środa, 30 września 2020

Roberto Santiago, Ana

 Roberto Santiago,  



Ana



Wydawnictwo: Muza

Data wydania: 2018 r.

ISBN:   9788328710221

liczba str.: 992

tytuł oryginału: Ana

tłumaczenie: Grzegorz Ostrowski, Joanna Ostrowska 

kategoria; thriller 



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4858266/ana/opinia/60208315#opinia60208315           



Przeczytałem thriller zatytułowany „Ana”, którego autorem jest Roberto Santiago. Spora cześć akcji dzieje się na sali sądowej, co z jednej strony sugeruje, że mamy tu nawiązania do książek Johna Grishama, a z drugiej mamy jednak całkiem oryginalny hiszpański klimat tej opowieści, pojawiają się też polskie wątki w tej opowieści, a konkretnie rodzina Kowalczyków rodzeństwo Sebastian i Helena, oraz jej syn Martin, który jest synem Alejandro Tramela. Sebastian jest Krupierem w kasynie Gran Castilla, w tym miejscu mamy akcję, nazwałbym retrospektywną, bo tam Alejadro Tramel grał w przeróżne gry hazardowe i zadłużył się na niebagatelną kwotę, co jest przedmiotem sporu prawniczego w sądzie. Kasyno chce odzyskać pieniądze od żony zmarłego Heleny Tramel Kowalczyk.



Książka zaczyna się od tego, że Alejandro trafia do więzienia i zanim popełnił samobójstwo zdążył poprosić swoją siostrę, główną bohaterkę, Anę o pomoc. Po śmierci Ana potrzebowała dużo czasu, żeby pozbierać się po śmierci brata. I odegrać się na kasynie za przymuszanie, jak się okazało do grania i dalszego zadłużania się, mimo, że ten był świadom swojego uzależnienia i chciał z tym skończyć. Wydawać się może, że to było szaleństwo, że zdecydowała się na spór prawniczy z największym kasynem w Hiszpani, działającym na granicy prawa, które reprezentowała jedna z najlepszych kancelarii adwokackich w Madrycie. Ona była prawnikiem, ale zajmowała się raczej drobnymi sprawami np. mandatami, a w rozgrywaniu prawniczych potyczek w poważnym sporze sądowym doświadczeń nie miała. Jednak jak widać tak intuicyjne działanie jest wpisane w jej pełen sprzeczności i nieprzewidywalności charakter, co sprawiło rywalom sporo trudności.


Książka jest dobrze napisana, zgodnie z logiką gatunku jaką są thrillery, nie brakuje tu zwrotów akcji, scen pełnych napięcia, które nie wiadomo jak się skończą. Bardzo ciekawa jest kreacja bohaterów, w tym samej Any, kobiety po 40 uzależnionej, od trunków, leków, seksu, była do brata niesamowicie podobna, z tą różnicą, że nie zbliżała się do kasyn, ale tą rozgrywkę rozgrywała wręcz w sposób mistrzowski, grając ostro jak trzeba, i taktycznie również dobrze kalkulowała. Pewnie też miałaby smykałkę do gier hazardowych jak brat, który uchodził za mistrza w te klocki, co może wydawać się co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę skalę spirali zadłużenia w której się znalazł,, do tego przyczyniły się nie tylko błędy w kalkulacjach karcianych ale też raczej rozrzutny styl życia. Na pewno to warto przyznać, że autor pisze o bohaterach, tacy jacy są, mają słabości wszelakie nałogi, a inni z tego żyją. Tak widać kręci się świat jak nas przekonuje autor. Fascynująca jest kreacja głównej bohaterki tytułowej Any, pięknej, niezwykle inteligentnej silnej, pełnej samozaparcia i woli walki o sprawy ważne. Książka zdecydowanie jest warta polecenia. Warto przeczytać.

środa, 23 września 2020

Oliver Bowden, AC - Pojednanie

           






















                       
           

 Oliver Bowden,  



Assasin,S Creed - Pojednanie 





cykl: Assasin,S Creed, t. 7 



Wydawnictwo: Insignis

Data wydania: 2014 r.

