czwartek, 25 maja 2023

Nevil Shute, Ostatni brzeg

 Nevil Shute, 



Ostatni brzeg



Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Data wydania: 2021 r.

ISBN:  9788381882118

liczba str. :  344

tytuł oryginału:   On the Beach

tłumaczenie: Zofia Kierszys

kategoria:  fantastyka postapokaliptyczna


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/ostatni-brzeg/opinia/65643125    



Dziwny zbieg okoliczności sprawił, że jedna z ważniejszych książek w historii literatury jest z gatunku fantastyki postapokaliptycznej. Tak, tak, nie ma wielkiej przesady w tym, że Shute, jeden z prekursorów tego gatunku, autor książki zatytułowanej "Ostatni brzeg" napisał taką książkę, żeby dać nam wszystkim do myślenia, co się może wydarzyć, jeśli politycy bez opamiętania atomówkami się zabawią i będzie się działo!


No i to pytanie czy ocaleje chociaż ten tytułowy Ostatni brzeg? Wiemy, że jest nim Australia, nowa nadzieja, nowa ziemia obiecana ludzkości. Biorąc pod uwagę talent pisarski Dmitrija Głuchowskiego i wielu innych pisarzy, twórców postapo, ta książka nie jest może jakaś rewelacyjna. Ale jednak jest genialna!


O co tu chodzi? Siedzą goście w statku podwodnym, płyną przez cały świat i głowią się czy jest jakiś ląd, czy jest jakaś nadzieja dla nas ludzi, i czy historia ludzkości nie skończy się wraz z ubytkiem energii atomowej napędzającą łódź podwodną? A może nie zdają sobie sprawy z doniosłości wydarzeń, choć to mało prawdopodobne. A to już właściwie charakteryzuje całą serię "Metro Uniwersum 2033 i 2035", że mamy coś nowego, zupełnie inną, beznadziejną rzeczywistość i trzeba sobie radzić.


Ci ludzie ze statku podwodnego, chociaż teoretycznie są na morzu i płyną z punktu A do jakiegoś punktu B, to jednak są rozbitkami, bo cały świat diabli wzięło!, a punkt A już nie istnieje, a punkt B? Tak więc płyną, płyną pod wodą, przez bardzo długi czas. Pozornie dalej prowadzą raczej rutynowy tryb życia, wykonują obowiązki wynikające z ich funkcji na statku, ale jednak mają świadomość tego co się wydarzyło, no i tej cholernej ciszy w eterze, która świadczy o jednym! Siłą rzeczy pojawiają się dokładnie te same pytania filozoficzne, religijne, socjologiczne, i z jakich jeszcze spekulacji naukowych się tylko da, jakie dało się przeczytać w innych książkach. No i czytelnik też przecież w tej sprawie obojętny nie jest, bo chociaż trudno sobie taką rzeczywistość wyobrazić, to po pierwsze strach jest, a po drugie wierzymy, że to co czytamy, pozostanie na swoim miejscu, czyli tylko i wyłącznie jako fikcja literacka. Wierzymy, że do tego nie dojdzie, a na pewno ta nasza wiara w ten cud, co i rusz jest targana wątpliwościami. Ale wierzymy i żyjemy dalej. Wierzymy niezależnie od tego, ile jest osób, u których podejrzenia o choroby psychiczne są w jakiś sposób uzasadnione, będzie lokatorami centrów decyzyjnych świata! Wierzymy, bo chcemy wierzyć, że mamy jakieś życie, no i kolejne pokolenia również. Dowodzi do tego, że fantastyka wszelaka wcale taka lekka i przyjemna nie jest, jakby się to mogło wydawać, i potrafi czytelnikowi dać solidnie po głowie, żeby mózgownica się ruszała, tak jak to się stało kilkadziesiąt lat temu między innymi dzięki tej książce właśnie.


Książka jest po prostu wybitna, nic dodać nic ująć. Polecam.



czwartek, 11 maja 2023

Andrzej Pilipiuk, Przyjaciel człowieka

 Andrzej Pilipiuk,



 Przyjaciel człowieka 



cykl: Światy Pilipiuka, t. 11



Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2020 r. 

