczne nawiązania do legend arturiańskich, a nawet troszkę Biblii u polskiego mistrza fantasy da się znaleźć. Ciri na pustyni Korath, zwanej też Patelnią spędziła 40 dni, i też ją jakieś licho kusiło, żeby obudziła swoje magiczne siły, zemściła się na wszystkich i przejęła władzę nad światem. Rzecz jasna Ciri, jako ta dobra, nie uległa pokusie. Dlaczego wspominam Ciri, bo na Letnim Drzewie trzy dni i trzy noce spędził Paul, zwany we Fionavarze Pwyllem, było to bezprecedensowe wydarzenie, bo jeszcze nikomu ta sztuka się nie powiodła, większość twardzieli umierała mniej więcej w ciągu doby. Nie trudno się domyśleć analogii Biblijnej zarówno w przypadku Cirilli jak i Paula. Istotną rolę odegrała Kim, która została wizjonerką, co siłą rzeczy upodabnia ją do Ciri, która miała potężny dar jasnowidzenia. Oprócz wielu innych zdolności magicznych rzecz jasna. Ale też rola Jennifer i Dave się nie obijali i swoje niebagatelne role odegrali. Dave się zagubił i musiał sobie poradzić w obcym świecie, a Jennifer radziła sobie spędzając czas na zamku w Paras Derwal, stolicy Fionavaru.


Książka niewątpliwie jest genialna, wciąga niesamowicie, ale też wymaga skupienia i radzenia sobie z tym jak ten świat jest przedstawiony, tu wyobraźnia musi działać na wysokich obrotach. Niby to nic niezwykłego, bo coś takiego wchodzi w każdej, przynajmniej dobrej książce fantasy. Ale też niewątpliwie, mimo pewnych podobieństw do różnych klasyków fantasy, ta koncepcja Kaya jest niezwykle oryginalna i warto się z nią zapoznać i dobrze się przyłożyć do tego co my tu mamy. Zdecydowanie polecam.