ISBN:   9788363944704

liczba str.: 480

tytuł oryginału:   Assassin's Creed : Unity

tłumaczenie:  Przemysław Bieliński 

kategoria:  fantastyka, gry komputerowe



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/234823/assassin-s-creed-pojednanie/opinia/58738691#opinia58738691        


             




Świat fantastyczny w oparciu o wydarzenia historyczne, który wykreowała cała seria gier Assassins Creed jest fascynujący, w szczególności odwieczna rywalizacja templariuszy i asasynów, która toczyła się na kartach gier oraz książek. Jest to specyficzna podróż przez czas i przestrzeń. Tym razem w książce Oliwera Bowdena „Assasins Creed – Pojednanie” my czytenicy mamy okazję wybrać się w końcówkę XVIII wieku do Francji, tak jak było w grze „Assasins Creed – Unity”, a w książce jest urozmaicenie o podróż Elise de la Serre do Anglii. W grze głównym bohaterem jest Arno, asasyn, a w książce jego ukochana Elise, templariuszka. Cała seria pod katem interakcji templariuszowsko –asasyńskich jest fascynująca. Więc niby czemu nie mogła to być para, w którym obydwoje należą do dwóch zwalczających się organizacji, które nazywają siebie zakonami. Ostatnie kilkanaście lat XVIII wieku jest niezwykle barwne, a dominuje oczywiście czerwony kolor krwi. Nowy wynalazek gilotyna, niemal przemysłowo masakruje wrogów, a na koniec rewolucja wykańcza samą siebie. Cholernie intryguje wątek, że śmierć króla Francji, oczywiście głowa monarchy znalazła pod brzytwą nowego rewolucyjnego wynalazku, jest przedstawiona jako zemsta templariuszy za śmierć Jakuba de Molay w XIV w, , do której przyczynił się król Filip Piękny, oczywiście nie było opcji, żeby asasyni się w śmierć wroga czyli wielkiego mistrza zakonu Templariuszy się nie przyczynili. Niedługo potem nastąpiła oficjalna likwidacja templariuszy. Oczywiście w tej teoriospikowej konwencji zarówno asasyni jak i templariusze dalej rywalizują sobie w najlepsze przez kolejne stulecia, oczywiście w XXI wieku też ta odwieczna regularna wojna ma miejsce. Wygląda na to, że ten tytuł nie jest przypadkowy, bo książkowy Heytam Kenway zastanawiał się na ten temat, a to też jest mniej więcej ten sam okres, tyle, że to było po drugiej stronie Atlantyku. Tu ten motyw też rozpracowuje templariuszka Elise w czasie wizyty w Londynie, kiedy poznała angielskich asasynów. Wiadomo, że to oczywistość, że logika tego sporu na to nie pozwoli, że ta rywalizacja, o to kto jest lepszy i jak wykorzysta artefakty Prawdawnych musi trwać. Ale też okazuje się, że zdarzają się momenty, że jest blisko, czy coś z tego kiedyś wyniknie?


W książce poznajemy szczegółowo historię Elise de la Serre, która niemal z pochodzenia była templariuszką, takie rzeczy się zdarzały, że kolejne genaracje rodów wchodziły do jednego z dwóch rywalizujących zakonów. I co ciekawe, że rodzina de la Serre wychowywała młodego Arno, którego ojciec zginął w zamachu, który miał miejsce w Wersalu, o którym wiedziano, że jest z rodziny asasyńskiej, i jak wiemy z gry Arno właśnie asasynem został. Losy Arno poznajemy w grze, począwszy od wtajemniczenia w sprawy Asasynów, szkolenie, wykonywanie różnych misji skrytobójczych, bo w takich w szczególności asasyni się specjalizowali. Książka doskonale uzupełniając te motywy opowiada o losach pięknej Elise. Oczywiście siłą rzeczy te wątki muszą się łączyć ,wcale nie tylko dlatego, że Elise i Arno są parą. Ale mają wspólne przeżycia, w pewnym momencie, Elise popada w niełaskę u swoich, a Arno u asasynów i próbują działać na własną rękę. Oczywiście pojawia się w tym wszystkim, jak zwykle zresztą mnóstwo postaci historycznych, tutaj są to doskonale znani kart historii dygnitarze rewolucyjni, którzy działali po obydwu stronach i w ten sposób można wyjaśnić krwawe starcia pomiędzy frakcjami rewolucyjnymi. W tym też może tkwić klucz do rozwikłania zagadki, jak ta rywalizacja ma dalej funkcjonować, no ale tego być może dowiemy się w kolejnych częściach gier, książek, które jeszcze nie powstały. To tylko udowadnia, że seria Assasins Creed nie są prostymi grami, i niesamowicie daje do myślenia. Wiemy też, że nawet motywy znane ze starożytności miały duży wpływ na historię asasynów i templariuszy, i przy okazji całego świata w tym niezwykle fascynującym uniwersum, nawet jeśli oficjalnie tak się jedni i drudzy tak się nie nazywali.