ISBN:   9788379645237

liczba str.: 375

tytuł oryginału: -------

tłumaczenie: ---------

kategoria: fantastyka



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/przyjaciel-czlowieka/opinia/76417829   




  

Inne możliwości, [ w: ] A. Pilipiuk, Przyjaciel człowieka




Jedno co można powiedzieć o tym tomie opowiadań, że te opowiadania są na pewno ciekawe i wcale nie takie krótkie, z dwóch jakby się troszkę bardziej uprzeć dałoby się oddzielną książkę zrobić. Te dwa dotyczą doktora Pawła Skórzewskiego, autor pozwolił mu pozwolić sędziwego wieku, dobre 80 +, pierwsze mamy w latach 20, tam mówi, będąc na kongresie naukowym w Wenecji, że ma 80 lat, a drugie to już druga wojna światowa, więc jeżeli dobrze policzyć, to wynika z tego, że doktorek otarł się o setkę, a jak już doczekamy się kiedyś powojennej epopei przygód Pawła Skórzewskiego będziemy mogli być pewni, że był rekordzistą w XX w., i że tylko Jakub Wędrowycz i wybitnie wiekowy jego kumpel Semen są lepsi od niego. Co my tam mamy jeszcze? Chociażby powrót do uniwersum wykreowanym w opowiadaniu "Harcerka", które zrecenzowałem zajmując się tomem "Litr ciekłego ołowiu", więc nie ma potrzeby do tego wracać. Koncept przyjaciela człowieka, polegał na tym, że znaleziono robota, który sprzyjał ocalonym z post apokalipsy ludziom, co jawnie nawiązuje do cyklu "Fundacja" Asimova, nic dodać nic ująć. Postanowiłem wybrać opowiadanie, tym razem stosunkowo proste, wręcz banalne, można powiedzieć. Ale jednak istotne dla całej koncepcji "Światów Pilipiuka"


Jest to opowiadanie zatytułowane "Inne możliwości" , tu mamy, jak można się domyśleć Roberta Storma. Jak wiemy ta persona lubi rozwiązywać zagadki z przeszłości, ale nawet on, mimo, że ma sporą wiedzę, doświadczenie również posiłkuje się wiedzą innych, jest to jego kolega, rówieśnik, Piotrek, a drugi to zegarmistrz pan Maciej, nawet przez chwilę to on jest narratorem, opowiada bardzo nostalgicznie, że kiedyś to było. Pan Maciej kupił od jakiegoś pijaczka stary album ze zdjęciami, a cel tego był jeden, żeby Robert Storm się nie nudził, tylko wziął się za rozwiązanie kolejnej zagadki z przeszłości, oczywiście nie bez pomocy zegarmistrza. Były to zdjęcia okrętu z początku XX stulecia. Panowie uznali, że temat jest na tyle fascynujący i ciekawy, że warto go rozwikłać. Robert i Piotrek wybrali się między innymi do Grecji, żeby wyjaśnić jakie były dalsze losy tej raczej luksusowej jednostki pływającej, która przepłynęła całkiem spory obszar morski. Robert i Piotrek z pasją, cierpliwością i precyzją biorą się za swoją robotę. Przedziwnym zbiegiem okoliczności znalazł się zleceniodawca na znalezienie tego albumu, który przypominam, menel znalazł na śmietniku, a kupił go zegarmistrz, co pomogło Robertowi wyjaśnić co za hrabia był jego posiadaczem i jaka była jego historia i gdzie pływał ten statek na zdjęciach z albumu. A to nie koniec całej historii, bo na jednej z greckich wysp jest ukryty skarb, dużej wartości, z potencjalnego odkrycia wszyscy będą zadowoleni, bo i właściciele, i zatrudnieni archeolodzy też troszkę znaleźnego dostaną, oprócz pieniędzy za realizowanie misji. Robertowi i Piotrkowi pozostało wziąć się solidnie do roboty i wyjaśnić wszystkie zagadki, tego jak sądzę bardzo prestiżowego zlecenia.