Podsumowując to jest ciekawe, że ta seria wciąż jest rozwijana i za każdym razem jest równie ciekawa, niezależnie w jakich realiach historycznych motyw zarówno dawnej cywilizacji, jak i asasynów i templariuszy się pojawia. Książki są naprawdę wyśmienitym uzupełnieniem gier i to jest bardzo ciekawe, że w książce można poznać nieco inne punkty widzenia na całą historię. I to jest fajne. Ta książka jest ciekawa, niezwykle barwna, postaci zostały fajnie wykreowane, to dorobienie teoriospiskowych ideologii do realiów jak najbardziej historycznych jest ciekawe jak zawsze. Książkę warto przeczytać, i zalecam się wciąganie w tą historie w grach i książkach oczywiście.

 


piątek, 18 września 2020

Johannes Vilhem Jensen, Upadek króla. Powieść z czasów hanzeatyckich

Johannes Vilhem Jensen, 


Upadek króla. 

Powieść z czasów hanzeatyckich 



Wydawnictwo:  Wydawnictwo Poznańskie

Data wydania: 1971 r.

ISBN: --------

liczba str.: 189

tytuł oryginału: Kongens fald

tłumaczenie: Emilia Bielicka

kategoria: powieść historyczna



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/168937/upadek-krola-powiesc-z-czasow-hanzeatyckich/opinia/60238941#opinia60238941

                                                  




     

W ramach duńskiej edycji Book Trottera postanowiłem przeczytać i zrecenzować książkę zatytułowaną „Upadek króla.Powieść z czasów hanzeatyckich”, której autorem jest Johannes Vilhelm Jensen. Jest to powieść historyczna związana z panowaniem króla duńskiego, norweskiego i szwedzkiego, Christiana II. Król panował w latach 1513-1523 r. rządy były despotyczne, dążenie władcy do centralizacji władzy w Szwecji oraz krwawe, tzw. krwawa łaźnia sztokholmska z 1520 r., zakończone zachwianiem się i w końcu zakończeniem Unii personalnej Danii i Szwecji w 1521 r., no i w końcu też tytułowym upadkiem monarchy, czyli zakończeniem rządów i wyjazdem z kraju i przeżycie reszty długiego życia w niewoli.


W sumie moje wrażenie jest takie, że to raczej rodzaj publicystki historycznej niż powieść, oczywiście jest fikcyjny bohater literacki Michel Thorgensen, jego los był w dziwny, bliżej nieokreślony sposób z losem króla. Michel był studentem, potem absolwentem, kopenhaskiej uczelni, jego niskie pochodzenie uniemozliwilo mu kontynuowanie nauki na zagranicznych uczelniach. Wiadomo również, że brał udział w kampaniach wojennych w Szwecji i nie tylko. I to przeczucie głównego bohatera nie myliło. A czytelnik musi głowić się co tak naprawdę to może oznaczać, co pisarz chce przez to czytelnikom powiedzieć.


Przeróżnych refleksji autora tutaj nie brakuje, poprzez różne teoretyczne spekulacje: historyczne, polityczne, religijne, społeczne. Te spekulacje są bardzo interesujące, chociażby pojawiają się pytania, czy te wydarzenia świadczą o końcu cywilizacji, czy jednak historia ludzkości będzie toczyć się dalej mimo morderczych zapędów ludzi siedzących na tronach? Ja wiemy z historii troszkę bardziej współczesnej te zagadnienia wciąż intrygują, wręcz irytują tak samo. Oczywiście w historii okresu końca średniowiecza i początków nowożytności nie brakowało tego typu atrakcji pełnych przemocy, nikt w tej kwestii wątpliwości nie ma. To jednak chociaż tego typu krwawych wydarzeń jak na przykład mordowanie przeciwników politycznych, dostojników państwowych i kościelnych nigdzie w Europie nie brakowało, to jednak należy zastanowić się jaka była przyczyna, że Szekspir umieścił jeden ze swoich dramatów, „Hamleta”, właśnie w realiach duńskich? Ta myśl pojawiła się u autora posłowia do książki Stefana Kaszyńskiego, i to niewątpliwie jest intrygujące. Mamy sporo opisów duńskiej przyrody. Pojawiają się liczne opisy życia codziennego mieszkańców Kopenhagi.


Wszystko to sprawia, że książka jest ciekawa i warto ją przeczytać. Polecam.













poniedziałek, 14 września 2020

Ben Kane, Hannibal - Wróg Rzymu

 Ben Kane,


Hannibal -Wróg Rzymu


cykl: Hannibal, t. 1




Wydawnictwo: Znak

Data wydania: 2018 r.

ISBN:  9788324042791

liczba str.: 528

tytuł oryginału: Hannibal. The Enemy of Rome

tłumaczenie: Arkadiusz Romanek 

kategoria: powieść historyczna




recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl;

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4823729/hannibal-wrog-rzymu/opinia/60512276#opinia60512276   



                                                                                              

Po przeczytaniu trylogii „Kroniki zapomnianego legionu” Bena Kane’a stwierdziłem, że warto zapoznać się z kolejnymi książkami tego autora. Padło na trylogię „Hannibal” mówiące właśnie o kartagińskim przywódcy Hannibalu i o drugiej wojnie punickiej ( 218 r. p. n. e. – 201 r. p. n. e… ) toczona była, tak samo jak pozostałe dwie, między Republiką Rzymską a Kartaginą. Ostatnia trzecia wojna skończyła się doszczętnym zniszczeniem i złupieniem Kartaginy, czyli Rzym wygrał to starcie z tym równie silnym wrogiem walczącym z Rzymianami o dominację w basenie morza Śródziemnego. W pierwszym tomie poznajemy okoliczności wybuchu wojny, obydwie strony nie muszą specjalnie wysilać się, żeby znaleźć pretekst pod katem dyplomatycznym i rozpocząć działania zbrojne.


Ta wojna najbardziej jest znana z tego, że do walki nie tylko pod kątem transportu dóbr wojennych czy ludzi na pole bitwy, zostały wykorzystane słonie, które wraz z wojskami Kartaginy drogą lądową dotarły na półwysep Apeniński, przy czym najtrudniejsza była przeprawa przez Alpy. Rzecz jasna obie armie siłą rozpędu muszą trafić na siebie i zaczyna się typowa, wojenna masakra.


Oczywiście zgodnie z logiką powieści historycznych mamy fikcyjne postaci literackie uwikłane w jak najbardziej autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości. Tu mamy zarówno rzymską, jak i kartagińską rodzinę, których los sprawił, że doszło do spotkań. Rzymska rodzina, to bogata rodzina, przypuszczam, że ekwici, Fabrycjusza, jego syn Kwintus i córka Aurelia zaprzyjaźnili się z kartagińskim niewolnikiem Hanno, on i jego przyjaciel Saunitus zostali porwani przez piratów i sprzedani w niewolę. Hanno trafił ma służbę do rodziny Fabrycjusza, zaś Saunitus trafił do jednej ze szkół szkolących gladiatorów. Kwintus i Fabrycjusz trafili na front do wojsk rzymskich oczywiście, natomiast Hanno trafił na liczne pola bitew do wojsk Kartaginy, spotkał tam ojca i swoich braci. Jak nie trudno się domyśleć nie zbraknie im okazji się spotkać w przedziwnych okolicznościach. To dopiero początek przecież, bohaterowie przeżyją kolejne epickie przygody w czasie tej wojny, a czytelnik ma całe dwa tomy do przeczytania przed sobą.


Książka jest ciekawa, czego można było się spodziewać, mamy opisaną w interesujący sposób jedną z wojen, która przesądziło o losach obydwu krajów. Oczywiście motyw niewolnictwa jest zawsze silnie reprezentowany w książkach tego autora. Tu nie ma zaskoczenia. Na pewno nowe jest, że całkiem sporo czytelnik dowiaduje się o Kartagińczykach. Na pewno wiemy, że pod katem cywilizacyjnym byli równi Rzymianom, wykształceni Kartagińczycy znali łacinę i grekę. Znali antyczną literaturę i filozofię i zapewne tworzyli też własne dzieła.
Jestem ciekaw czy czytelnik dowie się czegoś więcej o Kartagińczykach niż o zdolnościach taktycznych samego Hannibala, niewątpliwie najbardziej znanego Kartagińczyka. Można się cieszyć, że te wydarzenie historyczne trafiły na karty literatury. Książkę warto przeczytać. Polecam











piątek, 28 sierpnia 2020

Alfred Elton van Vogt, Krypta bestii

Alfred Elton van Vogt,



Krypta bestii 



Wydawnictwo: Alfa

Data wydania: 1988 r.