Bardzo fajne jest te opowiadanie, pozostałymi z tego tomu czytelnik zawiedziony nie będzie. Opowiadania są ciekawe, mają tzw. klimat. To które wybrałem jest bardzo interesujące, dowodzi, że z pozoru nikomu niepotrzebny przedmiot jak stary album ze zdjęciami może mieć fascynującą historię i doprowadzić po nitce do kłębka do czegoś jeszcze bardziej fantastycznego, może to być skarb jak tutaj, a może być coś jeszcze innego, jakiś ciekawy przedmiot albo poznanie osób, które są jakoś ze zdjęciami związane. Na pewno to dobra historia.







poniedziałek, 24 kwietnia 2023

Isabel Allende, Ines, pani mej duszy

 Isabel Allende, 


Ines, pani mej duszy 


Wydawnictwo: Muza 

Data wydania: 2008 r. 

ISBN:   9788374953719

liczba str.: 400

tytuł oryginału: Inés del alma mia

tłumaczenie: Marta Jordan 

kategoria: literatura piękna, powieść historyczna 


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/52467/ines-pani-mej- duszy/opinia/75668166#opinia75668166      




Isabel Allende, chilijska pisarka, znana jest z tego, że pisze bardzo ciekawe książki przepojone kunsztem pisarskim, wręcz magią literacką. Nie inaczej jest w tej niezwykle barwnej opowieści zatytułowanej "Ines, pani mej duszy". Główna bohaterka Ines Suarez to postać autentyczna, hiszpańska szwaczka, która dotarła do Ameryki południowej, najpierw Peru, potem Chile. Jej życiorys jest niezwykle bogaty w przeżycia wszelkiego rodzaju, że dałoby się nim obdzielić, kilka, może nawet kilkanaście osób. Tytuł "Ines, pani mej duszy" sugeruje, że sporo będzie w książce motywów typowo romantycznych, w tym sporo miłosnych uniesień i oczywiście czytelnik nie zawiedzie się w tej materii. Dzieje się.



Ale jednak posądzanie autorki o to, że dryfuje ze swoją twórczością w kierunku pisania romadsideł jest całkowicie nieuzasadnione. Bo w tej książce mamy o wiele więcej motywów. Przy okazji opisywania biografii pani Ines mamy dość szeroko opisaną panoramę Europy XVI wieku, w której sporo się działo. Jednak jak w przypadku wielu ludzi na przestrzeni ostatnich kilkuset lat zdecydowała się odbyć długą podróż do Ameryki Południowej. Trafiła do Peru w czasie konkwisty Pizzarra, zakochuje się w Pedro de Valdivii, jednym z uczestników tego wydarzenia, czyli rabunku Indian na wielką skalę. Obydwoje wyjeżdżają z Peru i trafiają do Chile, i mieszkają w stolicy Santiago de la Neuva Exstremadura, dzisiaj Santiago de Chile. Po drodze Ines przeżyła mnóstwo przygód, budowania cywilizacji w kolonii, nie brakowało krwawych batalii z Indianami, o ziemię, żywność, o wszystko.


Książka podzielona jest na sześć rozdziałów, każdy to kolejny z etapów życia Ines, są to czy to poszczególne miejsca, a także podział na okresy w samym Chile, na lata trudne i przynajmniej w miarę normalne. W sumie bliżej tej książce do powieści historycznej, co jest raczej nietypowe dla twórczości pisarki. Ale z drugiej strony nie kojarzę, żeby było jakoś bardzo dużo literatury dotyczącego motywu kolonizacji, podboju ziem zajmowanych przez Indian. Budowania przez Europejczyków nowych krajów, a co za tym idzie tworzenia się nowych tożsamości narodowych, bo mimo, że ci ludzie do dnia dzisiejszego mówią europejskimi językami, to jednak wytworzyli zupełnie inne, nieeuropejskie tożsamości narodowe, i pod tym kątem, to jest ciekawy eksperyment społeczno – historyczny. I w sumie dobrze, że ta książkę czytam w ramach akcji Book Trotter, bo za koncepcją podróży literackich idzie też koncepcja czytania, czegoś nowego, poznawania nowych perspektyw punktów widzenia, którą daje czytanie literatury z poszczególnych krajów, i to bez względu na gatunek literacki i oceny książek jakie akurat są czytane. Ta niezwykle interesująca książka jest bardzo ciekawa. Polecam.