ISBN:  8370012094

liczba str.: 304

tytuł oryginału:  Destination Universe

tłumaczenie: Ewa Kieruzalska-Gewartowska

kategoria: science fiction 



recenzja opublikowana na: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/47981/krypta-bestii/opinia/59703508#opinia59703508

https://www.facebook.com/groups/829004030782178








          

Kooot! [w :] Alfred Elton van Vogt, Krypta bestii


"Krypta bestii” van Vogta to zbiór opowiadań. Te opowiadania są różne, jedne dłuższe na kilkadziesiąt stron po nawet bardzo krótkie. Są to opowiadania science fiction traktujące o podróżach w czasie, o kosmicznych peregrynacjach, o relacjach z innymi rasami na gruncie obyczajowym, chociażby relacje typowo partnerskie, w kontekście damsko – męskim. Opowiadania, nawet te długie są formą krótką, nawet te teoretycznie dłuższe i skończoną, choć zdarza się, że z jednego opowiadania powstają książki, czasem nawet cykle, chociażby nasz „Wiedźmin” Sapkowskiego, inne mają potencjał, ale autorzy ich dalej nie rozwijają, bo mają inne zajęcia. Te opowiadania z tego zbioru raczej wielkiego potencjału tego typu nie mają i chyba autorowi o to dokładnie chodziło. Są krótkie treściwe, są jakimś luźnymi fragmentami rzeczywistości literackich, raczej nieskomplikowanych. W sumie ta forma ekspresji literackiej może być ciekawa dlatego warto czasem do zbiorów opowiadań zaglądać.



Ja swoim zwyczajem wybieram jedno, ma ono bardzo swojski tytuł „Koot”. Fabuła opowiadania zaczyna się całkiem zwyczajnie. Kumple siedzą w knajpie, tańczą, popijają trunki, słuchają muzyki, luźno rozmawiają, itp., choć nie tylko luźno, bo w dyskursie pojawiły się tematy filozoficzne, w szczególności pytania o naturę ludzką. Do stolika tej grupy rozmówców zbliża się tajemniczy nieznajomy, bo zaintrygował go przebieg tej rozmowy, a konkretnie zagadnienie, problem jaki się pojawił w dyskursie. Zarówno czytelnik, jak i zapewne goście siedzący przy stoliku, dowiadują się, że nieznajomy spotkany w lokalu jest naukowcem,, biologiem. Postanowił zainteresować nowych znajomych pewną, dziwną historią. Otóż opowiada on niezwykłą historię, o spotkaniu z kotopodobną bestią z kosmosu. Rzecz jasna to rodzaj kamuflażu, bo zielony ludzik, czy jak tam niewyobrażalnie może wyglądać kosmita wzbudziłby niemałą sensacje, a tego przybysz z odległej planety z drugiego końca Drogi mlecznej chciał uniknąć. Bohater dokonał szczegółowej analizy anatomicznej i jest pewny, że kotem to on nie jest, czy zwykły człowiek poradziłby sobie równie dobrze, nie wiem. Tak czy siak obydwoje rozmówców człowiek i jak się okazało kosmita w ciele kota w etykietki się nie wczuwali, nazwali rozmowę spotkaniem z kotem. No i niczym bohaterowie książek Pilipiuka, ten bohater miał okazję z kotem sobie pogadać. Kotek opowiedział, że jest gościem z kosmosu, że jest studentem, który w ramach czegoś w rodzaju dyplomowej kosmicznej podróży przez galaktykę, na zakończenie studiów, poznaje cywilizacje galaktyki. Ta peregrynacja przez wielkie przestrzenie kosmosu ma trwać bagatela tysiąc lat. Szkoda. że rozmówca z Ziemi, nie zapytał ile trwają studia u nich, o i w ogóle ile żyją, wiemy tylko, że nie wiecznie, ale tyle co elfy z kilku uniwersów fantasy spokojnie zapewne. Student – kosmita - kot ma za zadanie porozmawiać z jedną istota z danego gatunku, zabrać jakiś artefakt o obdarować delikwenta życiem na tyle długim że niemal wiecznym. Kiciuś dostał od ziemianina krzyżyk z wizerunkiem Jezusa Chrystusa, dowiedział się, że ziemianie są ludźmi religijnymi. No i to koniec całej historii. W sumie nie wiemy czy goście, rozmówcy z lokalu uwierzyli w tą niezwykłą historię i jak dużo czasu minęło od rozmowy z futrzakiem. Pytań byłoby więcej, ale opcji na ich zadawanie nie ma zbyt wiele. Atutem opowiadania jest, że pojawiła się możliwość do pofilozofowania. Ciekawe, czy gdyby kotek miał okazję pogadać z większą ilością ludzi to odpowiedź byłaby ta sama? No ale tego się nie dowiemy, autor również nie jest tym zainteresowany.

Te opowiadanie jest interesujące. Książka jest ciekawa. Polecam




czwartek, 27 sierpnia 2020

Terry Goodkind, Wojenna nawałnica

 Terry Goodkind, 



Wojenna nawałnica



cykl: Kroniki Nicci, t. 3



seria: Uniwersum Miecz Prawdy, t. 20



Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania:  2020 r.

ISBN:  9788380625075

liczba str: 592

tytuł oryginału:  Siege of Stone

tłumaczenie:  Lucyna Targosz

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4883442/wojenna-nawalnica/opinia/59991462#opinia59991462    


                                                            


                                                                                             

Jak już miałem okazję wypożyczyć kolejną cześć cyklu „Kronik Nicci” Goodkinda zatytułowaną „Wojenna nawałnica”. Czarodziejka Nicci, czarodziej Nathan i Bannon pozostają w Ildakarze.  Dopiero co odbyła się rebelia Lustrzanej Maski, czyli czarodzieja Maxima, który z nudów rozkręcił rewolucję, żeby uprzykrzyć życie swojej żonie czarodziejce Thorze, która od wieków rządziła miastem stojąc na czele rady czarodziejów. Armia generała Utrosa jest bardzo liczna, porównywalna z wojskami Impierialnego Ładu, którymi dowodził imperator Jagang, wojska imperatora Sulahana, które przybyły z żaświatów, no i oczywiście wojska d’harańskie lorda Richarda Rahla, który chce zjednoczyć Nowy i Stary świat. Dyplomatyczna misja Nicci i Nathana do Starego świata ma być uświadomienie ludzi z nieznanych rubieży znanego świata, że lord Rahl zrobił porządek i jego intencja jest, żeby był pokój wolność, czyli było ładnie pięknie. No ale jednak różni ludzie, watażkowie, piraci, inni źli ludzie mają inne plany. Sprowadza się to do tego, że dyplomatyczna misja Nicci i Nathana sprowadza się do prowadzenia regularnych kampanii wojennych. I tak jest też tutaj. Wcześniej były mniejsze bitwy, obrona mniejszych miast. Ta cześć jak sugeruje tytuł dominuje motyw oblężenia Ildakaru.



I to jest rzeczywiście ciekawe, mimo, że w tej serii, bo przecież ten cykl jest kontynuacją cyklu „Miecz prawdy”, a więc de facto jest serią, która ma miejsce w tym samym uniwersum. Rzecz jasna żołnierze po obu stronach udowadniają, że są kompetentni w swojej robocie, czyli masakrowaniu wrogów. Do tego dochodzą czarodziejskie wyczyny nie tylko Nicci i Nathana, który odzyskał swój dar, ale także czarodziejów Ildakaru, którzy mimo, że ich magia osłabła być, to jednak potrafią sobie doskonale radzić. Po drugiej stronie są dwie czarodziejki bliźniaczki, które znają się na czarodziejskiej robocie. Chociażby wystarczył jeden włos z pięknych blond włosów Nicci, żeby czarodziejkę zaatakować, próbować ją zabić, no ale Panią Śmierci nie łatwo załatwić. A to wszystko zapewnia świetne uatrakcyjnienie tej książki dla czytelnika, która i bez tego jest świetna.


Problem w tym, że w połowie kamienni wojownicy genarała Utroksa są tak bardzo liczni, że chociaż wszystkie sztuczki typowo konwencjonalne i magiczne powodują ciężkie straty u wroga to potencjał tej armii wciąż jest olbrzymi, na tyle groźny, że sam lord Richard będzie zmuszony do interwencji zbrojnej. No ale tego my czytelnicy dowiemy się tego w kolejnych częściach cyklu „Kroniki Nicci” . Nie ma opcji autor jest w świetnej formie i ma rewelacyjne pomysły na kontynuację tego cyklu, i czytelnik może być spokojny, że wiele ciekawych rzeczy się pojawi. I będzie się działo. Mamy powrót smoka Broma wezwał Utros, ale Nicci przekręciła go na swoją stronę i smoczy ogień wypalił część wojsk Utrosa.