       




czwartek, 20 kwietnia 2023

Robert M. Wegner, Każde martwe marzenie

 Robert M. Wegner, 



Każde martwe marzenie


cykl: Opowieści z Mekhańskiego pogranicza, t. 5


Wydawnictwo: Powegraph

Data wydania: 2018 r. 

ISBN: 9788364384868

liczba str.: 744

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: ---------

kategoria: fantasy


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4368669/kazde-martwe-  marzenie/opinia/75589573#opinia75589573             





Z cyklu "Opowieści z Mekhańskiego pogranicza", oczywiście z dotychczas napisany pozostał mi do przeczytania, ostatni piąty tom cyklu zatytułowany "Każde martwe marzenie". Oczywiście, podobnie jak w przypadku poprzednich tomów autorem jest Robert M. Wegner. I nie jest żadnym odkryciem, że książka jest bardzo ciekawa. W przypadku cykli kilkutomowych wcale pewne nie jest, że wszystkie tomy będą na tyle solidne, że utrzymają przyzwoity poziom, tu obaw nie ma. Jest dobrze.


W książce jak zwykle sporo się dzieje, nie tylko na rubieżach imperium, jak sugeruje tytuł chociażby, ale też zarówno czytelnik, jak i Mekhańczycy z książki, przekonują się, że nie ma tak dobrze, że jak jest jakiś rwetes na pograniczach, nie ma to wpływu na całość państwa, a nawet na to co się dzieje w stolicy. Imperator i doradcy, czyli po prostu rząd, mają głowę zaprzątniętą wozakami i innymi zagrożeniami z bliskiej i dalszej zagranicy. Zresztą, o ile sobie przypominam, pojawia się po raz pierwszy sam cesarz w książce. Pewnie chodzi o to, że dotychczas władze prowincji jakoś radziły sobie z problemami, a teraz czas przyszedł czas, żeby góra sprawami się zajęła.


Ważnym problemem dla cesarstwa Mekhańskiego jest np powstanie niewolników w południowych prowincjach. Nie trudno się domyślić, że tak jak w historii, kiedy to rebelię niewolników wywołał gladiator Spartakus, problem nie był tylko lokalny, ale o dziwo zagrożony był nawet sam Rzym. I żeby się uporać z tym problemem wysiłek sródziemnomorskiego mocartwa był znaczny. Tu w książce jest dokładnie tak samo. Problem walki niewolników o swoje prawa uderza w interesy Mekhamu i sprawa jest poważna. W sam wir wojny trafił główny bohater Genno Laskolnik. Dzieje się i leje się sporo krwi.


Nie mam wątpliwości, że interesująca jest ta podróż literacka do Mekhamu i jego rubieży. Jest ciekawa koncepcja, sporo tu wojen, opisów batalistyki. Kreacje bohaterów i różnych motywów fantastycznych są bardzo ciekawe. Ta książka, jak i cały cykl, jest świetna. Polecam.

sobota, 15 kwietnia 2023

Andrzej Pilipiuk, Czarna góra

 Andrzej Pilipiuk, 



Czarna góra


cykl: Światy Pilipiuka, t. 12



Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: 2021 r.