Książka jest ciekawa, czyta się szybko, pojawiają się nowi bohaterowie, którzy szybko wkomponowują się w koncepcje autora, są bardzo ciekawie kreowane. Motyw wojny na pewno jest trudny do opisania, mamy przecież także opisane nastroje ludzkości Ildakaru i innych miast. Na pewno solidny potencjał stanowią piraci Norukai, pojawili się już w poprzednim tomie, którzy mają spore ambicje, dążą do podboju Ildakaru i oczywistością jest że muszą spotkać wojska generała Utrosa. Co z tego wyniknie? Książka jest bardzo ciekawa, interesująca. Polecam.






piątek, 14 sierpnia 2020

Andrzej Ziemiański, Virion - szermierz

 Andrzej Ziemiański, 




Virion - szermierz



cykl: Virion., t .4 



Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2019 r.

ISBN:  9788379645169

liczba str.: 640

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: -------

kategoria: fantasy



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 


http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4901959/virion-szermierz/opinia/59792250#opinia59792250      




Autor postanowił zakończyć przygody Viriona na tym czwartym tomie zatytułowanym „Virion – szermierz”. Myśle, że zdecydownaie za szybko biorąc pod uwagę, tempo, logikę, całej tej opowieści, tutaj autor spinał się, żeby logicznie poukładać wątki i to zakończyć. Zdradzić można, że drużyna Viriona podążyła do Troy i tam wszyscy czekają na finał. Zapewne od początku czytelnik się zastanawia, jak człowiek wyjęty spod prawa, poszukiwany przez wymiar sprawiedliwości kilku krajów ma zostać szermierzem natchnionym, czyli kimś kto broni słusznej sprawy i zapewne cesarza Luan też. Wyjaśnienie jest proste, ale jak do tego doszło to już jest bardziej skomplikowane. Właściwie ten cykl taki thriller w świecie fantasy, we wszystkich czterech częściach autor pisze sporo o funkcjonowania państwa, różnych służb jawnych, tajnych i powiązania z władzą cesarza, oczywiście władzą absolutną. Są też typowo polityczne spekulacje dotyczących różnych państw tego uniwersum, po drugiej stronie bardzo wysokich gór, jak powszechnie wiadomo z poprzednich książek dotyczących uniwersum świata Achai. Zwłaszcza istotne są różnice między Luan a Troy, które jak wiadomo już niebawem wejdą w skład Cesarstwa Arkach, które obejmie dwa wielkie i mocarstwa i raczej niewielki kraj, a ten byt obejmie prawie cały kontynent.



W sumie ten cykl to dosyć sentymentalny powrót do tego uniwersum. Wyszło to nie najgorzej, wykreowanie ciekawej postaci Viriona i wielu innych, bardzo barwnie przedstawionej. Jednak dużo mniej jest w tym tej całej mitologii, sprowadzone jest to wszystko do poczynań Zakonu w sprawie upiorów, nie tylko upiorzyc jak się okazuje, bo Niki, Nikt, Zmora, Mara, mają również kolegów. Jest to tak opowiedziane, w sposób niemal ezoteryczny, że trudno się domyśleć o co w tym chodzi. Na pewno ten cykl uzupełnia wiedzę o tym uniwersum. Nie ma rozważań o zmianie epok historycznych, o których mowa w klasyku, czyli cyklu „Achaja”.
Tytuł sugeruje czytelnikowi, że szkolenie jakie chcąc nie chcąc Virion podjął u Horecha powoli dobiega końca i mamy okazję przekonać się, że to prawda, Virion, to prawdziwy cyborg, maszyna do zabijania. Nie mniej ciekawe są przygody prokurator Taidy i jej czarownicy, teraz niewolnicy Luny. Obie wykazały się niesamowitym samozaparciem i konsekwentnie dążyły do celów. Miały bardzo trudnych przeciwników, Zakon, organizację bardzo wpływową we wszystkich krajach znanego świata. Na pewno Taida dokonała ciekawie sprzymierzając się z upiorami, no i Virionem oczywiście, przeciwko Zakonowi.
Najlepszym efektem tego owocnego współdziałania, była prawdziwa inwazja na siedziby Zakonu w Luan i Troy, dokładnie tego samego dnia.