ISBN:   9788379646357

liczba str.: 396

tytuł oryginału: -------

kategoria: fantastyka


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/czarna-gora/opinia/75973106    



       

Czarna góra [ w: ], A. Pilipiuk, Czarna góra



Przeczytałem kolejny tom opowiadań, zatytułowany "Czarna góra" Andrzeja Pilipiuka, który znalazł się w cyklu "Światy Pilipiuka", wspominałem przy okazji poprzedniej recenzji książki zatytułowanej "Carska manierka" wtedy tytułowe opowiadanie dotyczyło Roberta Storma, a teraz tytułowe opowiadanie dotyczy doktora Pawła Skórzewskiego. To drugi bohater, jak się okazało stosunkowo mało znany. Autor wyspekulował, że trzeba to nadrobić i opowiedzieć skąd się wziął i jak to się stało, że stał się słynnym lekarzem, który zwiedział kilka krajów i nie brakowało mu okazji do rozważań natury typowo medycznej.


Opowieść ta jest niezwykle fascynujące, doktor pochodził z Syberii, no i przy tej okazji czytelnik ma okazję poczytać jakie były realia życia na które zesłano rzesze naszych rodaków i na ogół nie było wesoło. W sumie nie ma dużo tego typu motywów w naszej literaturze, Mickiewicz był na Krymie, i te przyjemności go ominęły. Ciekawa jest przeprawa Rufina Piotrowskiego przez syberyjskie puszcze opisała to Elżbieta Cherezińska w książce "Turniej cieni", widziałem też oryginalne pamiętniki w księgarni tego specyficznego podróżnika. Jest jeszcze troszkę tych książek, ale w sumie niewiele więcej. Wynika z tego, że dobrze, że mamy u Pilipiuka tą tematykę.


Oczywiście istotna jest też postać doktora Pawła, który również odbył podróż z Syberii do najpierw zachodniej Rosji, w granicach której był spory obszar naszego kraju, a potem to już dalej na zachód. Mamy interesującą ciekawostkę medyczną, jakąś lokalną plagę, której tajemnice trzeba było wyjaśnić. Brał w tym udział młody adept medycyny Paweł Skórzewski, który w wieku 16 lat, w trudnych warunkach, przeprowadził, pierwszą, i to o dziwo, udaną operację.


Oczywiście to bardzo duże skrócenie przebiegu wydarzeń, bo dzieje się tutaj naprawdę sporo, samo opowiadanie aspiruje do tego, żeby być najlepszym napisanym przez Pilipiuka, więc koniecznie warto się z nim zapoznać. Autor pisze ciekawie i barwnie. A z racji, że ta postać, oprócz Roberta Storma, pojawia się we wszystkich zbiorach opowiadań to warto się z tymi bohaterami czytelniczo zapoznać jak to proponuje nam autor. Bo przecież sam koncept, żeby w ciekawy sposób opisać przygody lekarza jest genialny. Opowiadanie mimo, że jest dosyć długie czyta się szybko i jest tak niesamowite, że nie sposób oderwać się od kart książki dopóki nie doczyta się do ostatniej kropki. A to już naprawdę wiele mówi jakie to opowiadanie, jest, że jest świetne. Zdecydowanie polecam.


poniedziałek, 27 marca 2023

Dmitrij Głuchowski, Opowieści o ojczyźnie

 Dmitrij Głuchowski,



Opowieści o ojczyźnie






cykl: Opowieści o ojczyźnie, t. 2



Wydawnictwo: Insignis

Data wydania: 2023 r. 

ISBN:  9788367323758

liczba str.: 330

tytuł oryginału: Rasskazy o radzinie

tłumaczenie: Paweł Podmiotko

kategoria: fantastyka, political fiction 


recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5055672/opowiesci-o-ojczyznie/opinia/75624782#opinia75624782


Wezwanie [ w: ] Dmitrij Głuchowski, Opowieści o ojczyźnie


Zapewne niewiele jest osób, czytelników, których trzeba przekonać do tego, że twórczość rosyjskiego pisarza Dmitrija Głuchowskiego, tego od "Metra 2033", to mistrzostwo świata. Ostatnie kilka miesięcy dowiodła tego, że fantastyka, nie dość, że nie jest oderwana od rzeczywistości, to real jest w stanie stworzyć takie motywy, które tylko pisarz fantastyki jest w stanie wykreować w swojej głowie i przelać to na karty papieru. Metro w Kijowie, czy zakłady Azowstal w Mariupolu, to chyba najbardziej oczywiste przepowiednie Głuchowskiego, jak się okazało, które kojarzymy z tych książek. Inną mniej oczywistą jest Moskowia, czyli ukraiński postulat, żeby tak nazywać Rosję. Bo tego czy Rosja jest w stanie się skurczyć do okolic Moskwy, to tego nie wiemy? Bo to już jest analityka polityczna na arcymistrzowskim poziomie. A czemu tyle piszę o polityce, jak rzadko, zapytacie zapewne. Odpowiedź jest jedna, chcecie się dowiedzieć, co z tą Rosją?, czytajcie książki Głuchowskiego. Jest to druga cześć "Opowiadań o ojczyźnie", jedynka wydana u nas jest pt. "Witajcie w Rosji", A ta czytana przeze mnie teraz dwójka jest tak mocna i wyrazista, jak to w literaturze mniej więcej George Orwell potrafi. I to przy zastosowaniu tak prostego i minimalistycznego w swojej formie wyrazu jak opowiadanie, jak napisał to Głuchowski. To jest niesamowite!


Opowiadania są po prostu genialne, z jednej strony na pograniczu banalizy, a z drugiej są tak nasycone treścią, że szok, z jednej strony teoretycznie fantastyczne, a z drugiej przerażające realizmem. Bohaterami są oczywiście wszyscy Rosjanie, choć tych głównych jest dwóch. Nazywa się tu ich Urzędujący Prezydent i Narodowy Przywódca. Jak ktoś w tym kraju ma parę zbędnych walizek z zieloną walutą może zostać każdym z wyjątkiem Narodowego Przywódcy. Czyżby to była nowatorska odmiana czegoś co funkcjonowało w ZSRR? Tam osoba chora psychicznie mogła być każdym, ale żaden, nawet największy świr, nigdy nie odważył się być Stalinem. W książce autor znakomicie wyjaśnia symbolikę tych walizek z forsą. W Rosji chodzi nie tyle o to, że te pieniądze są sporo warte, ale o to, że jej posiadacz jest samcem alfa, i domyślnie, w kraju arcymistrzów kombinatoryki stosowanej posiadacz walizki udowadnia, że jego poziom kombinowania jest wystarczająco wysoki, że się nadaje do tego, żeby być w elicie tego kraju.


Biorąc się za jakiekolwiek opowiadanie z tego zbioru 13 opowiadań, którym jestem zainteresowany, swoim zwyczajem, w takim przypadku. Jednak zaznaczyć trzeba, że absolutnie wszystkie opowiadania są dobre i trzymają naprawdę wysoki poziom, no ale któreś trzeba było wybrać. Wybrałem te zatytułowane "Wezwanie".


Chodzi w tym opowiadaniu o to, że Wania/Iwan dostał wezwanie do Moskwy i prestiżową propozycję pracy, taka której się nie odrzuca. Kluczowe w tym wszystkim jest przedszkole. Na kilku stronach jest opowiedziana rutyna przedszkolna. A potem przez 50 lat nic, Wania, teraz dorosły Iwan, był zwykłym pracownikiem fizycznym zarabiał tyle tych rosyjskich rubli, żeby starczyło na wegetację. Tytułowe wezwanie wyszło z Moskwy, konkretnie z kancelarii prezydenta. Iwan dowiedział się, że jakie będą jego obowiązki i że na dzień dobry ma zarobić 50 tysięcy dolarów. Dziwił się jakie są jego zasługi, że dostąpił takiego zaszczytu i zasłużył na ten niebywały awans finansowy i społeczny. Szybko się zorientował, że jego kolegami z roboty są koledzy z przedszkola. Dowiedział się, a może sobie po prostu to przypomniał po 50 latach, też kim jest, Pierwszy!, z kolegów z przedszkola. I wszystko było jasne...