Jak zwykle ciekawa jest kreacja upiornej żony Viriona Niki. Jej umiejętności są jak najbardziej przydatne w tych wszystkich epickich przygodach Viriona i jego towarzyszy podróży, a ta podróż ma dwa znaczenia, ten dosłowny, czyli transfer, z jednego miejsca do drugiego, po przenośny, każdy z nas odbywa swoistą pielgrzymkę przez życie, i to doświadczenia generują to kim jesteśmy. U Viriona ta przemiana jest niesamowita od nieśmiałego chłopca, przeciętnego ucznia Gimnazjonu w Mygarth, po człowieka, który musiał używać głowy do różnych celów, żeby przeżyć, i stać się kim został, z jednej strony proces masakrowania ludzi jest szybki, agresywny, niemal bezmyślny, choć to akurat niewłaściwe słowo, bo jak w każdej nauce czegoś nowego, proces myślenia jest tu niezbędny, nawet jeśli uczy się czegoś takiego jak zabijania.


Ciekawe jest to, że również przemiana Viriona polegająca na tym, że powoli wchodzi na taki poziom perfekcji w morderczej robocie, że z ucznia, którym by do tej pory, zmienia się w nauczyciela, i to on uczy delikatną szlachciankę Natriję jak ma się bronić i okazało się, że ma w niej pojętną uczennicę. Natrija dwa razy trafiła w ręce Zakonu, raz wyrwał ją Viron robiąc przy okazji spory bałagan, a drugi raz poradziła sobie sama zabijając trzech rycerzy, a czwartego sprytnie porobiła intelektem, sprytem i bardzo ładnym uśmiechem. Dowodzi to ewidentnie, że w tej krwawej robocie intelekt bardzo się przydaje.


Biorąc pod uwagę, że autor przyjął założenie, że ma zamiar przedstawić młodość Viriona, pełną szalonych przygód, i wychodzenie z opresji z których nie da się wyjść, a jednak daje radę, to książka jest poprawna i jest zgodna z oczekiwaniami. Ciekawe są te motywy, które zbliżają książkę do thrillera, rozpracowywanie przez służby Zakonu, który jest państwem w państwie, a nawet w państwach, bo wszędzie ma swoje wpływy, uzasadniając swoje działania obroną cywilizacji. I tego typu motywów jest zdecydowanie za mało, bo przecież na mitologia nawet zbliżająca uniwersum Achai do science fiction. Ziemiański ustami swoich bohaterów mówi nam, że w kosmosie mogą być tylko ludzie, zielone i jakieś inne dziwne, obce ludziki to fikcja. Można się z tym zgadzać lub nie, ale ma to jakiś sens. Na pewno rozwijanie motywu tego uniwersum jest ciekawe jeśli autor będzie się tego w przyszłości podejmował. Książka jest bardzo dobra, po przeczytaniu ostatniej strony czytelnik żałuje, że to już koniec, a to przecież nie są cienkie, pod kątem zawartości, liczby stron, książki. Ten cykl czyta się niesamowicie szybko, ciężko się oderwać od czytania, a to niewątpliwie jest zaleta. Czytelnik niewątpliwie dostrzega kunszt pisarski autora. Kreacja postaci jest rewelacyjna, bohaterowie są ciekawi, wiarygodni, interesujący. Właściwie mamy tu cały przekrój społeczny, od elit władzy Cesarstwa Luan, po chłopów i niewolników. Teoretycznie nie istnieje instytucja wyzwoleńców jak w starożytnym Rzymie, ale wiadomo, że są niewolnicy, elity, wśród tej grupy, którzy prosperują całkiem dobrze jak np. Luna, czy nałożnica cesarza, w praktyce piąta osoba w państwie, mająca władzę większą niż monarchowie z mniejszych krajów. Podobnie ma się sprawa z kreacją tego całego literackiego świata, uniwersum Achai, jest ciekawa, nie brakuje nawiązań do starożytnego Rzymu, ale tez pamiętamy, że świat jest u progu przemian, czyli wejście w nową epokę, która potrwa tutaj zdaje się ok tysiąca lat, aż do przybycia ludzi z za gór, czyli marynarka wojenna Rzeczypospolitej Polskiej. No ale o tym akurat w tej książce tego nie ma. Po za tym co czytelnik już wie, że ludność tego świata ma otwarte umysły i poradzi sobie z różnymi przemianami zachodzącymi w świecie. A to jak pokazuje historia jak najbardziej naszego świata, jest to bezcenna umiejętność. Książka zatytułowana „Virion –szermierz” jest bardzo dobra, podobnie pozostałe książki tego cyklu. Polecam.