Te opowiadanie jest rewelacyjne i wszystkie pozostałe również, są fajne. Bardzo proste w odbiorze, opisy motywów, postaci są interesujące, na pewno to wszystko daje do myślenia. A wziął się za napisanie tej książki pisarz, który podobno "jest pod działaniem wrogiej agentury". Jeżeli tak rzeczywiście jest, to Narodowy Przywódca ma duże podstawy do tego, żeby bać się literatów ze swojego kraju, bo ci sprawiają, że na tzw. Zgniły Zachód wychodzą najbardziej skrywane przez system tajemnice państwowe. Literatura potrafi być niebezpieczna! I Głuchowski napisał tą książkę z premedytacją! Nic dodać nic ująć.


piątek, 17 marca 2023

Andrzej Pilipiuk, Carska manierka

 Andrzej Pilipiuk, 



Carska manierka 


cykl: Światy Pilipiuka,  t. 6




Wydawnictwo: Fabryka słów

Data wydania: 2013 r. 

ISBN:  9788375749052

liczba str. : 352

tytuł oryginału: ----------

tłumaczenie: --------

kategoria: fantastyka 



recenzja opublikowana na lubimyczytac.pl: 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/197594/carska-manierka/opinia/18868461#opinia18868461



 Carska manierka [ w: ] A. Pilipiuk, Carska manierka



Wiadomo z grubsza o co chodzi w opowiadaniach Pilipiuka, głównymi bohaterami z reguły są Robert Storm, a drugim lekarz Paweł Skórzewski. Ciekawostką jest, że autor postanowił zapoznać swoich czytelników skąd wzięły się trudne początki tych bohaterów. W tym opowiadaniu zatytułowanym "Carska manierka" mamy opowiedzianą historię nastoletniego Roberta Storma i wyjaśnienie skąd się wzięła ta pasja archeologiczna tego bohatera. Poznajemy nastoletniego Roberta, jeszcze ucznia liceum. Zdradzić mogę sekret, że czytam w innym zbiorze opowiadań opowiadanie "Czarna góra" i tam będzie o nastoletnim Pawle Skórzewskim. Jak wiemy z opowiadań, zarówno jedna jak i druga postać to wybitne osobistości. Spotkać się raczej szans nie mają bowiem dzieli nieco ponad sto lat. Doktor żył na przełomie XIX i XX wieku, a archeolog żyje w czasach współczesnych, czyli przełom XX i XXI wieku.


Spiritus movens, czyli siłą sprawczą, kariery archeologa poszukiwacza skarbów z przeszłości Roberta Storma była właśnie tytułowa carska manierka, którą Robert znalazł gdzieś na budowie. No bo w tej branży dorabiał sobie do kieszonkowego w wakacje. Zainteresował się tym XIX wiecznym znaleziskiem, niby nic niezwykłego pewnie pełno tego typu skarbów da się znaleźć. Ale Robert szybko ujawnił swój analityczny umysł, zmysł do rozwiązywania zagadek z przeszłości, no i pasja, z której za kilka/kilkanaście lat będzie żył, sam wyszukując znalezisk, albo pomagając ludziom w poszukiwaniach i rozwiązywaniu zagadek. Wyrabiając sobie przy tym wyśmienitą markę fachowca od tych spraw.


W tej manierce zagadkowy był szyfr, który był związany z kampanią wojenną w czasie powstania styczniowego. Szyfr zdradzał jakąś tajemnicę, którą mógł rozwikłać ktoś kto miał do niego dostęp. Po kilkunastu dekadach historyk archeolog musi dedukować, korzystając z wiedzy, ewentualnie typowo ścisłych umiejętności kryptograficznych. Nie trudno się domyśleć, że młody Robert daje radę, i to zapoczątkuje wieloletnią przygodę w specyficznym obcowaniu z przeszłością.


Opowiadanie jest ciekawe, kreacja Roberta Storma jak zwykle jest fajnie, ciekawie i wiarygodnie przez Pilippiuka zaprezentowana. Inne opowiadania z tego zbioru też są interesujące i warto je poznać. Polecam.